| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          

BloGalaxia

Panama

niedziela, 25 maja 2008

Kilka tygodni temu wspominałem o niesamowitym boomie budowlanym, jaki od kilku lat przeżywa Panama. Ale mimo setek inwestycji, mimo bicia architektonicznych rekordów, Panama wciąż nie ma budynku-ikony. Budowli, która od razu i niezmiennie kojarzyłaby się z miastem. Czegoś, czym jest chociażby wieża Eiffla dla Paryża, Tower Bridge dla Londynu, figura Chrystusa Zbawiciela dla Rio de Janeiro, czy nawet – choć wielu się to nie podoba – PKiN dla Warszawy.

Sytuacja ta jednak wkrótce się zmieni. Już w 2010 roku w Panamie otwarte zostanie wielkie Muzeum Bioróżnorodności, które poza niebywałą wręcz zawartością, będzie miało budynek, który pewnie stanie się szybko wizytówką nie tylko miasta, ale i całego kraju. Gdy dodam, że jego projektantem jest słynny Frank O. Gehry wszystko staje się jasne...

Kanadyjski architekt (z amerykańskim paszportem), a zwłaszcza projektowane przez niego budynki, wywołuje skrajne emocje. Kocha się go, albo nienawidzi. Nie pozostawia nikogo obojętnym. Ale dzięki temu jego rzeźbo-budynki się zapamiętuje. Tak też będzie i w Panamie. Budowane muzeum wyglądać będzie tak:

Panama: Bridge of Life, Museum of Biodiversity by Frank Gehry

Stalowo-betonowa konstrukcja pokryta kolorowymi, powyginanymi aluminiowymi panelami, symbolizującymi – zdaniem architekta – karaibskią różnorodność i bogactwo barw. Zdaniem Gehry’ego, będzie to najbardziej kolorowy budynek w jego dotychczasowej karierze.

Panama: Bridge of Life, Museum of Biodiversity by Frank Gehry

Muzeum będzie wielką atrakcją nie tylko ze względu na swą kontrowersyjną bryłę. Przygotowywana przez Uniwersytet Panamski i słynną Fundację Smithsonian ekspozycja zapowiada się wyjątkowo interesująco. Ambicją muzeum jest pokazanie niebywałej wręcz bioróżnorodności obu Ameryk i Panamy w szczególności. Bo, fakt, że dla biologów Panama to jedyne w swym rodzaju miejsce na Ziemi - Most Życia.

Wyobraźcie sobie, że na samej tylko, znajdującej się na Kanale Panamskim, wyspie Barro Colorado, jest więcej gatunków roślin, niż w całej Europie. A w całej, niewielkiej przecież Panamie, jest więcej gatunków roślin, ptaków i ssaków, niż razem w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Muzeum Bioróżnorodności będzie starało się wytłumaczyć zwiedzającym jak powstał ten panamski fenomen. Ekspozycja przypomni m.in. jak, 3 miliony lat temu doszło do wypiętrzenia istmu panamskiego, który nie dość że diametralnie zmienił układ prądów oceanicznych na świecie i w konsekwencji wpłynął także na klimat w Afryce, to także doprowadził do wielkich migracji zwierząt między obiema Amerykami.

Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce na świecie na tego typu muzeum. Mało jest tak niewielkich w sumie miejsc, które miały tak wielki wpływ na to jak kształtowała się nasza planeta. Które tak doskonale symbolizuje jak wszystko ze sobą jest połączone, jak drobne na pozór zmiany, doprowadzić mogą do gigantycznych ewolucji.” – tłumaczy George Angehr, jeden z pracujących nad panamskim muzeum naukowców ze Smithsonian.

Muzeum, poza budynkiem Gehry’ego składać się będzie też z przylegającego do niego ogrodu botanicznego, oraz dwóch – największych w Ameryce Środkowej – akwariów.

Planuje się, że odwiedzać je będzie poł miliona osób rocznie. Muzeum powstaje na terenach dawnej amerykańskiej bazy wojskowej Fort Amador, która przez dekady zabezpieczała wejście do Kanału Panamskiego od strony Oceanu Spokojnego.

Podoba się Wam ten projekt? Lubicie architekturę Gehry’ego?


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
17:10, tierralatina , Panama
Link Komentarze (14) »
piątek, 25 kwietnia 2008

Oj pnie się, pnie. Coraz szybciej, coraz wyżej i w coraz większej ilości miejsc. Meksykańska Torre Mayor, o której już kiedyś tutaj wspominałem, od kilku tygodni nie jest już najwyższym budynkiem Latynoameryki. Przegonił ją bowiem The Point – luksusowy apartamentowiec budowany właśnie w Panamie.

