| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

BloGalaxia

Ekwador

niedziela, 30 sierpnia 2009

Trzeba przyznać, że uczniowie Cháveza szybko się uczą. Weźmy takiego prezydenta Ekwadoru, Rafaela Correę. Zdążył już uchwalić socjalistyczną konstytucje, zaczyna straszyć nacjonalizacjami i wywłaszczaniem kułaków i usilnie stara się podporządkować sobie prasę. Np. już zdecydował, że obłoży 15-proc. podatkiem VAT papier gazetowy, z którego do tej pory był on zwolniony (ta sama podwyżka przy okazji dotknie także wydawane w tym kraju książki i podręczniki).

Najdotkliwiej jednak nową rządową politykę wobec mediów odczuwa Teleamazonas – najpopularniejszy prywatny telewizyjny nadawca w tym kraju. Od ponad roku regularnie nękany jest różnymi mandatami i grzywnami za mniej lub bardziej abstrakcyjne przewinienia. I tak krytyczny reportaż z festiwalu tauromachii uznany został zakazane epatowanie przemocą, a relacja o nieprzestrzeganiu norm ekologicznych przez wenezuelską firmę petrochemiczną PDVSA to – zdaniem rządu – nawoływanie do społecznego niepokoju.

Skoro mandaty nie pomogły i Teleamazonas nadal jest wobec władzy niepokorna, to Correa postawowił wytoczyć broń ostateczną: „Nie obchodzą mnie międzynarodowe krytyki, że ograniczam wolność wypowiedzi. Niech płacze, ten kto ma płakać; niech podskakuje ten kto chce podskakiwać, ale ja i tak zamierzam doprowadzić do zamknięcia Teleamazonas. Nie pozwolę aby szambo z anteną, takie jak Teleamazonas, uważało że jest ponad złem i dobrem” – stwierdził w sobotę w swej cotygodniowej audycji radiowej.

Jakie jest tym razem przewinienie stacji telewizyjnej? Ano, zaprosiła ona do studia opozycyjnego polityka Fernando Baldy, który zaprezentował nagranie z którego jednoznacznie wynika iż prezydent złamał prawo – słychać na nim jak Rafael Correa wraz ze swymi doradcami dyskutuje nad poprawkami do projektu Konstytucji, który został kilka dni później został przedstawiony obywatelom do zatwierdzenia w referendum. Problem w tym, że tekst projektu ustawy yasadniczej został opracowany przez Zgromadzenie Konstytucyjne i prezydent nie mógł go, ot tak według własnego uznania, zmodyfikować.

Rafael Correa wcale nie kwestionuje autentyczności nagrania. Najwyraźniej nie zamierza się też tłumaczyć ze swego zachowania. Wybrał starą, sprawdzoną i z powodzeniem stosowaną przez swego wenezuelskiego politycznego mentora taktyke obrony przez atak. I domaga się zamknięcia telewizji powołując się na prawo, które zabrania elektronicznym mediom odtwarzania nagrań, które zostały wykonane bez wiedzy nagrywanych.

Po łapach ma też dostać Fernardo Balda, który z nagraniem przyszedł do telewizji. Rząd oskarża go o szpiegostwo i działanie na szkodę bezpieczeństwa państwowego. „Nie będę takiego zachowania akceptować, ten człowiek trafi do więzienia” – już wydał wyrok prezydent.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , .

03:15, tierralatina , Ekwador
Link Komentarze (14) »
niedziela, 26 lipca 2009

Na linii BogotaQuito znowu iskrzy. Znaczy iskrzy się tam już od ponad roku, od czasu gdy kolumbijskie lotnictwo zniszczyło obóz terrorystów z FARC na terenie Ekwadoru, ale tym razem spięcie jest znowu dość widowiskowe. Kolumbijska telewizja pokazała bowiem nagranie wideo, w którym jeden z dowódców lewackich partyzantów mówi o... pieniądzach przekazanych przez FARC na kampanię wyborczą aktualnego przezydenta Ekwadoru, Rafaela Correi.

Na nagraniu, wydobytym ponoć z komputera zatrzymanej w maju w Bogocie terrorystki FARC, i którego autentyczność została potwierdzona przez kolumbijską prokuraturą, można zobaczyć i usłyszeć Jorge Briceño, alias „Mono Jojoy”, członka ścisłego dowództwa FARC. Odczytuje on grupie kilkuset partyzantów pożegnalny tekst Manuela Marulandy, zmarłego w ubiegłym roku założyciela i wieloletniego naczelnego dowódcy tej organizacji.

