| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        

BloGalaxia

Wpisy z tagiem: Wenezuela

poniedziałek, 30 maja 2011

Słowo daję, rewolucja! I bynajmniej nie mam namyśli tego pseudosocjalistycznego błota, w którym z lubością, od ponad 12 lat, tapla swych poddanych Hugon Chávez Frías.

Prawdziwa rewolucja rozpoczęła się na wenezuelskich drogach! Poinformował o niej, kilka dni temu, na specjalnie w tym celu zwołanej konferencji prasowej, komisarz Luis Fernández, dyrektor Narodowej Policji Boliwariańskiej. Otóż na północy kraju, w stanie Falcón, na drodze między Morón i Coro, skontrolowany został niedawno lokalny autobus. W wyniku owej kontroli, 41-letni kierowca, Ramón Alirio Parra García, stracił prawo jazdy na całe 12 miesięcy! Okazało się bowiem, że prowadzony przez niego autobus jechał zdecydowanie za szybko, z otwartymi drzwiami, mocno przeładowany pasażerami i na dodatek brakowało brakowało mu jednej opony w podwójnym tylnim kole, tzw. bliźniaku.

Przeładowane autobusy nie są w Wenezueli czymś wyjątkowym!

Przeładowane autobusy nie są w Wenezueli czymś wyjątkowym!

Zapytacie się pewnie, gdzie w tym wszystkim kryje się rewolucja, która sprawiła, że o sprawie informował sam szef policji? Otóż w kraju totalnej samochodowej wolnoamerykanki i setek tysięcy pijanych i pijących za kierownicą kierowców, była to absolutna premiera. Nieszczęsny Ramón Alirio Parra García, raz na zawsze zapamiętany zostanie jako pierwszy w wenezuelskiej historii kierowca, któremu odebrano prawo jazdy za popełnione przewinienie!

Poza rocznym zakazem prowadzenia pojazdów ów kierowca będzie musiał też zapłacić 760 boliwarów mandatu, a jego pracodawca dodatkową karę 15200 boliwarów.

Informacja ta, nagłośniona przez wszystkie wenezuelskie media, miała - być może - spełniać rolę wychowawczą. Może komisarz Fernandéz w swej naiwności liczył, że przynajmniej część Wenezuelczyków z trwogą pomyśli: -Muszę bardziej uważać, przestrzegać przepisów, bo mnie też taka kara może spotkać!-?

Obawiam się, że zamierzony efekt nie został chyba osiągnięty. Chyba za bardzo Wenezuelczycy boją się swojej policji. I nie jest to bynajmniej strach podszyty szacunkiem, strach przed "stróżem prawa". Wenezuelczycy boją się policji, bo uważają jej funkcjonariuszy za do cna skorumpowanych, bezkarnych, bandytów. I nie są to lęki bezpodstawne. Doszło nawet do tak egzotycznej sytuacji, iż - bodajże w marcu tego roku - władze zabroniły, owianej najbardziej ponurą famą, stołecznej Policji Metropolitalnej, przeprowadzania kontroli samochodów. Zbyt często zdarzało się bowiem, że policjanci wykorzystywali je do okradania, czy nawet porywania kierowców.

Stopień zepsucia tej formacji był taki, że zaczęło to nawet przeszkadzać skorumpowanej centralnej władzy kraju. Ostatnio zdarzało się bowiem, że ofiarami bandytów w mundurach padali nawet członkowie rodzin czerwonych decydentów. Zdecydowano więc, że Policía Metropolitana zostanie raz na zawsze rozwiązana. Proces jej likwidacji rzeczywiście już trwa.

Myślicie, że jakoś to poprawi bezpieczeństwo w Wenezueli? Wenezuelczycy w to wątpią, ja z nimi. Chociażby dlatego, że funkcjonariusze rozwiązywanej, zepsutej formacji są... wcielani do nowej, czystej niby Narodowej Policji Boliwariańskiej. 

Czyli po raz kolejny wenezuelskie, rewolucyjne władze pokazują, ża albo mają ludzi za idiotów, albo same są totalnie zidiociałe wierząć, że gówno w nowym, bardziej kolorowym papierku przestanie być gównem? Tymczasem takich cudów nie ma - gówna w złoto nie zmieni nawet zmiana nazwy.

Pamiętacie wenezuelską denominację? Hugo Chávez zapewniał, że nowy boliwar będzie na tyle silny, że pokona inflację. I co? Nowy boliwar stracił, w ciągu 3,5 roku swego istnienia ponad 123 proc. swej wartości. Inflacja nadal pokonuje boliwara - w ciągu 3,5 roku istnienia nowej watuty, skumulowała się ona do ponad 123 proc. I wciąż jest najwyższa na kontynencie.

