|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Jak nie zostałem dealerem narkotykówNo i z nowu z bliska poczułem oddech boliwariańskiej rewolucji, na własnej skórze przekonałem się o „moralności i światłości” państwowego aparatu Hugo Cháveza. Choć tym razem to nie był już w sumie oddech. Tym razem boliwariańska rewolucja wbiła mi w kark swe ostre zęby i zassała trochę krwi, takiej zielonej, imperialistycznej... Niemal od razu wiedziałem, że się to skończy dzisiaj jakąś „przygodą”... Złe przeczucia pojawiły się, gdy tylko zobaczyłem, że powoli mijający mnie policyjny motor, charakterystyczna niebieska yamacha, nie ma tablicy rejestracyjnej. Choć to w Wenezueli już od ponad dwóch lat teoretycznie surowo zabronione, wciąż – zwłaszcza w Caracas – regularnie się widuje policyjne motocykle bez żadnych charakterystcznych numerów. Na dwukołowcu, jak to często bywa, jechało dwóch mundurowach. Ten siedzący z tyłu dość nonszalancko opierający, trzymaną lufą do góry, długą broń na swym udzie, wyraźnie się obejrzał, po czym zaczął gadać z kierowcą. Ja też od razu odruchowo zerknąłem za siebie – zmoczona poranna ulewą uliczka, choć znajdująca się w samym centrum miasta, była zupełnie pusta. Typowy, leniwy, niedzielny poranek... Policjalnci przejechali jeszcze jakieś może jakieś 60 metrów, po czym – utwierdzając mnie w mych złych przeczuciach – powoli zawrócili. Po chwili byli tuż kolo mnie. Cudzoziemiec? – zapytał się kierowca. Potwierdziłem skinieniem głowy. Mówisz po hiszpańsku? Mówię – odpowiedziałem. No to dokumenciki porosimy – zapowiedział, schodząc ze swego pojazdu. No to się zaraz zacznie – pomyślałem. Nawet nie ze strachem, raczej z taką przekorną ciekawością: Ciekawe do czego będą próbowali się tym razem doczepić? Policja w Wenezueli kontrolowała mnie już bowiem wiele razy i – szczególnie ta w Caracas - niemal zawsze próbowała wyciągnąć jakieś, zupełnie się im nie należące pieniądze. A to za brak karty granicznej (której na większości przejść granicznych wcale się nie otrzymuje), a to za niewyraźną pieczątke w paszporcie (jakby to była moja wina), czy nawet za brak szczepienia na żółtą febrę (które wcale w Wenezueli nie jest obowiązkowe). Nigdy się jednak nie dałem oskubać i zazwyczaj tekst w stylu „zapłacę, ale wpierw zadzwonię do mojego konsulatu”, szybko kończył kontrolę i anulował wszelkie roszczenia. Dzisiejsi policjanci nie byli bynajmniej gburowaci. Ten który ze mną rozmawiał był wręcz sympatyczny i uśmiechnięty. Obaj w okularach przeciwsłonecznych Oakley, pewnie podróbkach. Żaden nie mał kasku. Ten z długą lufą chyba się naoglądał Rambo, bo na głowie miał bandanę zawiązaną w identyczny sposób, w jaki w swych filmach robił to Sylvester Stallone. Z jakiego kraju jesteś? – zapytał się kierowca, gdy podałem mu paszport. Z Polski. Polska to w Europie, prawda? – upewnił się. Potwierdziłem, co miałem zrobić. Dalej był standard. Gdy nie wypatrzył w paszporcie niczego, do czego mógłby się przyczepić, kazał wypróżnic wszystkie kieszenie. Wiele w nich nie miałem. Scyzoryk, kartę pamięci do aparatu, kilka monet, portfel. To wszystko? -Tak, to wszystko.- A co w torbie na ramieniu? -Apatat i dzisiejsza gazeta.