| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28

BloGalaxia

Paragwaj

piątek, 15 sierpnia 2008

W sandałach i w tradycyjnej paragwajskiej bialej koszuli z zaokrąglonym kołnierzykiem-stójką, były biskup i dotychczasowy prezydent-elekt, Fernando Lugo, złożył dzisiaj w Asunción prezydencką przysięgę, tym samym stając się oficjalnie 52. Prezydentem Republiki Paragwaju.

W inwestyturze byłego duchownego udział wzieli prezydenci Argentyny, Brazylii, Boliwii, Chile, Ekwadoru, Hondurasu, Tajwanu (z którym Paragwaj utrzymuje stosunki dyplomatyczne), Urugwaju i Wenezueli, a także następca hiszpańskiego tronu, książe Felipe de Borbón, i delegacje, oraz ambasadorzy dziesiątek innych państw.

Zgodnie z paragwajską tradycją, odbywające się na placu przed Kongresem Narodowym ślubowanie poprzedziły 21 salwy armatnie, oraz hymn państwowy odśpiewany przez chór i tysiące zebranych na placu obywateli w dwóch oficjalnych językach Paragwaju: po hiszpańsku i w guaraní.

Po złożeniu przysięgi Fernando Lugo otrzymał z rąk przewodniczącego Kongresu, Enrique Gonzáleza Quintany, prezydenckie insygnia: berło, oraz szarfę w barwach narodowych. I tak jak berło jest "przechodnie", więc to samo, którego używał ustępujący prezydent Nicanor Duarte, tak szarfa pozostaje na zawsze własnością prezydenta, więc Lugo otrzymał zupełnie nową. I była to premiera... Prawdopodobnie po raz pierwszy w historii latynoamerykańskich prezydentur, szef państwa nosić będzie szarfę... z importu. Wyhaftowały ją bowiem zakonnice z ekwadororskiej wioski, w której Fernando Lugo był misjonarzem w latach 1977-1982.

Wraz z lewicowym prezydentem Lugo, ślubowanie złożył jego prawicowy zastępca, wiceprezydent Frederico Franco, którego Prawdziwa Liberalno-Radykalno Partia (PLRA) jest ważną składową Patriotycznego Sojuszu na rzecz Zmian – dość egzotycznej i wielobarwnej koalicji, jaka wyniosła byłego biskupa do władzy i – przede wszytkim – odsunęła od niej Narodowe Stowarzyszenie Republikańskie (Partido Colorado), które rządziło Paragwajem nieprzerwanie przez 61 lat.

Nowego prezydenta czeka ciężkie zadanie. Paragwaj znajduje się na krawędzi kryzysu, a nastroje społeczne są wybuchowe. Wielu obserwatorów podejrzewa wręcz, że wbrew zapowiedziom ustępującego prezydenta Duarte, że nie będzie utrudniał przejęcia władzy przez Lugo, to właśnie ustępujący obóz celowo doprowadził w ostatnich tygodniach kraj do stanu quasi-zapaści. Na stacjach benzynowych brakuje paliwa, w szpitalach i aptekach nie ma leków... Sam prezydent-elekt jeszcze tydzień temu krążył swym samochodem po stolicy w poszukiwaniu możliwości zatankowania.

Rafael Filizzola, minister spraw wewnętrznych w rządzie Lugo, jest przekonany że „w szeregach oddającej władzę partii są frakcje, które chciałyby do tej władzy powrócić jak najszybciej i niekoniecznie demokratycznie”. Minister uważa, że przynajmniej część akcji okupacji ziem należących do wielkich posiadaczy, do jakich doszło w Paragawaju w ostatnich tygodniach, zostało sfinansowanch przez lokalnych działaczy Partido Colorado, którym zależy na spotęgowaniu wrażenia chaosu w kraju pod nowymi rządami.

Do zaanonsowanych już priorytetów Lugo należy m.in. poprawa bezpieczeństwa i walka z korupcją („będziemy bezlitośni wobec okradających Naród”). Paragwaj od lat uważany jest bowiem za najbardziej skorumpowany kraj na kontynencie. Rząd będzie też próbował wziąć się za szalenie trudny temat reformy rolnej. Trudny, bo w chwili obecnej 77 proc. terytorium Paragawaju należy do 1 proc. jego obywateli. Były biskup nie chce korzystać z doświadczeń Boliwii, czy Wenezueli i odgórnie narzucać wywłaszczenia, czy nacjonalizację. Tym bardziej, że na pewno nie zgodziliby się na to jego liberalni i prawicowi koalicjanci. Lugo chce dokonywać reform „poprzez dialog i negocjację".