Marulanda skarży się w nim, że z FARC wyciekło wiele tajnych dokumentów. -W tych dokumentach była mowa o dolarach jakie przekazaliśmy prezydentowi Correi na jego kampanię wyborczą, a także o późniejszych kontaktach z jego emisariuszami, w tym o porozumiemiach z nimi zawartymi. (...) Te informacje kompromitują kontakty z naszymi przyjaciółmi- czyta Mono Jojoy.

Dla kolumbijskich władz wideo nie jest zaskoczeniem. Od dłuższego czasu twierdzą one, że dwa sąsiadujące z nią kraje, Ekwador i Wenezuela, współpracują z lewackimi terrorystami, zezwalając im m.in. na tworzenie baz swoim terytorium. Zresztą o Wenezueli także jest mowa w odczytywanym przez Mono Jojoy liście. Marulanda radzi aby obozy tam odsunąć bardziej od granicy, aby nie powtórzyła się sytuacja z 1 marca ubiegłego roku. To właśnie wtedy kolumbijskie lotnictwo zbombardowało wówczas znajdujący sie na terenie Ekwadoru obóz szkoleniowy FARC, zabijając przy tym Raula Reyesa, „szefa dyplomacji” terrorystów. Rząd w Quito zerwał po owym ataku, uznanym za akt agresji wobec suwerennego państwa, swe stosunki dyplomatyczne z Kolumbią.

Ujawnienie ostatniego nagrania wideo prezydent Ekwadoru Rafael Correa także uznał za „bezpardonowy atak”. W swej ubiegłotygodniowej, cosobotniej audycji radiowej, odezwał się do Ekwadorczyków, żartując, słowami: - Mówi do was międzynarodowy terrorysta, przemytnik narkotyków i narkopolityk-. Wideo, jego zdaniem, jest miernym montażem i częścią „międzynarodowej, prawicowej, przeprowadzanej z udziałem mediów prowokacji, mającej na celu destabilizację progresywnych rządów w regionie”. –Nie przejmujcie się, to że jakieś psy szczekają oznacza, że idziemy dobrą drogą- uspokajał Correa Ekwadorczyków.

Oczywiście kolumbijskiej prowokacji wykluczyć się nie da. Ale, z drugiej strony, sympatia FARC wobec Correi jest faktem. Tak samo jak niepodważalnym faktem jest, że kolumbijscy partyzanci posiadali (posiadają jeszcze?) obozy na terenie Ekwadoru. A tamtejsza prasa już doprowadziła do dymisji kilku wysokich funkcjonariuszy rządu Correi, publikując dowody, że wbrew swym zapewnieniom, rzeczywiście spotykali się z wysłannikami FARC. Poza tym pamiętać też trzeba, że gdy Rafael Correa wygrał wybory, szefowie terrorystycznej partyzantki w bezprecedensowy sposób, oficjalnie, boliwariańsko, gratulowali „towarzyszowi Correi” zwycięstwa:

Kolumbia nie zamierza jednak pozostawiać całej sprawy bez konsekwencji. I już oficjalnie przekazała nagranie Organizacji Państw Amerykańskich, która wciąż prowadzi śledztwo w sprawie ubiegłorocznego ataku na obóz FARC w Ekwadorze. Jej szef, Juan-Miguel Insulza po obejrzeniu wideo stwierdził, że nie pozostawia ono wielu wątpliwości. –Ten pan (Mono Jojoy) rzeczywiście mówi, to co się mówi, że mówi – przyznał. I zapowiedział, że OEA zamówi własną ekspertyzę autentyczności nagrania. Poprosił też Kolumbię o przekazanie pełnego zapisu, a nie jedynie fragmentów dotyczących Ekwadoru i Wenezueli.

Niektórzy szefowie ekwadorskiej opozycji już jednak rządają dymisji Correi. -Mono Jojoy to nie byle kto, to członek sekretariatu FARC. Po jego deklaracjach nasze siły zbrojne, ani nasza policja nie mogą mieć za szefa osoby, które otrzymała brudne, naznaczone krwią pieniądze- stwierdził m.in. były prezydent Lucio Gutierrez. A ekwadorska prokuratura wszczęła śledztwo – prawo tego kraju zabrania bowiem finansowania kampanii politycznych pieniędzmi z zagranicy.

PS. Zerknijcie na Tierra Incógnita.


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , .

