| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        

BloGalaxia

Wpisy z tagiem: Argentyna

środa, 08 czerwca 2011

Dawno już nie zaglądałem za miedzę. Za tą dosłowną (czyli poza Wenezuelę), jak i tą i internetową (czyli na inne strony w sieci). Czas to wszystko naprawić.

  • Argentyna sparaliżowana. Lotniczo. W Chile wybuchł wulkan, a wiatr wszystkie prawie wyziewy zdmuchuje w stronę Argentyny. I wczoraj dodmuchał chmurę pyłu aż do Buenos Aires. Efekt jest taki, że w Patagonii ogłoszono stan wyjątkowy, samoloty po tym kraju nie latają, odwoływane są też loty zagraniczne z i do Buenos Aires. O wszystkim pisze tierralatina.pl.
  • Dwie dziewczyny ruszyły w podróż dookoła świata. W tej chwili turlają się przez Amerykę Południową. Mają już za sobą Argentynę, Chile, Peru i Boliwię. Ciekawie opisują swe wrażenia i spostrzeżenia. Zdarza sie wprawdzie, że powielają typowe i nie do końca prawdziwe gringo-stereotypy, że zbyt szybko wydają wyroki, czy po prostu się mylą (któż tego nie robi?). Niemniej wszystko dobrze się czyta i sporo jest w tekście interesujących wskazówek dla potencjalnych backapackersów.
  • Okazuje się, że można pracować dla jednego z najbardziej znanych, globalnych przewoźników i nie znać podstaw geografii. Polski oddział Air France umieścił Meksyk w Ameryce Południowej! O sprawie na blogu Sur del Sur.
  • W Peru zamknęło się polityczne koło życia. Jak? No bo patrzcie: Fujimori wygrał prezydenturę z Toledo, Toledo wygrał ją z Garcíą, García wygrał ją z Humalą, Humala wygrał z Fujimori! O tym wszystkim, o lękach i nadziejach związanych z tym wyborem, o tym czy prezydent-elekt Ollanta Nazionalsozialismus Humala będzie populistycznym pajacem w stylu Hugo Cháveza, czy może jednak pójdzie socjaldemokratyczną droga Luli da Silvy poczytać można (po hiszpańsku!) w wyśmienitej Macicy Marco Sifuentesa.

Miłej lektury.

wtorek, 07 września 2010

Tak przynajmniej twierdzą dziennikarze argentyńskiego tygodnika Noticias – ich zdaniem Nestor Kirchner, były prezydent, mąż aktualnej prezydent i prawdopodobny kandydat w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, otoczył się doradcami nie kryjącymi swej admiracji wobec, nie tyle ideologii wenezuelskiego prezydenta, co jego zdolności utrzymywania się przy władzy. Jeden z nich, politolog i – jak sam się określa – „były marksista” Ernesto Laclau otwarcie przyznał w rozmowie z tygodnikiem: „Potrzebne są slogany i symbole obnażające radykalny podział społeczeństwa, działania będące krystalizacją populizmu”.

Według tych kirchnerowskich zauszników jedyną szansą na sukces w przyszłorocznych wyborach prezydenckich jest doprowadzenie do jak największej polaryzacji argentyńskiego społeczeństwa, nieustanne wzniecanie wewnętrznych konfliktów i napięć i rozdrapywanie już zagojonych ran.

Proponowane metody są żywcem importowane z Wenezueli – okupowanie ulic przez zwolenników reżimu, przyzwolenie na działanie nierespektujących prawa bojówek, walka z prasą i Kościołem, kupowanie politycznych sojuszników, korupcja jako program lojalnościowy.

Nestor Kirchner jak Hugo Chavez

Metody to dość radykalne, ale i stawka przyszłorocznych wyborów jest – jak zauważa tygodnik – bardzo wysoka – zachowanie klanowej władzy, bądź... proces i więzienie. Kirchnerowie w ciągu ostatnich kilkunastu lat stali się z prowincjonalnych polityków, jedną z najbogatszych rodzin w Argentynie. Całkiem oficjalnie są właścicielami dziesiątek firm, nieruchomości i hoteli. W ostatniej deklaracji majątkowej sami oszacowali swój stan posiadania na ponad 8,5 miliona euro – suma, której w żaden sposób nie da się wytłumaczyć ich oficjalnymi zarobkami. I która nie obejmuje, oczywiście, dóbr oficjalnie należących do najbliższej rodziny, np. siostry Nestora (też w rządzie na ministerialnym stanowisku), oraz dwójki ich dorosłych już dzieci.

