| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          

BloGalaxia

Honduras

piątek, 28 marca 2008

Jeden z czytelników zwrócił mi wczoraj uwagę na „melonową aferę” w Hondurasie. Za co dziękuje, bo historia jest równie soczysta, jak owoce których dotyczy.

Wszystko zaczęło się od wzrostu zachorowań na salmonellozę w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Centrum Kontroli Chorób w Atlancie dość szybko ustaliło, że za ten wzrost odpowiedzialna jest bardzo charakterystyczna i rzadka odmiana Salmonelli (Litchfield). Po dalszym śledztwie okazało się, że wszyscy chorzy – a od było ich blisko 60 – jedli, tuż przed zachorowaniem, melony. Co więcej wszystkie melony pochodziły od tego samego producenta i eksportera w Hondurasie: Agropecuaria Montelíbano. No więc – jak to bywa w takich przypadkach - wstrzymano ich import. Zrobiły to nie tylko Stany Zjednoczone i Kanada, ale także Wielka Brytania i sąsiedni Salwador.

Hondureńczycy poczuli się urażeni. Prezydent Manuel Zelaya pojawił się na ekranach telewizorów zajadając melona i oskarżając Stany Zjednoczone o próbę zdyskredytowania produktów rolniczych jego kraju.

Inni przedstawiciele rządu wysuwali śmiałe tezy, że jest to amerykański odwet za niedawne zacieśnienie stosunków między Hodnurasem, a nielubianą w Waszyngtonie Wenezuelą Cháveza. Która to, oczywiście, nie omieszkała się włączyć do melonowego konfliktu ogłaszając, że kupi wszystkie odrzucone przez Stany Zjednoczone owoce. Szefowie dotkniętej Salmonellozą firmy wenezuelską propozycję jednak odrzucili, tłumacząc że to co ich najbardziej obecnie interesuje to wyjaśnienie oskarżeń i odzyskanie zaufania amerykańskich władz i konsumentów.

Ambasador USA w Tegucigalpie zapewnia ze swojej strony, że cała sprawa nie ma żadnego podłoża politycznego i chodzi o nic innego, jak o ochronę zdrowia amerykańskich konsumentów. Na dowód swej dobrej woli Amerykanie przysłali dzisiaj do Hondurasu ekipę ekspertów z Centrum Kontroli Chorób i Urzędu ds. Żywności, aby wspólnie ze specjalistami wskazanymi przez lokalny rząd i Agropecuaria Montelíbano, spróbować zlokalizować źródło zakażenia. Firma ta eksportuje owoce do Stanów Zjednoczonych już od 30 lat i w ubiegłym roku wartość wysłanych tam produktów przekroczyła 30 milionów dolarów.

Amerykanie przypominają także, że zakaz obejmuje tylko i wyłącznie melony z Agropecuaria Montelíbano. Inni producenci mogą je eksportować bez żadnych ograniczeń.


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
23:12, tierralatina , Honduras
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 stycznia 2006

Karuzela z przywódcami państw latynoamerykańskich kręci się coraz szybciej. Po ubiegłotygodniowej inwestyturze Evo Moralesa w Boliwii, teraz przyszła kolej na Manuela Zelayę, który w miniony piątek zastąpił Ricardo Maduro na fotelu prezydenta Hondurasu.

Wybory w tym kraju odbyły się 27 listopada ubiegłego roku i w europejskiej prasie długo trzeba byłoby szukać jakichkolwiek wzmianek o nich. I w sumie nic dziwnego – honduraska polityka jest dla z obserwatorów z zewnątrz dość... jakby to powiedzieć? ...mało wyrazista?