14:59, tierralatina , Ekwador
Link Komentarze (13) »
sobota, 18 października 2008

To już pewne. Ekwador stanie się państwem socjalistycznym. W najbliższy wtorek. Tego dnia w ekwadorskim Dzienniku Urzędowym ma zostać opublikowany tekst nowej, socjalistycznej Konstytucji. Najwyższy Trybunał Wyborczy potwierdził oficjalnie, że w niedawnym referendum Ekwadorczycy zaakceptowali promowaną przez prezydenta Rafaela Correę ustawę zasadniczą. I tak jak przewidywano, zmianę ustroju poparła zdecydowana większość. Za projektem nowej konstytucji opowiedziało się 63,93 proc. głosujących, przeciw było 28,01 proc.

Oficjalna publikacja Konstytucji w przyszły wtorek oznacza automatyczny koniec legislatury wybranego pod koniec 2006 roku Parlamentu. Jego obowiązki przejmie wybrane w ubiegłym roku i kontrolowane przez ludzi prezydenta Narodowe Zgromadzenie Konstytucyjne. Z jego szeregów zostaną wyłonione komisje, do obowiązków których należeć będzie transformacja urzędów kraju, przystosowanie go do zapisów nowej Konstytucji , wybór nowych sędziów najwyższych sądów i trybunałów, oraz – a raczej przede wszystkim - zorganizowanie w lutym przyszłego roku nowych wyborów parlamentarnych i prezydenckich.

Rafael Correa nie ukrywa, że będzie kandyatem i nikt w Ekwadorze nie ma wątpliwości, że zostanie wybrany. Zgodnie z nową Konstytucją, po czteroletniej kadencji prezydent będzie miał prawo ubiegać się o jedną reelekcję.

Wbrew oczekiwaniom prezydenta nowa Konstytucja została jednak odrzucona w jego rodzinnym mieście Guayaquil, największym porcie Ekwadoru i jego gospodarczej stolicy. Reforma ustawy zasadniczej została poparta tam przez 45,7 proc. głosujących. Przeciw było 47 proc.

Wpływowy mer Guayaquil i zarazem jeden z liderów opozycji, Jaime Nebot, zarzucił prezydentowi że niepotrzebnie straszy swych współobywateli „scenariuszem boliwijskim” i rozpadem kraju. „Jedyni którzy myślą o separatyźmie, to prezydent Rafael Correa i jego przyjaciel Hugo Chávez. W Guayaquil coś takiego nie istnieje. Jesteśmy autonomistami, ale nie domagamy się suwerenności. A bez suwerenności nie ma separatyzmu. Wszyscy guayakilczycy chcą być tym kim są: Ekwadorczykami” – stwierdził Nebot.

panorama Guayaquil

Eksperci są jednak zdania, że brak zdecydowanego poparcia w dla przewidzianych przez nową Konstytucję reform, w regionie będącym gospodarczym motorem kraju, wcześniej czy później może zacząć sprawiać Correi kłopoty. I przewidują, że prezydent będzie starał się doprowadzić do stopniowej gospodarczej marginalizacji miasta. Służyć temu ma m.in. plan budowy zupełnie nowego, oddalonego od Guayaquil portu, który miałby się stać z czasem największym w kraju.


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
03:09, tierralatina , Ekwador
Link Komentarze (7) »
środa, 01 października 2008

Choć oficjalne wyniki będą znane dopiero w przyszłym tygodniu, wiadomo już że Ekwadorczycy przyjeli w zorganizowanym w minioną niedzielę referendum, projekt nowej Konstytucji. Konstytucji, która oficjalnie robi z Ekwadoru państwo socjalistyczne.

Znajomy politolog z Quito, sam o lewicowych poglądach, tłumaczył mi ostatnio, przepowiadając przyjęcie konstytucyjnego projektu, że masowe poparcie dla niego wcale nie oznacza, że większość Ekwadorczyków ma socjalistyczną duszę. „Oni po prostu chcą żyć lepiej. Gdyby pojawił się diabeł i obiecywał zmiany na lepsze, też większość by na niego zagłosowała” - uważa.

I patrząc na historię politycznych wyborów Ekwadorczyków nie sposób nie przyznać mu racji.

