|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Piłkarskie gole jak ofiary dyktatury. W Argentynie.Populizm argentyńskich prezydentów ma bardzo długą i bogatą tradycję. Cristina Kirchner nie jest tu wyjątkiem, wręcz przeciwnie... Ale tym razem posunęła się w nim tak daleko, że wielu Argentyńczyków, przyzwyczajonych przecież do często absurdalnych deklaracji mających na celu zyskanie aplauzu głosujących mas, zastanawia się czy rzeczywiście nadal jest to populizm, czy też może już po prostu czysta głupota. Chodzi o piłkę nożną. Wspominałem niedawno o konflikcie w między skorumpowaną argentyńską federacją futbolową, a kodowanymi stacjami telewizyjnymi, który doprowadził do opóźnienia rozpoczęcia ligowego sezonu w tym kraju. Związek piłkarski, w obliczu perspektywy bankructwa kilku czołowych, ale od lat bardzo źle zarządzanych klubów, wstrzymał debiut rozgrywek, domagając się od płatnych kanałów znacznie większych opłat za prawa do transmisji, niż te które pierwotnie wynegocjowano. W Argentynie, gdzie futbol jest narodową religią, decyzja ta wywołała wrzenie wśród milionów kibiców. Hipotetyczna możliwość, że piłkarze wcale nie wyjdą w tym sezonie na boiska, stała się dla nich znacznie większym problemem niż rosnące ceny, korupcja państwowych przywódców, protesty producentów żywności, czy postępujący wzrost ubóstwa w kraju. Nie po raz pierwszy okazało się, że lud bardziej potrzebuje igrzysk niż chleba... No ale z pomocą przyszła pani prezydent. Cristina Kirchner zawarła porozumienie z czołowym piłkarskim mafiozem kraju szefem AFA, Julio Grondoną. Zgodnie z nim związek dostanie blisko 155 milionów dolarów, mecze transmitować zacznie bezpłatna, publiczna telewizja, a rząd nie wyda na to wszystko ani centa. Widzicie w tym jakieś sprzeczności? Tymczasem to właśnie kwintesencja argentyńskiego populizmu. Bo, zaklina się argentyńska prezydent, to w żadnym wypadku nie jest subsydiowanie przez państwo prywatnych firm jakimi są przecież kluby. Kirchner twierdzi, że to magiczna inwestycja, dzięki której Państwo nic nie wyda, ale będzie zarabiać krocie. „My niczego nie będziemy finansować. Piłka nożna jest wspaniałym biznesem. Zarobimy na tym pieniądze, które będziemy przeznaczać na inne, społeczne, cele.” – tłumaczy. Krytycy rządu jakoś nie mogą w to uwierzyć. I trudno im się dziwić, skoro rząd i AFA, zasłaniając się tajemnicą handlową, odmówiły ujawnienia pełnego tekstu zawartej umowy. Zaś argentyńscy medialni eksperci twierdzą wprost, że rząd bezczelnie i świadomie kłamie. A zachwalana przez panią prezydent „demokratyzacja futbolu” kosztować będzie argentyńskiego podatnika, tak naprawdę, olbrzymie pieniądze. Przede wszystkim państwowa telewizja ATC nie posiada obecnie sprzętu pozwalającego na przeprowadzanie piłkarskich transmisji. Będzie musiała go – za grube miliony dolarów - kupić, a także zatrudnić i wyszkolić dodatkowy personel. Póki co wynajmie go od... prywatnych, dotychczasowych nadawców. Wraz z ekipami . Także za grube pieniądze. Ale to nie wszystko – przeciwnie, to dopiero początek niekończących się wydatków. Zdaniem specjalistów od argentyńskiego rynku reklamowego, nie ma najmniejszych szans aby znaleźli się chętni na wykupienie tylu i tak drogich reklam, aby państwowej telewizji zwróciły się pieniądze zapłacone związkowi piłkarskiemu za prawo do transmisji. Podkreślają, że prywatni, kodowani nadawcy, którzy do tej pory transmitowali futbol, z reklam pokrywali jedynie 5 proc. swych kosztów. Reszta była z abonamentu. Tymczasem oni związkowi płacili o ponad połowę mniej (70 mln. USD). Przypominają także, że źle zarządzana telewizja ATC swymi nieustannymi kłopotami technicznymi, niewywiązywaniem się z umów i nierespektowaniem zawartych kontraktów zraziła do siebie, w ostatnich latach, prywatnych reklamodawców. W efekcie aż 80 proc. emitowanych obecnie przez tą telewizję spotów to... reklamy różnych rządowych akcji i programów. Cristina Kirchner mimo wszystko tryumfuje: „To historyczny dzień dla futbolu, piłkarskiej Federacji i Argentyńczyków, którzy w ten sposób otrzymują możliwość życia w bardziej sprawiedliwym i demokratycznym społeczeństwie. Bo przecież to nie jest dobrze, gdy mecze mogą oglądać jedynie ci, którzy mogą za to zapłacić!” – stwierdziła podczas uroczystej ceremonii, w trakcie której sam Maradona wręczył jej biało-niebieską koszulkę reprezentacji.