- Wyjmij. Grzecznie wszystko wyłożyłem na murku. Sprawdź portfel – po raz pierwszy odezwał się ten z długą bronią, stojący bardziej z tyłu, blisko motocykla, którego silnik nadal pracował. Sympatyczny wziął mój portfel i zaczął egzaminować jego zawartość. No popatrz, popatrz co my tu mamy! Dolary! – zakomunikował, chyba bardziej swemu kompanowi, niż mnie, bo ja przecież wiem co mam w portfelu. I w tym momencie wydarzyło się coś, co mnie naprawdę zaskoczyło. I to mimo, że dobrze wiem iż rewolucyjna Wenezuela przeżarta jest przez korupcję, a policja to wyjątkowo zdemoralizowany i rozzuchwalony organ tej rewolucji. Otóż policjant pewnym gestem i nie tracąc uśmiechu na twarzy wyjął z mojego portfela wszystkie dolary i wsadził je sobie do kieszeni. Po czym oddał portfel i zakomunikował, że moge zabrać swoje rzeczy i iść. Zatkało mnie. Przez kilka chwil nie mogłem wydusić ani słowa, co – takie odniosłem wrażenie – policjantów najzwyczajniej w świecie rozbawiło. W końcu jednak przemówiłem jakimś idiotycznym tekstem w stylu: Ale tak się nie robi, wy po prostu mnie okradacie... Po czym dodałem, że złożę skargę. Zupełnie to na moich mundurowych złodziejach nie zrobiło wrażenia. Ciesz się, że ci aparatu nie bierzemy – zakomunikował ten stojący tuż obok mnie. A ten z tyłu, wyraźnie uhahany, wyjął z kieszeni plastikową saszetkę z białym proszkiem i pokazując mi ją pocieszył: no i podziękuj nam, że na przykład tego u ciebie nie znaleźliśmy... To już średnio było śmieszne. Przynajmniej dla mnie. Nie wiem, czy w plastiku była mąka, czy cukier puder, czy też rzeczywiście to, na co miało wygłądać. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Bo nagle zdałem sobie sprawę jak człowiek jest absolutnie bezbronny wobec tak zdemoralizowanego aparatu policyjnego. Przecież rzeczywiście mogliby mnie w tej chwili aresztować, dołożyć do moich rzeczy saszetkę z białym proszkiem i – jeśli rzeczywiście była w nim kokaina – miałbym niemal pewne, kilkuletnie wakacje na koszt rządu pana Cháveza... Niestety w ośrodku wczasowym o dość paskudym standardzie. I do tego bardzo przeludnionym. Na moje szczęście funkcjonariusze zadowolili się dolarami, było ich ok. 150., i zanim, trzęsącymi się już rękoma, pozbierałem swoje rzeczy z murku, motor z rykiem odjechał. Któryś z nich na odjezdne zdążył pożyczyć mi jeszcze miłej niedzieli... I co mam teraz zrobić? Zgłosić? Tylko po co? Z doświadczeń znajomych, którzy już stali się ofiarami wenezuelskich policjantów-złodziei, wiem że to kiludniowa procedura. I która w dodatku przewiduje odwiedziny na komisariacie, na rewirze którego doszło do zdarzenia i wertowanie kartotek ze zdjęciami mundurowach. I co? Mam potem w twarz powiedzieć takiemu: to ty mnie okradłeś? On pewnie powie, że mnie pierwszy raz na oczy widzi i na tym sie skończy. W najlepszym razie. Nie wiem nawet jak ci policjanci się nazywali. Bo choć na każdym policyjnym mundurze wyszyte jest nazwisko jego właściciela, ja go dzisiaj dojrzeć nie mogłem. Bo obaj, jak ostatnio wielu stołecznych funkcjonariuszy, na mundur mieli nałożone jaskrawo-zółte kamizeliki z napisem „Caracas Segura” na plecach i logo Ministerstwa Władzy Ludowej ds. Spraw Wewnętrznych i Sprawiedliwości na piersi.. To „Bezpieczne Caracas” to specjalny rządowy plan poprawy bezpieczeństwa w stolicy. Przekonałem się dzisiaj jak bardzo skuteczny...
>Technorati tags: Wenezuela, Caracas, przestępczość, korupcja, policja, turystyka. niedziela, 03 maja 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Jak trwoga to do... konsula
z Podróż na Południe
Ważna informacja dla wszystkich wybierających się do Wenezueli. Jako, że nie da się ukryć iż w tym kraju ryzyko zostania napadniętym lub i okradzionym, w tym także przez służby mundurowe , jest wyższe niż w większości państw regionu, Konsulat RP w ... » Wysłany 2009/05/26 20:19:34
Rewolucja w Wenezueli! Naprawdę!
z Podróż na Południe
Słowo daję, rewolucja! I bynajmniej nie mam namyśli tego pseudosocjalistycznego błota, w którym z lubością, od ponad 12 lat, tapla swych poddanych Hugon Chávez Frías . Prawdziwa rewolucja rozpoczęła się na wenezuelskich drogach! Poinformował o niej, ... » Wysłany 2011/05/30 09:00:47
Komentarze
Gość: deratyzator, ip-77-25-82-97.web.vodafone.de
2009/05/04 07:24:54
A moze to przebierancy jacys byli?
