| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

BloGalaxia

Muzyka

wtorek, 30 listopada 2010

O jedną piosenkę za daleko? Założony w 1997 roku przez ówczesnych studentów Uniwersytetu w Hawanie zespół Moneda Dura przez wiele lat nie miał powodów do narzekania. Wręcz przeciwnie - jego teksty o miłości, czy codziennych kłopotach kubańskiej młodzieży zaskarbiły mu popularność nie tylko na rodzinnej wyspie, ale też poza jej granicami.

Reżim Castro doceniał, że Gil Nassiry Lugo i jego koledzy trzymają się z daleka od polityki i jeśli nawet czasem narzekali na socjalistyczną codzienność w swych tekstach, to robili to z humorem i dystansem. Dlatego zespół mógł bez problemów koncertować poza granicami Kuby, a jego piosenki puszczane były zarówno przez reżimowe media, jak i emigranckie rozgłośnie z Florydy.

Efekt tego był taki, że Moneda Dura stała się w pewnym momencie jednym z najpopularniejszych, a może nawet wręcz najpopularniejszym zespołem na Kubie.

Sytuacja ta uległa diametralnie zmianie w 2007 roku. Zespół przygotował wówczas piosenkę Mala Leche. Nie była to żadna frontalna krytyka castrowskiej dyktatury, ale trochę delikatnych drwin z wiecznych kłopotów z komunikacją publiczną na wyspie, z rosnących cen i kłopotów z elektrycznością...

Dla kubańskich władców było to jednak zbyt wiele. Piosenka, a wraz z nią zespół trafił na indeks. Z dnia na dzień skończyły się koncerty, zagraniczne wyjazdy. Zamknięto nawet oficjalną stronę internetową zespołu.

Ta artystyczna banicja trwa do dzisiaj. Moneda Dura musiała zejść do muzycznego podziemia.

Oto tekst, który tak podpadł kubańskim decydentom:

Las 4 de la tarde, la guagua que no llega
La gente que no para de hablar y que se desespera
Gotas de sudor que caen por mis ojeras
Te cuento de otro día normal

Las 6:45 me subo apretado
Revuelto por el mal olor que trae el tipo de al lado
La gente que te empuja todo el tiempo
Gente sin pena, otros que taladran fuerte en las orejas.
Somos una masa de grasa y acero

Somos como vacas que se apuran hasta el matadero
Somos las hormigas que van al agujero
Somos una braza de fuego

Y todavía me encuentro con gente que vive
Para ponérmela más mala
Gente que no habla, solo que te ladra
Gente que escupe las palabras
Si yo no te hago daño, no es pa' que te despeches
Si yo no te hago daño
¿Cuál es tu mala leche?

Ay! Pero dime qué te hice para que me toques las narices
Relájate y coopera la grasa en el cerebro no se opera
Oye no es para tanto, tus gritos ya me vienen estresando
Ay! Pero dime, dime, dime
¿Cuál es tu mala leche?

7 de la mañana desayuno despacio
Como si estuviera en un palacio
El barrio con su bulla
La luz que no ha venido
Hoy va a ser, sin duda, un día entretenido

Paso 15 minutos espiando a mi vecina
Yo que me enveneno y la muy zorra no me mira
La cuenta de la electricidad me está acabando
Pero qué voy a hacer si es que vivir me está matando

Ahora que tengo mi cerebro en coma
Ahora que el carro de mi vida está sin gomas
Ahora que estaba tan tranquilo con mis vicios
Ahora que todo sale cuando me encapricho
No traigo soluciones, no regalo sorpresas
Qué culpa tengo yo de tus dolores de cabeza

Si estamos en lo mismo, no te ofendas no te reprendas
Dale un chance a tu cerebro pa' que se distienda
Venimos de una estirpe única en el mundo
Si somos el calor que quema desde lo más profundo

Dime por qué no nos tratamos como hermanos
Me late el corazón cuando me dicen cubano.

niedziela, 20 września 2009

Dobra wiadomość dla wszystkich fanów najbardziej latynoskiego z europejskich muzyków – Manu Chao. Dzisiaj swą premierę ma najnowsza jego płyta – Baionarena.