Zdaniem politologów nowy prezydent narzuci Parlamentowi intensywny rytm pracy, zdając sobie dobrzę sprawę z tego, że jego koalicja wbrew naturze nie będzie trwać wiecznie. Póki co Lugo ma w nim większość, ale tylko dlatego, że już po wyborach zjednał sobie Narodową Unię Etycznych Obywateli, czyli partię byłego generała Lino Oviedo, posądzanego kiedyś m.in. o próbe przeprowadzenia zamachu stanu i który był przeciwnikiem Lugo w wyborach prezydenckich.

Gdy koalicja się rozpadnie, do czego wcześniej czy później na pewno dojdzie, prezydentowi pozostanie kierowania bieżącymi sprawami kraju. Oczywiście zawsze może ogłosić stan wyjątkowy i rządzić dekretami, ale – zdaniem obserwatorów – Fernando Lugo, który jest zaciekłym krytykiem tak właśnie ongiś rządzącego byłego dyktatora Alfredo Stroessnera, prędzej rozpisze wcześniejsze wybory, niż sięgnie po tą metodę sprawowania władzy.

Agencja Associated Press rozmawiając z wieloma latynoamerykanistami na temat szans Lugo zacytowała m.in. Tatianę Rizovą z Newport University, która powiedziała: „Optymistyczny scenariusz jest taki, że raczej nie uda mu się przeprowadzić zbyt wielu zmian, ale będzie poważany i szanowany przez Paragwajczyków, jako prezydent który nie jest skorumpowany i nie bierze łapówek”.

I chyba tego trzeba Fernando Lugo dzisiaj życzyć. Jeśli mu się to uda to, jak na Paragwaj, i tak będzie to rewolucja.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
20:40, tierralatina , Paragwaj
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2008

A jednak! No proszę… 61 lat nieprzerwanych rządów Partido Colorado w Paragwaju to już prawie historia. Były „biskup biednych” Fernando Lugo wygrał wczorajsze wybory prezydenckie. Według najnowszych informacji Wysokiego Trybunału Sprawiedliwości Wyborczej w Asunción, po przeliczeniu 92 proc. oddanych głosów, kandydat opozycji ma 40,82 proc. poparcia, a Blanca Ovelar, kandydatka rządzących Czerwonych, zaledwie 30,72 proc.

-Napisaliśmy nową stronę w politcznej historii naszego kraju. Zakończyliśmy pewien etap, i nie jutro ale już dzisiaj, rozpoczynamy nowy – zmieniania Paragwaju. Wszyscy razem!- zadeklarował wczoraj, szczęśliwy, Feranando Lugo. Chwilę później pozostali kandydaci, zarówno Blanca Ovelar, jak i były generał Lino Oviedo (na którego zagłosowało ok. 22 proc. wyborców), uznali swe wyborcze porażki. -Wynik wydaje się już nieodwracalny, więc nie pozostaje nam nic innego, jak pogratulować zwycięstwa kandydatowi Patriotycznego Sojuszu na Rzecz Zmian- stwierdziła Ovelar.

W tym samym czasie, na ulice stolicy wyległy tłumy zwolenników byłego biskupa. Samochody trąbiły, ludzie chóralnie śpiewali „Se va Nicanor, se va”, mając na myśli oczywiście ustępującego prezydenta Nicanora Duarte. Stołeczny, centralny Plac Bohaterów, przy którym mieści się narodowy Panteon wypełnił się całkowicie świętującymi wyniki wyborów obywatelami. Ostatni raz podobna sytuacja miała miejsce 19 lat temu, gdy obalono generała Stroessnera.

