| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

BloGalaxia

Paragwaj

piątek, 28 stycznia 2011

Żeby nie było, że na Podróży na Południe tylko Wenezuela i polityka... Dzisiaj trochę rozrywki, takiej telewizyjnej, bardzo komercyjnej i nie specjalnie ambitnej. Czyli czegoś co podoba się masom. Zarówno w Latynoameryce, jak i też w bardziej chłodnych klimatach, chociażby nad Wisłą.

Baila conmigo Paraguay to emitowana przez Telefuturo paragwajska wersja Tańca z Gwiazdami. Recepta jest identyczna - bierzemy gwiazdy i gwiazdeczki, dajemy im partnerów-tancerzy i niech się uczą. A publiczność niech patrzy i ocenia.

Skoro o Paragwaju mowa to, oczywiście, wśród konkurentek nie mogło zabraknąć słynnej kibicki Larissy Riquelme, ani gwiazdy Playboya Lilian Ruíz, czy biuściastej bokserki Pameli Vill... Żadna z nich nie okazała się jednak wirtuozką parkietu - do finału zakwalfikowały się: aktorka Andrea Quatrochi i piosenkarka Nadia La Kchorra Portillo.

Nastał dzień finału. Emocje sięgnęły zenitu... Program, jak zawsze, prowadził rozpalający zmysły większości Paragwajek, superprezenter Kike Casanova. Po wykonaniu trzech tańców przez każdą z par, ostateczny werdykt należał do głosującej SMSami publiczności. W oczekiwaniu na te rezultaty Andrea płakała, a Nadia spokojnie się uśmiechała. Obie wiedziały już dobrze kto wygrał, a kto przegrał - piosenkarka zatańczyła bowiem bezbłędnie, a aktorce nie wytrzymały nerwy i kilkakrotnie w finałowych dansach popełniła błędy. Tak wyraźnie, że publiczność w studiu gwizdała. Ogłoszenie werdyktu miało więc być formalnością...

 

 

Nie było. Po komunikacie Casanovy Nadia po prostu zemdlała, a Andrea z niedowierzania, płacząc, osunęła się na ziemię. Bo prowadzący ogłosił, że prawie 70 proc. głosów publiczności przypadło źle tańczącej aktorce!

W studiu zapanował chaos. Publiczność krzyczała, jurorzy nerwowo się naradzali, aż w końcu na scenę weszła nadzorująca uczciwość konkursu adwokat. I przekrzykując zebranych przyznała, że osoba przepisująca wyniki się pomyliła i odwróciła wyniki.

Rektyfikacja werdyktu tylko pogłębiła dramat - łzy Quatrochi stały się jeszcze większe. A Nadia i tak nie mogła się cieszyć - nie udało się jej ocucić i na noszach zabrano ze studia...

Aby wyjść z twarzą Telefuturo musiało sięgnąć do kieszeni. Andrea Quatrochi dostała całkiem niebagatelną nagrodę pocieszenia wysokości 50 milionów guaranis (prawie 11 tys. dolarów). Zwyciężczyni, Nadia Portillo, dostała z góry przewidzianą nagrodę główną, czyli 200 milionów guaranis. I po kilku dniach dodatkowy program telewizyjny w którym, już przytomna, mogła się cieszyć z wygranej.

Telefuturo już zapowiada nową edycję Baila conmigo Paraguay...

PS. Lepiej późno niż wcale - najlepsze noworoczne życzenia na ten 2011 rok!

piątek, 15 sierpnia 2008

W sandałach i w tradycyjnej paragwajskiej bialej koszuli z zaokrąglonym kołnierzykiem-stójką, były biskup i dotychczasowy prezydent-elekt, Fernando Lugo, złożył dzisiaj w Asunción prezydencką przysięgę, tym samym stając się oficjalnie 52. Prezydentem Republiki Paragwaju.

W inwestyturze byłego duchownego udział wzieli prezydenci Argentyny, Brazylii, Boliwii, Chile, Ekwadoru, Hondurasu, Tajwanu (z którym Paragwaj utrzymuje stosunki dyplomatyczne), Urugwaju i Wenezueli, a także następca hiszpańskiego tronu, książe Felipe de Borbón, i delegacje, oraz ambasadorzy dziesiątek innych państw.

Zgodnie z paragwajską tradycją, odbywające się na placu przed Kongresem Narodowym ślubowanie poprzedziły 21 salwy armatnie, oraz hymn państwowy odśpiewany przez chór i tysiące zebranych na placu obywateli w dwóch oficjalnych językach Paragwaju: po hiszpańsku i w guaraní.

