| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

BloGalaxia

niedziela, 30 sierpnia 2009

Trzeba przyznać, że uczniowie Cháveza szybko się uczą. Weźmy takiego prezydenta Ekwadoru, Rafaela Correę. Zdążył już uchwalić socjalistyczną konstytucje, zaczyna straszyć nacjonalizacjami i wywłaszczaniem kułaków i usilnie stara się podporządkować sobie prasę. Np. już zdecydował, że obłoży 15-proc. podatkiem VAT papier gazetowy, z którego do tej pory był on zwolniony (ta sama podwyżka przy okazji dotknie także wydawane w tym kraju książki i podręczniki).

Najdotkliwiej jednak nową rządową politykę wobec mediów odczuwa Teleamazonas – najpopularniejszy prywatny telewizyjny nadawca w tym kraju. Od ponad roku regularnie nękany jest różnymi mandatami i grzywnami za mniej lub bardziej abstrakcyjne przewinienia. I tak krytyczny reportaż z festiwalu tauromachii uznany został zakazane epatowanie przemocą, a relacja o nieprzestrzeganiu norm ekologicznych przez wenezuelską firmę petrochemiczną PDVSA to – zdaniem rządu – nawoływanie do społecznego niepokoju.

Skoro mandaty nie pomogły i Teleamazonas nadal jest wobec władzy niepokorna, to Correa postawowił wytoczyć broń ostateczną: „Nie obchodzą mnie międzynarodowe krytyki, że ograniczam wolność wypowiedzi. Niech płacze, ten kto ma płakać; niech podskakuje ten kto chce podskakiwać, ale ja i tak zamierzam doprowadzić do zamknięcia Teleamazonas. Nie pozwolę aby szambo z anteną, takie jak Teleamazonas, uważało że jest ponad złem i dobrem” – stwierdził w sobotę w swej cotygodniowej audycji radiowej.

Jakie jest tym razem przewinienie stacji telewizyjnej? Ano, zaprosiła ona do studia opozycyjnego polityka Fernando Baldy, który zaprezentował nagranie z którego jednoznacznie wynika iż prezydent złamał prawo – słychać na nim jak Rafael Correa wraz ze swymi doradcami dyskutuje nad poprawkami do projektu Konstytucji, który został kilka dni później został przedstawiony obywatelom do zatwierdzenia w referendum. Problem w tym, że tekst projektu ustawy yasadniczej został opracowany przez Zgromadzenie Konstytucyjne i prezydent nie mógł go, ot tak według własnego uznania, zmodyfikować.

Rafael Correa wcale nie kwestionuje autentyczności nagrania. Najwyraźniej nie zamierza się też tłumaczyć ze swego zachowania. Wybrał starą, sprawdzoną i z powodzeniem stosowaną przez swego wenezuelskiego politycznego mentora taktyke obrony przez atak. I domaga się zamknięcia telewizji powołując się na prawo, które zabrania elektronicznym mediom odtwarzania nagrań, które zostały wykonane bez wiedzy nagrywanych.

Po łapach ma też dostać Fernardo Balda, który z nagraniem przyszedł do telewizji. Rząd oskarża go o szpiegostwo i działanie na szkodę bezpieczeństwa państwowego. „Nie będę takiego zachowania akceptować, ten człowiek trafi do więzienia” – już wydał wyrok prezydent.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , .

03:15, tierralatina , Ekwador
Link Komentarze (14) »
piątek, 21 sierpnia 2009

W dostępie do nowych technologii i ich popularności Ameryka Łacińska przez długi czas pozostawała w tyle. Wszystko było zbyt drogie, zbyt elitarne i miernej jakości. Ale nie przez przypadk użyłem czasu przeszłego – sytuacja się bowiem radykalnie zmienia. Opóźnienie jest z coraz większym impetem nadrabiane. Pisałem już o niesłychanej popularyzacji i demokratyzacji dostępu do internetu, o e-Państwie i elektronicznych głosowaniach, które w Europie wciąż są w mniej lub bardziej zaawansowanych fazach planów i projektów, a w niektórych latynoskich krajach stały się już spowszedniałą codziennością. Latynosi stają się też coraz liczniejszą grupą wśród użytkowników globalnych internetowych serwisów.

