|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Najlepsze latynoskie miastaDla tych, którzy lubią rankingi, a także dla tych którzy ich nie lubią, ale chętnie je krytykują mam kolejną atrakcję. Amerykański turystyczny miesięcznik Travel + Leisure opublikował niedawno ranking najlepszych, z punktu widzenia turysty, miast na świecie. Napisałem o nim właśnie na Tierra Incógnita. Tam też znajdziecie informacje o metodologii i tym co było brane pod uwagę w ocenie miast. Jednat to co nas tutaj, na Podróży na Południe zainteresuje, jest to, że miesięcznik przygotował też regionalne klasyfikacje. Mamy więc ranking najlepszych miast w Latynoameryce (od Meksyku, po Argentyne i Chile). Oto on:
Muszę przyznać, że w znacznej mierze się z tym rankingiem zgadzam. Choć sam pewnie bym weń gdzieś wcisnął Santiago de Chile. Może w miejsce Veracruz? No a co z Limą? Przecież to gastronomiczna stolica kontynentu. No OK, Limę dałbym na 11 pozycji, bo przecież nie samym jedzeniem człowiek żyje... :) Dla amatorów Meksyku (państwa) jest jeszcze jeden podranking. Poświęcony wyłącznie temu państwu:
Jako, że Meksyk znam słabo tej klasyfikacji komentować nie będę. Ale jeśli ktoś czuje się wystarczająco kompetentny (Zwierz?), to zapraszam. Oryginalnie rankingi te opublikowane są odpowiednio tutaj i tutaj.
PS. Jakiś czas temu pisałem m.in. o rankingu komfortu życia w latynoskich miastach, oraz o korelacji między cenami i zarobkami w tychże. >Technorati tags: Ameryka Łacińska, turystyka, atrakcje, ranking, Travel + Leisure. poniedziałek, 20 lipca 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
2009/07/20 09:51:52
Wyjątkowo (bo bardzo rzadko zdarza się tak, że zgadzam się z jakimikolwiek rankingami - jestem skrajną indywidualistką, niewpisującą się w żadne szufladki) zgadzam się z tym rankingiem. Kocham Buenos Aires, z całym jego pięknem i brzydotą jednocześnie. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, a było to ponad 12 lat temu. Od tego czasu, za każdym razem, gdy moja stopa tam staje, to czuję się, jakby wróciła do domu, do swojego miejsca na Ziemi. Mam tam wielu przyjaciół, mam ulubione knajpki, ulubione uliczki, ulubione parki, ulubione księgarnie. Nie czuje się turystką w tym mieście i na szczęście nie jestem brana za turystkę (może ze względu na nieco południową urodę). Pozdrawiam wszystkich zakochanych w Buenos Aires.
Gość: rudzielec, 195.245.213.*
2009/07/20 11:13:59
umieszczenie Bogoty na 10 miejscu to skandal. zdecydowanie wywalilabym Cuzco na sam koniec listy za delikatnie mowiac "nachalno-agresywne" nastawienie do turystow ;)
2009/07/20 15:56:18
Recoleta zna moja opinie o BS AS. ostatnio o tym pisalem na blogu. za to chce mnie zlinczowac. ;)
zamiast Bs As wrzucilbym Bariloche + jego okolice, ktore ma duzo wiekszy potencjal. Co do Meksyku. Zfiesz mnie chyba zje zywcem, ale moja opinie o DF mozna rozniez znalezc na mym blogu :)) Obecnie mozna powiedziec, ze tam mieszkam i mam rowniez duzo przyjaciol, ale samo miasto zabija we mni chec do zycia, a rodzi przemoc i agresje :) ta sama opinie ma moj przyjaciel Piotrek, ktory rowniez obecnie tam mieszka. Acapulco mnie nie powala. Duzo bardziej podobaja mi sie male puebla, ktore maja atmosfere starego Meksyku i kolonialny styl. 2009/07/20 17:06:44
@antek: Jak widas sa gusta i gusciki. Bariloche, w ktorym kiedys spedzilem prawie dwa tygodnie jest dla mnie takim latynoskim Zakopanem: na maksa przereklamowane, super-snobistyczne, zbyt drogie i przede wszystkim NUDNE. Trasy narciarskie w okolicach tez do kitu. Zdecydowanie nie chce tam wrocic.
