| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

BloGalaxia

Karaiby

sobota, 18 października 2008

Mam bonusowy suplement do niedawnego wpisu, w którym zachęcałem Was do obejrzenia galerii zdjęć z Gonaïves, haitańskiego miasta najbardziej dotkniętego przez obecny sezon huraganów na Karaibach. Tym dodatkiem jest relacja z pierwszej ręki. Napisała ją koleżanka, Polka, pracująca w jednej z organizacji humanitarnych pracujących na Haiti. Doskonałe uzupełnienie tamtych fotografii:

Woda przyszła nagle, w nocy, zaskoczyła wszystkich. Powolutku wycofywała się odkrywając ogrom zniszczenia.
Po pierwsze, wszechobecne błoto, w ogródkach, w domach, w szafach, w umywalkach, latrynach. Błoto w drzwiach samochodów, w rurach kanalizacji, w szklankach. Tam, gdzie prąd wody był silniejszy – nie ustały samochody, nie wytrzymały drzwi ani drzewa. Woda zabrała ludzi i zwierzęta, i pognała ich ku morzu.
Po drugie, brakuje wszystkiego – wody pitnej, jedzenia, pieniędzy a wszystko jest przecież coraz droższe. Brakuje też mydła, a przecież co ocalone trzeba wyprać.
Po trzecie, choroby. Szpital zalany, przychodnie zalane, a tu przeziębienia się szerzą, podobnie jak i biegunka (bo o czystą wodę trudno). Lada chwila może przyjść jakaś epidemia, choćby malarii bo komarów coraz więcej.
Nie mowiąc o traumie, o tych którzy stracili bliskich, którzy stracili wszystko co posiadali (a ubezpieczenia nie ma), o tych co ratowali dzieci przemierzając kilometry po pas w wodzie by dotrzeć do suchego miejsca.
Z szacunkowych obliczeń wynika, że ze wzgórz Artybonitu spłynęło i osadziło się w Gonaïves ponad 2,3 miliony metrów szesciennych błota. Nie potrafię sobie dobrze uzmysłowić ile tego właściwie jest, ale patrząc na miasto i trwające tam intensywne prace nie mogę oprzeć się myśli, ze oto „natychmiastowa” archeologia. Każdy dom, każdy kawałek drogi czy ogródka trzeba odkopać, spod schnącego błocka wyciągnąc co tam jeszcze się da użyć: samochody, materace, ławki szkolne i inne sprzęty. Jak archeolodzy, kopacze muszą uważnie operować łopatą, bo nigdy nie wiadomo czy natrafią na skład coca-coli, czy na ciało w rozkładzie...
Nastepnie, każdą rzecz wydobytą spod ziemi należy dokładnie oczyścić, wypłukać piasek ze wszystkich jej zakamarków. Miejska sieć kanałów nadal pełna jest wody, która wartko spływa do morza. W tychże kanałach przechodnie myją sobie nogi po pokonaniu bardziej zabłoconych odcinków, w nich można opłukać taczkę i prać materac, ktory nasiąknięty błotem waży tyle, że czterech mężczyzn niesie go z trudem.
Całe to błoto, razem ze zniszczonymi sprzętami wyrzucane jest na drogi, z nich zaś zbierane przez liczne spychacze i koparki, ładowane na dziesiątki wywrotek i wyworzone za miasto. Ta cieżka maszyneria blokuje drogi i powoduje, że przejechanie przez miasto to prawdziwe ćwiczenie z cierpliwości. W tym czasie mozna obserwować, jak ludzie walczą o wydobycie na powierzchnię ich, dopiero co pogrzebanego świata.
Gdyby podobna tragedia dotkneła jakieś antyczne czy średniowieczne miasto, ludzie nie mieliby szans na powrót do swych domów. Z pewnością wybraliby inne miejsce i zbudowali nowe, korzystając z materiałów, które pozostały na powierzchni. Pozostawiliby w ziemi ruiny i zniszczone sprzęty dla późniejszych archeologów i poszukiwaczy skarbów. Nikt by nie ufał, że konstrukcje wzniesione przez człowieka wytrzymają i obronią przed kolejnym kaprysem pogody i wezbranej rzeki.

Dziękuję K. i za zgodę na opublikowanie tu tej relacji i za trudną, acz bardzo potrzebną pracę jaką od wielu miesięcy wykonuje na Haiti.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
19:21, tierralatina , Karaiby
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 października 2008

Pamiętacie huragan Ike w pierwszej połowie września? Dużo o nim pisały zarówno światowe media, jak i zaprzyjaźnione, bezpośrednio z nim skonfrontowane, blogi. Głównie były to opowieści o wielkich ewakuacjach w Stanach Zjednoczonych. Później pojawiły się także realcje o zniszczeniach na Kubie. O Haiti było raczej cicho.