Zdaniem lokalnej prasy to wszystko , te zadeklarowane i oficjalne bogactwo, choć i tak niewytłumaczalne, to jednak tylko tylko czubek góry lodowej. Bo prawdziwe finansowe imperium Kirchnerów jest poukrywane za nazwiskami zaufanych i dyskretnych współpracowników, czy nazwami spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych. Eduardo Duhalde, poprzednik Nestora Kirchnera na prezydenckim fotelu i członek tej samej peronistycznej partii, zaapelował niedawno do Argentyńczyków o czujność, bo – jak się wyraził – „Kirchnerowie ukraść mogą nawet Casa Rosada”, czyli znajdujący się w centrum Buenos Aires pałac prezydencki...


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , .

niedziela, 04 października 2009

Nie będę ukrywał, że posmutniałem. Bo choć, oczywiście, informacji tej już od kilku dni się spodziewałem, to jednak – tak jak wielu – jakoś po cichu liczyłem, że może to jeszcze nie teraz... Jednak nie – choć ludzie tacy jak ona powinni żyć wiecznie, Mercedes Sosa zmarła przed kilkoma godzinami w Buenos Aires.

Czuję się tak jakbym stracił kogoś bardzo bliskiego. Bo w sumie Mercedes Sosa, jej piosenki i niepowtarzalny głos były mi bardzo bliskie. Z nimi uczyłem się hiszpańskiego, to dzięki nim zainteresowałem się bliżej poezją Pabla Nerudy... Zresztą link do jej strony internetowej znajduje się w bocznej szpalcie od samego początku istnienia tego bloga. „Najwspanialszy GŁOS Argentyny” – napisałem wówczas w opisie tego łącza. Niewykluczone, że dzisiaj napisałbym: Mercedes Sosa - najwspanialszy głos całej Latynoameryki. Po prostu.

Bo gdybym musiał wybrać jednego, ulubionego latynoamerykańskiego muzycznego artystę, to pewnie wybór padłby właśnie na Czarną, bo właśnie tak – La Negra – najczęściej nazywają ją jej fani. Zresztą wystarczy spojrzeć na moje muzyczne statystyki:

Nikt chyba nie zrobił tyle co ona dla popularyzacji południowo-amerykańskiego folkloru, to ona wprowadziła go „na salony”. Mercedes Sosa była jedną z prekursorek czerpania muzycznych inspiracji w tradycyjnych melodiach Indian i odważnego mieszania najróżniejszych gatunków – tanga z muzyką sakralną, rocka z folkiem, rytmów brazylijskich z argentyńskimi. Czyli modne dzisiaj fusion, z kilkudziesięcioletnią antycypacją.

O jej otwartości i muzycznej odwadze najlepiej chyba świadczy niekończąca się lista atrystów, których, w trakcie swej blisko 60-letniej muzycznej kariery, zaprosiła do wspólnych występów. Są wśród nich tak różni muzycy jak Shakira, Lila Downs, Julieta Venegas, Calle 13, Charly García, Fito Paéz, Caetano Veloso, Nana Mouskouri, Francis Cabrel, Luciano Pavarotti, Martha Argerich...

Śpiewane przez nią Todo cambia, Sobreviviendo, czy Gracias por la vida zna chyba każdy Latynos. I choć to nie Mercedes Sosa utwory te napisała, czy skomponowała, to właśnie dzięki jej interpretacji stały się one prawdziwymi hymnami. A skompowana przez Ariela Ramíreza Misa Criolla (Msza kreolska) już chyba nigdy nie doczeka się lepszego niż jej wykonania.

Długo się zastanawiałem jaki utwór wkleić do tej notki. Nic chyba jednak nie pasuje lepiej do dzisejszych okoliczności niż to – Si se calla el cantor (Gdy zamilknie pieśniarz):

Si se calla el cantor
(aut: Horacio Guarany)

Si se calla el cantor calla la vida
porque la vida misma es todo un canto.
Si se calla el cantor muere de espanto
la esperanza, la luz y la alegría.

Si se calla el cantor se quedan solos
los humildes gorriones de los diarios.
Los obreros del puerto se persignan,
quien habrá de luchar por sus salarios.

Qué ha de ser de la vida si el que canta,
no levanta su voz en las tribunas,
por el que sufre, por el que no hay
ninguna razón que lo condene a andar sin manta.

Si se calla el cantor muere la rosa,
de qué sirve la rosa sin el canto.
Debe el canto ser luz sobre los campos,
iluminando siempre a los de abajo.

Que no calle el cantor porque el silencio,
cobarde apaña la maldad que oprime.
No saben los cantores de agachadas,
no callarán jamás de frente al crimen.

Que se levanten todas las banderas,
cuando el cantor se plante con su grito,
que mil guitarras desangren en la noche,
una inmortal canción al infinito.

Si se calla el cantor... calla la vida.


>Technorati tags: , , .
>Blogalaxia tags: , , .