2009/07/20 17:50:40
no bo nie miales nikogo kto by cie poprowadzil :)
bariloche to tak zwany base camp. stad mozna zrobic wiele pieknych tras kayakowych: rio limay przez valle encantado czy na zachod, pieknymi jeziorami i rzekami w kierunku chile. trekkingi poprzez cztery "refugia". rejon frey czy valle encantado to raj wspinaczkowy. duzo tras rowerowych i raftingowych. i ty piszesz, ze jest NUDNE?! :)) 2009/07/20 18:29:48
@antek: zapominasz, że ranking powstał na podstawie opinii TURYSTÓW, a nie ekspatów/rezydentów/mieszkańców. siłą rzeczy pod uwagę brana była atrakcyjność 'na pierwszy (i kilka kolejnych) rzut oka', a nie warunki/standard życia. stąd też zapewne nasze różnice zdań w stosunku do df'u.
co do buenos... owszem, spodobało mi się, ale bez szaleństwa. za to byłem zachwycony (odradzanym przez znajomych) montevideo. fantastyczny prowincjonalny urok! 2009/07/20 18:35:23
@antek: Mowimy o rankingu atrakcyjnosci miast. Dla turystow. Najczesciej takich z rodzinami. O turystyce miejskiej. Nie o sportowej. Samo Bariloche jest nudne, przeklecie nudne.
Zreszta nawet gdyby o sportowej bylo, to w Andach jest cala masa fajniejszych (i tanszych) od Bariloche miejsc mogacych sluzyc za basecamp. Zaczynajac od Mendozy, przez Pucon i Futaleufu, po Punta Arenas. 2009/07/20 19:59:49
bueno...
@Zfiesz: co do DF to masz racje. inaczej sie odbiera to miast badac tam kilka dni, a inaczej mieszkajac. @tierralatina: zadne z tym miejsc co podales nie ma takiego miejsca jak frey czy valle encantado. :) pod wzgledem wspinaczki skalkowej nic go nie pobije. 2009/07/20 22:41:26
@antekwielki: Moze najwyzsza pora abys zdal sobie sprawe, ze wiekszosc ludzi jednak nie podrozuje po to aby sie wspinac, czy splywac pontonami. To o czym mowisz to turystyka bardzo niszowa. Na ten ranking zlozyly sie glosy ludzi ktorzy jada gdzies aby wypoczac po roku ciezkiej pracy, nadrobic stracony czas z rodzina. Mowiac po polsku - odchamic sie: pochodzic po muzeach, posiedziec w dobrych restauracjach, zajrzec do ciekawych galerii, pojsc do opery. Pod tym wzgledem rzeczywiscie Buenos Aires nie ma sobie rownych na tym kontynencie.
A Bariloche jest, tak jak napisal tierralatina, snobistyczna wydmuszka: nawet i ladna na powierzchni, ale strasznie pusta w srodku. Mialem to nieszczescie, ze dalem sie kiedys namowic przez znajomego na wypad tam na narty. Narty byly kiepskie, a i alternatyw specjalnych tez nie bylo. Juz takie Las Leñas jest znacznie lepsze. Nie mowiac o Valle Nevado w Chile. 2009/07/21 01:25:08
@minasgerais: doskonale sobie zdaje sprawe po co ludzie podrozuja.
zauwaz, ze wyrazam tylko swoja opinie. wiem, ze to co ja lubie, lubi maly procent ludzi. i bogu chwala za to. nie uwazam, zeby typowi turysci walesali sie po muzeach, bo wiekszosc z nich nie rozumie co w nich jest wystawione i nudza sie juz po przeczytaniu ulotki z mapka. przewodza plaze, restauracje i komercyjne kluby nocne, ktorych jest od cholery w europie. mlodziez uprawia tak zwany clubing i ich zycie w bs as nie rozni sie niczym od tego co robia np w londynie. pozostali poruszaja sie od plazy do plazy i po atrakcjach, do ktorych nie trzeba za dlugo maszerowac, a najlepiej jak sie podjedzie tam autobusem. tak jak i tierralatina wspominasz o nartach. zauwaz, ze ja w zadnym poscie nie pisze o ekstra narciarstwie w bariloche. bo uwazam, ze jest na tym samym poziomie co w ushuaia. czyli niskim. bariloche sciaga wielu wspianczy z calego swiata (mnostwo tu brazylijczykow, ktorzy uwielbiaja to miejsce, tak ze na to miasto mowi sie braziloche) i pomimo, ze jest to niszowy rynek, jest ich tu w sezonie od cholery. jezeli chodzi o potencjal turystyki outdoorowej, jest to miejsce z najwiekszym wyborem sportow ekstremalnych w argentynie. wszystko blisko i z doskonalym zapleczem. a ceny i wydmuchany charakter, to to samo masz w chwalonym cancun czy w recoleta w bs as. 2009/07/21 09:30:06
No dobra... już nie będę lansować mojego Buenos Aires (na razie), ale co powiecie o takiej małej mieścinie, chociaż ostatnio coraz więcej tam turystów, co się nazywa Colonia del Sacramento? Dla niezorientowanych, to małe miasteczko na urugwajskim wybrzeżu La Platy. Bardzo urokliwe, ciche, spokojne, malownicze, bardzo kolonialne.