Manu Chao - Baionarena

Tak naprawdę to na ten album składają się aż trzy płyty – dwupłytowy zapis audio koncertu jaki Manu Chao i jego formacja Radio Bemba zagrali na w lipcu ubiegłego roku w Bayonne, we francuskim Kraju Basków, oraz DVD z najciekawszymi fragmentami tego 2,5-godzinnego show, które było fragmentem ich światowej, trwającej do dziś, trasy koncertowej Tombolatour.

I choć to jest to album koncertowy, to znalazły się na nim utwory które nigdy wcześniej nie zostały wydane na żadnej płycie Manu Chao.

Nowy album już jest dostępny we Francji. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii jeszcze trzeba trochę poczekać, choć już można się zapisać w kolejce zainteresowanych. Kiedy będzie w Polsce – nie wiem, pewnie też na początku października.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .

20:43, tierralatina , Muzyka
Link Komentarze (12) »
niedziela, 30 listopada 2008

Oto ostatnia część serwowania na blogu latynoskich brzmień nagrodzonych niedawno statuetkami Latin Grammy. Tych z Was, którzy nie wiedzą o co chodzi, odsyłam do dwóch poprzednich odcinków. Pierwszy z nich poświęcony był przede wszystkim wykonawcom popowo-rockowym, drugi tym którzy bardziej chyba odpowiadają polskiemu stereotypowi latynoskiego grania.

Na dzisiejszy koniec pozostali nam sami Brazylijczycy. Bo przecież nie można mówić o muzyce latynoskiej nie wspominając o tym najbardziej chyba umuzykalnionym narodzie południowoamerykańskiego kontynentu. Muzyka brazylijska to tak bogaty i zarazem tak różny od innych rozdział w latynoskim graniu, że jurorzy Latin Grammy mają zupełnie odobną – brazylijską – klasyfikację. I bardzo dobrze!

Najlepszy Brazylijski Album Pop – nagrodę w tej kategorii dostała Vanessa da Mata i jej najnowsza płyta Sim. W jednym ze znajdujących się na niej utworów gościnne pojawia się Ben Harper:

Nagroda za Najlepszy Brazylijski Album Rockowy powędrowała zaś do CPM 22, istniejącej już od kilkunastu lat formacji z São Paulo. Ich najnowszy, piąty już, wyróżniony krążek to Cidade Cinza. Z płyty tej pochodzi m.in. ten utwór:

Tak jak nie można mówić o muzyce w Argentynie nie wspominając o tango, tak samo nie istnieje muzyka brazylijska bez samby. Za Najlepszy Album Samba uznano Acústico MTV wielkiego sambisty Paulinho da Viola.

MPB. Kolejny termin, którego - moim zdaniem - precyzyjna definicja nie istnieje. MPB to skrót od Musica Popular Brasileira, ale bynajmniej nie chodzi tu o pop. Ani żadne pieśni biesiadne, ani też nie o folklor. To coś, czego najczęściej w Brazylii się słucha, to współczesna muzyka mająca swe korzenie w bossa-nova. Najwybitniejsi przedstawiciele MBP - klasycy tego gatunku, to chociażby Gilberto Gil, Chico Buarque, Gal Costa, Milton Nascimento, Tom Zé.

Za Najlepszą Płytę MPB uznano w tym roku América Brasil O Disco, 37-letniego - byłego "chłopaka z faveli" - Seu Jorge.

To już koniec notki, ale nie koniec nagród Latin Grammy. W tych trzech wpisach wymieniłam te, które wydają mi się najważniejsze i najciekawsze. W sumie było bowiem aż 49 kategorii, w tym tak techniczne jak chociażby za Najlepszą Realizację Dźwięku. Były także nagrody za najlepsze utwory i płyty chrześcijańskie, za muzyką regionalną, ludową, poważną, za muzykę dla dzieci, czy też za rancheras. Jeśli Was to interesuje, to wszyscy laureaci są oczywiście na oficjalnej stronie Grammy.

Ja tymczasem, już tradycyjnie, zapraszam do dyskusji o muzycznych gustach i guścikach...


>Technorati tags: , , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , , .
04:29, tierralatina , Muzyka
Link Komentarze (9) »
piątek, 28 listopada 2008

Najwyższy czas aby dotrzymać obietnicy i skończyć pisać o tegorocznych laureatach nagród Latin Grammy. Czyli o tym, co – zdaniem ludzi z muzycznej branży – najlepiej ostatnio brzmiało na tym kontynencie.

