| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

BloGalaxia

Argentyna

wtorek, 07 września 2010

Tak przynajmniej twierdzą dziennikarze argentyńskiego tygodnika Noticias – ich zdaniem Nestor Kirchner, były prezydent, mąż aktualnej prezydent i prawdopodobny kandydat w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, otoczył się doradcami nie kryjącymi swej admiracji wobec, nie tyle ideologii wenezuelskiego prezydenta, co jego zdolności utrzymywania się przy władzy. Jeden z nich, politolog i – jak sam się określa – „były marksista” Ernesto Laclau otwarcie przyznał w rozmowie z tygodnikiem: „Potrzebne są slogany i symbole obnażające radykalny podział społeczeństwa, działania będące krystalizacją populizmu”.

Według tych kirchnerowskich zauszników jedyną szansą na sukces w przyszłorocznych wyborach prezydenckich jest doprowadzenie do jak największej polaryzacji argentyńskiego społeczeństwa, nieustanne wzniecanie wewnętrznych konfliktów i napięć i rozdrapywanie już zagojonych ran.

Proponowane metody są żywcem importowane z Wenezueli – okupowanie ulic przez zwolenników reżimu, przyzwolenie na działanie nierespektujących prawa bojówek, walka z prasą i Kościołem, kupowanie politycznych sojuszników, korupcja jako program lojalnościowy.

Nestor Kirchner jak Hugo Chavez

Metody to dość radykalne, ale i stawka przyszłorocznych wyborów jest – jak zauważa tygodnik – bardzo wysoka – zachowanie klanowej władzy, bądź... proces i więzienie. Kirchnerowie w ciągu ostatnich kilkunastu lat stali się z prowincjonalnych polityków, jedną z najbogatszych rodzin w Argentynie. Całkiem oficjalnie są właścicielami dziesiątek firm, nieruchomości i hoteli. W ostatniej deklaracji majątkowej sami oszacowali swój stan posiadania na ponad 8,5 miliona euro – suma, której w żaden sposób nie da się wytłumaczyć ich oficjalnymi zarobkami. I która nie obejmuje, oczywiście, dóbr oficjalnie należących do najbliższej rodziny, np. siostry Nestora (też w rządzie na ministerialnym stanowisku), oraz dwójki ich dorosłych już dzieci.

Zdaniem lokalnej prasy to wszystko , te zadeklarowane i oficjalne bogactwo, choć i tak niewytłumaczalne, to jednak tylko tylko czubek góry lodowej. Bo prawdziwe finansowe imperium Kirchnerów jest poukrywane za nazwiskami zaufanych i dyskretnych współpracowników, czy nazwami spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych. Eduardo Duhalde, poprzednik Nestora Kirchnera na prezydenckim fotelu i członek tej samej peronistycznej partii, zaapelował niedawno do Argentyńczyków o czujność, bo – jak się wyraził – „Kirchnerowie ukraść mogą nawet Casa Rosada”, czyli znajdujący się w centrum Buenos Aires pałac prezydencki...


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , .

wtorek, 15 września 2009

Diego Armando Maradonie coś słabo wychodzi to, szumnie przez niego zapowiadane, mycie argentyńskiego Rolls-Royce’a. Przeciwnie, futbolowa limuzyna tego kraju jest coraz bardziej zabłocona i – po ostatnich porażkach - wcale nie jest takie pewne, czy dojedzie do RPA.

Dla Argentyńczyków, przyzwyczajonych do zastanawiania się, czy ich reprezentacja zdobędzie mistrzostwo świata, a nie do wyliczania punktowych bilansów w nadziei na ewentualną klasyfikację do Mundialu, aktualna sytuacja jest bardzo frustrująca. I frustracji tej dają upust.

Np. strona internetowa Argentyńskiego Związku Piłki Nożnej (AFA), już od kilku dni uparcie milczy. Jakiekolwiek próby połączenia się z nią, wciąż niezmiennie kończą się na takiej oto planszy:

zhakowana AFA

Prosimy o nieregulowanie odbiorników – „Z powodu bezpieczeństwa strona AFA jest wyłączona”.