2009/07/21 09:33:28
Aha, Bariloche też mi się nie podoba. Również mam podobne skojarzenia - argentyńskie Zakopane. Znacznie ciekawsza jest Ushuaia. Ale dawno tam nie byłam i nie wiem, czy przypadkiem napływ turystów nie zmienił już nieco atmosfery tej osady. Kiedyś rzeczywiście można było tam poczuć atmosferę "końca świata".
Gość: P5, 80.48.198.1*
2009/07/21 12:38:24
To i ja dorzucę dwa grosze, co do oceny Meksyku. Zwiedziłem tylko kika miast, z czego około 2 miesięcy przebywałem w DF i dla mnie jest na pewno nr.1, gdyz jest tam po porstu "wszystko dla wszystkich". Za to Zihuatanejo powinno być zaraz za nim. Nie duza miejscowosc, spokoj, lekko wiejski charakter, to byloby moje miejsce "na emeryture". I zupelnie nie porownywalbym go do zamerykanizowanego acapulco - z kąd wręcz uciekłem po 2 dniach, dla mnie wiele nie różni się od kurortu np. we Włoszech.
2009/07/21 12:52:17
colonia mnie urzekła! tak miłych, z punktu widzenia turysty, ludzi jeszcze nigdzie nie spotkałem!:-) mieszkaliśmy w jakimś absolutnie podrzędnym hoteliku, a trzech zmieniających się recepcjonistów stawało na głowach, żeby nam dogodzić. ale nie w jakiś upierdliwy sposób. tak zwyczajnie - po ludzku. najfajniejsza akcja były na pożegnanie. zeszliśmy do recepcji o 10:25 (check-out do 10:30) i pytam gościa czy nie wie, o której odjeżdża najbliższy autobus do montevideo. facet, że nie, ale zaraz się dowie. rzucił swoją robotę i dzwoni na informację. z gadki słyszę, że autobus jest o 10:30, więc zostało ze dwie minuty. kręcę do recepcjonisty głową, że nie... że następny. na co on grymasem mnie uspokaja, że wszystko gra i mówi do przedstawiciela linii, żeby poczekali z odjazdem, bo ma dwóch klientów. skończył. pytam więc, czy nie może zadzwonić po taksę, bo już jesteśmy spóźnieni. taksi? a po co? ja was zawiozę? i wiezie... i przeprasza, że w aucie bałagan, ale dopiero z pralni wrócił... na dworcu byliśmy z dziesięć minut po czasie. koleś prowadzi nas do odpowiedniej kasy (sami oczywiście dalibyśmy radę, ale poszukiwania zajęłyby nam kolejnych kilka minut;-) i mówi, że to na nas czekają. kupuję bilety, a recepcjonista... znika. ledwo zdążyłem krzyknąć 'dzięki!'. nic nie chciał, nie traktował przysługi jako okazji do napiwku... ot, po prostu chciał być miły! bezcenne;-) a w autobusie uśmiechy i zero fochów, że tylko na nas musieli czekać i że wyjeżdżamy 20 minut po czasie...
...i podobny klimat wszędzie, gdzie się nie pójdzie. nawet w budce z hot-dogami (najlepsze w południowej ameryce!:-) facet przepytał mnie z historii polski, żeby sobie pogadać w środku nocy, gdy klientów miał już niewielu... a samo miasteczko? słodkie... jakkolwiek kiczowato to brzmi. ale właśnie taka jest colonia. dawno nie widziałem takich zachodów słońca!;-) kilka znajdziecie tu: kolumber.pl/places/photos/1622624-Colonia%20del%20Sacramento 2009/07/21 13:13:00
Meksyk to państwo w państwie... Na turystycznym celowniku :)
2009/07/21 13:26:57
Colonia de Sarmiento jest rzeczywiscie miejscem pelnym uroku, ale nie ma szans znalezc sie kiedykolwiek w takim rankingu. To miejsce na jednodniowy, no moze weekendowy wypad (z Buenos, czy Montevideo), nie na dluzszy pobyt.
