BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Chcieli zabić Cháveza? Znowu?

Nie poleciałem na inwestyturę nowego prezydenta Salwadoru, Mauricio Funesa, bo szykowano tam na mnie zamach” – oświadczył niespodziewanie wenezuelski prezydent Hugo Chávez. „Plan był taki, że miano wystrzelić kilka rakiet do samolotu kubańskich linii lotniczych, który miał mnie zabrać z Caracas do San Salvador. Ataku miano dokonać przy lądowaniu. Nie mamy co do tego najmniejszych wątpliwości” – tłumaczył w wenezuelskiej telewizji prezydent, dodając że zamach planowali „ludzie Luisa Posady Carrilesa”.

Luis Posada Carriles to już ponad 80-letni, urodzony na Kubie, Wenezuelczyk. Były agent CIA i radykalny przeciwnik Castro, który w swej nienawiści do niego posunął się tak daleko, że rzeczywiście brał udział w przygotowaniu wielu antykubańskich zamachów terrorystycznych, w tym – w 1976 roku - podłożenia bomby w lecącym z Barbados do Jamajki samolocie kubańskich linii lotniczych Cubana. Zginęło wówczas 76 osób.

Posada Carriles wielokrotnie w swym życiu był oskarżany, sądzony, skazywany i więziony. Kilka razy obejmowała go amnestia, innym razem udawało mu się zza kratek uciec. Obecnie przebywa w Stanach Zjednoczonych w domowym areszcie i od 4 lat walczy już nie z Fidelem Castro, ale rakiem skóry. Mimo to Wenezuela i Kuba nieustannie domagają się jego ekstradycji, a USA równie konsekwentnie jej odmawiają, tłumacząc że w żadnym z tych krajów nie miałby szansy na uczciwy proces, czy odpowiednie do jego wieku i stanu traktowanie w więzieniu.

Wróćmy jednak do Cháveza i najnowszej próby zamachu. Czy rzeczywiście w San Salvador 1 czerwca czyhano na jego życie? Być może, choć jest to raczej bardzo mało prawdopodobne. Domniemane próby zabójstwa są bowiem jednym z ulubionych leitmotiwów wenezuelskiego władcy, używanych prawdopodobnie w celu odwrócenia uwagi Wenezuelczyków od innych problemów. A może będących przejawem niewątpliwej megalomanii Hugo Cháveza.

Naprawdę nie przesadzę jeśli napiszę, że Chavéz mówi o kolejnym, cudem udaremnionym zamachu na swoją osobę przynajmniej raz w miesiącu. Wenezuelczycy, nawet ci popierający prezydenta, już dawno przestali emocjonować się tymi rewelacjami. Jak mówi mój wenezuelski znajomy, gdyby chociaż połowa z tych zamachów była szykowana naprawdę, to Chávez już dawno by nie żył. Bo w końcu musiałoby się komuś udać – kwestia prawdopodobieństwa.

Choć fakt, że domiemani zamachowcy to czasami zupełni amatorzy. Z tego co sobie przypominam to tylko w ostatnich miesiącach na liście wskazywanych przez prezydenta domniemanych spiskowców-zamachowców zanaleźli się arcybiskup Méridy, Baltazar Porras; Miguel Henrique Otero – właściciel największego, opozycyjnego dziennika El Nacional; grupa najemników z Dominikany pod przywódctwem Francuzo-Szwajcara; redakcja CNN; bliżej niezidentyfikowani dyplomaci kapitalistycznych państw; wysocy oficerowie wenezuelskiej armii; grupa właścicieli firm budowlanych; etc.

Prezydent publicznie oskarża, mówi że ma dowody i... na tym najczęściej się kończy. Wielu wskazanych niedoszłych zamachowców nigdy nie jest w tej sprawie zatrzymywanych, ani przesłuchiwanych. Inni bywają spektakularnie zaaresztowani, lecz po kilku tygodniach, czy miesiącach po cichu wypuszczeni. Tak było chociażby z częścią aresztowanych w ubiegłym roku wenezuelskich wojskowych. Których niby zdemaskował, tuż przed wyborami w których ubiegał się o fotel gubernatora, jeden z najbardziej zaufanych „dziennikarzy” Cháveza.

Wracając do inwestytury salwadorskiego prezydenta i związanej z nią, odwołanej wycieczki – tamtejszy ustępujący minister ds. bezpieczeństwa, René Figueora, który był odpowiedzialny za bezpieczeństwo podczas ceremonii przekazania władzy stwierdził bez ogródek: „Nic mi nie wiadomo, o jakichkolwiek planach zamachu na wenzuelskiego prezydenta. Dowiedzieliśmy się o niej z jego wystapienia w wenezuelskiej telewizji. Przeciwnie – wydaje się nam, że to nieudolna próba usprawiedliwenia nieobecności, mimo że tutaj było wszystko gotowe na jego przybycie”.