Po złożeniu przysięgi Fernando Lugo otrzymał z rąk przewodniczącego Kongresu, Enrique Gonzáleza Quintany, prezydenckie insygnia: berło, oraz szarfę w barwach narodowych. I tak jak berło jest "przechodnie", więc to samo, którego używał ustępujący prezydent Nicanor Duarte, tak szarfa pozostaje na zawsze własnością prezydenta, więc Lugo otrzymał zupełnie nową. I była to premiera... Prawdopodobnie po raz pierwszy w historii latynoamerykańskich prezydentur, szef państwa nosić będzie szarfę... z importu. Wyhaftowały ją bowiem zakonnice z ekwadororskiej wioski, w której Fernando Lugo był misjonarzem w latach 1977-1982.

Wraz z lewicowym prezydentem Lugo, ślubowanie złożył jego prawicowy zastępca, wiceprezydent Frederico Franco, którego Prawdziwa Liberalno-Radykalno Partia (PLRA) jest ważną składową Patriotycznego Sojuszu na rzecz Zmian – dość egzotycznej i wielobarwnej koalicji, jaka wyniosła byłego biskupa do władzy i – przede wszytkim – odsunęła od niej Narodowe Stowarzyszenie Republikańskie (Partido Colorado), które rządziło Paragwajem nieprzerwanie przez 61 lat.

Nowego prezydenta czeka ciężkie zadanie. Paragwaj znajduje się na krawędzi kryzysu, a nastroje społeczne są wybuchowe. Wielu obserwatorów podejrzewa wręcz, że wbrew zapowiedziom ustępującego prezydenta Duarte, że nie będzie utrudniał przejęcia władzy przez Lugo, to właśnie ustępujący obóz celowo doprowadził w ostatnich tygodniach kraj do stanu quasi-zapaści. Na stacjach benzynowych brakuje paliwa, w szpitalach i aptekach nie ma leków... Sam prezydent-elekt jeszcze tydzień temu krążył swym samochodem po stolicy w poszukiwaniu możliwości zatankowania.

Rafael Filizzola, minister spraw wewnętrznych w rządzie Lugo, jest przekonany że „w szeregach oddającej władzę partii są frakcje, które chciałyby do tej władzy powrócić jak najszybciej i niekoniecznie demokratycznie”. Minister uważa, że przynajmniej część akcji okupacji ziem należących do wielkich posiadaczy, do jakich doszło w Paragawaju w ostatnich tygodniach, zostało sfinansowanch przez lokalnych działaczy Partido Colorado, którym zależy na spotęgowaniu wrażenia chaosu w kraju pod nowymi rządami.

Do zaanonsowanych już priorytetów Lugo należy m.in. poprawa bezpieczeństwa i walka z korupcją („będziemy bezlitośni wobec okradających Naród”). Paragwaj od lat uważany jest bowiem za najbardziej skorumpowany kraj na kontynencie. Rząd będzie też próbował wziąć się za szalenie trudny temat reformy rolnej. Trudny, bo w chwili obecnej 77 proc. terytorium Paragawaju należy do 1 proc. jego obywateli. Były biskup nie chce korzystać z doświadczeń Boliwii, czy Wenezueli i odgórnie narzucać wywłaszczenia, czy nacjonalizację. Tym bardziej, że na pewno nie zgodziliby się na to jego liberalni i prawicowi koalicjanci. Lugo chce dokonywać reform „poprzez dialog i negocjację".

Zdaniem politologów nowy prezydent narzuci Parlamentowi intensywny rytm pracy, zdając sobie dobrzę sprawę z tego, że jego koalicja wbrew naturze nie będzie trwać wiecznie. Póki co Lugo ma w nim większość, ale tylko dlatego, że już po wyborach zjednał sobie Narodową Unię Etycznych Obywateli, czyli partię byłego generała Lino Oviedo, posądzanego kiedyś m.in. o próbe przeprowadzenia zamachu stanu i który był przeciwnikiem Lugo w wyborach prezydenckich.

Gdy koalicja się rozpadnie, do czego wcześniej czy później na pewno dojdzie, prezydentowi pozostanie kierowania bieżącymi sprawami kraju. Oczywiście zawsze może ogłosić stan wyjątkowy i rządzić dekretami, ale – zdaniem obserwatorów – Fernando Lugo, który jest zaciekłym krytykiem tak właśnie ongiś rządzącego byłego dyktatora Alfredo Stroessnera, prędzej rozpisze wcześniejsze wybory, niż sięgnie po tą metodę sprawowania władzy.