W kraju tym, z wyraźną większością, wybierani byli już na prezydentów zarówno lewicowcy, jak i centryści i zadeklarowani konserwatyści, zawodowi politycy i kompletni amatorzy. Ba, na prezydencki fotel wybrano tu nawet, nie tak dawno, totalnego wariata, który z rządzenia krajem zrobił objazdowy cyrk. Do czasu gdy Parlament uznał go za „psychicznie niezdolnego do sprawowania władzy”. Był to Abdalá Bucaram, który chyba jako jedyny urzędujący prezydent na świecie ruszył z trasą koncertową po kraju, nagrał i wydał płytę zatytułowaną „Szaleniec, który kocha”, rozdawał pieniądze, golił się na żywo przed telewizyjnymi kamerami, i z honorami przyjął w pałacu prezydenckim Lorenę Bobbit, czyli – jak sam ją nazwał – „najbardziej znaną Ekwadorkę świata”. Która, jeśli ktoś tego nie pamięta, zasłynęła jedynie z tego, że... obcięła swemu amerykańskiemu mężowi penisa... Mimo to nadal spotyka się Ekwadorczyków z rozrzewnienien wspominających Bucarama, a zwłaszcza jego polityczne hasło Primero Los Pobres! (Pierwszeństwo dla Biednych!).

Zdaniem politologów i socjologów te ekstremalne wybory są znakiem desperacji Ekwadorczyków. Niestety dla nich, zazwyczaj wcześniej czy później okazuje się, że nowy prezydent, który tyle obiecywał, jest dokładnie taki sam jak poprzedni. Czyli nieefektywny i bardzo często nieuczciwy. Bardzo często Ekwadorczycy wychodzą wówczas na ulicę i manifestują tak długo, aż prezydent ustąpi.

W efekcie politycy na czele kraju zmieniają się tak szybko, jak figury geometryczne w kalejdoskopie. W XX wieku kraj ten miał ponad 70 prezydentów! A od 1979 roku, czyli daty powrotu demokracji w Ekwadorze, było ich 13. Z pięciu ostatnich żaden nie zdołał utrzymać się do końca swego teoretycznie 4-letniego mandatu.

Efekty tego łatwo sobie wyobrazić – Ekwador jest jednym z najbiedniejszych i najbardziej skorumpowanych państw na kontynencie. W swych politycznych zawirowaniach utracił nawet własną walutę – od 2000 roku jedynym oficjalnym środkiem płatniczym w Ekwadorze jest dolar amerykański.

Szacuje się, że ponad 10 proc. Ekwadorczyków wyemigrowało w poszukiwaniu lepszego życia i mieszka za granicą. Przysyłane przez nich pozostałym w kraju członkom rodziny pieniądze stanowią ponad 20 proc. przychodów tego kraju!

Wybór Rafaela Correi na prezydenta w 2006 roku nie był więc niespodzianką. On, jak wszyscy, obiecywał szybkie rozwiązanie ekwadorskich problemów, więcej społecznej sprawiedliwości i dobrobytu. I zupełnie nową Konstytucję. Zdaniem ekwadorskich socjologów wybrano go jednak przede wszystkim za to, że... był relatywnie nieznany, nie miał praktycznie żadnych powiązań ze skompromitowanymi politycznymi elitami tego kraju. I nawet nikogo nie dziwiło, że miał pieniądze na efektowną kampanię. „To forsa od Hugo Cháveza” – szeptali wówczas jego kontrkandydaci. Ale Ekwadorczycy mieli to gdzieś. Ważne, że był nowy, młody i pełny chęci. Głosowali na niego biedni, głosowali też bogaci, zmęczeni płaceniem za wszystko łapówek. Zwłaszcza ci z Quito, którzy mieli też dosyć tego, że krajem zazwyczaj rządzą kliki z Guayaquil, największego i najbogatszego miasta kraju. Correa wprawdzie stamtąd pochodzi, ale nie jest związany z żadnym ze tamtejszych klanów.

Od czasu wyboru go na prezydenta w Ekwadorze niewiele się jednak zmieniło. No może poza tym, że wartość inwestycji zagraniczynch w tym kraju drastycznie zmniejszyła się o ponad 30 proc. Ale Rafael Correa cały czas tłumaczy, że nie ma narzędzi do przeprowadzania reform. „Dajcie mi nową Konstytucję i zrobię to co obiecywałem.” – powtarzał od miesięcy. I Ekwadorczycy mu ją dali – zdecydowanie. Szacuje się, że nową ustawę zasadniczą poparło może nawet ok. 64 proc. głosujących.

Projekt nowej Konstytucji napisany został pod dyktando Correi i w pewnych fragmentach wyraźnie wzorował się na tej, która obowiązuje obecnie w Wenezueli. Zresztą sam Correa nie kryje swej admiracji i sympatii dla swego wenezuelskiego odpowiednika, Hugo Cháveza. Opozycja już więc straszy „wenezuelizacją” Ekwadoru.