W poprzedniej notce napisałem już o popie, rocku i tzw. muzyce miejskiej. Teraz kolej na troche bardziej elitarne muzyczne gatunki.

Alternatywnym Albumem Roku uznano MTV Unplugged, moim zdaniem rzeczywiście rewelacyjną płytę, meksykańańskiej wokalistki Juliety Venegas. Oto jeden ze znajdujących się na niej utworów:

 

Wśród laureatów musiało oczywiście znaleźć się także coś dla tych co latynoskiej muzyki nie tylko słuchają, ale też czasem lubią przy niej potańczyć. Np. salsę. Za Salsowy Album Roku uznano płytę El Cantante, która jest ścieżką dźwiękową filmu o tym samym tytule, będącego opowieścią o życiu legendarnego portorykańczyka Héctora Lavoe, uznawanego przez wielu za jednego z ojców salsy. Autorem nagrodzonej płyty jest najpopularniejszy chyba obecnie na świecie „salsero” - Marc Anthony, który w filmie zagrał rolę Lavoe. Prywatnie Marc Anthony jest mężem nienajbrzydszej aktorki Jennifer Lopez, która to także pojawia się w El Cantante. Zarówno w filmie, jak i na płycie.

Po salsie kolej na muzykę tropikalną. Co się kryje pod tym terminem? Hmmm... Trudno to zdefiniować, róźne są teorie. Generalnie chodzi jednak o muzykę afro-karaibską z silnym elementem perkusyjnym. Cumbia, bachata i merengue są zaliczane właśnie do muzyki tropikalnej. Salsa też, ale ją akurat jurorzy Grammy oceniają osobno. W tym roku przyznano nagrodę na Najlepszy Tradycyjny Album Tropikalny i Najlepszy Współczesny Album Tropikalny.

Za nowoczesność doceniony został znany portorykański, niewidomy piosenkarz i gitarzysta José Feliciano i jego płyta Señor Bachata.

Za tropikalną tradycyjność wyróżniono zaś Kubankę Glorię Estefan i jej najnowszy krążek 90 millas. Z płyty tej pochodzi piosenka Píntame de colores, za która piosenkarka dostała drugą statuetkę Grammy – za Tropikalną Piosenkę Roku:

 

Cantautor. To kolejna kategoria, która wymaga kilku słów wyjaśnienia. Tak w języku hiszpańskim określa się kogoś kto wykonuje piosenki z własnym tekstem i własną muzyką. W tym roku za najlepszego cantautora uznano Argentyńczyka Fito Páeza. I jego płytę Rodolfo.

Skoro już jesteśmy w Argentynie to nie można oczywiście zapomnieć o tango. Bo to nie tylko taniec, ale i wspaniała muzyka. Za Najlepszą Płytę Tango jurorzy Grammy uznali – i szczerze mówiąc nie mieli wyjścia – Buenos Aires: Días y noches de tango. Bo to po prostu wydawnictwo, które każdy, ale to absolutnie każdy miłośnik tango na świecie powinien mieć. To aż 7 płyt. A dokładniej 7 płyt CD i 7 DVD (każda na inny dzień tygodnia) na których znalazły się nagrania wszystkich najlepszych współczesnych wykonawców tego gatunku. Znajdziemy na niej tanga klubowe i te grane przez orkiestry, klasyczne milonga i tango-fusion najmłodszej generacji muzyków. Cały zestaw jest w dodatku przepięknie wydany. Do tego stopnia, ze otrzymał też Grammy za graficzną oprawę. Produkt absolutnie wart swojej ceny.

 

Latynosi to oczywiście nie tylko mieszkańcy Ameryki Łacińskiej. To także Hiszpanie. Dlatego zawsze jedno Latin Grammy wędruje dla Najlepszego Wykonawcy Flamenco. W tym roku nagrodzony został weteran gatunku Juan Habichuela za płytę Una guitarra en Granada.