2009/05/04 07:41:53
@deratyzator: Nie slyszalem jeszcze o falszywych policjantach w Wenezueli. Zreszta ci mieli wszystkie atrybuty policji: od mundurow, przez uzbrojenie, trzeszczaca krotkofalowke, po charakterystyczny motor. Na takich niebieskich yamahach z logiem policji jezdza tylko oni. Wiec nie mam najmnieszych podstaw aby twierdzic, ze nie byli to prawdziwi policjanci. Zreszta fakt, ze stalo sie to w bialy dzien w samym centrum stolicy tez swiadczy swoje.
2009/05/04 09:42:29
Noz w kieszeni sie otwiera. No ale przeciez wszyscy wiemy, ze to jedynie jednostki, zapewne agenci CIA, ktorzy chca w ten sposob zdyskredytowac osiagniecia rewolucji!
2009/05/04 11:52:12
coz w takiej sytuacji nalezy sie cieszyc, ze tylko na kradzierzy sie skonczylo, a w przyszlosci nie nosic duzej kasy w portfel.
pozdrawiam
Gość: Garnek z Neolitu, 85.189.148.19*
2009/05/04 15:22:43
Raz po raz w brytyjskich newsach pokazuja takie przypadki (zazwyczaj policjant kontrolujacy Czarnego obywatela wysp naduzywa swojej wladzy). Sposobem na takich gliniarzy jest to nagranie sytuacji na komorke (czy ipoda) (czasem wszystko obseruja tez kamery CCTV ale watpie zeby je w Caracas mieli).
Trza ich nagrywac bo inaczej to twoje slowo przeci ichniemu.
Gość: buendia, avf82.internetdsl.tpnet.pl
2009/05/04 16:45:53
ależ zachęcająca do odwiedzania Caracas historia... fiu fiu fiu
2009/05/04 17:54:50
Oni tu wszyscy kradna. Jeszcze do niedawna liczyc mozna bylo na wojskowa Gwardie Narodowa, ktora miala wyzszy poziom moralnosci. Ale to tez sie skonczylo. Tez juz kradna zupelnie sie tego nie wstydzac i nie bojac konsekwencji. Bo wiedza, ze ich przelozeni tez kradna.
Mojemu synowi GN ukradla ostatnio z samochodu telefon komorkowy i ipoda. Zatrzymali do kontroli, poprosili o wyjscie z samochodu, ze niby narkotykow szukaja. Gdy wsiadl od razu zauwazyl czego brakuje. Na nic sie nie daly protesty, straszenie, prosby. To oni powiedzieli, zeby spadal bo bedzie mial klopoty. To samo uczucie totalnej bezsilnosci. A naszym sasiadom, ktorym wlamali sie do mieszkania zginelo 2000 dolarow, ktorych nie znalezli wlamywacze. Zginely podczas zdejmowania sladow przez technikow policyjnych. Oficer ktory ich nadzorowal tylko sie rozesmial i zalecil sasiadom, aby nie robili afery dla tak marnych groszy. I tak moglabym ciagnac ta liste, bo niemal kazde bezposrednie spotkanie ze służbami Cháveza kończy się w podobny sposób. Dodam jedynie, że do kondominium w którym mieszkam wprowadził się niedawno młody oficer średniego szczebla PM. Kupil mieszkanie za prawie pol miliona dolarow, jezdzi Hummerem, a niepracujaca zona nowym Jeepem. Dwojka dzieci chodzi do najlepszej prywatnej szkoly w dzielnicy. A jego oficjalna pensja nie przekracza 500 dolarow po obecnym czarnorynkowym kursie. Czy kogos to dziwi? Juz zupelnie nie. Po prostu: czerwona burżuazja. 2009/05/04 18:28:02
Uważaj Tierra, bo przeczyta to jakiś agent Chaveza w Polsce, namierzą Cię, znajdą i wtedy już na pewno zostaniesz dealerem. Oczywiście można teraz być mądrym po szkodzie, ale kto nosi przy sobie 150 dolków po Caracas?!