fot: Presidencia Argentina Czyli futbol prawem człowieka i obywatela, tak? A co z tymi co wolą, także przecież popularne w Argentynie, rugby? Albo polo? Dlaczego ich prawa nadal są łamane? Ok, żarty na bok. Bo jak dotąd to tylko dużo kosztujący, ale wyłącznie populizm. Teraz kolej na głupotę. Bo pani prezydent nie ograniczyła się do powyższego stwierdzenia. W trakcie tej samej imprezy dodała:
Prawda, że mocne? Argentyński lewicowy intelektualista i obrońca praw człowieka, Adolfo Pérez Esquivel, który za zaangażowanie w walkę z latynoamerykańskimi dyktaturami otrzymał, w 1980 roku, pokojową Nagrodę Nobla uznał słowa prezydent na „barbarzyństwo”. „Jestem oburzony. To co powiedziała pani prezydent to jakieś barbarzyństwo. Naprawdę, aby powiedzieć coś takiego, trzeba nie mieć pojęcia czym jest porwanie i zaginienie jakiejś osoby” – stwierdził w rozmowie z argentyńska agencją prasową DyN. A Adriana Clavo, jedna z czołowych działaczek Stowarzyszenia Byłych Zatrzymanych i Zaginionych dodała: „Pragnę przypomnieć, że dla wielu z nas, którzy byli przez wojskowy porwani , piłka nożna jest właśnie synonimem dyktatury. Podczas Mundialu w 1978 roku, do Wyższej Szkoly Mechaniki Marynarki Wojennej, której campus był największym w kraju tajnym więzieniem dla zaginionych, dochodziły odgłosy z niedalekiego stadionu. Podczas gdy nas torturowano, słyszeliśmy owacje z trybun. Porównywanie transmisji piłkarskich goli z rzeczywistym cierpieniem porwanych i zaginonych jest, ze strony prezydent, agresją wobec naszej pamięci.” Rzeczywiście, zorganizowane przez krwawy, wojskowy reżim generała Videli, piłkarskie Mistrzostwa Świata w 1978 roku były cyniczną próbą pokazania światu, że doniesienia o łamaniu praw człowieka w tym kraju były kłamstwem. Świat zobaczył doskonale wyreżyserowany przez generałów spektakl w którym cała Argentyna świetnie się bawiła i świętowała. Turniej tymczasem został poprzedzony bezprecedensową falą porwań, morderstw i zatrzymań w wykonaniu wojskowej junty. Należało odizolować wszystkich tych, którzy mogliby – nie daj Boże – zakłócić to „piękne piłkarskie święto”. No ale to już przeszłość. Porwań w Argentynie już nie będzie! Futbol jest wolny! Argentyna wraz z nim! – zapewnia Cristina Kirchner.
>Technorati tags: Argentyna, futbol, piłka nożna, polityka, populizm, historia, Cristina Kirchner. >Blogalaxia tags: Argentina, fútbol, política, populismo, historia, desaparecidos, Cristina Kirchner. niedziela, 23 sierpnia 2009, tierralatina
TrackBack
Komentarze
evita_duarte
2009/08/23 19:41:54
Szczerze chciałam coś napisać, ale po tych ostatnich linijkach zabrakło mi słów. Ta pani jest ignorantką, to najgorszy rodzaj ludzi...
2009/08/23 20:20:49
Porównanie w stylu polskich polityków.