Paragwajskie i zagraniczne media relacjonujące tą zbiorową egzaltację podkreślają, że dość szybko do zabawy przyłaczyła się także część tych, którzy wcale nie głosowali na Fernando Lugo. Agencja AFP cytowała np. Julio Martíneza, państwowego urzędnika, który popierał generała Oviedo: - Żałuję oczywiście, że przegrał mój kandydat, ale czekam na obiecane zmiany. Mam dosyć korupcji i rządzącej kliki od lat traktującej Paragwaj jak swą własność.- Inni uderzali w nutę religijną: -Lugo jest Mesjaszem, którego niebiosa zesłały Paragwajowi. Porzebujemy go. Od odmieni naszą ojczyznę, jak Chrystus który odmienił oblicze Ziemi- tłumaczyła jakaś kobiecina, łkając ze szczęścia, przed kamerami CNN.

Późnym wieczorem, na zaimprowizowanym wiecu, Fernando Lugo, obiecywał tłumom: -Odmienimy ten kraj, sprawimy że będzie znany na świecie ze swej uczciwości, a nie panującej tu korupcji. Ale nie możecie mnie zostawić samego. Prawdziwą demokrację musimy budować wszyscy razem.-

Były biskup nie będzie miał łatwego zadania. Tak jak pisałem wczoraj, popierająca go koalicja wbrew naturze, raczej nie przetrwa próby czasu. Co więcej nowy prezydent prawdopodobnie nie będzie miał większości w Parlamencie. I, co chyba najniebezpieczniejsze, będzie musiał stawić czoła otwarcie mu wrogim frontom w zdominowanej przez Czerwonych administracji państwowej, armii i policji. Nawet paragwajski Kościół Katolicki, jako instytucja, wciąż w Paragwaju bardzo wpływowa, jest mu w większości niechętny i traktuje go jako zdrajcę.

Międzynarodowi obsserwatorzy zgodnie podkreślają, że nie zanotowano żadnych prób wyborczych oszustw. Frekwencja była wysoka i przekroczyła 65 proc.

Prezydent-elekt oficjalne zastąpi Nicanora Duarte na prezydenckim fotelu 15 sierpnia.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
niedziela, 20 kwietnia 2008

Wiele wskazuje na to, że mali Paragwajczycy już wkrótce i przez wiele, wiele lat uczyć się będą na lekcjach historii o dzisiejszym dniu. 20 kwiecień 2008 może stać się dla Paragwaju datą równie historyczną, jak 4 czerwiec 1989 dla Polski. A może nawet bardziej...

Dzisiaj Paragwajczycy idą do urn. Mają za zadanie wybrać nowego prezydenta i jego zastępcę, odnowić Izbę Deputowanych i Senat, oraz desygnować gubernatorów prowincji. I jest bardzo prawdopodobne, że wyniki głosowania będą rewolucyjne, historyczne i bezprecedensowe. I to z wielu względów.

Przede wszystkim, i o tym będą się uczyć nie tylko mali Paragwajczycy, ale pewnie też i studenci politologii na całym świecie, dzisiejsze wybory mogą położyć kres rządom Czerwonych. Słowo to nie ma w tym przypadku żadnego ideologicznego zabarwienia. Czerwoni to po prostu Narodowe Stowarzyszenie Republikańskie, największa paragwajska partia, która od lat nosi przydomek Partido Colorado, czyli właśnie (ewentualne lingwistyczne wątpliwości są wyjaśnione w komentarzach poniżej) Partia Czerwona. I choć Europejczykom może się to wydawać dziwne, jest to partia konserwatywna, prawicowa i nie stroniąca od populistycznego nacjonalizmu. Jednak to co w tym wszystkim najważniejsze, to co sprawia, że jej porażka będzie w Paragwaju rewolucją, to fakt że Czerwoni rządzą swym krajem nieprzerwanie od 61 lat. Żadna inna partia na świecie nie pozostawała przy władzy tak długo.

Jak łatwo się domyśleć, nie zawsze była to władza demokratyczna – za czasów Alfredo Stroessnera, generała który silną i zakrwawioną ręką rządził Paragwajem przez aż 35 lat, Czerwoni byli jedyną legalną siłą polityczną. Wszyscy, którzy mieli cokolwiek do powiedzenie w tym kraju, którzy zajmowali jakiekolwiek stanowiska, należeli do Czerwonych. Czerwony był także generał Andrés Rodríguez Pedotti, który w 1989 roku w zamachu stanu obalił Stroessnera i rozpoczął przwracać w Paragwaju demokrację. W której zreszą Czerwoni szybko świetnie się odnaleźli i nadal wiedli prym! Mimo wielu skandali, mimo polityków oskarżanych (i skazywanych) o korupcje, a nawet morderstwa, partia ta cieszyła się niezmiennie największym poparciem wyborców.