Agencja Associated Press rozmawiając z wieloma latynoamerykanistami na temat szans Lugo zacytowała m.in. Tatianę Rizovą z Newport University, która powiedziała: „Optymistyczny scenariusz jest taki, że raczej nie uda mu się przeprowadzić zbyt wielu zmian, ale będzie poważany i szanowany przez Paragwajczyków, jako prezydent który nie jest skorumpowany i nie bierze łapówek”.

I chyba tego trzeba Fernando Lugo dzisiaj życzyć. Jeśli mu się to uda to, jak na Paragwaj, i tak będzie to rewolucja.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
20:40, tierralatina , Paragwaj
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 sierpnia 2007

To sprawa, która powraca jak bumerang. Namolnie i z uporem. Na internetowych forach, tutaj na blogu, w prywatnych rozmowach, w mailach... Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, ile już razy odpowiadałem na pytania w stylu “gdzie można załatwić paragwajską wizę?”, albo “ile kosztuje wiza do Paragwaju?

To może zacznę od odpowiedzi na to ostatnie pytanie - turystyczna, jednokrotna wiza do Paragwaju kosztuje 45 dolarów. Sęk w tym, że my Polacy… jej nie potrzebujemy! I to już od kilku dobrych lat. Dlatego też zawsze bardzo się dziwiłem, dlaczego problem wiz do Paragwaju tak często powraca. I to w dodatku problem wyimaginowany. Parwie nikt już się nie pyta o wizy do Chile, Brazylii, czy Argentyny. Polscy podróżnicy najwyraźniej przyswoili już sobie, że te i wiele innych latynoskich krajów odwiedzać możemy bezwizowo. Tylko ten Paragwaj wciąż i ciągle budzi wątpliwości. Dlaczego?

Tą zagadkę wyjaśnił mi niedawno Łoś Podróżnik alias Jan Kulczyk, czyli Łukasz Olczyk, który - choć wytrawny podróżnik - także miał co do paragwajskiej wizy wątpliwości. Okazuje się, że informacja o obowiązku posiadania wiz do Paragwaju znajduje się w przewodniku Pascala po Ameryce Łacińskiej. Powiedzmy więc sobie raz a dobrze – Pascal kłamie. DO PARAGWAJU JEŹDZIMY BEZ WIZ.

Dobrze, dobrze… ktoś słusznie może zaoponować… Dlaczego mamy wierzyć jakiemuś tam Tierralatinie (to ja!), a nie poważnemu – mogłoby się wydawać – przewodnikowi? I w sumie racja - to że kilkakrotnie byłem w Paragwaju i nigdy nikt mnie się o wizę nie pytał, nie musi każdego przekonywać…

Sięgnijmy więc do źródeł. Tych jak najbardziej oficjalnych. Zacznijmy od poradnika “Polak za granicą” jaki na swoich internetowych stronach oferuje nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zaglądamy pod hasło Paragwaj i co widzimy? Jak byk jest tam napisane: “Polaków nie obowiązują wizy, gdy udają się do Paragwaju na okres do 90 dni w celach turystycznych lub biznesowych.”.

Jak mniemam nie wszyscy jednak są jeszcze przekonani. I jestem w stanie to zrozumieć. Wszak nasze MSZ w ostatnich miesiącach straciło trochę swą wiarygodność. I nie mówie tu tylko o dziwnej polityce kadrowej, czy żenujących sympatiach dyplomatycznego kierownictwa tzw. IV RP. Nie, naszemu MSZ zdarza się też niestety ostatnio wprowadzać nas w błąd w sprawach wizowych. Więc może jest też także w przypadku Paragwaju?

Nie pozostaje więc nam nic innego, jak sprawdzić w źródle najgłębszym i najczystrzym. Czyli w samym Paragwaju. Kto jak kto, ale tamtejsze MSZ musi wiedzieć komu zezwala na wjazd bez wizy, prawda? Strona ministerstwa jest tutaj. W lewym menu wybieramy Servicios Consulares, a następnie klikamy w Visas. I tam zdumionym oczom np. redaktorów z Pascala ukazać się powinna tabela zatytułowana: Países con exoneración de visas mediante acuerdos bilaterales suscritos por el Paraguay en materia de "Supresión de Visas". Czyli nic innego jak lista państw, których obywatele wiz do Paragwaju nie potrzebują. Lista liczy 47 pozycji. Na 38. znajduje się Polonia. To właśnie my. Mam nadzieję, że tym razem rozwiałem wszelkie wątpliwości…

A jeśli ktoś nadal jest nieprzekonany to już nic nie mogę poradzić. Nie pozostaje mu nic innego jak zgłosić się gdzieś do paragwajskiego konsulatu i przekonać pracowników, że wiza jest konieczna. Znam takich Polaków, którym się to udało! Paragwajczycy musieli zacierać ręce. Zawsze to kolejne 45 dolarów w kasie… :)

Reasumującw Ameryce Południowej turystyczne wizy są od polskich obywateli wymagane tylko w Kolumbii, Gujanie i Surinamie. Zaś do Gujany francuskiej podróżować możemy tylko z dowodem osobistym! Bo to przecież Unia Europejska. Poważnie!