Nowa konstytucja wejdzie w życie w przyszłym roku. Jej wprowadzenie wymagać będzie przeprowadzenia ponownych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Jeśli Correa zostanie znów wybrany (co bardzo prawdopodobne), to będzie miał konstytucyjne prawo do ubiegania się po czterech latach rządzenia o jedną reelekcję, co do tej pory nie było możliwe. I obiecuje, że do 2017 roku zdoła przeprowadzić wszystkie zapowiedziane reformy.

Nowa Konstytucja daje prezydentowi większą niż dotychczas władzę, zwłaszcza w sprawach gospodarczych. I choć gwarantuje prywatną własność, to wprowadza mechanizmy ułatwiające Państwu wywłaszczanie. Konstytucja zwiększa pomoc socjalną dla biednych, oraz np. zakazuje dyskryminacji mniejszości seksualnych. Zakazuje też tworzenia na terenie kraju zagranicznych baz wojskowych, co oznacza że Amerykanie z U.S. Air Force mający od blisko 10 lat w portowym mieście Manta niewielką lotniczą bazę do walki z przemytnikami narkotyków, będą musieli się w przyszłym roku spakować i wyprowadzić.

Czy Correi się uda się zmienić się cokolwiek w Ekwadorze na lepsze? Czy może stanie się kolejnym przyssanym do władzy prezydentem, który przede wszystkim wiele obiecuje? Czy pójdzie drogą populisty Cháveza, czy może bardziej pragmatyczną drogą brazylijskiego Luli? Na te pytanie trudno jeszcze definitywnie odpowiedzieć. Correa prawdzie sympatyzuje z Chávezem, ale też – w przeciwieństwie np. do prezydenta Boliwii, Evo Moralesa - potrafi go trzymać na odpowiednią odległość i nie pozwala mu się zbytnio wtrącać w wewnętrzne sprawy kraju. Powtarza też, że nie chce w kraju przeprowadzać żadnej rewolucji, a jedynie niezbędne „społeczne i solidarne” reformy. „Nie jestem rewolucjonistą, jestem chrześcijańskim socjalistą” – stwierdził w jednym z wywiadów.

Mój znajomy politolog z Quito twierdzi, że Correa jest świadomy nadużyć i niedociągnięć modelu wenezuelskiego. I podkreśla, że ekwadorski prezydent intelektualnie wybija się ponad latynoamerykański pejzaż polityczny. To wszechstronnie wykształcony, mówiący wieloma językami, ekonomista, który studiował w Belgii, a doktorat obronił na University of Illinois. Kompetencji i chęci mu nie brakuje – powtarzają z nadzieją jego zwolennicy. Wolny rynek się u nas nie sprawdził, możemy poeksperymentować z socjalizmem – powtarzają, zrezygnowani, ci co często wbrew swym politycznym przekonaniom, poparli nowy projekt Konstytucji. „Nie musi być przecież Wenezuela, może być Szwecja, albo przynajmniej Chile lub Brazylia” – tłumaczył mi niedawno Pablo, inny znajomy, który tak jak cała jego rodzina, do tej pory zawsze głosował „na prawo”.

Zdaniem wielu największym zagrożeniem dla Correi jest on sam. I jego wyborcy. Prezydent dużo bowiem naobiecywał i społeczne oczekiwania są naprawdę wielkie. A cierpliwość ludzi jest niewielka. Tymczasem Ekwadorczycy, tradycyjnie, z równie wielkim entuzjazmem co wybierają prezydentów, także ich obalają. W przeciwieństwie do wielu państw Ameryki Łacińskiej społeczne bunty mają w Ekwadorze długą tradycję. W przyszłym roku nie będzie już wymówki „braku narzędzi” - Correa będzie miał swoją Konstytucję. Wyborcy czekają z niecierpliwością na efekty.

Correa musi też pamiętać o tym, że ekonomiczne płuco Ekwadoru, jego rodzimy region Guayaquil jest bardzo mu niechętny. Tam konstytucja została prawdopodobnie odrzucona. I podnoszą się już separatystyczne głosy. Ewentualna rewolta w tym mieście mogłaby mieć dramatyczne skutki.