Myślę, że skarga nic nie da, możesz najwyżej mieć więcej kłopotów, ale np. oficjalna informacja do polskiej ambasady? Oficjalna w sensie na piśmie i z potwierdzeniem odbioru. W pojedynczej sprawie nie kiwną palcem, ale jeśli byłoby ich więcej w stosunku do Polaków, to kto wie... 2009/05/05 05:07:14
Wlasnie sie dowiedzialam, ze w miniony weekend bylo wlamanie do polskiej ambasady w Caracas. W sumie normalka jak na to miasto.
2009/05/05 11:12:40
Pozostaje sie cieszyc z milosierdzia panow policjantow... To ja juz chyba wole znany, poczciwy miejscowy aparacik wladzy.
2009/05/05 15:53:47
@dulcynea, lachmani: Nioslem tyle pieniedzy, bo mialem je po poludniu wymienic na boliwary. A to trudno zrobic bezgotowkowo... :)
@caraquena: Tak, tez slyszalem o wlamie do polskiej ambasady. Jak rowniez o niedawnym napadzie na francuskiego ambasadora. @garnek z neolitu: Podstawowa roznica miedzy Wyspami a Wenezuela polega na tym, ze tu media o tym juz nie pisza. Stalo sie to tak zgeneralizowane, ze ludzie przyjmuja to z rezygnacja, jak jakies fatum. Nikt z moich wenezuelskich znajomych jakos sie specjalnie nie zdziwil ta moja przygoda. Wiekszosc kwitowala to stwierdzeniem w stylu "Ciebie tez? To witaj w klubie!"
Gość: konsultant, 190.75.57.15*
2009/05/05 19:37:17
Mieszkam w Wenezueli od kilku miesiecy, pracujac dla jednej z tutejszycz duzych panstwowych firm jako konsultant. I Twoja przygoda zupelnie mnie nie dziwi. Ten kraj jest jednym wielkim korupcyjnym ukladem.
Wczesniej pracowalem w Nigerii i wydawalo mi sie wowczas, ze w temacie degenarcji aparatu panstwowego i urzednikow wszystko juz zobaczylem. Mimo to Wenezuela mnie poczatkowo zaskoczyla. Tutaj kradna wszyscy. Im wyzej w hierarchii tym kradnie sie wiecej. I poki glosno popiera sie wladze ma sie gwarancje bezkarnosci. Firma w ktorej pracuje dziala w branzy naftowej wiec pieniedzy jest naprawde duzo. Powstaja zupelnie nowe "czerwone" fortuny. Najbardziej szokujace jest to, ze nikt sie z tym specjalnie nie kryje. Mam kolegow, szefow, ktorzy choc oficjalnie zarabiaja kilka tysiecy dolarow, wioda otwarcie tryb zycia taki jakby zarabiali kilkadziesiat tysiecy. Domy o powierzchni 800 metrow kw., kilka samochodow, zakupy w Miami, Panamie czy na Arubie raz w miesiacu. Dzieci w prywatnych szkolach w Europie i pelne poparcie dla Chaveza. Bo sa jak paczki w masle. I gdy sie z nimi rozmawia nie widza w tym nic zlego. Trzeba korzystac z okazji, tlumacza. I korzystaja. Biora pelnymi garsciami. BTW. Bardzo dobry blog. Bez kolorowania, bez powielania stereotypow. Widac ze pisane z pasja i znajomoscia rzeczy. Dlatego fajnie sie czyta. 2009/05/06 17:33:24
ufff. mocna historia. Ale czy czasem mogła sie też nie wydarzyć pod każdą szerokością geograficzną?
2009/05/06 21:20:51
Ech unikac policjantow, to chyba jedyne co pozostaje. Nie tylko w Caracas zreszta.
pozdrowienia! 2009/05/07 01:08:40
@jah: Oczywiscie, ze nie mam zludzen i zdaje sobie sprawe, ze nieuczciwi policjanci, policjanci skorumpowani, policjanci zlodzieje, czy nawet policjanci mordercy zdarzaja sie na calym swiecie.