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
14:23, tierralatina , Paragwaj
Link Komentarze (10) »
czwartek, 01 marca 2007

Prezydent Paragwaju, Nicanor Duarte, ogłosił stan wyjątkowy z powodu szalejącej w tym kraju od wielu tygodni epidemii dengi. Oficjalnie mówi się o ponad 14 tysiącach chorych i co najmniej 500 nowych przypadkach każdego dnia. Na dengę zmarło już 14 osób.

Wielu lekarzy poddaje jednak w wątpliwość wiarygodność rządowych danych. Są one podobno zaniżone, a prawdziwa liczba chorych ma już sięgać 60 tysięcy. Wprowadzenie stanu wyjątkowego pozwili rządowi na odblokowanie dodatkowych funduszy na walkę z chorobą, oraz ułatwi zaangażowanie wojska do poszukiwania i niszczenia ognisk rozmnażania się komara Aedes aegypti, który roznosi potencjalnie śmiertelnego wirusa.

Denga ma zazwyczaj objawy podobne do bardzo silnej grypy: gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, czasem także biegunka i wymioty. Czasami przybiera jednak formę gorączki krwotocznej i wtedy często bywa śmiertelna. Na chorobę tą nie ma niestety lekarstwa ani szczepionki, pomoc lekarska ogranicza się do monitorowanie przebiegu choroby i łagodzenia jej symptomów.

Przypadki zachorowań na dengę zarejestrowano już także w graniczącej z Paragwajem argentyńskiej prowincji Misiones i brazylijskim Mato Grosso do Sul.


>Technorati tags: , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , .
piątek, 26 stycznia 2007

Władze Paragwaju oficjalnie przyznały, że w ich kraju ponownie wybuchła epidemia dengi. Od początku tego roku zachorowało na nią ponad tysiąc osób, a trzy – w tym znany opozycyjny polityk Miguel Angel Martínez Yaryes – zmarły. Ognisko epidemii znajduje się w okolicach stolicy Paragwaju – Asunción.

Osoby planujące podróż tam powinny pamiętać o odpowiednim zabezpieczaniu się przed ukąszeniami komarów. Przeciw dendze nie można się niestety zaszczepić. Pozostaje tylko profilaktyka. Paragwajski rząd rozważa możliwość wysłania na front walki z chorobą... żołnierzy. Mieliby oni pomóc w wykrywaniu i niszczeniu miejsc w których rozmnaża może Aedes aegyptikomar przenoszący chorobę. Chodzi przede wszystkim o zbiorniki ze stagnującą wodą, nawet bardzo małe – takie jak np. porzucone stare opony...


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
piątek, 28 kwietnia 2006

Komary wciąż górą. Na pograniczu Paragwaju, Argentyny i Brazylii, czyli dokładnie tam gdzie znajduje się tak popularny wśród turystów wodospad Iguazu, przenoszona przez nie denga wciąż się rozwija.

Sanitarne władze pierwszego z tych krajów poinformowały właśnie, że liczba chorych wzrosła do 560. I to mimo, że od kilku tygodni 80 tzw. brygad sanitarnych stara się likwidować wszystkie możliwe miejsca, w których może się rozmnażać Aedes aegypti – komar przenoszący niebezpiecznego wirusa.

Eksperci nie są optymistami – uważają, że jeśli epidemia będzie się rozwijać w dotychczasowym tempie, to w tym roku, w samym tylko Paragwaju, może na dengę zachorować aż pół miliona osób. A ponieważ średnio u 1 proc. chorych choroba rozwija się w najostrzejszy – krwotoczny sposób, oznacza to że umrzeć może aż do 5 tys. osób. Dokładnie tak stało się w 2000 roku, kiedy to Paragwaj dotknęła ostatnia epidemia tej choroby.

Nie piszę tego wszystkiego po to aby kogokolwiek zniechęcić do odwiedzenia Paragwaju, czy wodospadu Iguazu. Po prostu pamiętajcie w tych rejonach o konieczności zabezpieczania się przed komarami!


>Technorati tag: , , , , , , .
>Blogalaxia tag: , , , , , , .
15:10, tierralatina , Paragwaj
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2