| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

BloGalaxia

Wpisy z tagiem: bezrobocie

niedziela, 26 grudnia 2010

Trwają bożonarodzeniowe Święta (wszystkiego najlepszego dla wszystkich czytelników Podróży na Południe!), więc myślę że nie ma nic bardziej stosownego jak dalszy ciąg wieści z raju. Oczywiście tego boliwariańskiego, gdzie Hugo Chavez jest nieznoszącym krytyki Bogiem.

Tak jak już pisałem boliwariańska Wenzuela jest niezwykle dumna z programów ochrony socjalnej ludu pracującego. Jej władze co rusz wbijają do robotniczych głów, że muszą być wdzięczne Bogowi za to, że pracują właśnie tu, a nie gdzie indziej. A już na pewno nie we wstrząsanych kryzysami Europie i Stanach Zjenoczonych! Bo tam kapitaliści-krwiopijcy tylko wysysają siły witalne z proletariatu. Tamtejsza ohydna i zdegenrowana burżuazja nic nie robi poza bezwstydnym bogaceniem się na pocie wyzyskiwanych robotników.

Dzieci w wenezuelskich podstawowych szkołach publicznych już się zresztą uczą, że tak samo okropnie było też w Wenezueli, zanim nie pojawił się wizjoner Chavez, jego boliwariańska rewolucja i gwarantujący wszystkim szczęście i sprawiedliwość socjalizm XXI wieku.

Jak bardzo ten raj jest rajski pokazują nam najnowsze, oficjalne dane Narodowego Instytutu Statystyki (INE). Otóż na koniec listopada 2010 roku stopa bezrobocia w Wenezueli wyniosła 7,7 proc. Czyli rzeczywiście jest niższa niż w USA i Eurozonie. I, co więcej, spadła w porównaniu z październikiem o ponad procent!

Oficjalne media reżimu Chaveza informacje o bezrobociu kończą w tym właśnie miejscu. My pogrzebmy jednak trochę głębiej w danych INE. I wygrzebmy chociażby informację, że wenezuelskie bezrobocie w listopadzie tego roku jest wyższe o 0,2 proc. niż było w listopadzie roku ubiegłowego. I to mimo, że na całym kontynencie trend jest dokładnie odwrotny i bezrobocie w porównaniu z rokiem 2009 wyraźnie się zminiejszyło.

Wygrzebmy też, że spośród tych którzy w Wenezueli pracują tylko 55,2 proc. robi to w sektorze formalnym. Pozostali, czyli 44,8 proc. pracuje w tzw. szarej strefie, czyli bez jakiegokolwiek kontraktu, osłony socjalnej, czy gwarancji zatrudnienia. Ale nawet ci formalnie zatrudnieni niekoniecznie mają powody do radości. Bo aż 16 proc. z nich dostaje na koniec miesiąca pensję minimalną, czyli – na dzień dzisiejszy –ok. 110 czarnorynkowych dolarów. Ci zatrudnieni na czarno często nie mogą liczyć nawet na tyle.

No ale biada temu, który będzie narzekał, czy – nie daj Boże – protestował. Nizadowolonym reżim bez wahania organizuje Śmigusa-Dygusa. Nawet w trakce Adwentu. Oto jak potraktowani zostali studenci i kadra profesorska Centralnego Universytetu Wenezueli, największej publicznej uczelni w kraju, którzy w przededniu Wigilii odważyli się protestować przeciw przyjętej właśnie nowej ustawie o szkolnictwie wyższym, znoszącej uniwersytecką autonomię, ograniczającą rolę samorządu studenckiego i gwarantującą że „edukacja ma być w służbie rewolucji”: chavezowscy pretorianie nie zostawili na nich suchej nitki...

PS. W ostatnich dniach Jasno Świecące Śłońce Wenezueli śledziło oczywiście z dużą ciekawością i w wielkim napięciu wybory zorganizowane przez Wielkiego Sternika Białorusi – tego „wielkiego europejskiego lidera” i przyjaciela Wenezueli, Aleksandra Łukaszenkę. Jak przystało na wspierających się miłośników wolności i sprawiedliwości, depesza wysłana z Caracas do Mińska aż ugina się pod entuzjastycznymi epitetami i pochwałami. Aresztowania i pobicia opozycji, ekpresowe procesy bez prawa do obrony, osoby zaginione, dziennikarze w pierdlu – wszystko to w ocenie rządu Chaveza było – „wielkim dniem demokracji”. Widać w końcu wyraźnie jak wenezuelski caudillo pojmuje słowo demokracja. Biedna Wenezuela.