Inwestorzy chełpią się wręcz tym, że The Point jest już największym budynkiem w świecie hiszpańskojęzycznym. Przewyższa bowiem zarówno 255 metrów meksykańskiej Torre Mayor, jak i 250 metrów budowanych właśnie Torre de Cristal i Torre de Caja Madrid, dwóch najwyższych wieżowców Hiszpanii.

Panamski The Point, którego budowa ma zostać ukończona w styczniu przyszłego roku, mieć będzie 275 metrów wysokości. Jest on usytuowany na samym końcu Punta Paitilla, cypla zamykającego od południa Zatokę Panamską. Na 63 piętrach znajdować się będą wyłącznie luksusowe apartamenty, oraz instalacje mające ułatwić i uprzyjemnić życie mieszkańcom: spa, restauracja, siłownia, Piano Bar, sala bilardowa, sala do urządzania przyjęć i imprez, etc.

W The Point są tylko dwa typy mieszkań: małe i duże. Pojęcia te nie mają jednak nic wspólnego, ze standardami do których przywykliśmy w Europie. „Małe” mieszkanie w The Point ma bowiem 480, bądź 500 metrów kwadratowych, a „duże” 850 metrów kwadratowych. Wszystkie oczywiście z widokiem na ocean i panoramę miasta.

Gdyby ktoś był zainteresowany, to są jeszcze mieszkania do kupienia. Ich cena zaczyna się od 900 tysięcy dolarów, co zwłaszcza w porównaniu z cenami w Europie, nie jest sumą jakoś specjalnie zaporową. Budynek zaprojektowała jedna z bardziej znanych panamskich pracowni architektonicznych George J. Moreno.

Ale uwaga – deweloperzy w Panamie stosują takie same handlowe sztuczki jak ich europejscy odpowiednicy. Patrząc na prezentowane przez inwestorów wizualizacje The Point można ulec wrażeniu, że budynek jest w jakimś parku, otoczony zielenią:

The Point - Panama

Rzeczywistość jest jednak odrobinę bardziej, hmm... jakby to powiedzieć... „miejska”?

The Point - Panama, Punta Paitilla

Sława The Point jako najwyższego budynku Latynoameryki będzie jednak bardzo krótkotrwała. Spośród 50 drapaczy chmur będących obecnie w budowie w tym regionie, co najmniej dziesięć go przewyższy. W samej tylko Panamie buduje się obecnie aż pięć budynków, które mają mieć więcej niż 275 metrów.

Najbardziej gigantycznym (choć niekoniecznie najładniejszym) symbolem niesamowitego boomu budowlanego jaki przeżywa od kilku lat Panama, są Los Faros de Panamá , czyli Panamskie Latarnie.

Los Faros de Panama

Gigantyczny kompleks aż trzech wieżowców, z których dwa „niższe” będą miały po 254 metry, a ten wyższy 320 metrów, a wraz z wieńczącym go łukiem 346 metry. Planowane zakończenie budowy – 2010 rok.

Zainteresowanym drapaczami chmur, zwłaszcza tymi budowanymi i projektowanymi w Polsce, polecam ten poświęcony im blog.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
poniedziałek, 11 lutego 2008

Jeśli ktoś z Was jest w tej chwili w Panamie i na ulicach tamtejszej starówki dostrzegł Indianki w grubych, wełnianych, kolorowych ponczach i charakterystycznych, filcowych kapeluszach na głowie, niech przypadkiem nie myśli, że tak wyglądają panamscy tubylcy. Panamscy Indianie - Kuna – wyglądają zupełnie inaczej i przede wszystkim noszą inne ubrania: duszno-upalny klimat Ameryki Środkowej sprawia, że ubierają się zwiewnie i lekko. Ich bawełnianie koszule zdobione są zazwyczaj wymyślnymi, wyszywanymi figurami geometrycznymi, zwanymi mola...

Indianki w wełnianych, grubych wdziankach i wysokich nakryciach głowy, które zaludniły w ostatnich dniach przepiękne Casco Viejo, czyli najstarszą, kolonialną część Ciudad de Panamá są po prostu... dekoracją do najnowszego odcinka Jamesa Bonda! Akcja Quantum of Solace , bo tak nazywać się będzie ta mająca trafić na światowe ekrany w listopadzie tego roku, kolejna porcja przygód Agenta 007, odbywać się będzie w dużej części właśnie w Ameryce Południowej.