Co się stało? Otóż w miniony piątek strona AFA stała się ofiarą znanego w Argentynie kolektywu hakerów KKR. I przez kilkanaście godzin każdy, kto zaglądał na stronę związku piłki nożnej napotykał tylko i wyłącznie taki oto obrazek:

zhakowany Maradona

Maradona w brazylijskiej, reprezentacyjnej koszulce auriverde i podpis: „Jedno zdjęcie warte jest więcej niż tysiąc słów...

I to nawet nie jest fotomontaż. To kadr ze słynnej, dawnej reklamy brazylijskiego napoju Guaraná Antarctica, za którą Maradona otrzymał wówczas 150 tys. dolarów. Wielu argentyńskich kibiców nie mogło wybaczyć swemu idolowi takiej „zdrady”:

Teraz, po serii kompromitujących porażek argentyńskiej reprezentacji pod wodzą selekcjonera Maradony, ówczesne cudzołóstwo jest coraz częściej ponownie wypominane. Także przez hakerów.

Jak myślicie, słusznie?

PS. Zajrzyjcie koniecznie na Futbolin. Tam sporo o argentyńskim futbolu, tenisie, a także o fantastycznych wieściach dotyczących „Las Pumas”, czyli reprezentacji rugby tego kraju.


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , .

17:47, tierralatina , Argentyna
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 czerwca 2009

Coraz częściej mam wrażenie, że tzw. Zachód, czyli nasze bogate państwa Północy, uważające się za wzór wszelkich cnót i postępu cywilizacyjnego, pod wieloma względami pozostają w tyle, za rozwijającymi się krajami Południa. Wciąż się możemy, my Europejczycy, sporo od tych biedniejszych państw nauczyć, w wielu przypadkach mogą być one dla Zachodu wzorem.

Pisałem już np. o znacznie odważniejszym i powszechniejszym niż w Europie stosowaniu nowych technologii, ale to nie wszystko. Zazdrościć, zwłaszcza w Polsce, powinniśmy też chociażby południowej tolerancji. I to w szerokim tego słowa znaczeniu. Począwszy od spraw rasowych, po np. seksualne.

Nie twierdzę, że rasizm w Ameryce Południowej nie istnieje, bo byłoby to kłamstwo. Także tutaj kolor skóry nadal ma niestety czasami wpływ na łatwość znalezienia pracy, czy przebieg kariery. Sporo jest też, nawet w tak niesamowicie kolorowej i kulturowo wymieszanej Brazylii, mniej lub bardziej ukrytch uprzedzeń i krzywdzących stereotypów. Niemniej jednak, w przeciwieństwie do wielu państw Europy z Polską na czele, prawdopodobieństwo że ktoś komus da tu na ulicy w mordę tylko dlatego, że ten ktoś jest ciemniejszy, jaśniejszy, czy bardziej żółty, jest bliskie zera.

Poza niechlubnym wyjątkiem Wenezueli Hugo Cháveza, który regularnie, co jakiś czas, próbuje u swych sympatyków rozniecić antysemickie odruchy, nigdzie też nie przykłada się specjalnej uwagi do wyznawanej religii. Nikogo w sumie nie obchodzi, czy i w co wierzysz. Możesz być katolikiem, neopaganinem, Żydem, muzułmaninem, wyznawcą santerii, czy jakiejś ewangelizacyjnej sekty - nikt nie będzie ci z tego robił zarzutu.Ba, najczęściej nikogo to nie będzie wcale interesowało. Zdecydowana większość Peruwiańczyków nie zdaje sobie nawet sprawy, że ich obecny, chcący się właśnie się podać do dymisji, premier Yehude Simon, ma żydowskie korzenie i na dodatek jest ateistą. Ateistką jest też chilijska prezydent Michelle Bachelet i to mimo, że jej kraj jest bardzo katolicki.

Latynosi, mimo całego tego swego słynnego kultu macho, są też niesamowicie otwarci wobec wszelkich mniejszości seksulanych. Geje trzymający się za rękę, transwestyci, transseksualiści – to na ulicach tutejszych miast całkiem normalny widok. I nikt się nie naśmiewa, nikt nie oburza, nie pluje, nie obrzuca wyzwiskami, nie drwi.