Świetnym tego przykładem jest Twitter w Brazylii. Jeszcze rok temu niewielu było Brazylijczyków znających to narzędzie do tzw. „społecznościowego mikroblogingu”. Minęło kilka miesięcy i Brazylia stała się krajem, w którym Twitter ma proporcjonalnie największą popularność na świecie. I gdze liczba jego użytkowników najdynamiczniej rośnie. Z raportu przygotowanego niedawno przez największy brazylijski instytut badań społecznych, Ibope Nielsen, wynika, że już 15 proc. wszystkich brazylijskich internautów przynajmniej raz w miesiącu zagląda na stronę Twittera. Dla porównania – wyniki kolejnych w rankingu popularności Twittera państw to: Stany Zjednoczone – 10,7 proc., Wielka Brytania – 9,4 proc., Australia – 5,4 proc., Niemcy – 4 proc., Hiszpania – 3,5 proc. i Japonia – 1,4 proc.

Co więcej, brazylijscy internauci, jeśli już zajrzą na stronę Twittera, to pozostają na niej znacznie dłużej niż użytkownicy serwisu w innych krajach. W czerwcu statystyczny brazylijski użytkownik spędził aż 36 minut na Twitterze, podczas Amerykanin (z USA) 31,1 minut, Brytyjczyk 25,3 minuty, a Niemiec zaledwie 11,1 minut.

Eksperci tłumaczą tą nagłą, intensywną brazylijską Twittermanię bardzo specyficznym podejściem do internetu w tym kraju – aż 36 proc. tamtejszych internautów szuka w sieci przede wszystkim informacji i wiadomości. A tylko 19 proc. używa internetu jako źródła rozrywki.Twitter tymczasem, jest traktowany przez większość Brazylijczyków nie jako narzędzie do komunikowania się ze znajomymi, ale właśnie jako źródło informacji.

Wynika to m.in. z tego, że bardzo wiele brazylijskich osobistości ze świata sportu, polityki, czy rozrywki używa na codzień Twittera i za jego pośrednictwem pozostaje w kontakcie ze swymi sympatykami, czy fanami.

Wśród nich jest m.in. były trener Realu Madryt, Vanderlei Luxemburgo, który przejdzie do historii jako pierwsza brazylijska osobistość, która straciła pracę właśnie z powodu tego mikroblogowego serwisu. Brazylijski szkoleniowiec, który jeszcze w czerwcu tego roku trenował Palmeiras z São Paulo, zaledwie w dwa dni po założeniu swojego konta na Twitterze, tak ostro skrytykował na nim wewnątrzklubowe sprawy, że został zwolniony. A powody tego zwolnienia prezes klubu tłumaczył później kibicom także za pośrednictwem Twittera...

Swe konto w serwisie posiada też m.in. brazylijski kierowca Formuły 1 Rubens Barichello, który np. intensywnie twittował po wypadku swego rodaka Felipe Massy na Hungaroringu, informując na bieżąco fanów o stanie zdrowia kolegi.

Za pośrednictwem Twittera brazylijczycy kontaktują się także z Eduardo Paesem, merem Rio de Janeiro, oraz José Serrą, centrolewicowym (opozycyjnym wobec Luli) gubernatorem stanu São Paulo. Serra posiada zresztą dwa twitterowe konta. Jedno prywatno-gubernatorskie, oraz drugie w którym wciela się w swą rolę kandydata w przyszłorocznych prezydenckich wyborach w Brazylii. Wyborach, w których, wg. najnowszych sondaży, ma on – póki co – największe szanse na zastąpienie Luli.

I jeszcze jedno - okazuje się, że z Twittera przede wszystkim korzystają dorośli. I mężczyźni. Tak jest przynajmniej w Brazylii. Aż 60 proc. użytkowników, to faceci w wieku od 21 do 30 lat, absolwenci bądź studenci wyższych uczelni.

