| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

BloGalaxia

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Ostatnio mam nowe hobby - codzienna lektura depesz reżimowej Wenezuelskiej Agencji Prasowej. Tak wzorowego dziennikarskiego wazeliniarstwa ze świeczką szukać. Nigdy ani słowa krytyki i zawsze o prezydencie z atencją i czołobitnością.

Piszący te ich teksty żyją chyba w jakiejś zamkniętej komunie i nigdy nie mają kontaktu z wenezuelską rzeczywistością - z ich depesz wyłania się kraj mlekiem i miodem płynący, w którym prezydent osobiście i natychmiast rozwiązuje każdy problem z jakim czasem, ale oczywiście coraz rzadziej, skonfrontowany może zostać Wenezuelczyk.

Jeszcze lepsze są depesze ze świata. Tam wszędzie kryzys, manifestacje i łamania praw człowieka, a zwłaszcza robotnika (to taki specjalny, lepszy człowiek). Ludzie są tam zazwyczaj nieszczęśliwi i marzą, że w końcu - tak jak Wenezuelczyków - uwolni i uszczęśliwi ich rewolucja. Na szczęście ta obejmuje coraz większe połacie naszego globu. Rośnie lista zaprzyjaźnionych państw, których liderzy podążają tą samą co Hugo Chavez drogą. Gdzie też wszyscy są szczęśliwi. Taka Białoruś na przykład... Wenezuelska Agencja Prasowa zapewnia dzisiaj od rana:

Prezydent Łukaszenko, dzięki masowemu ludowemu poparciu, zbliża się ku kolejnemu wyborczemu zwycięstwu. Wstępne wyniki wskazują, że - dzięki masowo docenianej przez obywateli polityce zachowywania i rozwoju zdobyczy Związku Radzieckiego - zdobył niemal 90 proc. głosów. Pokonana opozycja, jeszcze zanim zostały ogłoszone te wyniki, zaczęła insynuować oszustwo, zapominając, że proces wyborczy był ściśle monitorowany przez blisko 800 zagranicznych obserwatorów. Prezydent był zmuszony wysłać policję aby zapewniła spokój i bezpieczeństwo obywateli wobec zapowiedzi zwoływania nielegalnych demonstracji przez środowiska związane z pokonanymi kandydatami.

Prezydent Łukaszenko, mimo niustannych ataków ze strony zachodnich mocarstw, stoi na czele Białorusi od 1994 roku. Dzięki jego polityce gospodarka tego kraju rozwija się dynamicznie i ma ono jednen najniższych wskaźników bezrobocia na świecie. Tylko 7 proc. jego mieszkańców uważać można za biednych.

 

Oczywiście ani słowa o aresztowaniach, czy pobiciach opozycyjnych kandydatów. Jednego z depesz AVN nie mogę się tylko dowiedzieć - gdzie jest lepiej? We wspaniałej Białorusi Łukaszenki, czy może jednak w rajskiej Wenezueli Hugo Chaveza. No i gdzie ona jest, bo jakoś w Caracas jej nie mogę, choć szukam, znaleźć. Ale gdzieś musi przecież być, skoro agencja, tym razem po angielsku, dumnie obwieszcza:

Venezuela guarantees job security while unemployment rises in Europe and the U.S.

Caracas, 17 Dic. AVN .- With the decree extending labor immobility one more year, announced on Thursday by President Hugo Chavez, Venezuela continues protecting workers, in contrast with the policies of the capitalist system implemented in Europe and the United States: increase of unemployment, reduction of wages and higher barriers to access to pensions.

This was highlighted on Friday by the Vice-president of the Comprehensive Social Development Committee of the National Assembly (AN), Deputy Oswaldo Vera, who is also a member of the National Coordination of the Bolivarian Socialist Force of Workers.

Vera pointed out that labor immobility has been a permanent policy of the Chávez government, which guarantees that workers who earn up to three minimum wages can not be fired without a justified cause.

If an employer falls into this illegality, the Ministry of People"s Power for Labor and Social Security, or labor tribunals, must take appropriate action for the reinstatement of affected workers.

Labor immobility has been in force in the country since 2002.

Meanwhile, as Vera said, unemployment is higher in Europe and the U.S.

Unemployment rate went up to 10.1 percent in the Eurozone in September, a higher figure in comparison with August. This is a record according to data released by Eurostat.

Since February, unemployment in Europe has been around 10 percent, the highest level since the creation of the Eurozone in 1999.

Meanwhile, unemployment rate in the United States reached 9.8 percent in November.