Zaobserwowałem też zaskakujące Europejczyka zjawisko braku wpływu poziomu edukacji na stopień tej tolerancji. Kilka dni temu byłem w niewielkim, bardzo biednym, nadmorskim miasteczku, położonym w wenezuelskim stanie Vargas. W sumie jeden wielki slums, tylko że z widokiem na morze. Nawet tam, wśród tych niewykształconych i nie mających zbyt wielkich perspektyw ludzi, spotkałem transwestytów. Nie chowająch się, lecz – przeciwnie – ekstrawagancko okazujących swą odmienność. Jakoś nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w polskich robotniczo-lumpiarskich dzielnicach.
Ale może się mylę, jeśli ktoś z Was zna jakieś pozytywne przykłady, to – bardzo proszę – podzielcie się nimi.

Dzisiaj zaskoczyła mnie z kolei instytucja, której z definicji, nie podejrzewałbym o żadną formę tolerancji. A już na pewno nie o tolerancję wobec ludzkich ułomności. Czyli armia – państwowe siły zbrojne. W tym konkretnym przypadku w Argentynie.

Otóż mająca swą siedzibę w Salcie V Górska Brygada piechoty ma od dzisiaj nowego dowódcę. Mianowany nim został pułkownik Fabián Brown, pracujacy do niedawna za biurkiem w Centrum Szkolenia i Oceny Doktryny Wojskowej. Co jest takiego dziwnego w tej nominacji, pewnie się zastanawiacie? Otóż to, że pułkownik Brown, z wykształcenia specjalista od artylerii, miał kilka lat temu poważny wypadek. Wybuch urwał mu prawą rękę, kilka palców lewej ręki i pozbawił go prawego oka.

Nie wiem, w Wojsku Polskim (ani żadnym innym), nigdy nie służyłem, ale jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w analogicznej sytuacji ofiara wysłana zostałaby w nim wysłana na przmusową rentę. Tymczasem Argentyńczycy stworzyli mu warunki dalszej pracy i awansum, a obecnie, eksperymentują, powierzając mu opiekę nad ważną jednostką liniową. Być może inwalida nie sprosta zadaniu, może za jakiś czas trzeba będzie go zastąpić. Ale za samą taką próbę argentyńskim generałom należą się brawa.

Dotychczasowy dowódca V Brygady, gererał Jorge Enrique Altieri, odszedł na wcześniejszą emeryturę. Nie z własnej woli. Nie miał innego wyjścia po tym jak zarządził oddanie wojskowych honorów zmarłemu na początku czerwca generałowi Rodolfo Wehnerowi, który był oskarżony o, popełnione podczas wojskowej dyktatury, zbrodnie przeciw ludzkości. Tymczasem minister obrony Nilda Garré zabroniła armii organizowania ceremonii pogrzebowych oficerom, którzy byli zamieszani w nielegalne działania w okresie wojskowego reżimu.

Czyli kiedy trzeba, tolerancji nie ma żadnej. I tego też czasami nam brakuje...


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , .

18:21, tierralatina , Argentyna
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 25 maja 2009

Jeśli jesteście obecnie w Argentynie bądź Brazylii, bądź się tam wkrótce wybieracie, i mieliście do tej pory w planach wycieczkę do słynnych, znajdujących się na granicy między tymi państwami, wodospadów Iguazú, to – niestety – najwyższa pora plany te zmienić. Bo po prostu możecie się bardzo rozczarować.

Nie dość bowiem, że trwający już sezon jesienno-zimowy na południowej półkuli jest zawsze w regionie Iguazú tzw. porą suchą i wodospady są wtedy znacznie mniej okazałe niż w „mokrym” okresie wiosenno-letnim, to na dodatek w tym roku panuje tam wyjątkowa susza.

W efekcie, większość z ponad 270. wodospadów, które tworzą słynną kataraktę, zamiast cieszyć oko wzburzoną, huczącą, białą kurtyną wody, smuci brązową, wilgotną, skalną ścianą. Sytuacja jest porównywalna z suszą w 2006 roku, kiedy to wodospady wyschły niemal zupełnie.