PS. Przypominam, że tierralatina.pl także korzysta z dobrodziejstw mikroblogingu – zwłaszcza na naszym, polskim Blipie, ale również na Twitterze. Istnieje też społeczność czytelników Podróży na Południe na Facebooku (via NetworkedBlogs). A Wy? Zaglądacie na Twittera?


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .

22:23, tierralatina , Brazylia
Link Komentarze (8) »
niedziela, 16 sierpnia 2009

No proszę, kilka godzin temu obiecałem Wam jakąś podpowiedź w językowej zagadce z Chile i Argentyny, ale właśnie widzę, że jest już ona niepotrzebna. Bo pojawił się anonimomy ktoś, który wymyślił/odgadł/znał właściwą odpowiedź... I choć nie jest ona pełna, bo zabrakło wytłumaczenia, to gratuluję!

Część z Was, z tego co zauważyłem, nie przeczytała uważnie zagadki. Bo przecież w pytaniu aż dwa razy użyłem zwrotów kogo i kto. Tymczasem wiele sugerowanych odpowiedzi nie dotyczyły osób, lecz przedmiotów...

No ale dość tych dywagacji – czas na pełne rozwiązanie. Panie i Panowie przedstawiam Wam taksówkę - un taxi po hiszpańsku:

un taxi en Buenos Aires

 

un taxi en Buenos Aires

Te akurat są z Buenos Aires, ale w Chile wyglądają niemal identycznie. Czyli żółte na górze i czarne na dole.

Jak kto? Kto ma podobne „malowanie”? Ależ oczywiście! Una taxi w Chile i Argentynie to... farbowana, sztuczna blondynka. Bo też jest przecież najczęściej żółta na górze i czarna na dole...

Amarilla arriba y negra abajo... Prawda, że logiczne? :)


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , , .

piątek, 14 sierpnia 2009

Mowa oczywiście o grypie wywoływanej przez nową odmianę wirusa A (H1N1), wciąż błędnie zwaną przez niektórych świńską. -Pandemia, jak widać, nie dyskryminuje i może dotknąć wszystkich. Jestem kolejnym chorym w tym kraju i jak wszyscy zastosuję się do poleceń władz sanitarnych. – tymi słowami prezydent Kostraryki, Oscar Arias, powiadomił w tym tygodniu, że zdiagnozowano u niego tą chorobę.

Oscar Arias - Prezydent Kostaryki

Kostarykański prezydent stał się tym samym pierwszą na świecie głową państwa zakażoną wirusem A (H1N1). Arias, który w 1987 roku otrzymał pokojową Nagrodę Nobla za swój udział w negocjacjach, które doprowadziły do zakończenia serii zbrojnych konfliktów w Ameryce Środkowej, skarżył się na silny ból głowy i gardła, oraz gorączkę. Lekarze, po przeprowadzeniu badań i analiz nie mieli wątpliwości – to nowa grypa.

Zgodnie z ich zaleceniami prezydent pozostanie przez co najmniej tydzień w domu i z ministrami swojego rządu komunikować się będzie wyłącznie telefonicznie. Ariasowi od razu zaaplikowano też oczywiście słynne Tamiflu, najskuteczniejszy jak dotąd lek osłabiający działanie grypowego wirusa. I choć, póki co, choroba przebiega u Ariasa bez komplikacji, znajduje się on pod bardzo ścisłą medyczną kontrolą. Lekarze nie wykluczają bowiem, że prezydencka grypa może się, mimo wszystko, skomplikować – nowy wirus jest bowiem szczególnie niebezpieczny dla osób cierpiących na inne problemy zrowotne. 68-letni przywódca Kostaryki jest tymczasem astmatykiem.

Kierowanie pracami rządu przez telefon nie powinno być dla Oscara Ariasa zbyt wielkim problemem. Zwłaszcza po tym jak w ubiegłym roku przez miesiąc musiał komunikować się ze swym otoczeniem, w tym także z ministrami, wyłącznie na piśmie. Lekarze wykryli wówczas u niego guzek na strunach głosowych i w ramach terapii zakazali mu m.in. mówić przez 30 dni.