Do dzisiaj prawdopodobnie. Z ostatnich sondaży wynika, że prezydenckie wybory najprawdopodobniej wygra Fernando Lugo - kandydat Patriotycznego Sojuszu na rzecz Zmian, wysoce egzotycznej koalicji kilkunastu partii: od komunistów i ekologów, przez chadeków, po prawicowych liberałów. Ośrodki badania opinii publicznej prognozują, że zagłosuje na niego od 31 do 39 proc. Paragwajczyków. Tymczasem kandydatka partii rządzącej, Blanca Ovelar, cieszy się poparciem szacowanym na 26 do 34 proc. Lugo jest więc dość wyraźnym faworytem.

Wybór opozycjonisty byłby rewolucyjnym wydarzeniem nie tylko za względu na historyczną porażkę Czerwonych. Bezprecedensowy jest także fakt, że kandydat opozycji, jeszcze w marcu ubiegłego roku był... biskupem Kościoła Katolickiego. Kierował diecezją San Pedro, jednym z najbiedniejszych zakątków Paragwaju, którą powierzył mu, jeszcze w 1994 roku, Jan Paweł II. Co zresztą zadaje kłam obiegowemu poglądowi, że nasz papież, był konserwatystą. Lugo, w momencie ordynacji na biskupa miał zaledwie 43. lata i wcale nie krył swych sympatii dla lewicowej tzw. teologii wyzwolenia.

Młody biskup bardzo szybko zyskał sobie sympatie wiernych. Nie był hierarchą, który wożony jest limuzyną i podsuwa pierścień do pocałunków – przeciwnie Lugo w cywilnych ubarniach przemierzał biedne wioski, słuchał żali, próbował znajdować rozwiązania trapiących ludzi przyziemnych problemów. Znajdował sponsorów dla szkół, dokarmiał dzieci, organizował przychodnie, pożyczał pieniądze, pomagał zakładać związki zawodowe... I coraz bardziej intetresował się polityką. To właśnie biskup Lugo był motorem kontestacji, która odwiodła aktualnego prezydenta Nicanora Duarte od próby zmian konstytucji, mającej umożliwić mu reelekcję. To także Lugo stał na czele protestów, które w 2006 roku próbowały wymusić na prezydencie kraju rezygnację z równoczesnego piastowania prezesury Czerwonych.

W Boże Narodzenie 2006 roku biskup Fernando Lugo oświadczył wiernym, że czuje się skrępowany przez habit i jest przekonany że jako polityk będzie w stanie pomóc im bardziej skutecznie. -Chcę aby moją katedrą był cały kraj- zadeklarował. I poprosił Watykan o zwolnienie go z powierzonych mu duszpasterskich i biskupich obowiązków. Stolica Święta jednak odmówiła.

Na początku 2007 roku zaczęły się jednak pojawiać w Paragwaju pierwsze sondaże próbujące ocenić kto ma szanse zostać kolejnym prezydentem. I biskup Lugo był na ich czele! 29 marca 2007 roku biskup powiadomił Watykan, że rezygnuje, zrzuca ornat i habit, wybrowadza się ze swej biskupiej rezydencji i zabiera się za politykę. Podkreślając przy tym, że jest katolikiem i z Kościoła nie zamierza występować. Watykan był skonsternowany i długo nie wiedział jak wyjść z tej sytuacji. Dopiero na początku tego roku Benedykt XVI zawiesił Lugo „Ad Divinis”. Oznacza to, że polityk formalnie jest nadal księdzem. Nie może odprawiać wprawdzie mszy, ani udzielać sakramentów, ale – w nagłych przypadkach może świadczyć ograniczoną kapłańską posługę. Np. może wyspowiadać umierającą osobę.

Mimo konfliktu z Watykanem, Fernando Lugo przez wielu Paragwajczyków uważany jest za Mesjasza. -On jest wysłany przez Boga, aby uratować Paragwaj– najzupełniej poważnie tłumaczył niedawno w paragwajskim parlamencie, opozycyjny senator Candido Vera.