I w sumie czemu się dziwić? USA to potęga, Kuba to popularny turystyczny kierunek, a Haiti? To „tylko” jedno z najbiedniejszych państw świat. Państwo o którym pisze się niechętnie, bo może uchodzić za przykład nieudolności wspólnoty międzynarodowej. Tyle wysiłków, tyle utopionych tam milionów dolarów pomocy, a sytuacja nadal tragiczna... Więc jakiś tam huragan niewiele zmienił. Było źle, nadal jest źle – można pomyśleć.

Tymczasem nic bardziej błędnego. Haiti, z dala od kamer i zainteresowania mediów, przy pomocy ONZ i organizacji humanitarnych, próbuje podnieść się z piekła własnej historii. Przywracane są demokratyczne mechanizmy, MINUSTAH próbuje zapanować nad do niedawna zupełnie bezkarnymi gangami, odbudowuje się - a czasami wręcz tworzy po raz pierwszy – podstawową infrastrukturę – przychodnie, szpitale, drogi. Wszystko to jest oczywiście wciąż bardzo delikatne, kruche. Dlatego właśnie skutki huraganu Ike okazały się na Haiti bardziej dotkliwe niż gdziekolwiek.

A dokładniej nie samego tylko Ika, bo o Haiti – zgodnie z zasadą: biednemu zawsze wiatr w oczy – oberwało od trzech poprzedzających go huraganów. Nad haitańską częścią Hispanioli w ciągu zaledwie trzech tygodni przekotłowały się też Hanna, Fay i Gustav. Ike tylko przypieczętował zniszczenia. Zginęło sumie ponad 550 osób, szkód nikt do tej pory jednoznacznie nie oszacował.

Najbardziej oberwało miasto Gonaïves. Huraganowe opady spłukały z ogołoconych z roślinności, otaczających miasto wzgórz tony ziemi. Zwały błota wypełniły domy, ulice, zabrały jedyny most łączący dwie części miasta. Demolka jest tak wielka, że haitańska premier Michèle Pierre-Louis nie wyklucza odbudowy miasta w zupełnie innym miejscu.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo do Gonaïves dotarł niedawno fotoreporter Associated Press, a argentyński dziennik Clarín przygotował z jego zdjęć przejmującą prezentację. Ten wpis ma po prostu zachęcić Was do jej obejrzenia.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
wtorek, 06 lutego 2007

Przekroczenie granicy między Dominikaną a Haiti dla wielu osób bywa szokiem. Z jednej – dominikańskiej – strony gęsty tropikalny las, a za granicznym szlabanem... księżycowa pustynia. Haiti w ostatnich dekadach stało się niestety podręcznikowym wręcz przykładem tego, do jak katastrofalnych ekologicznych skutków doprowadzić może bieda połączona z anarchią.

Deforestacja, czyli wycinanie lasów nie jest już tam problemem. Bo po prostu nie ma już czego wycinać. Kraj zmaga się teraz z postępującym, nieopanowanym pustynnieniem terenów. Haiti stało się jedynym na świecie miejscem w strefie międzyzwrotnikowej, gdzie są naprawdę poważne problemy z wodą. Deszcze nadal oczywiście padają, ale zamiast nawilżać grunt po prostu go zmywają. Nie ma roślin, które cenny płyn zdołałyby zatrzymać, zmagazynować. Co prowadzi niestety do tragedii. I to nie tylko związanych z głodem. We wrześniu 2004 roku, gdy nad Hispaniolą przeszła tropikalna burza Jeanne ofiary były na całym jej terenie. W Republice Dominikańskiej zginęło wówwczas 12 osób, w Haiti... blisko1500. Potopionych, porwanych przez błotne lawiny...

Jak to często bywa korzenie problemu sięgają czasów kolonialnych. Jako pierwsi lasy zaczęli wycinać, w XVII wieku francuscy kolonizatorzy. Chodziło wówczas o utworzenie miejsca pod plantacje trzciny cukrowej, która przez dziesiątki lat miała pozwolić Haiti być największym producentem cukru na świecie. W energochłonnym procesie otrzymywania którego, spalano oczywiście kolejne hektary. Równocześnie wycinając i eksportując do Europy szlachetne gatunki drzew, zwłaszcza akacje, z których we Francji robiono meble dla arystokracji.

