| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          

BloGalaxia

Español latino

niedziela, 16 sierpnia 2009

No proszę, kilka godzin temu obiecałem Wam jakąś podpowiedź w językowej zagadce z Chile i Argentyny, ale właśnie widzę, że jest już ona niepotrzebna. Bo pojawił się anonimomy ktoś, który wymyślił/odgadł/znał właściwą odpowiedź... I choć nie jest ona pełna, bo zabrakło wytłumaczenia, to gratuluję!

Część z Was, z tego co zauważyłem, nie przeczytała uważnie zagadki. Bo przecież w pytaniu aż dwa razy użyłem zwrotów kogo i kto. Tymczasem wiele sugerowanych odpowiedzi nie dotyczyły osób, lecz przedmiotów...

No ale dość tych dywagacji – czas na pełne rozwiązanie. Panie i Panowie przedstawiam Wam taksówkę - un taxi po hiszpańsku:

un taxi en Buenos Aires

 

un taxi en Buenos Aires

Te akurat są z Buenos Aires, ale w Chile wyglądają niemal identycznie. Czyli żółte na górze i czarne na dole.

Jak kto? Kto ma podobne „malowanie”? Ależ oczywiście! Una taxi w Chile i Argentynie to... farbowana, sztuczna blondynka. Bo też jest przecież najczęściej żółta na górze i czarna na dole...

Amarilla arriba y negra abajo... Prawda, że logiczne? :)


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , , .

czwartek, 13 sierpnia 2009

Zabawimy się? Zabawmy. Mam dla Was językową zagadkę-łamigłówkę. I choć dotyczy ona języka hiszpańskiego, to – myślę – nawet nie znający go, mogą podać właściwą odpowiedź. Bo jest ona dość logiczna.

Z góry jednak uprzedzam – nie wertujcie słowników, nie przeszukujcie internetu. Chodzi bowiem o wyrażenie na tyle nowe i kolokwialne, że na jego zapisaną definicję nigdy jeszcze nie natrafiłem. Ale słyszałem już je wielokrotnie, więc jest używane.

Gotowi? No to proszę: Kogo i dlaczego nazywa się czasem w Chile i Argentynie taksówką? Una taxi – kto to jest?

Oczywiście nie chodzi mi o prostytutkę pracującą dla sutenera – w tym znaczeniu una taxi używana jest głównie w Hiszpanii, nie w Ameryce Łacińskiej. I – co więcej – to znaczenie nie ma już w sobie nic z kolokwialności, jest ono zupełnie oficjalnie wymieniane w słowniku Królewskiej Akademii Hiszpańskiego – niezastąpionej bilblii każdego, kogo interesuje język Cervantesa, Marqueza, Borgesa i wielu innych geniuszy literatury.

P.S.: Wciąż zapraszam Was do dyskusji o podróżniczych marzeniach i zwyczajach. Toczy się ona pod tą notką.


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , , .

niedziela, 08 kwietnia 2007

Banan. Kiedyś, w PRL-u, obiekt marzeń i symbol owoców tropikalnych. Ustawiały się po niego kolejki, wybuchały nad nim w sklepach awantury, krążyły wokół nich legendy. Jak dziś pamiętam, że niektórzy obcinali końcówkę owoca obawiając się jadu, który miały w tej części banana zostawiać czasem niebezpieczne węże... Ponoć nawet kilka osób w Polsce z tego powodu umarło! Tak, a CIA zrzucała stonkę ziemniaczaną! :)

Dzisiaj banan to po prostu banan. Zbananizował Zbanalizował się i nie wywołuje już raczej u nikogo żadnych emocji. Obieramy, jemy. Mało kto pewnie się zastanawia skąd pochodzi. No właśnie, skąd? Afryka? Szympansy jedzą banany więc pewnie tak. A może z Karaibów? A może wręcz nie z tej Ziemi? :)

Chiquita - out of this world

Żadna z tych odpowiedzi nie jest prawidłowa. Banan ma bowiem jak najbardziej azjatycki rodowód. Azjatycki i skomplikowany. Bowiem to co kupujemy w sklepach i zjadamy to nie jest owoc naturalnej rośliny, lecz którejś z setek istniejących odmian hodowlanego bananowca Musa paradisiaca, będącego hybrydą dwóch dzikich, oryginalnych azjatyckich gatunków: Musa acuminata i Musa balbisiana.

Swój sukces banan zawdzięcza temu że jest stosunkowo niewymagający. Rośnie wszędzie tam gdzie jest ciepło i wilgotno. Wpierw hinduscy i chińscy handlarze, później europejscy kolonizatorzy rozwlekli go po całym (tropikalnym) świecie. Obecnie, poza Europą, uprawia się go na wszystkich kontynentach. Stał się najintensywniej produkowanym owocem tropikalnym świata - blisko 30 milionów ton rocznie. Z czego dwie trzecie pochodzi z plantacji w Ameryce Łacińskiej. Ekwador jest największym światowym eksporterem tego owocu.

Ekwador - plantacja bananow

Te banany nie spełniają norm jakości nałożonych przez Reybanpac , jednego z największych ekwadorskich plantatorów i eksporterów tych owoców. Zjedzą więc je... świnie.