Wróćmy jednak do strachu przed stratą prawa jazdy. Wczoraj wracałem taksówką do domu. I pytam się kierowcy, czy teraz jeździ uważniej i np. zatrzymuje się z własnej nieprzymuszonej woli na czerwonym świetle? Spojrzał na mnie jak na wariata. "Dlaczego miałbym się zatrzymywać? Żeby mnie ktoś napadł?" - odpowiedział pytaniami na moje pytanie. "No ale prawo jazdy? Policja mówi, że zacznie drogowym piratom zabierać!" - nie dawałem za wygraną. Spojrzał na mnie jak na wariata. I wyjaśnił: -To straszenie to tylko dodatkowy argument dla policjantów wymuszających łapówki, nic więcej. Mnie to nic zupełnie nie obchodzi, bo mnie nie mają czego zabierać. Ja swoje zgubiłem kilkanaście lat temu i wciąż nie wyrobiłem sobie zamiennika. Bo po co?-

I w sumie ma rację, po co? Zdałem sobie sprawę, że ja też, już od kilku lat, jeżdżę po tym kraju bez ważnego prawa jazdy...

sobota, 23 kwietnia 2011

Jezus Chrystus łączy nas wszystkich, bez względu na polityczne poglądy. Chrystus nie jest politycznym liderem, nie jest socjalistą ani liberałem, nie jest monarchistą ani republikanem, nic z tych rzeczy.

kardynał Jorge Urosa Sabino, arcybiskup Caracas

 

Co tam kardynał może wiedzieć o Chrystusie? Niech lud się zastanowi, dyskutuje - czy Chrystus był kapitalistą? Czy popierał Imperium i burżuazję? Kiedy i gdzie? Jedyny Chrystus, który zstąpił na Ziemię jest teraz tu z nami, ze skromnymi i biednymi, apelując do sumienia bogatych, wzywając ich do pokoju! I to właśnie jest tedną z podstwowych osi naszego boliwariańskiego projektu. Socjalizm jest jedyną drogą do zbawienia ludzkości!

Hugo Chávez Frías, prezydent Wenezueli

 

I tą właśnie świąteczną wymianą zdań między wenezuelskimi hierarchami życzę wszystkim czytelnikom Podróży na Południe miłych i spokojnych świąt Wielkiej Nocy. Socjalistycznego jajka i kapitalistycznego Dyngusa!

niedziela, 26 grudnia 2010

Trwają bożonarodzeniowe Święta (wszystkiego najlepszego dla wszystkich czytelników Podróży na Południe!), więc myślę że nie ma nic bardziej stosownego jak dalszy ciąg wieści z raju. Oczywiście tego boliwariańskiego, gdzie Hugo Chavez jest nieznoszącym krytyki Bogiem.

Tak jak już pisałem boliwariańska Wenzuela jest niezwykle dumna z programów ochrony socjalnej ludu pracującego. Jej władze co rusz wbijają do robotniczych głów, że muszą być wdzięczne Bogowi za to, że pracują właśnie tu, a nie gdzie indziej. A już na pewno nie we wstrząsanych kryzysami Europie i Stanach Zjenoczonych! Bo tam kapitaliści-krwiopijcy tylko wysysają siły witalne z proletariatu. Tamtejsza ohydna i zdegenrowana burżuazja nic nie robi poza bezwstydnym bogaceniem się na pocie wyzyskiwanych robotników.

Dzieci w wenezuelskich podstawowych szkołach publicznych już się zresztą uczą, że tak samo okropnie było też w Wenezueli, zanim nie pojawił się wizjoner Chavez, jego boliwariańska rewolucja i gwarantujący wszystkim szczęście i sprawiedliwość socjalizm XXI wieku.

Jak bardzo ten raj jest rajski pokazują nam najnowsze, oficjalne dane Narodowego Instytutu Statystyki (INE). Otóż na koniec listopada 2010 roku stopa bezrobocia w Wenezueli wyniosła 7,7 proc. Czyli rzeczywiście jest niższa niż w USA i Eurozonie. I, co więcej, spadła w porównaniu z październikiem o ponad procent!

Oficjalne media reżimu Chaveza informacje o bezrobociu kończą w tym właśnie miejscu. My pogrzebmy jednak trochę głębiej w danych INE. I wygrzebmy chociażby informację, że wenezuelskie bezrobocie w listopadzie tego roku jest wyższe o 0,2 proc. niż było w listopadzie roku ubiegłowego. I to mimo, że na całym kontynencie trend jest dokładnie odwrotny i bezrobocie w porównaniu z rokiem 2009 wyraźnie się zminiejszyło.