James Bond - Quantum of Solace

No właśnie... Nie przez pomyłkę napisałem o Ameryce Południowej, choć Panama się w niej nie znajduje. Bo Panama w Jamesie Bondzie nie będzie sobą, lecz tylko odgrywa filmową rolę. I choć szczegółowy scenariusz filmu trzymany jest w tajemnicy, już wiadomo, że Panama gra Boliwię. Statystujące Indianki, to boliwijskie Aymara, a samochody którymi przed kamerami jeżdżą aktorzy mają boliwijskie numery rejestracyjne... Panamscy dziennikarze zdołali się także już dowiedzieć, że grany przez Daniela Craiga Bond zatrzymuje się w Hotelu Bolívar, który w rzeczywistości w Panamie nie istnieje, ale został stworzony przez ekipę filmową przy zabytkowej ulicy 16 Oeste de Santa Ana.

W najbliższych dniach ekipa przeniesie się w inne wymyślone przez scenarzystów miejsce – na zabytkowym pałacu w którym do początku lat 90-tych ubiegłego wieku mieścił się panamski Sąd Najwyższy i który obecnie jest siedzibą lokalnego Narodowego Instytutu Kultury, już zawisł enigmatyczny szyld „Gran Hotel Andean”. Panamczyków dziwi nie tylko ta nietypowa, hiszpańsko-angielska pisownia, ale przede wszystkim fakt, że budynek grający ten „andyjski” hotel znajduje się... nad samym brzegiem morza. I jeśli wierzyć niedyskrecjom niektórych członków ekipy, James Bond uciekać będzie z niego właśnie motorówką. Ciekawe, czy w wyobraźni scenarzystów Gran Hotel Andean jest także ulokowany w Boliwii? Bo przecież Boliwia, póki co, dostępu do morza nie ma wcale! No ale może morze, a właściwie Ocean Atlantycki, ma w filmie także rolę do odegrania? I James Bond, na ekranie, uciekać będzie z andyjskiego hotelu przez... jezioro Titicaca? Wszystko jest w sumie możliwe – taka już magia kina!

Jak to naprawdę będzie, przekonamy się już w listopadzie. Póki co, pewne jest jedynie to że z Panamy ekipa filmowa przeniesie się do Peru, a później do Chile. Plan przewiduje także późniejsze zdjęcia w Austrii...


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
czwartek, 08 marca 2007

Rubén Blades, minister turystyki Panamy i przede wszystkim wyśmienity muzyk, śpiewak i aktor, spotkał się w miniony weekend z Melem Gibsonem. Obaj panowie zjedli wspólnie kolację, podczas której amerykański reżyser opowiadał Bladesowi o trudnościach przy kręceniu w Meksyku zdjęć do Apocalypto. Członkowie ekipy mdleli bowiem od gorących temperatur, wszystkich cięły komary, a największych pechowców pokąsiły węże.

Gibson najwyraźniej jednak nie nabawił się wstrętu do pracy w tropikalnych warunkach – jego trzydniowej wizycie w Panamie towarzyszyło bowiem... poszukiwanie plenerów zdjęciowych. Rubén Blades ujawnił, że podczas kolacji dyskutował z Gibsonem o ewentualności kręcenia przez niego kolejnego filmu właśnie w Panamie. Blades miał zaproponować Amerykanowi aby ten zainteresował się remakiem „Panic in the Streets” – wyśmienitego thrillera w reżyserii Elii Kazana, z 1950 roku. I choć oryginalnie akcja tego filmu rozgrywała się w Nowym Orleanie, nic nie stoi na przeszkodzie aby przenieść ją do pięknej, kolonialnej strarej Panamy.

W Panamie krążą jednak plotki, że remake „Panic in the Streets” to tylko „zasłona dymna”, a Mel Gibson szykuje się do kręcenia zupełnie innego filmu. Cytowany przez lokalny dziennik La Prensa panamski reżyser José Severino jest przekonany, że kolejnym megaprojektem Amerykanina będzie film o Vasco Núñezie de Balboa – hiszpańskim odkrywcy i eksploratorze, który był pierwszym Europejczykiem patrzącym na Pacyfik z jego amerykańskich wybrzeży. Stało się to właśnie na terenie dzisiejszej Panamy i de Balboa, który nie zdawał sobie sprawy że stoi nad brzegami Oceanu, nazwał widzianą przez siebie wielką wodę Morzem Południowym.

Vasco Nuñez de Balboa, przeszedł do historii także jako założyciej pierwszej wybudowanej przez Europejczyków na kontynencie amerykańskim stałej osady – była to Santa María la Antigua del Darién, której archeologiczne pozostałości znajdują się obecnie w panamskim Parku Narodowym Darien. Życie uważanego w Panamie za nardowego bohatera i swego rodzaju ojca narodu Nuñeza de Balboa rzeczywiście nadaje się na scenariusz filmu z dramatycznym zakończeniem (a takie Gibson przecież lubi!) – został on zabity na rozkaz swego rywala i niedoszłego zięcia: okrutnego Pedrariasa Dávilę. Który nie tylko pozbawił go życia, ale nawet niezgodził się na pochowanie go – jego odciętą głowę zatknięto na kiju ku przestrodze innym!