Statystycznie, przez wodospady w Iguazú, przelewa się ok 1500 metrów sześciennych wody na sekundę. W tej chwili, średnia tygodniowa, to zaledwie 250 metrów sześciennych na sekundę. A poziom rzeki Iguazú w znajdującym się poniżej wodospadów Puerto Andresito spadł z tradycyjnych niemal 5 metrów do niespełna 90 cm.

Zresztą sami zaobaczcie jak to wygląda. Tutaj jest zdjęcie części wodospadów przy normalnym stanie wody. A tutaj dokładnie to samo miejsce na początku maja. A teraz jest ponoć jeszcze gorzej.

Zdaniem specjalistów Iguazú stanie się ponownie spektakularny najwcześniej dopiero w późnym wrześniu/październiku.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .

23:20, tierralatina , Argentyna
Link Komentarze (14) »
piątek, 17 kwietnia 2009

Argentyńczycy, przynajmniej ci którzy niezbyt sobie cenią aktualną prezydent własnego kraju (a jest ich coraz więcej, według ostatniego sondażu Cristina Kirchner ma 29 proc. ocen pozytywnych, to jednen z najgorszych wyników na kontynencie) mają niezły ubaw z nieudolnej propagandy jej spin-doktorów.

Chodzi o zdjęcie z niedawnego szczytu G-20 z Londynu, które masowo rozsyłane było przez prezydencką kancelarię do argentyńskich mediów. I które po dziś dzień figuruje na internetowej stronie Prezydencji:

Presidencia de la Nacion Argentina

 

Obama Kirchner G-20

©Presidencia de la Nación

Zdjęcie, jak zdjęcie. Smaczkiem jest figurująca pod nim legenda: El presidente de Estados Unidos, Barack Obama, se acerca a saludar a la presidenta Cristina Fernández momentos antes de tomar la foto oficial de la Cumbre.

Czyli: Prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, zbliża się aby przywitać się z Cristiną Fernández tuż przed oficjalną fotografią uczestników Szczytu.

Na pozór wszystko się zgadza i brzmi jak najbardziej prawdopodobnie. Jednak na nieszczęście argentyńskiej prezydent poza jej fotografem na sali były także kamery telewizyjne, które także zarejestrowały ten moment. W całości.

I to dzięki nim Argentyńczycy mogą dzisiaj zrywać boki. Bo owe powitanie pani prezydent przez Obamę wyglądało tak:

 

 

Bez komentarza. :)


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .

21:25, tierralatina , Argentyna
Link Komentarze (21) »
sobota, 11 kwietnia 2009

Najwyższy czas – argentyński rząd przestał w końcu udawać, że nic złego się nie dzieje i otwarcie przyznał, że kraj ma całkiem spory problem. Z komarami. A dokładniej z jednym, konkretnym jego gatunkiem: Aedes aegypti. Tym, który wywołuje potencjalnie niebezpieczną chorobę – dengę.

Regularni czytelnicy tego bloga, tego maleńkiego wampira o biało-czarnych nogach znać już powinni dobrze. Bo regularnie pojawia się na tutejszych stronach. W ostatnich latach daje się on niestety w Ameryce Łacińskiej szczególnie we znaki. Walczył z nim Paragwaj, Brazylia użyła nawet wojska.

Komary roznoszące wirusa pojawiły się też nad wodospadami Iguazu, jednej z największych latynoamerykańskich atrakcji turystycznych. Tej, która znajduje się na granicy Brazylii, Paragwaju i Argentyny. I tam wydarzył się cud. Komary, jak wiadomo nie posiadające paszportów, nie przekraczały granicy. Tak przynajmniej twierdziły do tej pory argentyńskie władze.

Choć w Paragwaju i Brazylii bito na alarm, urzędnicy w Buenos Aires upierali się że zachorowania w ich kraju to odizolowane przypadki. Tłumaczyli, że prowincjonalni lekarze, od miesięcy twierdzący że mają do czynienia z epidemią, przesadzają i nie mają „globalnego spojrzenia na sytuację”. Więcej - pojawiły się nawet sugestie, że prasowe doniesienia o dendze w Argentynie, to czarny marketing operatorów turystycznych z Brazylii.