Problem w tym, ze mnie osobiscie - choc ze sluzbami mundurowymi mialem do czynienia w roznych zakatkach globu, i choc te spotkania nie zawsze byly sympatyczne, to jednak nigdy jeszcze policja nie okradla. Co wiecej, wiem ze to nie byl jakis wyjatkowy przypadek. Zalinkowalem w tekscie do historii Losi ktorym policja w Caracas ukradla aparat, znam osobiscie co najmniej kilkanascie innych osob, ktore takze zostaly okradzione tutaj przez mundurowych. I sam, wczesniej, takze juz kilka razy mialem tu do czynienia z bardziej subtelnymi formami probowania zabrania mi jakiejs sumy pieniedzy... Dodam tez, ze nigdy nie slyszalem, z pierwszej reki, opowiesci zadnego turysty ktory zostalby w Ameryce Poludniowej okradziony przez policje, wojsko, czy jakies inne panstwowe sluzby mundurowe, w innym kraju niz Wenezuela i Boliwia. Choc w Boliwii to ponoc najczesciej sa"przebierancy". Mala to jednak roznica. Zwlaszcza z punktu widzenia okradzanego. Reasumujac - tak, gdzie indziej takze prawdopodobnie kradna. Ale w Wenezueli kradna szczegolnie.
Gość: Garnek z Neolitu, 85.189.148.19*
2009/05/07 16:03:28
Tierra. Wychodzi na to ze trzeba sie stamtad zmywac.
Tak na marginesie, jesli Cie to pocieszy, mialem podobna sytuacje w Polsce ze straza miejska. Zaczelo sie ze podobno moj pies narobil na trawnik (co bylo nie mozliwe bo jeszcze tam nie doszlismy), kiedy powiedzialem zeby mi dokladnie pokazali gdzie - straznik doczepil sie ze pies nie ma kagana a jak sie go spytalem co to jest co ma na pyslu, straznik powiedzial ze on tego nie uznaje za kaganiec 'bo pies moze wystawic jezyk'. Poniwaz caly czas zaprzeczalem, doszly zarzuty smiecenia na ulicy i proby przekupstwa i 'grozby werbalne'. Na moja prosbe wezwania policji straznik odmowil. Mandatu nie przyjalem a sprawa skonczyla sie w sadzie (umorzona). Moze inny kaliber sprawy i szczesliwe zakonczenie, ale takie mendy kreca sie niestety po calym swiecie.
Gość: kk, 195.245.213.*
2009/05/08 10:47:39
tierra latina, to co piszesz brzmi przerazajaco, za dwa tygodnie laduje w caracas tam bedzie poczatek mojej podrozy po ameryce poludniowej - ale im wiecej czytam tym gorszym pomyslem wydaje mi sie to rozwiazanie :) jesli znajdziesz chwile doradz prosze miejsce do zatrzymania w miare bezpieczne. dzieki i powodzenia :) kk_7341@hotmail.com
Gość: letonic, c-69-141-151-125.hsd1.nj.comcast.net
2009/05/08 20:46:56
...ludzie zazwyczaj opisują to co ich bulwersuje, pasjonuje, budzi podziw, zachwyt lub zgorszenie etc. lecz motto płynące z tych opisów zwykle nabiera charakteru zgodnie z zasadą - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z pewnością sytuacja która opisałeś może mieć miejsce w każdym, ale to w każdym państwie na Świecie - władza, kompetencje i przywileje wynikające z bycia funkcjonariuszem policji, milicji itp., zawsze tworzy wypaczenia i jest to nieuniknione w każdym systemie politycznym - dziwi fakt iż przebywając w Wenezueli już chyba długi okres czasu, zachowujesz się jak "amerykanin" - nie wiem czy akurat winna temu zajsciu jest boliwarianska rewolucja Hugo i smiem twierdzić iż takie zajście miało by z powodzeniem prawo bytu również przed 1998r. ale znając już pewne przesłanie treści Twojego bloga, na pewno się ze mną w tej kwestii nie zgodzisz. Wiesz może to zabrzmi dośc ironicznie, ale...gdyby ta "rewolucja" dotknęłą czynnego lub w pewnym stopniu zaangażowanego "rewolucjonistę" na pewno można by się pokusić o wyciągnięcie konsekwencji wobec tych "psów", kierując się znaną i starą jak Świat dewizą działającą na całym Świecie - kto nie jest z Nami jest przeciw Nam. Pozdrawiam i zalecem więcej czujności.
2009/05/08 21:22:19
@letonic: Kilka razy przeczytalem Twoj komentarz i - szczerze mowiac - nie moge do konca zrozumiec jego przeslania. Ani tez tego co masz na mysli piszac ze zachowuje sie jak "amerykanin"?
