| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

BloGalaxia

Kuba

piątek, 11 września 2009

Zwłaszcza nie na Kubie, bo możesz tam... pójść za to do więzienia! Przytrafiło się to właśnie hawańskiemu, bezdomnemu alkoholikowi, który kilka miesięcy temu, nieroztropnie wtargnął przed kamery zagranicznej ekipy telewizyjnej, przygotowywującej reportaż o kubańskich twórcach muzycznych i poskarżył się, że jest głodny:

Te kilka wybełkotanych przez niego zdań, że na Kubie nie ma co jeść, a wiele osób jest głodnych, na jego nieszczęście, szybko stały się w internecie bardzo popularne. Powstały liczne miksy, sample i wideoklipy:

 

Castrowski reżim, wciąż uparcie usiłujący sprzedać światu wizerunek Kuby jako socjalistycznego raju na Karaibach, jest - jak wiemy - zupełnie pozbawiony poczucia humoru, policja szybko więc zidentyfikowała „antypaństwowego degenrata” i doprowadziła przed oblicze śledczych

Juan-Carlos Gonzáles Marcos, znany wśród hawańskich pijaczków jako Pánfilo, był przesłuchiwany w sumie kilkadziesiąt razy. Przez policję, polityczną policję, kontrwywiad – pytano go, kto mu zapłacił za to wtargnięcie przed kamery, od kogo otrzymywał polecenia...

Wystraszony niespodziewanym obrotem sprawy alkoholik wybrał najgorszą, z punktu widzenia kubańskich reżimowych zamordystów, strategię obrony - sam zaczął szukać kontaktu z zagranicznymi dziennikarzami na wyspie prosząc ich aby także oni potwierdzili, że nie był przez nikogo manipulowany, że przed kamery dostał się przez przypadek, i po prostu powiedział o tym co mu w owym momencie najbardziej doskwierało – o głodzie.

Ja się naprawdę nie interesuję polityką. Nie dostałem od nikogo żadnych pieniędzy, a teraz mam straszne kłopoty” – skarży się w powyższym wideo.

Tego było już za dużo. W kilka dni później Pánfilo został aresztowany. A dzisiaj sąd drugiej instancji w Hawanie, po wcześniejszym usunięciu z sali zagranicznych dziennikarzy i dyplomatów, potwierdził wydany niedawno, sprawiedliwy, socjalistyczny wyrok – 2 lata więzienia. Przestępstwo: „zakłócanie porządku publicznego”.

PS. Zajrzyjcie na Tierra Incógnita.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , .

20:21, tierralatina , Kuba
Link Komentarze (16) »
niedziela, 22 marca 2009

Sam Fidel Castro, który choć już nie jest kubańskim prezydentem, to wciąż lideruje Partii Komunistycznej i zachowuje honorowy tytuł Wodza Rewolucji, ujawnił swym poddanym, przepraszam: współobywatelom, haniebne czyny jakich dopuściło się dwóch członków narodowej delegacji na dobiegających właśnie końca w Stanach Zjednoczonych, World Baseball Classic, czyli nieformalnych mistrzostwach świata w tym sporcie.

Jak myślicie, jakiego „obrzydliwego aktu” dopuścili się dwaj Kubańczycy? Upili się i wszczęli awanturę w hotelu? Zgwałcili prostytutkę? Kradli w supermarkecie? Nie, skądże – ich czyn jest o wiele bardziej obrzydliwy: zdezerterowali z kubańskiego Raju. Mimo nieustanniej obecności funkcjonariuszy bezpieki, którzy normalnie nikomu z delegacji nie pozwalałają się nigdzie ruszyć bez należytej eskorty, dwóm osobom udało się czmychnąć podczas pobytu w Kaliforni.

Nie wrócili na Kubę! Czyli, jak napisał w wydrukowanym przez kubańską prasę tekście Fidel, „zdradzili Ojczyznę”. Jeden z dezerterów, Yuri Boza, był montażystą reżimowej telewizji. Drugi, dziennikarzem piszącym o baseballu dla Juventud Rebelde, dziennika wydawanego przez komunistyczną młodzieżówke. Jego czyn jest jest tym bardziej odrażający, że należał do niewielkiej uprzywilejowanej kasty, która regularnie jeździła po świecie. „Wiele razy wyjeżdżał już z kraju” – sprecyzował Fidel, który nie omieszkał też dodać, że uciekinierzy nie mieli najlepszej opinii. Nie byli ani lubiani, ani cenieni za swą pracę. Nieznali się na baseballu. „Dziennikarz uważany był za głupka” – ocenił jednoznacznie Wódz Rewolucji.

Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że oba „żałosne diabły” (to też słowa Fidela) nie pozostawiły w Raju zbyt licznej rodziny. Bo rajskie władze znane są z tego, że podobnych dezercji nigdy nie wybaczają i mszczą się na pozostałych w kraju bliskich. Rodzice piętnowani są, że nie potrafili wychować dzieci w patriotycznej miłości do władzy i socjalizmu, rodzeństwo też bywa wytykane palcami. Najbliżsi krewni często tracą pracę i ewentualne przywileje, jak np. domowy telefon... Często zmusza się ich też do złożenia poniżającej autokrytyki przed współpracownikami, lokalnym komitetem partii, sąsiadami.

PS. Na domiar złego - dla Fidela – Kuba nie dostała się do półfinału turnieju. Została wyeliminowana przez Japonię.


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , .

15:27, tierralatina , Kuba
Link Komentarze (11) »
wtorek, 18 marca 2008
Nic nie muszę pisać. Wszystko napisano już TUTAJ. Ci, którzy znają hiszpański mogą jeszcze zajrzeć na stronę „Las Damas de Blanco”, czyli Pań w Bieli – kubańskich kobiet walczących o uwolnienie, zamknietych w więzieniach przez castrowską dyktaturę, ich synów, mężów, ojców, braci. I których jedynym przewinieniem było myślenie inaczej niż partia, krytykowanie jej, domaganie się reform i pragnienie demokracji.


>Technorati tags: , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
20:22, tierralatina , Kuba
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 stycznia 2008

Wzywamy władze kubańskie do uwolnienia więźniów sumienia i więźniów politycznych na Kubie. Więzienie ich jest łamaniem podstawowych praw człowieka. Zniewolona Polska doświadczyła wielkiej solidarności ze strony wolnych społeczeństw. Naszym moralnym obowiązkiem jest wspierać wolnościowe dążenia na Kubie.

Lech Wałęsa
Leszek Balcerowicz

Llamamos a las autoridades cubanas a que liberen a los presos de conciencia y a los presos políticos en Cuba. Su encarcelamiento es una violación de los derechos humanos fundamentales. La Polonia cautivada experimentó una gran solidaridad de parte de las sociedades libres. Nuestra obligación moral es apoyar las aspiraciones a la libertad en Cuba.

Lech Wałęsa
Leszek Balcerowicz

Ty także możesz podpisać się pod tym apelem. Możesz to zrobić TUTAJ . Jego treść, wraz z listą osób pod nim podpisanych przekazana zostanie pracownikom Ambasady Republiki Kubańskiej w Warszawie, z prośbą o przekazanie ich Fidelowi Castro.

A wszyscy Ci, którzy nadal żyją w naiwnym przeświadczeniu że Kuba jest socjalistycznym rajem polecam chociażby portal Solidarni z Kubą . A także wcześniesze wpisy na temat Kuby na tym blogu.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
03:40, tierralatina , Kuba
Link Komentarze (6) »
środa, 03 października 2007

Wielkimi krokami zbliża się Wielka Rocznica lewicowej Latynoameryki. 9 października 1967 roku zastrzelony bowiem został w Boliwii Ernesto Guevara de la Serna, latynoskim masom znany po prostu jako El Che. A że 40-lecie to nie byle jaki jubileusz, na Kubie, gdzie Che Guevarra wyniesiony został niemal do pozycji boga, lokalne reżimowe media dochodzą już od paru dni do zbiorowego orgazmu. El Che to, El Che tamto, El Che jest wielki i go wszyscy kochamy...