 

Jest też kategoria latino-jazz. W tym roku za najlepszych uznani zostali Caribbean Jazz Project za płytę Afro Bop Alliance. Formacja CJB to przede wszystkim amerykański wibrafonista Dave Samuels i kubański saksofonista Paquito D’Rivera. Grają razem wyśmienicie:

 

Na koniec zostali nam Brazylijczycy. Bo przecież nie można mówić o muzyce latynoskiej nie wspominając o tym najbardziej chyba umuzykalnionym narodzie południowoamerykańskiego kontynentu. Muzyka brazylijska to tak bogaty i tak odrębny rozdział w latynoskim graniu, że jurorzy Grammy mają zupełnie odobną – brazylijską – klasyfikację. I bardzo dobrze!

Jednak o tym z Brazylii otrzymał Latin Grammy dowiecie się... dopiero jutro. Bo właśnie Blox powiadomił mnie, że notka jest zbyt długa i mam ją skrócić. Wycinam więc wszystkich Brazylijczyków.

Póki co, jak się już nasłuchacie powyższych laureatów, to napiszcie – proszę – ponownie, co Wam się podobało bardzo, a co zupełnie nie? Co znaliście wcześniej, co odkryliście dzięki tej notce? I generalnie czego, latynoskiego, obecnie słuchacie?


>Technorati tags: , , , , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , , , , .
niedziela, 16 listopada 2008

Nagroda Grammy, niewielki pozłacany gramofon, jest powszechnie uznawana ze muzyczny odpowiednik Oskarów. Między innymi ze względu na sposób ich przyznawania – to nie krytycy filmowi, nie publiczność, ale sami ludzie z branży – muzycy, inżynierowie dźwięku, producenci – wybierają co roku najlepsze – ich zdaniem – muzyczne wydarzenia. Od albumu roku, poprzez najlepszą piosenkę, najciekawszy debiut, po – tak jak w Oskarach – różne mocno techniczne dokonania.

Od 9 lat Grammy ma młodszego brata. To Latin Grammy – nagrody dla muzyków i wykonawców tworzących w krajach hiszpańsko i portugalskojęzycznych. Ich przyznawaniem zajmuje się Latin Academy of Recording Arts & Sciences, czyli organizacja zrzeszająca Latynosów pracujących w muzycznej branży. Ich doroczne wyróżnienia to największe wydarzenie w komercyjnej latynoskiej muzyce.

Tegoroczna gala latynoskiej muzyki odbyła się w miniony czwartek w średnio latynoskim miejscu, bo w Houston, w Teksasie. Show był typowo amerykański, czyli grzeczny, widowiskowy i bardzo sprawnie przygotowany. Niespodzianek wielkich nie było, skandali też nie. Oczywiście, jak zawsze w takich sytuacjach, możnaby długo polemizować, czy rzeczywiście nagrodzeni zostali najlepsi, czy może tylko najbardziej popularni. Niemniej jednak – tak jak w przypadku Oskarów – na pewno warto rzucić okiem na rezultaty. Muzykę nagrodzonych można lubieć, lub nie, ale na pewno nie są to osoby przypadkowe.

Zgodnie z przewidywaniami największym tryumfatorem Latin Grammy 2008 był Juanes. Miał on najwięcej, bo aż pięć nominacji i w czwartek okazało się, że zwyciężył właśnie w pięciu kategoriach: Najlepszy Album, Najlepsze Nagranie, Najlepsza Piosenka, Najlepszy Męski Wokalny Album Pop, Najlepszy Wideoklip. Tych pięć zdobytych teraz złotych gramofoników dołączy w domu Kolumbijczyka do 12 innych, zdobytych w poprzednich latach. Co oznacza, że Juanes jest najczęściej nagradzaną osobą w 9-letniej historii plebiscytu.

Nagrodzony album La Vida Es... Un Ratico sprzedał się świetnie nie tylko w Ameryce Łacińskiej, ale też w Stanach Zjednoczonych, Europie i Australii. Oto pochodząca z tego albumu wyróżniona piosenka i zarazem zwycięzkie wideo, Me enamora:

Jako ciekawostkę dodam, że ten album Juanesa wyprodukowany został przez zdobywcę Oskara, Argentyńczyka, Gustavo Santaolalla.

Nagrodę za najlepszy debiut, czyli – trzymając się oficjalnej terminologii – Nowego Artysty, otrzymała śpiewająca przy akompaniamencie własnej, akustycznej gitary, 26-letnia Portorykanka, Kany García. Jej ojcem jest... hiszpański ksiądz katolicki, który porzucił sutannę gdy zakochał się w pięknej Latynosce z Portoryko.