Jak myślicie, jakie będą efekty eksperymentów z socjalizmem w Ekwadorze? Brazylijskie, czy wenezuelskie. A może boliwijskie, czyli kraj na krawędzi rozpadu? No i czy Wojciech Cejrowski rzeczywiście przeprowadzi się do kraju, będącego – już oficjalnie – socjalistycznym? :)


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
wtorek, 22 kwietnia 2008

Wojciecha Cejrowskiego cenię za jego podróżnicze książki i fascynację Ameryką Łacińską. Mamy przynajmniej coś wspólnego. Ponoć robi też niezłe programy telewizyjne, ale nie było mi dane ich obejrzeć. Mam na myśli oczywiście programy o dalekich krajach, a satyryczno-publicystyczne, których szaletowego poziomu nie trawię. Ale rozumiem, że to pewna konwencja i po prostu produkt, który się sprzedaje i ma swoją publiczność...

Nie ukrywam, że zazdroszczę też mu talentu do promowania samego siebie. Ale jednak wszystko ma swoje granice. Bezczelne zmyślanie, świadome kłamanie w żywe oczy, zawsze jest i będzie dla mnie ich przekroczeniem. Bo to nic innego, jak brak szacunku dla rozmówcy, czy słuchacza.

Wczoraj tymczasem Cejrowski, który tak bardzo lubi wcielać się w rolę moralizatora, gadał we wrocławskim radiu takie bzdury, że ręce opadają. Kłamstwo za kłamstwem. Chodzi oczywiście o słynny już wywiad w którym obrażony na Unię Europejską podróżnik obwieścił Polsce, że zrzeknie się jej obywatelstwa. I stanie się Ekwadorczykiem...

Ok, nie mnie oceniać motywacje i decyzje. Nie interesuje mnie też w sumie, czy sama deklaracja jest zgodna z prawdą. Choć wątpię...

Cejrowski zaserwował na antenie radia niewyobrażalną, poniżającą słuchaczy, ilość bzdur i kłamstw.

Przeanalizujmy więc:

Cejrowski narzeka, że liczba państw do których Polacy mogą jeździć bez wiz zmalała, po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Hmmm... Ciekawe jakie to kraje wprowadziły ostatnio wobec Polski obowiązek wizowy? Bo w tak lubianej przez Cejrowskiego Ameryce, zarówno tej Połnocnej jak i Południowej, wiza – od pierwszego maja – będzie nam potrzebna już tylko do Stanów Zjednoczonych, Gujany i Surinamu. I do żadnych innych państw. Bo Kanada wizy już zniosła, a Kolumbia zrobi to za kilka dni.

Cejrowski chce być wolny, więc wybiera Ekwador. I bezczelnie jako argument podaje, że Ekwadorczycy nie potrzebują wiz do USA. –Ekwadorczyk może sobie pojechać do Stanów Zjednoczonych bez wizy. A Pani może? Dziękuję!- mówi do dziennikarki. Mówi i kłamie. Bo oczywiście Ekwadorczycy, jak wszyscy bez wyjątku obywatele państw Ameryki Południowej i Środkowej, potrzebują wiz do Stanów. Lista państw, których obywateli Waszyngton zwolnił z obowiązku wizowego jest bardzo krótka i zapoznać się z nią można tutaj. Ekwadoru na niej nie ma.

No ale może ekwadorski paszport daje wolność bezproblemowego podróżowania po innych zakątkach Ziemi? Chyba tylko w snach kłamczuszka Cejrowskiego. Obywatele Ekwadoru potrzebuja wiz do ponad 110. państw świata. W tym całej Europy z Polską włącznie. Nie mogą nawet podróżować wolno po Ameryce Łacińskiej – potrzebują wizy przy wyjazdach chociażby do Meksyku, Panamy, na Kostarykę, czy nawet na Kubę. Mimo, że teoretycznie - od kiedy Ekwadorem rządzi wielbiciel Castro, Rafael Correa - jest to „bratni” kraj. A jak jest z innym sojusznikiem Ekwadoru, Wenezuelą? Ojej, także będzie się od Cejrowskiego domagać wizy! Pełna lista państw wymagających od Ekwadorczyków wiz jest tutaj.

Ale posłuchajmy dalej naszego moralisty. Co ciekawego ma jeszcze do powiedzenia? -W Ekwadorze wszyscy mają pieniądze. To jest bogaty kraj Trzeciego Świata, jeden z najbogatszych w Ameryce Łacińskiej- tłumaczy Cejrowski.

Hmmm... Jak się mierzy bogactwo kraju? Zazwyczaj Produktem Krajowym Brutto na głowę mieszkańca, prawda? No to sprawdźmy... Dobrze się składa bo Komisja Ekonomiczna ONZ ds. Ameryki Łacińskiej właśnie opublikowała najnowsze statystyki. Argentyna - 5497 dolarów, Belize – 4268, Brazylia – 5616, Chile – 8872, Kostaryka – 5053, Meksyk – 7975, Panama – 5218, Urugwaj – 5808, Surinam – 3812, Wenezuela – 6733. A Ekwador? Ekwador – 3088. Rzeczywiście latynoamerykańska czołówka!