Sytuacja diametralnie zmieniła się dopiero w tym tygodniu. Niezależne od centralnego rządu miejskie władze w Buenos Aires ujawniły, że denga zawitała do stolicy. „Mamy już co najmniej 160 potwierdzonych przypadków” – przyznał Jorge Lemus, szef stołecznego wydziału opieki zdrowotnej. W narodowym argentyńskim parlamencie zawrzało. Deputowani wezwali minister zdrowia do ujawnienia wszystkich danych na temat rozwoju choroby w kraju. I okazało się, że różowo nie jest.

Minister Graciela Ocaña przyznała tym razem, że „sytuacja jest poważna”. Zachorowania na dengę zarejestrowano już w 19. z 24. argentyńskich prowincji (dokładnie mówiąc prowincje są 23 + miasto Buenos Aires). W najbardziej dotkniętych: Chaco, Salta i Catamarce, oficjalna liczba chorych przekroczyła już 16 tysięcy.

Argentyńscy lekarze twierdzą jednak, że centralny rząd nadal nie mówi całej prawdy i liczba dotkniętych wirusem przekroczyła już 30 tysięcy. A w wielu miejscach kraju można już mówić o znajdującej się poza wszelką kontrolą epidemii dengi. Zdaniem lekarskiej federacji Fesprosa jej epicentrum znajduje się obecnie w mieście Charata, w prowincji Chaco. Każdego dnia, zdaniem lekarzy, rejestrowanych jest tam od 400. do 600. nowych zachorowań.

O poważne zajęcie się problemem dengi apelują do centralnego rządu także firmy turystyczne. One także, zwłaszcza na najbardziej dotkniętej chorobą północy kraju, zaczynają odczuwać skutki epidemii. Coraz więcej osób rezygnuje z wyjazdów i pobytów tam. W prowincji Jujuy, tradycyjnie obleganej przez argentyńskich, chilijskich i urugwajskich turystów w okresie Wielkiego Tygodnia, hotele zanotowały aż 40 proc. spadek rezerwacji w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

Tymczasem Jujuy nie jest wcale prowincją jakoś dramatycznie dotkniętą epidemią dengi. Ale graniczy ona z Boliwią, gdzie także epidemia szaleje. Bardziej nawet niż w Argentynie. Oficjalnie na dengę zachorowało tam już ponad 60 tysięcy osób, z których co najmniej 20 zmarło.

Denga to wirusowa choroba, której objawy przypominają grypę: ból mięśni, stawów, gałek ocznych, gorączka. Często występuje także biegunka i wymioty. Na chorobę nie ma lekarstwa, ani szczepionki. Lekarze mogą tylko łagodzić symptomy i monitorować rozwój choroby. Organizm sam zwalcza wirusa. U osób osłabionych, najczęściej starszych i dzieci, choroba może jednak wywołać wewnętrzne krwotoki. Ta krwotoczna odmiana może skończyć się śmiercią.

Wirusa choroby przenosi wspomniany komar Aedes aegypti. W Ameryce Łacińskiej tylko on. Wyrusza on w poszukiwaniu jedzenia (czyli naszej krwi) o świcie i zmierzchu. W ciągu dnia i nocy nie jest aktywny. Można się przed nim skutzecznie zabezpieczyć stosując repelenty zawierające przynajmniej 15 proc. substancji aktywnej DEET, bądź Icaridin (występującej też pod nazwami Saltidin, Picaridin i KBR3023).

Denga jest endemiczna we wszystkich krajach obu Ameryk z wyjątkiem Chile, Urugwaju i Kanady. Zdaniem naukowców, z powodu zmian klimatycznych, ciepłolubny Aedes aegypti będzie się rozprzestrzeniał coraz bardziej. Europa także przed nim się nie uchroni. Zresztą pierwsze, póki co sporadyczne, przypadki dengi zanotowano już na południu Włoch i Hiszpanii.

P.S. Każdy posiadacz komputera może uczestniczyć w badaniach nad potencjalnym lekarstwem na dengę dzięki inicjatywie World Community Grid. Cóż to takiego wyjaśniłem tutaj.


>Technorati tags: , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , .
 
1 , 2 , 3 , 4