W tym hagiograficznym koncercie natrafiłem na jedną wartą uwagi historię. Jej bohaterem jest Mario Terán – Boliwijczyk, któremu jakiś czas temu kubańscy lekarze zoperowali kataraktę w jednym z boliwijskich szpitali. Jak dotąt historia jest banalna - okuliści są od lat najważniejszym towarem propagandowo-eksportowym Fidela Castro. I bardzo dobrze, bo tysiące Latynosów odzyskało dzięki nim wzrok. Korzystają też lekarze - wielu z nich udało się przy okazji „bratniej pomocy” zwiać i nie wrócić już do socjalistycznego raju na Karaibach...

Wróćmy jednak do Mario Terána. W momencie operacji nikt nie skojarzył nazwiska starszego niewidomego pana z wydarzeniami sprzed pół wieku. Jak dziwne historia zatacza koła okazało się dopiero, gdy syn Terána wysłał list dziękczynny do lokalnej gazety. Wtedy wszyscy sobie przypomnieli...

Mario Terán był w 1967 roku podoficerem boliwijskiej armii i członkiem batalionu, który przy współpracy z CIA, złapał Che Guevarę. Gdy zapadła decyzja, że schwytany rewolucjonista zostanie rozstrzelany, to właśnie Terán wyciągnął najktrótszą słomkę – synonim wygranej w szybkim konkursie na egzekutora. I – jak to w armii bywa – rozkaz, jest rozkaz; to Terán umieścił kulkę w piersi Che Guevary.

El Che martwy

Kubańskie media historią tą raczą już od kilku dni. Oczywiście podawana jest ona w gęstym sosie rewolucyjnej retoryki. Te rewolucyjne zdania zawsze, od małego (w podstawówce zaczytywałem się wyjąc ze śmiechu „Bajkami o Leninie” Michaiła Zoszczenki) budziły u mnie fascynację – jak bardzo trzeba mieć wyprany mózg aby nie parsknąć śmiechem przy tak napuszonej formie. Żeby nie być gołosłownym, oto co pisze na temat Mario Terána Granma, najwięszy kubański dziennik, Organ Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Kuby (a jakże!):

Po otrzymaniu rozkazu od swych przełożonych, Terán aby go wykonać, musiał dodać sobie alkoholem odwagi. I on sam opowiadał później, że drżał jak liść na drzewie przed obliczem tego człowieka, który wydawał mu się wówczas „duży, bardzo duży, wielki”.

Che, ranny i rozbrojony siedział na klepisku małej szkółki i patrzył na niego z odwagą i dumą. I miał odwagę, której zabrakło jego mordercy: rozpiął swą znoszoną, zielonooliwkową koszulę, obnażył swą pierś i krzyknął: „Nie trzęś się już i tu strzelaj, zabij człowieka...”

(...)

Che oczywiście nie zamknął oczu po śmierci – nadal patrzyły one na mordercę oskarżycielskim wzrokiem.

(...)

Terán będzie mógł ponownie podziwiać kolory nieba i lasu, cieszyć się z uśmiechu swych wnuków i oglądać futbolowe mecze. Ale na pewno nigdy nie będzie w stanie zobaczyć różnicy między ideami, które doprowadziły go do zamordowania człowieka z zimną krwią, a tymi które głosiła ofiara - która rozkazywała aby lekarze jego oddziałów z równą troską opatrywali swych towarzyszy broni, jak i zranionych żołnierzy wroga. Odddziały Che zawsze tak robiły w Boliwii, tak samo jak wcześniej działo się to w górach Sierra Maestra, dzięki ścisłym rozkazom głównego dowódcy Fidela Castro.

Zapamiętajcie dobrze to nazwisko: Mario Terán, człowiek nauczony zabijać, który ponownie widzi dzięki lekarzom, wcialającym w życie ideały jego ofiary. Zapiszmy to nazwisko w naszych pamięciach, nie zapominajmy o nim i osądźmy go.

Cztery dekady po tym, jak Mario Terán swą zbrodnią próbował zniszczyć pewne marzenie i pewną ideę, Che wygrał kolejną bitwę. I walka trwa...

Prawie się popłakałem. Ale bynajmniej nie ze wzruszenia... I nie moją intencją jest rozpoczynanie debaty o Che, jego ideach, życiu, czy śmierci. Nie o to mi w tym wpisie wchodzi. Ja po prostu nie jestem w stanie przełknąć tej rewolucyjnej retoryki. Kiedyś wpadły mi ręce jakieś stare Trybuny Ludu. Było podobnie.