No ale przecież pan pisarz, podróżnik i dziennikarz zapewnia, że tam wszyscy maja pieniądze! Może PKB to nie wszystko? Sprawdźmy jaki procent populacji, żyje w skrajnej biedzie, w uwłaczających ludkiej godności warunkach, czyli nie mając pieniędzy na tzw. podstawowy koszyk żywnościowy: Brazylia – 9 proc., Chile – 3,2 proc, Kostaryka – 7,2 proc., Meksyk – 8,7 proc., Wenezuela – 9,9 proc. Średnia dla całej Ameryki Łacińskiej – 12,7 proc. A Ekwador? To bogate, zdaniem Cejrowskiego, jedno z najbogatszych państw w regionie? 12,8 proc. To ci najbiedniejsi z biednych. Bo po prostu biednych, jest w Ekwadorze 43. proc. Rzeczywiście, zacytujmy jeszcze raz Cejrowskiego „im się dobrze żyje”.

Ok. Słuchajmy dalej... -Ten kraj jes semi-kolonią amerykańską. Tam jest mnóstwo inwestycji amerykańskich i w tym kraju zawsze się będzie dobrze działo, bo Amerykanie tam wydobywają ropę, a nie Ekwadorczycy własnymi rękami- twierdzi nasz ekspert od Ameryki Łacińskiej...

No to zerknijmy na statystyki. Rządowe, amerykańskie - żeby nie było żadnych podejrzeń o stronniczość. Kto wydobywa tą ekwadorską ropę panie Cejrowski? Amerykanie? Oto ranking:

  1. Petroecuador – państwowy, ekwadorski koncern – 51 proc. produkcji
  2. Repsol-YPF – hiszpański gigant naftowy – 13 proc.
  3. Andes Petroleum – spółka kontrolowana przez chiński koncern CNPC – 12 proc.
  4. Perenco – firma brytyjsko-francuska – 4,9 proc.
  5. Agip – to Włosi – 4,7 proc.

I gdzie ci Amerykanie, dzięki którym ma się w Ekwadorze zawsze dobrze dziać? Owszem, byli. Ale Oxy, bo o tą firmę chodzi, została wyrzucona z Ekwadoru w 2006 roku, a jej działalność przejęta przez państwowy Petroecuador. A kto jest największym zagranicznym inwestorem w Ekwadorze? Brazylia.

I aktualny, mocno lewicowy rząd robi wszystko, aby Amerykanów do siebie zniechęcić. Istniejąca od 1999 roku amerykańska baza wojskowa w Manta zostanie w przyszłym roku zlikwidowana. Taką decyzję podjęło w marcu tego roku ekwadorskie Zgromadzenie Konstytucyjne i potwierdził to prezydent Correa.

Słuchajmy jednak dalej bajdurzenia pana Cejrowskiego: -Gdy w Ekwadorze na swojej ziemi postawię hacjende, będę miał natychmiast prawo do paszportu- zapewnia tonem znawcy...

Otóż nie, na pewno nie w sposób legalny. W Ekwadorze od 1976 roku obowiązuje coś takiego jak Prawo o naturalizacji, którego artykuł czwarty wyraźnie określa warunki otrzymania ekwadorskiego obywatelstwa. I nie wiąże go z budowaniem hacjend. Mówi natomiast o obowiązku „minimum trzyletniej nieprzerwanej rezydencji w Ekwadorze”. No ale może dla Cejrowskiego trzy lata to natychmiast?

Co więcej, gdybym marzył o zostaniu Ekwadorczykiem to na miejscu naszego bohatera trochę wyhamowałbym z krytykowaniem socjalizmu. Bo Ekwadorski rząd intensywnie go wprowadza, a Prawo o naturalizacji mówi wyraźnie, że „nie może zostać naturalizowany ten, kto rozpowszechnia doktryny mogące zakłócić system rządów i reżim polityczny Republiki”.

Ale wrócmy do audycji. Po chwili mamy kolejną manipulację Cejrowskiego, który twierdzi iż woli szpitale ekwadorskie od polskich, w których – jak twierdzi – dokonuje się legalnie „rzezi niewiniątek”. Domyślam się, że chodzi o aborcję.