Kostaryka jest najbardziej dotkniętym nową odmianą grypy państwem Ameryki Środkowej. Zdiagnozowano ją tam u 865 osób, z których 28 zmarło. W całej Ameryce Łacińskiej w grypowej klasyfikacji niezmiennie prowadzi Argentyna. Najnowszy komunikat tamtejszego ministerstwa zdrowia mówi już o blisko 800 tysiącach chorych i co najmniej 404 przypadkach śmiertelnych.

Specjaliści przewidują jednak, że Argentyną już wkrótce wyprzedzić może Brazylia, gdzie wywołana wirusem A (H1N1) epidemia dopiero zaczyna się rozwijać, a już zanotowano 192, wywołane przez grypę, zgony. Symulacje ministerstwa zdrowia w Brasilii sugerują, że w najbliższych tygodniach zachorować tam może do ponad 60. milionów osób, z których u aż 4 milionów wystąpią komplikacje wymagające hospitalizacji.

Epidemiolodzy boją się, że wirus A (H1N1) może okazać się szczególnie niebezpieczny dla zamieszkujących Amazonię Indian, którzy nie dość że mają obniżoną odporność na choroby wirusowe, to w dodatku częściej niż reszta populacji cierpią na chroniczne choroby typu cukrzyca, czy choroby krążenia.

Pozarządowa organizacja Survival, starająca się pomagać ludom tubylczym na całym świecie, ujawniła wczoraj, że pierwsze przypadki zachorowań na grypę wywołaną nową odmianą wirusa zanotowano u indian Matsigenka, zamieszkujących brzegi rzeki Urubamba w peruwiańskiej Amazonii. Tamtejsze władze sanitarne potwierdziły tą wiadomość, dodając, że grupa siedmiu chorych Matsigenka została już odizolowana, odpowiada dobrze na kurację Tamiflu, a pozostali są pod stałą kontrolą lekarzy.

P.S.: Przypominam o językowej zagadce! Wciąż nikt nawet się nie zbliżył do poprawnej odpowiedzi!


>Technorati tags: , , , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , , , .

czwartek, 13 sierpnia 2009

Zabawimy się? Zabawmy. Mam dla Was językową zagadkę-łamigłówkę. I choć dotyczy ona języka hiszpańskiego, to – myślę – nawet nie znający go, mogą podać właściwą odpowiedź. Bo jest ona dość logiczna.

Z góry jednak uprzedzam – nie wertujcie słowników, nie przeszukujcie internetu. Chodzi bowiem o wyrażenie na tyle nowe i kolokwialne, że na jego zapisaną definicję nigdy jeszcze nie natrafiłem. Ale słyszałem już je wielokrotnie, więc jest używane.

Gotowi? No to proszę: Kogo i dlaczego nazywa się czasem w Chile i Argentynie taksówką? Una taxi – kto to jest?

Oczywiście nie chodzi mi o prostytutkę pracującą dla sutenera – w tym znaczeniu una taxi używana jest głównie w Hiszpanii, nie w Ameryce Łacińskiej. I – co więcej – to znaczenie nie ma już w sobie nic z kolokwialności, jest ono zupełnie oficjalnie wymieniane w słowniku Królewskiej Akademii Hiszpańskiego – niezastąpionej bilblii każdego, kogo interesuje język Cervantesa, Marqueza, Borgesa i wielu innych geniuszy literatury.

P.S.: Wciąż zapraszam Was do dyskusji o podróżniczych marzeniach i zwyczajach. Toczy się ona pod tą notką.


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , , .

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Boliwia, najbiedniejszy kraj Ameryki Południowej, zamierza zaciągnąć 100 milionów dolarów kredytu. Ale nie na rozwój szkolnictwa, służby zdrowia, czy rolnictwa. Nie: 100 milionów dolarów, które rządowi w La Paz chętnie pożyczy nowy strategiczny partner prezydenta Evo Moralesa, czyli Rosja, przeznaczone zostaną na... zakup broni i nowego prezydenckiego samolotu. Rosyjskich oczywiście.