Wierzę, że Gibsonowi historia taka może się bardzo podobać! A Severino zapewnia, że Gibson jest zainteresowany napisanym przez niego właśnie scenariuszem. Zobaczymy... Póki co, na deser, trochę ministerialnego śpiewania... :)


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
22:10, tierralatina , Panama
Link Komentarze (5) »
niedziela, 02 kwietnia 2006

Wciąż odnoszę wrażenie, że znaczna część państw Ameryki Łacińskiej w pełni jeszcze nie odkryła marketingowego potencjału internetu. Witryny internetowe hoteli, czy firm turystycznych np. z Boliwii, Peru, czy Ekwadoru, jeśli wogóle istnieją, zbyt często są wciąż bardziej technologicznymi zabytkami, niż praktycznym źródłem informacji. Nieaktualizowane, bez angielskiej wersji, bez aktywnego adresu e-mailowego...

Bardzo często jedynym źródłem internetowych informacji o niektórych atrakcjach danego kraju są prywatne strony pasjonatów z Europy, badź Stanów Zjednoczonych, albo firmy turystyczne należące do cudzoziemców, zatrudniające cudzoziemców, nastawione na cudzoziemców i oferujące swe usługi po cenach skalkulowanych dla (bogatych) cudzoziemców. W efekcie, przyjeżdżający nie mają pojęcia, że tuż obok istnieją bardzo często niewielcy, znacznie tańsi i często oferujący o wiele ciekawsze usługi lokalni tour-operatorzy. Albo omijają różne zabytki i ciekawe miejsca tylko dla tego, że nie ma o nich wzmianki w Lonely Planet.

Na szczęście sytuacja ta powoli się zmienia. Najświeższym tego przykładem jest uruchomiony wczoraj oficjalny portal turystyczny Panamy. Kilka kliknięć myszką i można odkryć, że ten tak często pomijany przez podróżników eksplorujących Amerykę Łacińską niewielki kraj ma jednak bardzo wiele do zaoferowania. Panama to nie tylko słynny Kanał Panamski. To także 15 parków narodowych, ponad 1500 wysp, prekolumbijskie zabytki, tropikalne lasy, góry, wulkany, wspaniałe miejsca do nurkowania i okazje do raftingu. No i muzyka...

W panamskiej muzyce, jak chyba w żadnej innej mieszają się latynoskie rytmy z karaibskimi brzmieniami. Najlepszym tego przykładem jest... panamski minister turystyki. Od ponad roku jest nim bowiem najbardziej chyba znany Panamczyk na świecie: Rubén Blades. Ten 57-letni adwokat (ukończył prawnicze studia podyplomowe na Harvardzie!) uważany jest za ojca „salsy intelektualnej”, w której tanecznym rytmom toważyszą zaangażowane społecznie teksty. Blades wydał blisko 30 albumów, za które otrzymał w sumie aż sześć nagród Grammy. Śpiewał m.in. ze Stingiem, Lou Reedem, Elvisem Costello i argentyńskim zespołem Los Fabulosos Cadillacs. Zagrał też w kilkunastu filmach, m.in. w „Pewnego razu w Meksyku” (Desperado II) z Antonio Banderasem i Salmą Hayek.

Cała ta artystyczna działalność nie przeszkodziła mu w karierze politycznej. Na początku lat 90-tych założył partię Papa Egoró (Matka Ziemia w lokalnym języku Emera), a w 1994 roku był jednym z kandydatów do prezydenckiego fotela. W wyborach zajął wprawdzie dopiero 3 miejsce, ale z przyzwoitym 20 procentowym poparciem. Nikt więc się w Panamie specjalnie nie zdziwił, gdy w 2004 roku, wybrany wówczas prezydent Martín Torrijos, z którym Blades przyjaźnił się od wielu lat, powierzył mu ministerialne stanowisko szefa Panamskiego Instytutu Turystyki. I, co najważniejsze, Blades od razu zabrał się ostro do roboty – w ubiegłym roku liczba turystów odwiedzających Panamę wzrosła o 10 proc. To rekord w regionie. I jest przekonany, że w najbliższych latach liczbę tą będzie można jeszcze co najmniej podwoić. Inaugurowany wczoraj portal ma być właśnie jednym z narzędzi do osiągnięcia tego celu.

Rubén Blades – panamski salsero, aktor i minister.

tag: , , , , .