Już tłumaczę: od ponad 20 lat tym krajem tym rządzą na przemian Partia Liberalna i Partia Narodowa. Zelaya reprezentuje tą pierwszą. Odchodzący prezydent-narodowiec popierał bowiem innego narodowca - Porfirio Pepe Lobo. Czyli, teoretycznie, wybory prezydenckie wygrała opozycja. Czy to jednak coś zmieni? Prawdopodobnie zupełnie nic, gdyż obie partie same charakteryzują się jako prawicowo-konserwatywne i nawet hondurascy politolodzy mają kłopoty z wskazaniem różnic dzielących obie formacje. Obie są populistyczne, obie obiecują rozprawić się z nękającymi Honduras od lat problemami: biedą, bezrobociem, przestępczością i korupcją. I obie nie mają na koncie walki z nimi żadnych widocznych sukcesów. Żeby było śmieszniej (choć może to nie najlepsze słowo, bo wielu mieszkańcom tego kraju wcale nie do śmiechu) obie partie, mimo że teoretycznie prawicowe, od lat utrzymują iście socjalistyczną gospodarkę z centralnie regulowanymi cenami i znacjonalizowanymi kluczowymi gałęziami przemysłu.

Zbyt wielkiej różnicy nie widzą też najwyraźniej sami wyborcy - wyniki wyborów prezydenckich, zgodnie z tradycją były bardzo „ciasne” – na Zelayę zagłosowało 49,9 proc. wyborców, na jego rywala 46,2. Pozostali trzej kandydaci reprezentujący trzy pozostałe, uważane za lewicowe, parlamentarne partie otrzymali w sumie 3,9 proc. głosów!

Czego się więc można spodziewać po Manuelu Zelayi? Na pewno nie rewolucji. „Mel” – bo tak powszechnie nazywa się nowego prezydenta zapowiedział, że utworzy 400 tysięcy nowych miejsc pracy i zdubluje, z obecnych 9 tysięcy do 18 tysięcy, liczbę policjantów. Ci ostatni potrzebni mu są do walki ze zmorą Hondurasu: lokalnymi gangami wchodzącymi w skład jednej z największych i najlepiej zorganizowanych organizacji przestępczych świata, znanej pod nazwą Mara Salvatrucha. Jej wpływy i działalność rozciągają się od Panamy po Kanadę, ze szczególnym naciskiem na El Salvador, Gwatemalę i Honduras właśnie. Jako ciekawostkę dodam, że organizacja ta powstała w latach 80-tych w zamieszkanych przez biednych emigrantów z Ameryki Środkowej przedmieściach Los Angeles. Ówczesne władze Stanów Zjednoczonych wpadły jednak na „świetny” pomysł, aby zatrzymanych i skazanych członków gangów... odsyłać do państw z których pochodzili. I właśnie w ten sposób lokalny miejski gang przekształcił się w bardzo szybkim czasie w międzynarodową grupę przestępczą!

Zelaya obiecuje więc, że z Marą się rozprawi. Poprzedni prezydenci też obiecywali... Nowością jest jednak strategia. Tak jak pobity wyborach Pepe Lobo z Partii Narodowej straszył karą śmierci wobec członków gangów, tak „Mel” opowiada się za „zastąpieniem represji pojednaniem i edukacją”. To nie żart. Nowy prezydent naprawdę chce wysyłać młodych gangsterów do szkół, aby... „nauczyli się rzeczy, które pozwolą im zarabiać pieniądze bez naruszania prawa”. Dość oryginalne, prawda?

Do uzupełnienia portretu dodam, że Zelaya z zawodu jest... „posiadaczem ziemskim”, co akurat w Ameryce Łacińskiej nikogo specjalnie nie dziwi, nosi czarne obfite wąsiska i najczęściej pokazuje się w kowbojkach i stetsonem na głowie. Żeby jednak nie tylko krytykować dodam, że Zelaya zaczął swe rządy od spełnienia jednej ze swych wyborczych obietnic. Już w kilka godzin po inwestyturze, także nowo-wybrany Parlament, w którym prezydencka partia ma 62. ze 128. foteli, przyjął tzw. prawo o udziale obywatelskim, które daje lokalnym społecznościom większą autonomię i pozwala na tworzenie samorządów. Dla Hondurasu to nowość. Krytycy narzekają jednak, że jedynym tego celem jest... stworzenie większej ilości stanowisk dla działaczy rządzącej partii.

I jeszcze jedna, ostatnia już ciekawostka, inwestyturze asystowały prezydenci wielu państw Ameryki środkowej, co jest normalne i... premier Maroka, czego wytłumaczyć nie potrafię...

>tag: , , , , ,

05:49, chilijczyk , Honduras
Link Komentarze (4) »