Prezydent Morales, jak się okazuje, ma globalne ambicje, bo – jak ujawnił boliwijski minister obrony, Walker San Miguel – nowy samolot boliwijskiej głowy państwa, będzie tego samego typu jak ten, którego używa prezydent Rosji. Czyli iliuszyn 96 - czterosilnikowa, szerokopokładowa maszyna dalekiego zasięgu. Jak zapewnił San Miguel, Morales będzie miał na jego pokładzie iście prezydencką infrastrukturę: sale konferencyjną, dostęp do internetu i telefonię satelitarną. Brakuje tylko guzika do odpalania broni atomowej... ;)

Mówiąc krótko sprzęt w sam do lotów między La Paz i Chochabambą i regularnych wizyt u ideologicznego mentora w Caracas.

Samolot kosztować ma ponad 30 milionów dolarów. Za to co zostanie z pieniędzy pożyczonych przez Moskwę, Boliwia zamierza kupić wojskowe samochody, śmigłowce i łodzie do patroli rzecznych i być może także radar do kontroli przestrzeni powietrznej, w której obecnie samoloty gangów narkotykowych operują praktycznie bezkarne.

Walker San Miguel i ambasador Rosji w Boliwii, Leonid Gołubiew, zdradzili także że oba państwa dyskutują o możliwości współpracy między boliwijską i rosyjską armią. La Paz, choć już korzysta z pomocy wenezuelskich doradców wojskowych, chętnie zobaczyłoby także instruktorów w rosyjskich mundurach.

I wszystko to w chwili gdy Evo Morales jest wśród najgłośniej protestujących na kontynencie wobec podobnej wojskowej współpracy między Kolumbią a Stanami Zjednoczonymi, nazywając kolumbijskiego prezydenta Uribe „kontynentalnym zdrajcą”.

Ale OK, obiektywnie nie da się ukryć, że wyposażenie boliwijskiej armii już od dawna wymaga modernizacji, bo obecnie to raczej żywe muzeum wojskowe, a nie zdolne do czegokolwiek siły zbrojne. Zwłaszcza po tym jak, w nigdy do końca nie wyjaśnionych okolicznościach, pozbyły się swych rakiet ziemia-powietrze.

Pozostaje pytanie, jak boliwijscy oficerowie, w dużej mierze wykształceni w amerykańskich uczelniach wojskowych, zaakceptują nowego sojusznika. Bo póki co są dość niechętni dotyczczasowym aliansom i przyjaźniom Moralesa.

Zreszta sam Morales porusza się obecnie po własnym kraju w helikopterach pożyczonych mu przez Wenezuelę i pilotowanych przez wenezuelskie załogi, gdyż się twierdzi w La Paz, nie ma zaufania do żołnierzy własnej armii.

Ten brak zaufania to zresztą powszechna cecha wśród rewolucyjnych przywódców w regionie. W Wenezueli Chávez także nie do końca jest pewien poparcia wśród swych mundurowych i już od kilku lat jego bezpośrednimi ochroniarzami są agenci wypożyczeniu mu przez Kubę. Kto ochrania braci Castro nie wiem...

Ale wróćmy do Boliwii. Te ostatnie negocjacje między La Paz i Moskwą zwróciły też moją uwagę na coś co niestety także coraz bardziej charakteryzuje boliwariańskie reżimy w Ameryce Południowej – niedorzeczny bełkot rządowych środków masowego przekazu.

Oficjalne informacyjne tuby tych państw, zdecydowanie przedkładające bezkrytyczną lojalność (żeby nie powiedzieć wręcz lizodupstwo) nad kompetencję zatrudnianych dziennikarzy, co rusz produkują takie newsy, że choć trochę myślący i wykształcony człowiek z niedowierzaniem przeciera oczy.