Dzisiejszy wybór Lugo na prezydenta, jak pisałem, jest wysoce prawdopodobny, ale jeszcze nie w 100 proc. pewny. Sondażowa różnica między nim, a kandydatką Czerwonych, byłą minister edukacji w rządzie Nicanora Duarte, jest wyraźna, ale nie miażdżąca. Wiele zależy od zachowania zwolenników trzeciego z prowadzących w sondażach polityków – byłego gererała Lino Oviedo.

On sam też jest postacią niezwykle barwną, wiele mówiącą o paragwajskiej polityce. Oviedo jeszcze rok temu... siedział w więzieniu. Trafił do niego po powrocie z Brazylii, gdzie przez długie lata ukrywał się przed aparatem sprawiedliwości swego kraju. Oskarżano go bowiem o próbę przeprowadzenia zamachu stanu w 1996 roku, o udział w zabójstwie wiceprezydenta Paragwaju, Luisa María Argaña w 1999 roku, oraz odpowiedzialność za śmierć siedmiu manifestanów podczas fali protestów jaka przeszła przez kraj po zamachu na Argaña. Mimo tego wszystkiego, mimo już zasądzonej 10-letniej kary więzienia i toczących się procesów, były generał nie tylko załatwił sobie warunkową wolność, nie wywalczył zawieszenie dochodzeń, a na dodatek kandyduje na fotel prezydencki. I w sondażach ma od 21 do 28 proc. poparcia!

Lino Oviedo jest wprawdzie kandydatem założonej przez siebie niedawno partii Narodowa Unia Etycznych Obywateli, ale zarówno on sam, jak i niemal całe jego zaplecze polityczne to byli Czerwoni. Więc nie jest wykluczone, że wielu z popierających Oviedo wyborców, zdając sobie sprawę, że szanse na wybór ma on nikłe, zagłosuje dzisiaj na kandydatkę Czerwonych.

I tego właśnie najbardziej obawia się Lugo. Gdyby wygrała dzisiaj Blanca Ovelar (w Paragwaju do wyboru wystarcza zwykła większość, więc nie będzie drugiej tury – kto dziś otrzyma największe poparcie będzie prezydentem) to napewno część zwolenników byłego biskupa oskarżać będzie kolorowych o zmanipulowanie wyborów. Sam Lugo od tych oskarżeń się jednak dystansuje. Prawdą jest oczywiście, że Paragwaj jest jednym z bardziej skorumpowanych państw Ameryki Łacińskiej, niemniej jednak kraj nie jest zbyt wielki, uprawnionych do głosowania jest tylko 2,8 miliona osób, i wybory nadzorowane będą przez bardzo liczną grupę zagranicznych obserwatorów

Czerwoni z kolei obawiają się, że może dojść dzisiaj do wyborczach prowokacji. Szykować mieliby je obecni ponoć od kilkunastu dni w Paragwaju wenezuelscy i boliwijscy agitatorzy. Prezydent Nicanor Duarte otwarcie ostrzegł w ostatnich dniach Hugo Cháveza aby nie mieszał w paragwajskiej polityce. W historycznym już wywiadzie jakiego prezydent udzielił reżimowej wenezuelskiej stacji telewizyjnej TeleSur, Duarte wywołał konsternację rozmawiającej z nim dziennikarki kończąc: -Buenas noches Patricia y a todos los Venezolanos. Che Maitei rory maymáva Venezuela membykuérape che rendúva hína ha to jerure imburuvicha kuérape ani omoingue i tî ñande retâme, muchas gracias.- Mieszając hiszpański i drugi oficjalny język Paragwaju, guarani, Duarte powiedział: -Dobranoc Patrycja (dziennikarka) i wszyscy Wenezuelczycy. Serdecznie pozdrawiam wszystkich synów Wenezueli, którzy nas w tej chwili słuchają. Poproście swe władze aby nie wpychały nosa do naszego kraju. Bardzo dziękuje.-

Sam Fernando Lugo, choć przyznał kiedyś, że niektóre z reform wprowadzonych przez Cháveza podobają mu się, przez cały okres kampanii wborczej demonstrował swój dystans wobec wenezuelskiego lidera i powtarzał, że na pewno nie będzie paragwajskim Chávezem. Gdy jedna z konkurencyjnych partii rozlepiała plakat na którym, w wyniku fotomontażu, Lugo był wraz z Chávezem i lewicowym prezydentem Boliwii Evo Moralesem, były biskup uznał wręcz że go to obraża i uzyskał sądowy nakaz usunięcia propagandy.