Ta cała sprawa z transmitowaniem ligi na początku wyglądawała na patową i nie było widać rozwiązania. Wspominano chyba o pomocy od pani prezydent, ale to nie było nic pewnego. Aż tu nagle Kirchnerowa wyskoczyła z ogromną kasą (łącznie ponad 6 miliardów peso za 10 lat) i mówi, że po kłopocie i zaczęła triumfalnie ogłaszać skuces. Cieszyłem się z takiego obrotu sprawy, ale z drugiej strony podejrzewałem, że coś jest nie tak i wszystko poszło zbyt ławto jak na tak ogromny konflikt. Dzięki za ten wpis bo sam bardzo głęboko się w ten cały ambaras nie wciskałem :) Cóż, wydawało się, że gorzej niż było nie może być, ale wygląda na to, że w przyszłości ten balon pęknie z większym hukiem. Jak to się mówi, trzeba dawać wędkę, a nie rybę. A w tym przypadku argentyńskie kluby otrzymały wielką rybę, ale i tak kiedyś ją zjedzą i problem wróci :) Jeśli chodzi o ten mundial z 1978 roku to zawsze się zastanawiałem, jak odbył sie on bez wielkich afer. To smutne, że junta wszytsko dokładnie zakamuflowała, ale z drugiej strony nikt nie chciał się patrzeć na to, co dzieje się poza stadionami. Jedyny incydent zdarzył się, gdy Menotti, selekcjoner Argentyny, po zdobyciu mistrzostwa nie podał Videli ręki. Z jednej strony był to wielki sukces argentyńskiej piłki (wyczekiwany od IO w 1928r.), ale też jeszcze większy triumf propagandy wojskowej, która zapewne maczała palce w przekupstwie peruwiańskiej reprezentacji, aby Argentyna awansowała do finału. Pozdrawiam. 2009/08/24 08:03:52
Witki opadają. Ostatnio podobnego kalibru brednie spotyka się tylko w prasie rosyjskiej w związku z rocznicą wybuchu II Wojny Światowej, ale do tego zdążyliśmy się trochę przyzwyczaić - i wynika to z cynizmu, a nie spektakularnej głupoty. Zdążyłem w życiu poznać parę fajnych osób z Argentyny, życzę temu krajowi jak najlepiej i zastanawiam się, kiedy trafi im się wreszcie prezydent może nawet nudny, ale za którego nie będą się musieli wstydzić, a i żadnej klęski żywiołowej, ekonomicznej czy dyplomatycznej na łeb im nie ściągnie.
A propos mundialu '78 - tak się złożyło, że akurat dzisiaj byłem po raz pierwszy w życiu na meksykańskim Plaza de Las Tres Culturas i usiłowałem sobie uświadomić, w jaki sposób niecałe dwa tygodnie po zmasakrowaniu studentów w stolicy własnego kraju można otwierać Igrzyska Olimpijskie. Ale teraz sobie uświadomiłem, że po prostu wpisali się w schemat. 2009/08/24 09:15:40
I jeszcze jedno - Tierra, ja dobrze pamiętam, że przy poście o piłce kopanej na Rapa Nui się odgrażałeś, że o piłce kopanej to teraz już długo ani słowa? ;)
Gość: bolo, 80.240.177.122
2009/08/24 12:03:25
Junta Videli to rzeczywiście czarna karta w historii tego kraju, ale czy euforia argentyńskich kibiców, których reprezentacja zdobywała u siebie w domu mistrzostwo świata, była "reżyserowana"?
2009/08/24 15:24:30
@Juru: Wiedzialem, ze ktos mi ta obietnice wypomni. Bylem pewien... :) Ale to przeciez nie jest wpis o futbolu. To o polityce, a futbol jest jedynie tlem.
@bolo: Sama euforia pewnie nie, ale juz to kto byl na tych trybunach - jak najbardziej tak. 2009/08/24 17:01:05
Jest takie madre polskie przyslowie - Kto z kim przestaje, takim sie staje. Kirchnerowie flirtuja z tym idiota Chavezem i sami idiocieja. Smutne.
Dobrze przynajmniej, ze najwyrazniej Argentynczycy sa troche madrzejsi od Wenezuelczykow i zaczynaja dostrzegac co sie swieci. I w czerwcowych wyborach pokazali Kirchnerom co o nich mysla. 2009/08/25 00:10:13
Chilijczyku najdroższy, czy mógłbyś pisać o czymś ciekawszym? ;)
Serdeczności! 2009/08/25 03:37:07
@sergiusz: :) Boisz sie, ze latynoska pilka do konca Ci zbrzydnie?
|