O wenezuelskiej państwowej i, co więcej, ponoć edukacyjnej telewizji, w której mówi się że Hitler jeszcze w latach 70-tych rządził Niemcami już kiedyś pisałem. Teraz kolej na rządową Boliwijską Agencję Informacyjną, której „dziennikarze” najwyraźniej przeoczyli upadek ZSRR. Bo oto co napisali o opisanych przeze mnie rodzących się, strategicznych porozumieniach z Moskwą:

ABI: BOLIVIA-RUSIA
Bolivia gestiona crédito ruso para adquirir moderno avión presidencial y modernizar FFAA

La Paz, 4 ago (ABI).- El ministro de Defensa, Walker San Miguel y el embajador de Rusia en Bolivia, Leonid Golubev, informaron el martes las gestiones que inició el Gobierno boliviano para lograr un crédito ruso de más de 100 millones de dólares para adquirir un flamante avión presidencial y modernizar las Fuerzas Armadas.
"El Gobierno boliviano está enviando mediante nota oficial a su par de Rusia, la solicitud oficial del crédito para que luego de la respuesta, se trabaje en definir los límites de la deuda y plazos de pago", informó el Ministro de Defensa boliviano.
Explicó que el crédito estará destinado a comprar un avión Antonof de fabricación soviética, que tiene un valor de 30 millones de dólares, con tecnología de punta, que incluye comunicación satelital, sala de reuniones y otros detalles para uso del Jefe de Estado.
San Miguel anunció que el crédito servirá también para renovar material bélico de las Fuerzas Armadas bolivianas que en muchos casos ya esta vetusto y desactualizado.
"No se trata de carrera armamentista, sino de renovar el material bélico vetusto de las Fuerzas Armadas y la dotación de un parque aéreos, entre naves y helicópteros, para casos de desastres naturales y lucha contra el narcotráfico", remarcó.
Además de unidades de transporte terrestre, fluvial e incluso la posibilidad de un radar para fortalecer la lucha contra el narcotráfico.
San Miguel insistió que "no es parte de la política exterior ni la característica de Bolivia, una carrera armamentista o una amenaza para algún país, por el contrario lo único que se hace es reponer material que data de hace más de 10 años".
Por otra parte, reveló que la fábrica de aviones rusos Antonov estudia la posibilidad de instalar un centro de mantenimiento de aeronaves en Bolivia, para el mantenimiento de aviones comerciales que operan en Sudamérica.
Reconoció que el crédito necesariamente deber ser aprobado por el Congreso y si no la hace hasta fin de año, será la Asamblea Legislativa Plurinacional la que dará luz verde a la asistencia logística y militar rusa.
Por su parte, el embajador de la Federación de Rusia, Golubev, dijo que su país dispone de mucho material militar de diverso tipo que será transferido a Bolivia de acuerdo a las necesidades de sus Fuerzas Armadas.
"Nosotros en el cumplimiento de ese crédito que nos oficializan, cooperaremos al Gobierno del presidente Morales para satisfacer la necesidades de las Fuerzas Armadas. Es muy importante porque cuando un país tiene un buen ejército siempre sirve para conserva la paz", aseguró el diplomático.
dea/rsl

Dla tych co nie znają hiszpańskiego - oficjalny głos rządu Moralesa twierdzi, że nowym prezydenckim samolotem będzie „sowiecki Antonov”. Albo Antonof, bo nawet ortografii nie są pewni.


Autor tej depeszy kształcić się chyba musiał w Moskwie (albo na Kubie) i to dobrych kilka dekad temu. Bo nie dość, że nie ma już od dość dawna radzieckich przedsiębiorstw, to w dodatku rosyjscy przywódcy już jakiś czas temu przestali wsiadać do Antonowów. I Rosja takich samolotów Boliwii na pewno nie sprzeda. Chociażby dlatego, że Antonow to firma... ukraińska.

Na szczęście boliwijscy korespondenci hiszpańskiej agencji EFE byli bardziej dociekliwi i to dopiero z ich relacji dowiedziałem się, że Morales tak naptawdę zamierza kupić nie antonowa, ale rosyjskiego iła-96...


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , .

20:55, tierralatina , Boliwia
Link Komentarze (5) »