Wielu paragwajskich komentatorów i analizujących polityczne życie tego kraju politologów obawia się, że nawet jeśli dzisiaj w urnach dojdzie do rewolucji, polityczna kariera Lugo może nie trwać zbyt długo. Jego wyborcy wiążą z nim bowiem olbrzymie nadzieje, myślą że odmieni ich kraj. Tymczasem prezydent będzie miał mocno związane ręce – nie dość, że prawdopodobnie nie będzie dysponował parlamentarną większością, to w dodatku popierająca go koalicja jest wyjątkowo krucha.

Prezydent Duarte jeszcze w tym tygodniu ostrzegał: -Lugo jest popierany przez koalicję partii pozbawioną najmniejszej tożsamości ideologicznej. Jedyne co je łączy to nienawiść wobec Czerwonych i chęć obalenia nas.- I – obiektywnie patrząc – ma rację. Lugo popierany jest m.in. przez antyklerykalnych komunistów, antyliberalnych chadeków i centroprawicowych liberałów. Trudno sobie wyobrazić co będzie ich łączyć, gdy już uda im się pokonać Czerwonych.

Ale, to już moja przwatna nadzieja, niech przynajmniej Lugo zapoczątkuje proces zmian, których Paragwaj na pewno potrzebuje.


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , ..
piątek, 03 sierpnia 2007

To sprawa, która powraca jak bumerang. Namolnie i z uporem. Na internetowych forach, tutaj na blogu, w prywatnych rozmowach, w mailach... Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, ile już razy odpowiadałem na pytania w stylu “gdzie można załatwić paragwajską wizę?”, albo “ile kosztuje wiza do Paragwaju?

To może zacznę od odpowiedzi na to ostatnie pytanie - turystyczna, jednokrotna wiza do Paragwaju kosztuje 45 dolarów. Sęk w tym, że my Polacy… jej nie potrzebujemy! I to już od kilku dobrych lat. Dlatego też zawsze bardzo się dziwiłem, dlaczego problem wiz do Paragwaju tak często powraca. I to w dodatku problem wyimaginowany. Parwie nikt już się nie pyta o wizy do Chile, Brazylii, czy Argentyny. Polscy podróżnicy najwyraźniej przyswoili już sobie, że te i wiele innych latynoskich krajów odwiedzać możemy bezwizowo. Tylko ten Paragwaj wciąż i ciągle budzi wątpliwości. Dlaczego?

Tą zagadkę wyjaśnił mi niedawno Łoś Podróżnik alias Jan Kulczyk, czyli Łukasz Olczyk, który - choć wytrawny podróżnik - także miał co do paragwajskiej wizy wątpliwości. Okazuje się, że informacja o obowiązku posiadania wiz do Paragwaju znajduje się w przewodniku Pascala po Ameryce Łacińskiej. Powiedzmy więc sobie raz a dobrze – Pascal kłamie. DO PARAGWAJU JEŹDZIMY BEZ WIZ.

Dobrze, dobrze… ktoś słusznie może zaoponować… Dlaczego mamy wierzyć jakiemuś tam Tierralatinie (to ja!), a nie poważnemu – mogłoby się wydawać – przewodnikowi? I w sumie racja - to że kilkakrotnie byłem w Paragwaju i nigdy nikt mnie się o wizę nie pytał, nie musi każdego przekonywać…

Sięgnijmy więc do źródeł. Tych jak najbardziej oficjalnych. Zacznijmy od poradnika “Polak za granicą” jaki na swoich internetowych stronach oferuje nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zaglądamy pod hasło Paragwaj i co widzimy? Jak byk jest tam napisane: “Polaków nie obowiązują wizy, gdy udają się do Paragwaju na okres do 90 dni w celach turystycznych lub biznesowych.”.

Jak mniemam nie wszyscy jednak są jeszcze przekonani. I jestem w stanie to zrozumieć. Wszak nasze MSZ w ostatnich miesiącach straciło trochę swą wiarygodność. I nie mówie tu tylko o dziwnej polityce kadrowej, czy żenujących sympatiach dyplomatycznego kierownictwa tzw. IV RP. Nie, naszemu MSZ zdarza się też niestety ostatnio wprowadzać nas w błąd w sprawach wizowych. Więc może jest też także w przypadku Paragwaju?