2009/07/21 14:55:28
@Recoleta: Ushuaia jest ciekawym miejscem do pobytu. na pewno mniej slodka niz krytykowane przez was bariloche :).
ja spedzilem tam 3 miesiace i bardzo milo wspominam ten pobyt. bede na ziemi ognistej w grudniu, wiec bede mogl cos wiecej napisac, jak jest obecnie. @Zfiesz: takiego podjescia do czlowieka jakiego ty doswiadczyles po drugiej stronie delata del plata, ja doswiadczylem w brazylii. tak milych i bezinteresowanych ludzi nie spotkalem w zadnyn innym kraju, no moze w irlandii i szkocji. :) @tierralatina: na swojej drodze spotkalem wielu ludzi, ktorzy do wypoczynku szukali takich miejsc jak colonia i potrafili spedzic tam tygodnie. ja po pobycie w glosnym i brudnym DF tez szukam wypoczynku w malych pueblach. 2009/07/21 16:52:02
@antek: Oczywiscie, ze sa. Sa tacy co tez tacy co wypoczywaja na wsi, a nawet tacy co zamykaja sie na urlopy w klasztorach. Ba sa nawet tacy, ktorzy lubia Barliloche! ;)
Niemniej turystyka jest bardzo dobrze zbadanym fenomenem i sa trzy glowne typy turystow: Najwiecej jest takich co wypoczywaja w tzw. resortach i jest im zupelnie obojetnie czy jest to np. Dominikana, czy Jamajka. Ba, niektorzy nawet nie wiedza do jakiego kraju jada, znaja tylko nazwe hotelu/osrodka. Wiekszosc nie opuszcza podczas wakacji jego terenu. Druga grupa to osoby lubiace wielkie miasta. Trzecia preferuje turystyke objazdowa (zorganizowana oczywiscie). Pozostali to turysci niszowi. Musze przyznac, ze z tych trzech duzych grup najbardziej identyfikuje sie wlasnie z ta druga. Bo ani wielkich hoteli, ani spedzania czasu w zorganizowanej grupie nie lubie. Ale rozumiem tych, ktorym to odpowiada. |
oczywiście absolutnym numerem jeden jest dla mnie miasto meksyk. po części to kwestia sentymentu (spędziłem tam jak na turystę dość dużo czasu i mam tam, jak na standardy latynoskie, rodzinę, czyli bardzo bliskich przyjaciół po naszemu;-), a po części niezaprzeczalnego faktu, że oferta miasta jest po prostu niewyobrażalnie bogata. przeszło setka muzeów - od standardowych po bardzo niszowe. pewnie kilka tysięcy noclegowni. gastronomia... ech... brak słów!:-) no i miasto samo w sobie jest po prostu piękne.
ale... miałem się ustosunkować do rankingu...
oaxaca - zaskakujące pierwsze miejsce. szczególnie, że ranking powstał na podstawie opinii, jakby nie było, 'burżujów'. oaxaca to raczej miejsce dla 'luzaków' i 'odlotowców' cudownie pachnące rewolucyjnym fermentem:-)
san miguel - w tym mieście mieszka chyba więcej emerytów z północy, niż rdzennych meksykanów. to chyba wiele wyjaśnia... ale miasteczko urocze! bez dwóch zdań! jedno z najlepiej zachowanych kolonialnych miast w meksyku.
meksyk - patrz wyżej;-)
veracruz - jeszcze nie byłem. wolałem pojechać do jalapy (stolicy stanu veracruz) i, zdaniem moich meksykańskich znajomych, był to wybór trafny.
meridy, cancun, zihuatanejo i puerto vallarta nie znam, bo to typowe kurorty. raczej nieprędko moja noga tam postanie. za to acapulco, było nie było, z tej samej półki, mi się podobało. ale to miasto ma więcej niż 40. lat (oki... merida też...:-)
guadalajara - wielu się nią zachwyca, uważając za najbardziej meksykańskie z meksykańskich miast. ja spędziłem tam tylko kilka dni i raczej się rozczarowałem i nie poleciłbym nikomu z czystym sumieniem;-)
cuernavaca - sprawa wygląda podobnie jak w przypadku san miguel. choć miasto zdecydowanie ciekawe.
na liście brakuje mi san cristobal de las casas (klimat podobny jak w oaxaca, tylko do zapatystów bliżej i sympatycznie zalatuje prowincją;-), guanajuato (po mieście meksyk moje najulubieńsze miasto; chciałbym tam osiąść na emeryturze;-) i taxco (srebrne miasto... i takąż pozycję powinno zajmować)
subiektywne refleksje na temat tych i kilku innych meksykańskich miast i miasteczek możecie znaleźć tu:
kolumber.pl/g/742-Meksyk...%20m%C3%B3j%20pierwszy%20raz
kolumber.pl/g/696-2000%20kilometr%C3%B3w%20Meksyku
kolumber.pl/g/1268-Mexico...%20en%20vivo!
!viva mexico cabrones!
pzdr
zwierz