Już widzę te rzesze Europejczyków i Amerykanów jakie lada moment będą walić do Wenezueli na saksy. Zanim jednak kupicie bilet do Caracas to weźcie pod uwagę kilka, dziwnym trafem nie wymienionych w depeszy AVN, parametrów. Np. taki, że aktualna oficjalna pensja minimalna wynosi w Wenezueli równowartość 120 czarnorynkowych dolarów. Że Wenezuela jako jedyna na kontynencie znajduje się już drugi rok w recesji i ma jedną z największych inflacji na świecie. Nie wspominając już ani słowem o powszechnym tu bandytyźmie. Ani o tym, że Carlos, młody znajomy lekarz pracujący w państwowym szpitalu właśnie wczoraj mi się chwalił, że dostał pensję (190 USD) za... wrzesień! To całkiem nieźle, bo na początku roku opóźnienie było 6-miesięczne. Coś jeszcze? Ah, od kilku dni nie ma w sklepach mąki. Ale jest cukier, bo przedtem jego nie było!

wtorek, 30 listopada 2010

O jedną piosenkę za daleko? Założony w 1997 roku przez ówczesnych studentów Uniwersytetu w Hawanie zespół Moneda Dura przez wiele lat nie miał powodów do narzekania. Wręcz przeciwnie - jego teksty o miłości, czy codziennych kłopotach kubańskiej młodzieży zaskarbiły mu popularność nie tylko na rodzinnej wyspie, ale też poza jej granicami.

Reżim Castro doceniał, że Gil Nassiry Lugo i jego koledzy trzymają się z daleka od polityki i jeśli nawet czasem narzekali na socjalistyczną codzienność w swych tekstach, to robili to z humorem i dystansem. Dlatego zespół mógł bez problemów koncertować poza granicami Kuby, a jego piosenki puszczane były zarówno przez reżimowe media, jak i emigranckie rozgłośnie z Florydy.

Efekt tego był taki, że Moneda Dura stała się w pewnym momencie jednym z najpopularniejszych, a może nawet wręcz najpopularniejszym zespołem na Kubie.

Sytuacja ta uległa diametralnie zmianie w 2007 roku. Zespół przygotował wówczas piosenkę Mala Leche. Nie była to żadna frontalna krytyka castrowskiej dyktatury, ale trochę delikatnych drwin z wiecznych kłopotów z komunikacją publiczną na wyspie, z rosnących cen i kłopotów z elektrycznością...

Dla kubańskich władców było to jednak zbyt wiele. Piosenka, a wraz z nią zespół trafił na indeks. Z dnia na dzień skończyły się koncerty, zagraniczne wyjazdy. Zamknięto nawet oficjalną stronę internetową zespołu.

Ta artystyczna banicja trwa do dzisiaj. Moneda Dura musiała zejść do muzycznego podziemia.

Oto tekst, który tak podpadł kubańskim decydentom:

Las 4 de la tarde, la guagua que no llega
La gente que no para de hablar y que se desespera
Gotas de sudor que caen por mis ojeras
Te cuento de otro día normal

Las 6:45 me subo apretado
Revuelto por el mal olor que trae el tipo de al lado
La gente que te empuja todo el tiempo
Gente sin pena, otros que taladran fuerte en las orejas.
Somos una masa de grasa y acero

Somos como vacas que se apuran hasta el matadero
Somos las hormigas que van al agujero
Somos una braza de fuego

Y todavía me encuentro con gente que vive
Para ponérmela más mala
Gente que no habla, solo que te ladra
Gente que escupe las palabras
Si yo no te hago daño, no es pa' que te despeches
Si yo no te hago daño
¿Cuál es tu mala leche?

Ay! Pero dime qué te hice para que me toques las narices
Relájate y coopera la grasa en el cerebro no se opera
Oye no es para tanto, tus gritos ya me vienen estresando
Ay! Pero dime, dime, dime
¿Cuál es tu mala leche?

7 de la mañana desayuno despacio
Como si estuviera en un palacio
El barrio con su bulla
La luz que no ha venido
Hoy va a ser, sin duda, un día entretenido

Paso 15 minutos espiando a mi vecina
Yo que me enveneno y la muy zorra no me mira
La cuenta de la electricidad me está acabando
Pero qué voy a hacer si es que vivir me está matando

Ahora que tengo mi cerebro en coma
Ahora que el carro de mi vida está sin gomas
Ahora que estaba tan tranquilo con mis vicios
Ahora que todo sale cuando me encapricho
No traigo soluciones, no regalo sorpresas
Qué culpa tengo yo de tus dolores de cabeza

Si estamos en lo mismo, no te ofendas no te reprendas
Dale un chance a tu cerebro pa' que se distienda
Venimos de una estirpe única en el mundo
Si somos el calor que quema desde lo más profundo

Dime por qué no nos tratamos como hermanos
Me late el corazón cuando me dicen cubano.

wtorek, 28 września 2010

Boliwariańska Wenezuela wybrała nowe Zgromadzenie Narodowe. Demokratycznie. Choć ta demokracja jest mocno rewolucyjna. Demokratyczna opozycja otrzymała 51 proc. wyborczych głosów w kraju. Ale w parlamencie będzie miała zaledwie 40 proc.

Taki obrót sprawy możliwy stał się dzięki nowej, przygotowanej pod dyktando Hugo Cháveza, ordynacji wyborczej mieszającej system proporcjonalny z większościowym. Ordynacji łamiącej wenezuelską Konstytucję, która wyraźnie mówi o stosowaniu systemu większościowego.

No ale co tam Konstytucja, kiedy my tu rewolucję robimy?