Banan bananowi jednak nie jest równy. Wystarczy odwiedzić jakikolwiek rynek, czy nawet sklep w kraju produkującym banany, aby przekonać się jak wiele istnieje odmian. Krótkie, długie, żółte, zielone, czasem z lekka fioletowe. Jedne można jeść surowe, inne trzeba smażyć, piec, bądź gotować. I każdy ma swoją lokalną nazwę w których wielości można się pogubić. I właśnie o tym chcę napisać. O kłopotach jakie w języku hiszpańskim sprawić może banalny banan:

  • W Hiszpanii banan to plátano - taki jaki znamy w Polsce, czyli jedzony na surowo. Bo ten, większy i ciemnozielony, który się gotuje czy smaży to... banano. Tak samo jest np. w Chile.
  • Problem w tym, że w Ameryce Środkowej, a także Boliwii, Ekwadorze czy Kolumbii jest dokładnie na odwrót – na surowo zjada się banano, a gotuje plátano. Ten ostatni znany jest też często jako un verde. Co akurat jest logiczne, bo jest przecież zielony. Gorzej że czasem zwie się go także un maduro, choć wcale dojrzały nie jest.
  • Ale są wyjątki – w Kostaryce, a także w niektórych państwach Karaibów ten słodki, jedzony surowo banan to un guineo.
  • Także w Wenezueli plátano to banan do gotowania, ale ten który je się na surowo to z kolei... un cambur!
  • W Argentynie ten i ten to plátano. Z tą różnicą, że ten który je się surowy to - niewiedzieć czemu - plátano frances, a ten twardy do gotowania to... plátano chino.
  • W Meksyku nasz banan to banano, ale ten drugi to bardzo często roatán.
  • Jest też malayo - niektórzy Hiszpanie zwą tak odmianę banana uprawianą na Wyspach Kanaryjskich, którą je się surową.

Może znacie jeszcze inne słowa określające banany? Albo potrawy, które się z nich robi? Np. w Ekwadorze bardzo popularne chipsy z bananów to chifles. W Peru i Boliwii zwie się je także czasami chipilo.

I jeszcze jedna uwaga. Plátano w języku hiszpańskim to także... platanowiec! I to wszędzie poza Argentyną, gdzie na niektóre jego odmiany mówi się sicomoro. Proste prawda? :)


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
piątek, 29 grudnia 2006

Dla wszystkich tych, którzy mi nie mogą mi wybaczyć mojego krytycyzmu wobec prezydenta Wenezueli Hugo Cháveza, jego populizmu i klaunowania, oraz dyktatorskich zapędów mam dzisiaj niespodziankę. Wręcz prezent świąteczno-noworoczny... Koszulka z obliczem ich idola, architekta socjalizmu XXI wieku... :)

Chavez na koszulce

To, że zamieszczam to zdjęcie nie znaczy, że zmieniłem zdanie na temat wenezuelskiego przywódcy. Ta koszulka to po prostu pretekst do zasygnalizowania Wam kolejnego latynizmu. T-shirt, czyli hiszpańska camiseta w Wenezueli nazwa się... una franela. O innych regionalnych wariacjach tego słowa pisałem już tutaj.


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , .
piątek, 14 października 2005

Właśnie utworzyłem nową kategorię – Español latino. Jak łatwo się domyśleć dotyczyć ona będzie bogactwa używanego przez Latynosów języka hiszpańskiego – jego odmian i zawiłości. Hiszpański, którym posługują się Hiszpanie nie jest bowiem kluczem do pełnej komunikacji z mieszkańcami Tierralatina. Różnice są potężne – w akcencie, gramatyce, słownictwie. Oczywiście jest to jeden i ten sam język, jednak Latynosi mówią inaczej. Nie mówią źle, po prostu inaczej. I co więcej nie ma jednej latynoskiej „lingua franca”. Wprawne ucho potrafi bez trudu odróżnić i zidentyfikować Argentyczyka, Chilijczyka, Peruwiańczyka, Kolumbijczyka, czy Meksykanina. A niewprawne będzie często miało problemy ze ich zrozumieniem. I to mimo ewentualnych dyplomów Instytutu Cervantesa! Latynoski hiszpański ma m.in. bardzo dużo słów i zwrotów pochodzących z języków jakimi posługiwali się, czy nadal sie posługują Indianie. I tak np. w Peru sporo jest wkrętów z quechua, w Chile zwrotów mających swe korzenie w mapudungun. W Argentynie z kolei, z wiadomych względów, często słyszy się słowa pochodzenia włoskiego...

Kolej więc na pierwszą lekcję latynizmów. Zacznę od bardzo popularnego słowa, z którym szansę zetknąć się ma wielu turystów. Zwłaszcza ci, którzy mają w zwyczaju kupować sobie pamiątkowe koszulki. Takie zwykłe, z krótkim rękawem, zwane często z angielska T-shirtem. W Hiszpanii rzecz ta to una camiseta. W Ameryce Łacińskiej słowo to budzi jednak u wielu sprzedawców wytrzeszcz oczu. W Meksyku i znacznej części państw Ameryki Środkowej jest to bowiem una playera, w Argentynie una remera, a w Chile... una polera. W niektórych krajach używa się też słowa una sudadera.

Żeby było ciekawiej playeras w Hiszpanii są... plażowymi klapkami. W Urugwaju tymczasem ten typ obuwia nazywa się championes, w Chile chalas, a w wielu innych krajach często używa się pochodzącego od brazylijskiej marki takich klapek słowa havaïanas. I bądź tu mądry...

Na koniec zagadka. Dlaczego Chilijczycy pękają ze śmiechu gdy widzą w sąsiedniej Argentynie takie to właśnie reklamy lodów, które nazywają się Pico Dulce...