Kany nie tylko zdobyła nagrodę za najlepszy debiut. Drugi złoty gramofonik powędrował do niej za Najlepszy Kobiecy Wokalny Album Pop. Ów album to Cualquier Día.

Kany García nie jest jedyną, która przywiezie Grammy Latin do Portoryko. Z tej stowarzyszonej ze Stanami Zjednoczonymi wyspy pochodzą także laureaci kategorii Najlepszy Album Muzyki Miejskiej. Za Los Extraterrestres nagrodę otrzymał reagettonowy duet Wisin y Yandel.

 

Portorykańczycy przygotowali najlepszą miejską płytę, ale nie piosenkę. Za miejski hicior tego roku uznano zaśpiewane w rytmie reagge Te Quiero, utwór panamskiego „romantycznego gangstera” Flexa:

Po reagge kolej na trochę mocniejsze granie. Za Najlepszy Solowy Rockowy Album uznano La Lengua Popular argentyńskiego dinozaura tamtejszej sceny muzycznej, Andrésa Calamaro. Oto najpopularniejsza piosenka z tej płyty:

 

Argentyńczyk został więc rockowym solistą roku, zaś wyróżniona grupa pochodzi z Meksyku. Najlepszy Grupowy Rockowy Album to Eternamiente popularnej już od lat formacji Molotov. Płyta to dość nietypowa – wśród 18 znajdujących się na niej utworów tylko dwie piosenki to, tak naprawdę, dzieła zespołu. Pozostałe 16, to po cztery utwory przygotowane solowo przez każdego z czterech członków Molotova.

 

Ani Molotov, ani Andrés Calamaro nie zasłużyli sobie jednak na tryumf w kategorii Najlepszy Rockowy Utwór. Tutaj laur zdobyli inni weterani, istniejąca już od blisko 20 lat, meksykańksa grupa Café Tacuba. Nagrodzona piosenka to, pochodząca z albumu Sino, Esta Vez:

Muzycy z Mexico-City zdobyli też drugi laur, Pochodząca z tego samego albumu utwór Volver a comenzar uznany bowiem został za... Najlepszy Alternatywny Utwór:

 

No i to by było na tyle. Aby nie przeciążać zbytnio tej notki zatrzymam się tutaj. Będzie jednak druga część. A w niej m.in. o nagrodzonych albumach z muzyką tango, jazzową, a także o wyróżnionych muzykach z Brazylii.

Póki co, podzielcie się proszę wrażeniami. Co Wam się podobało, co nie? Co znaliście wcześniej, co odkryliście teraz?


 >Technorati tags: , , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , , .
niedziela, 18 maja 2008

Omar Sosa, chyba najbardziej afrykański z kubańskich muzyków, wydał właśnie nową płytę - Afreekanos. Kolejną płytę aż chce się powiedzieć, bo ten 44-letni pianista jest artystą wyjątkowo płodnym, i ma już na swoim koncie 17 albumów. Ten jest jednak wyjątkowy – Sosa do pracy nad nim zaprosił kilkunastu muzyków i wokalistów z Mali, Senegalu, Mozambiku, Kuby, Brazylii i Francji. I każdy z nich użył instrumentów charakterystycznych dla swego regionu, każdy wprowadził swoje klimaty.

Omar Sosa - Afreekanos

Dzięki temu na Afreekanos usłyszeć możemy m.in. kubańskie bębny i perkusje, zachodnioafrykańską „gitarę” ngoni, czy też tamtejszą „harfę” kora. A mieszkający w Barcelonie Omar Sosa, po raz kolejny okazał się mistrzem w łączeniu afrykańskich brzmień, latynosko-karaibskich rytmów ze swą fortepianowo-jazzową wirtuozerią.

Wszystkim, którzy nie mają awersji przed słowem jazz i nie boją się muzycznych melting-potów, szczerze Afreekanos polecam. A tu przedsmak, jeden z utworów znajdujących się na albumie:

Ja takie klimaty uwielbiam...

P.S. Afreekanos w brytyjskim Amazon.co.uk


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
18:21, tierralatina , Muzyka
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3