Wygrzebmy też, że spośród tych którzy w Wenezueli pracują tylko 55,2 proc. robi to w sektorze formalnym. Pozostali, czyli 44,8 proc. pracuje w tzw. szarej strefie, czyli bez jakiegokolwiek kontraktu, osłony socjalnej, czy gwarancji zatrudnienia. Ale nawet ci formalnie zatrudnieni niekoniecznie mają powody do radości. Bo aż 16 proc. z nich dostaje na koniec miesiąca pensję minimalną, czyli – na dzień dzisiejszy –ok. 110 czarnorynkowych dolarów. Ci zatrudnieni na czarno często nie mogą liczyć nawet na tyle.

No ale biada temu, który będzie narzekał, czy – nie daj Boże – protestował. Nizadowolonym reżim bez wahania organizuje Śmigusa-Dygusa. Nawet w trakce Adwentu. Oto jak potraktowani zostali studenci i kadra profesorska Centralnego Universytetu Wenezueli, największej publicznej uczelni w kraju, którzy w przededniu Wigilii odważyli się protestować przeciw przyjętej właśnie nowej ustawie o szkolnictwie wyższym, znoszącej uniwersytecką autonomię, ograniczającą rolę samorządu studenckiego i gwarantującą że „edukacja ma być w służbie rewolucji”: chavezowscy pretorianie nie zostawili na nich suchej nitki...

PS. W ostatnich dniach Jasno Świecące Śłońce Wenezueli śledziło oczywiście z dużą ciekawością i w wielkim napięciu wybory zorganizowane przez Wielkiego Sternika Białorusi – tego „wielkiego europejskiego lidera” i przyjaciela Wenezueli, Aleksandra Łukaszenkę. Jak przystało na wspierających się miłośników wolności i sprawiedliwości, depesza wysłana z Caracas do Mińska aż ugina się pod entuzjastycznymi epitetami i pochwałami. Aresztowania i pobicia opozycji, ekpresowe procesy bez prawa do obrony, osoby zaginione, dziennikarze w pierdlu – wszystko to w ocenie rządu Chaveza było – „wielkim dniem demokracji”. Widać w końcu wyraźnie jak wenezuelski caudillo pojmuje słowo demokracja. Biedna Wenezuela.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Ostatnio mam nowe hobby - codzienna lektura depesz reżimowej Wenezuelskiej Agencji Prasowej. Tak wzorowego dziennikarskiego wazeliniarstwa ze świeczką szukać. Nigdy ani słowa krytyki i zawsze o prezydencie z atencją i czołobitnością.

Piszący te ich teksty żyją chyba w jakiejś zamkniętej komunie i nigdy nie mają kontaktu z wenezuelską rzeczywistością - z ich depesz wyłania się kraj mlekiem i miodem płynący, w którym prezydent osobiście i natychmiast rozwiązuje każdy problem z jakim czasem, ale oczywiście coraz rzadziej, skonfrontowany może zostać Wenezuelczyk.

Jeszcze lepsze są depesze ze świata. Tam wszędzie kryzys, manifestacje i łamania praw człowieka, a zwłaszcza robotnika (to taki specjalny, lepszy człowiek). Ludzie są tam zazwyczaj nieszczęśliwi i marzą, że w końcu - tak jak Wenezuelczyków - uwolni i uszczęśliwi ich rewolucja. Na szczęście ta obejmuje coraz większe połacie naszego globu. Rośnie lista zaprzyjaźnionych państw, których liderzy podążają tą samą co Hugo Chavez drogą. Gdzie też wszyscy są szczęśliwi. Taka Białoruś na przykład... Wenezuelska Agencja Prasowa zapewnia dzisiaj od rana:

Prezydent Łukaszenko, dzięki masowemu ludowemu poparciu, zbliża się ku kolejnemu wyborczemu zwycięstwu. Wstępne wyniki wskazują, że - dzięki masowo docenianej przez obywateli polityce zachowywania i rozwoju zdobyczy Związku Radzieckiego - zdobył niemal 90 proc. głosów. Pokonana opozycja, jeszcze zanim zostały ogłoszone te wyniki, zaczęła insynuować oszustwo, zapominając, że proces wyborczy był ściśle monitorowany przez blisko 800 zagranicznych obserwatorów. Prezydent był zmuszony wysłać policję aby zapewniła spokój i bezpieczeństwo obywateli wobec zapowiedzi zwoływania nielegalnych demonstracji przez środowiska związane z pokonanymi kandydatami.

Prezydent Łukaszenko, mimo niustannych ataków ze strony zachodnich mocarstw, stoi na czele Białorusi od 1994 roku. Dzięki jego polityce gospodarka tego kraju rozwija się dynamicznie i ma ono jednen najniższych wskaźników bezrobocia na świecie. Tylko 7 proc. jego mieszkańców uważać można za biednych.