Uzyskanie niepodległości przez Haiti, w 1804 roku, w niczym jednak nie poprawiło sytuacji. Przeciwnie wręcz – demokracja stała się, paradoksalnie, katalizatorem ekologicznej tragedii. Ziemię w niepodległym kraju podzielono po równo między wszystkich mieszkańców – byłych niewolników. Działki te, z pokolenia na pokolenie stawały się jednak coraz mniejsze, dzielić je trzeba bowiem było między spadkobierców. A że statystyczna rodzina w kraju tym ma siedmioro dzieci tempo było ogromne. W dniu dzisiejszym średnia wielkość gospodarstwa nie przekracza 2000 metrów kwadratowych. Żeby cokolwiek z tego wyciągnąć, wyżywić rodzinę, właściciele karczują najmniejszy nawet krzaczek. Bo przecież pod kuchnią także trzeba czymś zapalić...

Efekt jest taki, że w 1950 roku jeszcze połowa Haiti pokryta była lasem, w 1987 roku drzewa pokrywały już tylko 10 proc. kraju, w 1994 – 4 proc., w dniu dzisiejszym mniej niż 1 proc.! Sytuacja jest tak katastrofalna, że w ostatnich latach producenci węgla drzewnego, który wciąż jest podstawowym źródłem energii zaczęli wycinać... plantacje drzew mangowych i awokado - jednych z ostatnich naturalnych źródeł witamin w kraju!

I dlatego granica między Dominikaną i Haiti jest jedną z niewielu na świecie, którą wyraźnie widać z powietrza. Jest jak na tym satelitarnym zdjęciu – zielone lasy z jednej strony, jałowa pustynia z drugiej:

granica Haiti i Dominikany 

fot: NASA/Goddard Space Flight Center Scientific Visualization Studio

Pojawiła się jednak nadzieja, że sytuacja może ulec poprawie. Ministrowie spraw zagranicznych Brazylii i Kanady, Celso Amorim i Peter MacKay, ogłosili w ubiegłym tygodniu w Brasilii, że oba państwa pomogą w trudnym procesie zalesiania Haiti. Brazylia starająca się walczyć z deforestacją Amazonii ma w tej dziedzinie spore doświadczenie, a Kanada jest gotowa to sfinansować.

Oba państwa nie ukrywają, że nie będą robić tego bezinteresownie. Z jednej strony Kanada bardzo się boi postępującego globalnego ocieplenia i topnienia lodowców na swej północy, więc chętnie pomoże w rekonstrukcji choć kawałka zielonych płuc naszej planety. Z drugiej Brazylia, która jest mocno zaangażowana w siły pokojowe w Haiti doskonale zdaje sobie sprawę, że bez odbudowy tego kraju jej żołnierze pozostaną tam na wieki. A bez powrotu choć minimum zieleni kraj nie wyjdzie z głodu i niekończącego się pasma klęsk. Bo wszystko jest powiązane...

  • Tymczasem w Polsce, któtkowzroczni politycy, chcą zabetonować piękną Dolinę Rospudy... Szkoda słów. A o Haiti dużo więcej możecie przeczytać na, już tu niedawno reklamowanym blogu trzech papryczek (nie wiem dlaczego trzech, skoro na zdjęciu są tylko dwie, ale to szczegół... :) ).


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , .
czwartek, 04 stycznia 2007

Bo skoro już o wizach mowa... Kraje CARICOM, czyli Wspólnoty Państw Karaibskich, a dokładnie Antigua i Barbuda, Barbados, Dominika, Gujana, Jamajka, St. Kittis i Nevis, Saint Lucia, Grenada, Trinidad i Tobago, oraz St. Vincent i Grenadyny, wprowadzają tymczasowy obowiązek wizowy wobec m.in. Polaków.

Wizy w przypadku wizyty w którymś z tych państw będą konieczne od 1-go lutego do 15 maja tego roku. Jest to wynik zaostrzonych środków bezpieczeństwa w związku z organizacją przez te państwa Mistrzostw Świata w krykiecie.

Polacy chcący się ubiegać o wizę powinny się skontaktować z przedstawicielstwem dyplomatycznym Barbadosu w Londynie. Wniosek wizowy pobrać można tutaj. Ta specjalna wiza ważna jest w każdym z wyżej wymienionych państw.


>Technorati tags: , , , , , , , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
03:11, tierralatina , Karaiby
Link Komentarze (6) »