Co gorsza, odnoszę wrażeniue, że nasi rodzimi, aktualni włodarze też czasem zaczynają wpadać w podobne tony... Czy tylko mnie się tak wydaje?


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
15:09, tierralatina , Kuba
Link Komentarze (6) »
sobota, 17 marca 2007

Dzisiejsza Gazeta Wyborcza publikuje rzecz dość niezwykłą – napisany przez dwóch byłych prezydentów Polski – Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego, list otwarty do kubańskiej opozycji. Obaj politycy, o przecież zdecydowanie różnym politycznym backgroundzie, postanowili - i chwała im za to - przypomnieć światu o obchodzonej jutro czwartej rocznicy „przykręcenia śruby” przez Fidela Castro. 18 marca 2003 roku kubański reżim aresztował kilkudziesięciu najbardziej znanych opozycjonistów, pisarzy, dziennikarzy. Większość z nich siedzi w więzieniu do tej pory.

Za Kwaśniewskim i Wałęsą można, z różnych względów, nie przepadać. Należy jednak mieć nadzieję, że do uwięzionych na Kubie dotrze informacja o polskim liście. To chyba ważne wiedzieć, że nie zostało się zapomnianym. A oto pełen tekst listu:

List do kubańskich przyjaciół

Minęło blisko dwadzieścia lat, odkąd Polska powróciła do wielkiej rodziny krajów demokratycznych. Wydarzenia 1989 r. i zapoczątkowane wówczas dzieło transformacji ustrojowej naszej Ojczyzny przeszły do historii świata jako przykład pokojowej zmiany, która stała się pozytywnym wzorcem dla wielu innych narodów poszukujących nowej drogi.

Dziś my, ludzie wówczas zasiadający po przeciwnych stronach Okrągłego Stołu, jesteśmy z tych dokonań dumni i umocnieni w przekonaniu, że mieliśmy rację, przedkładając porozumienie na rzecz dobra i przyszłości Polski nad własny opór i obawy części naszych środowisk. Niech i te, wspólnie pisane słowa, ale przede wszystkim wolna i rozwijająca się Polska będą świadectwem zwycięstwa porozumienia nad konfliktem, dialogu nad kłótnią, dobra nad złem.

Pomyślność własnego kraju nie zdejmuje z nas moralnego obowiązku myślenia o tych zakątkach globu, które wciąż cierpią niedostatek wolności i chleba, gdzie bycie przeciwko jest zdradą racji stanu, a dobrobyt wciąż przywilejem jednostek. Dziś, w czwartą rocznicę kubańskiej "czarnej wiosny" - wydarzeń, które stanowiły kolejny cios wymierzony w środowiska demokratycznej opozycji na Kubie, kierujemy nasze pełne otuchy przesłanie przede wszystkim do tych cierpiących i upokorzonych, znanych i bezimiennych bohaterów, którzy wciąż o wolności mogą jedynie marzyć.

Ale czas zmiany jest blisko, tchnienie budzącej się na Kubie demokracji czujemy nawet tu, w Polsce oddalonej od was o wiele tysięcy kilometrów. Bądźcie wytrwali i solidarni, cierpliwi i niezłomni, gotowi do budowania wspólnej przyszłości wszystkich Kubańczyków, tak aby wasz piękny kraj stał się przyjaznym domem dla wszystkich waszych obywateli, tych, którzy dziś zamieszkują wyspę i tych, którzy zostali zmuszeni ją opuścić. W tym dziele będziemy was wspierać. Słowem i czynem.

Kubańskim władzom zaś przypominamy: czas tyranów i rządów opartych na przekonaniu o jedynie słusznej racji się kończy, a triumfalnego marszu demokracji nie da się zatrzymać. My w Polsce wiemy to być może lepiej niż inni.

I dlatego właśnie z dalekiej Warszawy apelujemy do waszej odpowiedzialności, patriotyzmu i umiłowania własnego narodu. Stoicie przed wielką szansą odbudowy demokracji na Kubie, szansą, której nie wolno wam zmarnować. Jeśli wybierzecie inną drogę, tym razem historia was nie uniewinni!

Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
11:21, tierralatina , Kuba
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2