 

Oczywiście ani słowa o aresztowaniach, czy pobiciach opozycyjnych kandydatów. Jednego z depesz AVN nie mogę się tylko dowiedzieć - gdzie jest lepiej? We wspaniałej Białorusi Łukaszenki, czy może jednak w rajskiej Wenezueli Hugo Chaveza. No i gdzie ona jest, bo jakoś w Caracas jej nie mogę, choć szukam, znaleźć. Ale gdzieś musi przecież być, skoro agencja, tym razem po angielsku, dumnie obwieszcza:

Venezuela guarantees job security while unemployment rises in Europe and the U.S.

Caracas, 17 Dic. AVN .- With the decree extending labor immobility one more year, announced on Thursday by President Hugo Chavez, Venezuela continues protecting workers, in contrast with the policies of the capitalist system implemented in Europe and the United States: increase of unemployment, reduction of wages and higher barriers to access to pensions.

This was highlighted on Friday by the Vice-president of the Comprehensive Social Development Committee of the National Assembly (AN), Deputy Oswaldo Vera, who is also a member of the National Coordination of the Bolivarian Socialist Force of Workers.

Vera pointed out that labor immobility has been a permanent policy of the Chávez government, which guarantees that workers who earn up to three minimum wages can not be fired without a justified cause.

If an employer falls into this illegality, the Ministry of People"s Power for Labor and Social Security, or labor tribunals, must take appropriate action for the reinstatement of affected workers.

Labor immobility has been in force in the country since 2002.

Meanwhile, as Vera said, unemployment is higher in Europe and the U.S.

Unemployment rate went up to 10.1 percent in the Eurozone in September, a higher figure in comparison with August. This is a record according to data released by Eurostat.

Since February, unemployment in Europe has been around 10 percent, the highest level since the creation of the Eurozone in 1999.

Meanwhile, unemployment rate in the United States reached 9.8 percent in November.

Już widzę te rzesze Europejczyków i Amerykanów jakie lada moment będą walić do Wenezueli na saksy. Zanim jednak kupicie bilet do Caracas to weźcie pod uwagę kilka, dziwnym trafem nie wymienionych w depeszy AVN, parametrów. Np. taki, że aktualna oficjalna pensja minimalna wynosi w Wenezueli równowartość 120 czarnorynkowych dolarów. Że Wenezuela jako jedyna na kontynencie znajduje się już drugi rok w recesji i ma jedną z największych inflacji na świecie. Nie wspominając już ani słowem o powszechnym tu bandytyźmie. Ani o tym, że Carlos, młody znajomy lekarz pracujący w państwowym szpitalu właśnie wczoraj mi się chwalił, że dostał pensję (190 USD) za... wrzesień! To całkiem nieźle, bo na początku roku opóźnienie było 6-miesięczne. Coś jeszcze? Ah, od kilku dni nie ma w sklepach mąki. Ale jest cukier, bo przedtem jego nie było!

wtorek, 28 września 2010

Boliwariańska Wenezuela wybrała nowe Zgromadzenie Narodowe. Demokratycznie. Choć ta demokracja jest mocno rewolucyjna. Demokratyczna opozycja otrzymała 51 proc. wyborczych głosów w kraju. Ale w parlamencie będzie miała zaledwie 40 proc.

Taki obrót sprawy możliwy stał się dzięki nowej, przygotowanej pod dyktando Hugo Cháveza, ordynacji wyborczej mieszającej system proporcjonalny z większościowym. Ordynacji łamiącej wenezuelską Konstytucję, która wyraźnie mówi o stosowaniu systemu większościowego.

No ale co tam Konstytucja, kiedy my tu rewolucję robimy?

 

Gdyby El Presidente nie majstrował przy ordynacji i szanował ustawę zasadniczą, to w nowym parlamencie, który swą kadencję rozpocznie w styczniu 2011 roku, demokratyczna opozycja miałaby 86 deputowanych, a rewolucjoniści 79. A tak opozycji pozostaje bycie parlamentarną mniejszością i satysfakcja, że poparła ją większość Wenezuelczyków. Zawsze coś.

czwartek, 17 czerwca 2010

Z cyklu (polityczny) humor latynoamerykański...

W trakcie jednego z wielu tak popularnych ostatnio szczytów bratnich, socjalistycznych państw Latynoameryki, w kuluarach, prywatnie, rozmawiają ze sobą Hugo Chávez i Evo Morales. I Wenezuelczyk nagle się pyta swego boliwijskiego kolegi:

- Evo, tak między nami mówiąc, szczerze, czy nie uważasz że Ministerstwo ds. Morskich w twoim kraju to nie jest jednak, w aktualnej sytuacji twego kraju, przesada? Nie jest to trochę marnowanie pieniędzy?

Na co Evo odpowiada:

- Hugo kochany, tak między nami – to dokładnie takie samo marnowanie pieniędzy jak utrzymywanie przez ciebie Ministerstwa Sprawiedliwości. Oba minsterstwa zajmują się czymś, co w ich kraju nie istnieje.


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , .

 
1 , 2