Nie pozostaje więc nam nic innego, jak sprawdzić w źródle najgłębszym i najczystrzym. Czyli w samym Paragwaju. Kto jak kto, ale tamtejsze MSZ musi wiedzieć komu zezwala na wjazd bez wizy, prawda? Strona ministerstwa jest tutaj. W lewym menu wybieramy Servicios Consulares, a następnie klikamy w Visas. I tam zdumionym oczom np. redaktorów z Pascala ukazać się powinna tabela zatytułowana: Países con exoneración de visas mediante acuerdos bilaterales suscritos por el Paraguay en materia de "Supresión de Visas". Czyli nic innego jak lista państw, których obywatele wiz do Paragwaju nie potrzebują. Lista liczy 47 pozycji. Na 38. znajduje się Polonia. To właśnie my. Mam nadzieję, że tym razem rozwiałem wszelkie wątpliwości…

A jeśli ktoś nadal jest nieprzekonany to już nic nie mogę poradzić. Nie pozostaje mu nic innego jak zgłosić się gdzieś do paragwajskiego konsulatu i przekonać pracowników, że wiza jest konieczna. Znam takich Polaków, którym się to udało! Paragwajczycy musieli zacierać ręce. Zawsze to kolejne 45 dolarów w kasie… :)

Reasumującw Ameryce Południowej turystyczne wizy są od polskich obywateli wymagane tylko w Kolumbii, Gujanie i Surinamie. Zaś do Gujany francuskiej podróżować możemy tylko z dowodem osobistym! Bo to przecież Unia Europejska. Poważnie!


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
14:23, tierralatina , Paragwaj
Link Komentarze (9) »
czwartek, 01 marca 2007

Prezydent Paragwaju, Nicanor Duarte, ogłosił stan wyjątkowy z powodu szalejącej w tym kraju od wielu tygodni epidemii dengi. Oficjalnie mówi się o ponad 14 tysiącach chorych i co najmniej 500 nowych przypadkach każdego dnia. Na dengę zmarło już 14 osób.

Wielu lekarzy poddaje jednak w wątpliwość wiarygodność rządowych danych. Są one podobno zaniżone, a prawdziwa liczba chorych ma już sięgać 60 tysięcy. Wprowadzenie stanu wyjątkowego pozwili rządowi na odblokowanie dodatkowych funduszy na walkę z chorobą, oraz ułatwi zaangażowanie wojska do poszukiwania i niszczenia ognisk rozmnażania się komara Aedes aegypti, który roznosi potencjalnie śmiertelnego wirusa.

Denga ma zazwyczaj objawy podobne do bardzo silnej grypy: gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, czasem także biegunka i wymioty. Czasami przybiera jednak formę gorączki krwotocznej i wtedy często bywa śmiertelna. Na chorobę tą nie ma niestety lekarstwa ani szczepionki, pomoc lekarska ogranicza się do monitorowanie przebiegu choroby i łagodzenia jej symptomów.

Przypadki zachorowań na dengę zarejestrowano już także w graniczącej z Paragwajem argentyńskiej prowincji Misiones i brazylijskim Mato Grosso do Sul.


>Technorati tags: , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , .
piątek, 26 stycznia 2007

Władze Paragwaju oficjalnie przyznały, że w ich kraju ponownie wybuchła epidemia dengi. Od początku tego roku zachorowało na nią ponad tysiąc osób, a trzy – w tym znany opozycyjny polityk Miguel Angel Martínez Yaryes – zmarły. Ognisko epidemii znajduje się w okolicach stolicy Paragwaju – Asunción.

Osoby planujące podróż tam powinny pamiętać o odpowiednim zabezpieczaniu się przed ukąszeniami komarów. Przeciw dendze nie można się niestety zaszczepić. Pozostaje tylko profilaktyka. Paragwajski rząd rozważa możliwość wysłania na front walki z chorobą... żołnierzy. Mieliby oni pomóc w wykrywaniu i niszczeniu miejsc w których rozmnaża może Aedes aegyptikomar przenoszący chorobę. Chodzi przede wszystkim o zbiorniki ze stagnującą wodą, nawet bardzo małe – takie jak np. porzucone stare opony...


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
 
1 , 2