No to muszę Cejrowskiego zmartwić. W Ekwadorze, dokładnie tak jak w Polsce, tzw. aborcje terapeutyczne, czyli gdy zagrożone jest życie matki, bądź istnieje ryzyko że dziecko urodzi się nieuleczalnie i ciężko chore, są legalne! Można też przerwać ciążę będącą wynikiem gwałtu i kazirodztwa...

Co jeszcze dodać? Nie wiem. Po prostu jakoś tak smutno, że ktoś kto teoretycznie ma jakiś tam autorytet w jakiejś dziedzinie, samemu, własnoręcznie i w sumie bez powodu, sobie ten autorytet niszczy. Na cholerę tak oszukiwać, gadać takie bzdury, robić w balona słuchaczy? Zwłaszcza gdy tak bardzo się lubi dawać lekcje moralności... Czy on naprawdę nas za aż takich idiotów?

Niestety po czymś takim, czytając jakąkolwiek książkę Cejrowskiego, widząc go w telewizji, będe zastanawiał się czy nie zmyśla, czy zwyczajnie w świecie nie kłamie? Tak jak zmyślał i kłamał wczoraj.


>Technorati tags: , , .
>Blogalaxia tags: , , .
poniedziałek, 09 kwietnia 2007

Długo się zastanawiałem czy i jak nawiązać tutaj do trwających właśnie Świąt Wielkanocnych. Może coś o Wyspie Wielkanocnej? Ale przecież, tak naprawdę, jej związek z tymi świętami jest bardzo wątły i przypadkowy – ogranicza się jedynie do faktu, że holenderski nawigator i odkrywca Jacob Roggeveen, który odkrył dla Europejczyków ten odległy zakątek świata, dotarł do niego 5 kwietnia 1722 roku, który był akurat wielkanocną niedzielą. Gdyby stało się to dwa dni wcześniej, bądź później wyspa nosiłaby inną nazwę. Więc nie, o Wyspie Wielkanocnej będzie innym razem...

Escuela Quiteña - Chrystus ukrzyżowany

O wiele bardziej wielkanocnym tematem jest śmierć Chrystusa na krzyżu. Nie od strony teologicznej, bo teologiemi przecież nie jestem i nawet mało co mądrego pamiętam z katechez w podstawówce i lekcji religii w liceum. Co nie przeszkadza mi w fascynacji śmiercią Chrystusa od srony ikonograficznej. Wiecie, że jest to jednen najczęściej rzeźbionych i malowanych motywów na świecie?

Escuela Quiteña - Chrystus ukrzyżowany

Szczególnie podobają się Chrystusy z Quito. Aktualna stolica Ekwadoru przez długie wieki była artystycznym centrum Ameryki Łacińskiej. To tutaj już w XVI wieku powstały pierwsze na kontynencie szkoły sztuk pięknych, w których hiszpańscy duchowni i artyści uczyli Indian sakralnego malarstwa, a od połowy wieku XVII także rzeźby. I tak powstała charakterystyczna Escuela Quiteña, czyli Szkoła Quiteńska - subtelnie mieszająca style europejskiego renesansu i baroku z indiańskimi tradycjami. Niektórzy uczniowie szybko przerośli nauczycieli. Wiele obrazów np. Miguela de Santiago wywiezionych zostało do Europy, gdzie trafiły m.in. na hiszpański dwór i do Watykanu.

Escuela Quiteña - Chrystus ukrzyżowany

W rzeźbie Szkoła Quiteńska charakteryzuje się wyjątkowym realizmem. Artyści jak najstaranniej starali się oddawać anatomię ludzkiego ciała, kolor skóry, a w przypadku ukrzyżowanych Chrystusów także krew. Realizm posunięty był tak daleko, że zdarzało się, że rzeźby ubierane były w szyte na miarę ubrania i... peruki z ludzkich włosów.

Escuela Quiteña - Chrystus ukrzyżowany

Efekt widać na zdjęciach. Quiteńskie Chrystusy są wyjątkowo cierpiące, krwawiące, przejmujące. I na swój sposób piękne. Mnie podobają się bardzo.

Escuela Quiteña - Chrystus ukrzyżowany

Sfotografowane Chrystusy pochodzą z kolekcji znajdującej się w przepięknym quiteńskim Klasztorze Augustianów, oraz z prywatnych zbiorów wybitnego ekwadorskiego malarza Oswaldo Guayasamína, które obejrzeć można obecnie w jego dawnym domu, w którym mieści się siedziba fundacji noszącej jego imie.

Escuela Quiteña - Jezus Chrystus


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
15:45, tierralatina , Ekwador
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2