 

Gdyby El Presidente nie majstrował przy ordynacji i szanował ustawę zasadniczą, to w nowym parlamencie, który swą kadencję rozpocznie w styczniu 2011 roku, demokratyczna opozycja miałaby 86 deputowanych, a rewolucjoniści 79. A tak opozycji pozostaje bycie parlamentarną mniejszością i satysfakcja, że poparła ją większość Wenezuelczyków. Zawsze coś.

poniedziałek, 13 września 2010

No niestety nie jest to milion na moim koncie. Nawet nie w dewaluujących się i coraz słabszych tzw. silnych boliwarach. Ale i tak powód do satysfakcji i radości jest - właśnie zauważyłem, że Podróż na Południe zarejestrowała jakiś czas temu milionowe odwiedziny...

Milion gości w pięć lat to chyba nie taki zły wynik, prawda?

Za wszystkie te wizyty, za pytania, komentarze pochwały i krytyki serdecznie Wam wszystkim dziękuję.

milion wizyt na Podróży na Południe

 

PS. Nie chcę niczego ponownie obiecywać, bo to nie tylko ode mnie zależy, ale pewnie niektórzy z Was już zauważyli, że Podróż na Południe powoli jest reanimowana...

wtorek, 07 września 2010

Tak przynajmniej twierdzą dziennikarze argentyńskiego tygodnika Noticias – ich zdaniem Nestor Kirchner, były prezydent, mąż aktualnej prezydent i prawdopodobny kandydat w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, otoczył się doradcami nie kryjącymi swej admiracji wobec, nie tyle ideologii wenezuelskiego prezydenta, co jego zdolności utrzymywania się przy władzy. Jeden z nich, politolog i – jak sam się określa – „były marksista” Ernesto Laclau otwarcie przyznał w rozmowie z tygodnikiem: „Potrzebne są slogany i symbole obnażające radykalny podział społeczeństwa, działania będące krystalizacją populizmu”.

Według tych kirchnerowskich zauszników jedyną szansą na sukces w przyszłorocznych wyborach prezydenckich jest doprowadzenie do jak największej polaryzacji argentyńskiego społeczeństwa, nieustanne wzniecanie wewnętrznych konfliktów i napięć i rozdrapywanie już zagojonych ran.

Proponowane metody są żywcem importowane z Wenezueli – okupowanie ulic przez zwolenników reżimu, przyzwolenie na działanie nierespektujących prawa bojówek, walka z prasą i Kościołem, kupowanie politycznych sojuszników, korupcja jako program lojalnościowy.

Nestor Kirchner jak Hugo Chavez

Metody to dość radykalne, ale i stawka przyszłorocznych wyborów jest – jak zauważa tygodnik – bardzo wysoka – zachowanie klanowej władzy, bądź... proces i więzienie. Kirchnerowie w ciągu ostatnich kilkunastu lat stali się z prowincjonalnych polityków, jedną z najbogatszych rodzin w Argentynie. Całkiem oficjalnie są właścicielami dziesiątek firm, nieruchomości i hoteli. W ostatniej deklaracji majątkowej sami oszacowali swój stan posiadania na ponad 8,5 miliona euro – suma, której w żaden sposób nie da się wytłumaczyć ich oficjalnymi zarobkami. I która nie obejmuje, oczywiście, dóbr oficjalnie należących do najbliższej rodziny, np. siostry Nestora (też w rządzie na ministerialnym stanowisku), oraz dwójki ich dorosłych już dzieci.

Zdaniem lokalnej prasy to wszystko , te zadeklarowane i oficjalne bogactwo, choć i tak niewytłumaczalne, to jednak tylko tylko czubek góry lodowej. Bo prawdziwe finansowe imperium Kirchnerów jest poukrywane za nazwiskami zaufanych i dyskretnych współpracowników, czy nazwami spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych. Eduardo Duhalde, poprzednik Nestora Kirchnera na prezydenckim fotelu i członek tej samej peronistycznej partii, zaapelował niedawno do Argentyńczyków o czujność, bo – jak się wyraził – „Kirchnerowie ukraść mogą nawet Casa Rosada”, czyli znajdujący się w centrum Buenos Aires pałac prezydencki...


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , .

piątek, 13 sierpnia 2010

Z cyklu Rewolucja Boliwariańska w liczbach:

W pierwszych 6 miesiącach tego roku, w stolicy Wenezueli, zamordowano 2177 osób. Oznacza to, że statystycznie ginie w tym mieście:

  • 365 osób każdego miesiąca
  • 12 osób każdego dnia
  • 1 osoba co dwie godziny

Wenezuela, rewolucyjny raj Hugo Cháveza, to oczywiście, nie samo Caracas. W 2009 roku w całym kraju z rąk przestępców zginęło 16047 osób. Mniej niż 5 proc. sprawców trafia przed sąd.

PS. Wszystkie dane pochodzą z raportu organizacji pozarządowej Observatorio Venezolano de Violencia. Rząd zaprzestał publikowania oficjalnych danych dotyczących przestępczości w 2004 roku.


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , .

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82