Następnego dnia, już po przekazaniu władzy, nowy minister ds. bezpieczeństwa lewicowego rządu prezydenta Funesa, Manuel Melgar, próbował jakoś uwiarygodnić wersję głowy zaprzyjaźnionej, bądź co bądź, Wenezueli. Jednak – sami chyba przyznacie – niezbyt mu to wyszło: „Wiedzieliśmy o pewnych, nazwijmy to ruchach, dość dziwnych, o informacjach które nie dawały pełnej gwarancji, że minimum bezpieczeństwa obecności Cháveza zostanie zapewnione”. Przyparty do muru przez dziennikarzy dodał: „Decyzję o odwołaniu decyzji podjął prezydent Chávez na podstawie informacji, które zdobyli Wenezuelczycy im dostępnymi mechanizmami. My dowiedzieliśmy się o wszystkim od nich”.

Najbardziej w tym wszystkim prawdopodbna wydaje się analiza salwadorskiego politologa, Rafaela Barazy, który zauważył że decyzja o anulacji wizyty została podjęta w ostatniej chwili, gdy znana już była treść inauguracyjnego wystąpienia nowego prezydenta Salwadoru. Otóż Mauricio Funes powtarzał w nim kilkakrotnie, że jego rząd za najważniejszych zagranicznych partnerów będzie chciał mieć Brazylijczyka Inacio Lulę da Silvę i – o zgrozo! – Baracka Obamę. O Chávezie, czy Wenezueli w przemówieniu nie było ani słowa. „Nieobecność wenezuelskiego prezydenta podczas uroczystości była na rękę zarówno Chávezowi, jak i Funesowi” – uważa Baraza.

Obserwatorzy zauważyli także, że swą obecność na inwestyturze nowego prezydenta Salwadoru anulował w ostatniej chwili najwierniejszy uczeń Cháveza – prezydent Boliwii, Evo Morales. I że przyleciał natomiast, w zastępstwie wenzuelskiej głowy państwa, jego szef dyplomacji Nicolas Maduro. I wcale nie towarzyszyły mi, żadne zwiększone środki bezpieczeństwa.

Resumując – nie twierdzę, że nie ma ludzi którym się nie marzy zamordowanie aktualnego prezydenta Wenezueli. Ale jestem przekonany, że nie próbują tego robić tak często, jak często mówi o tym sam zainteresowany.

P.S. Na Tierra Incógnita pojawiła się notka związana z katastrofą samolotu Air France nad Atlantykiem.


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags:
, , , , , , .

środa, 03 czerwca 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: , aix208.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/03 19:11:26
dopiero odkrylem tego bloga, ale jestem pod wrazeniem - masz nowego stałego czytelnika :]
-
2009/06/03 22:46:15
Właśnie dlatego irytuje mnie hipokryzja rządu Stanów Zjednoczonych. Mam na myśli kwestię Luisa Posady, który jest klasycznym przykładem terrorysty.
Doskonale jest to omówione w filmie "638 ways to kill castro".
A najbardziej wkurza mnie "niby humanitarnosc" narodów, że mordercy w wiezieniach maja byc traktowani dobrze.
Jezu, przeciez to jest jakas paranoja!
Znajomy niedawno wyszedl z wiezienia (byl niewinny ale przesiedzial tam miesiac). opowiadal mi historie, takie ze cholera bierze.
uff, bede musial napisac cos o tym na blogu, bo znowu mi podniosles cisnienie! ;)
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/06/04 09:07:21
antek: ale Posada jest tym dobrym terrorystą...
A propos, wiadomo coś więcej o udaremnionym zamachu na Moralesa, który miała zorganizować ta malownicza ekipa?
-
Gość: , lda009.lul.se
2009/06/04 11:12:34
Biorac pod uwage ilosc nieudanych zamachow na Castro nie ma sie co dziwic ,ze przywodca Wenezueli dmucha na zimne.Co by nie mowic jest z pewnoscia na celowniku.Zaklamanie swiata polityki jest nieprawdopodobne.Prawo Kalego wiecznie zywe.
-
2009/06/04 17:24:51
Niewiarygodne jest jakim bufonem i pajacem jest ten Chavez. Jak to jest, ze ludzie oddaja swoj los w rece takich idiotow? I nie mam na mysli tylko Wenezueli. Takze, chociazby, nasz kraj.
-
2009/06/09 09:18:58
@lul.se (tartaczek?) - wybacz, ale jest zasadnicza roznica miedzy dmuchaniem na zimne, a nieustannym, bezkarnym oskarzaniem przez prezydenta przeciwnikow politycznych o jedno z najpowazniejszych przestepstw.

@bolo: jak dla mnie, w przeciwienstwie np. do Chaveza, sa tylko terrorysci. Kropka. Nie ma dobrych terrorystow, tak samo jak nie ma dobrych dyktatorow.
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/06/10 12:08:33
tierra: dotyczy to też Piłsudskiego sprzed I wojny?:)