Niemniej zgadzam sie - to co zaszlo MOGLO sie wydarzyc w innym miejscu na swiecie, a takze w Wenezueli przez 1998 rokiem. Ale dziwnym trafem jakos zdarza sie przede wszystkim tutaj. Np. nigdy nie slyszalem o kims kto zostal okradziony przez policje (carabineros) w Chile. Znam natomiast Polaka, ktory trafil tam do aresztu za probe wreczenia funkcjonariuszowi lapowki... Poza tym, bez wzgledu na polityczne sympatie i antypatie, nie da sie ukryc ze boliwarianska rewolucja ma bardzo negatywny wplyw na bezpieczenstwo w tym kraju. Przypomne pewne liczby, jak najbardziej oficjalne: * 14800 liczba osób zamordowanych w ubiegłym roku w Wenezueli. * 4550 - liczba osob zamordowanych w 1998 roku Postep jest wiec bezdyskusyjny.
Gość: letonic, c-69-141-151-125.hsd1.nj.comcast.net
2009/05/08 22:07:19
@tierralatina - pisząc iż zachowujesz się jak "amerykanin" nie mam na prawdę w sumie żadnych złych intencji, jedynie przkazanie pewnej dozy lekkomyślności o którą wcale, jako inteligentnego i dość światłego człowieka /w przeciwieństwie do przytoczonego tu powiedzmy sobie "statystycznego amerykanina/ Cię nie posądzam. Jeśli to stwierdzenie uznałeś za w pewnym stopniu obraźliwe to od razu przepraszam - jeśli chodzi o chilijkich carbineroe - nie wiem, nie byłem nigdy w Chile, ale to na prawdę nie jest duży kłopot by w googlach natrafić na np. Carabineros de Chile - Robo de Celular y Dinero...jak wspominałem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i być może to dość trywialne określenie, ale moim skromnym zdaniem jest esencją pewnych wypowiedzi...innymi słowy, gdybyś mieszkał np. w Kielcach / przepraszam za dosć sugestywne porownanie/ w tedy ststystyki i cyferki oraz z pewnością większość opinii dotyczyło by własnie tego miejsca. Jeszcze raz pozdrawiam gorąco z równie gorącego dziś NJ...swoją drogą muszę nadmienić iż na Twój blog trafilem już pewien czas temu gdyż nosze się z zamiarem zamiany kontynentu i czy mimo pewnych sympatii lub asympatii politycznych można nawiązać z tobą inny kontakt. letonic@comcast.net
2009/05/09 02:51:51
@letonic: Nie, zupelnie nie uznaje okreslenia "amerykanin" jako obrazliwe. Tym bardziej, ze piszac z perspektywy latynoamerykanskiej staram sie nie uzywac tego slowa jako synonimu obywatela USA.
Od strony formalnej Brazylijczycy, czy Wenezuelczycy sa przeciez takimi samymi Amerykanami jak obywatele USA. Zwlaszcza Brazylijczycy sa bardzo czuli na tym punkcie i swego czasu wiele razy obrywalem od mych tamtejszych znajomych wlasnie za mowienie "Amerykanin" w sensie "obywatel USA". "A my kim w takim razie jestesmy?" - powtarzali. I w koncu nauczyli... :) Lekkomyslnosc. Wiele rzeczy jest w Wenezueli lekkomyslnoscia i chodzenie z wieksza gotowka, zwlaszcza zielona, na pewno do nich nalezy. Ale czasem nie mozna tego uniknac. Mysle tu o chociazby o backpackersach podrozujacych z miejsca na miejsce, czy - tak jak w moim przypadku - udawanie sie na spotkanie z cinkciarzem. Prawda jest taka, ze takie wynalazki jak czeki podroznicze, czy karty platnicze do niczego sie w tym kraju nie nadaja. Sluzby mundurowe doskonale o tym wiedza i sprytnie to wykorzystuja. Zdaja sobie sprawe, ze szansa na znalezienie pieniedzyu turysty jest wieksza, wiedza tez ze ofiara prawdopodobnie nie bedzie miala ochoty na toczenie bojow z boliwarianska biurokracja, aby zlozyc skarge. Stad to poczucie bezkarnosci. zreszta policjanci ktorzy sie mna zajeli w miniony weekend, spotkanie zaczeli wlasnie od pytania: "Cudzoziemiec?" Jeszcze a propos porownania z innymi krajami i skali zjawiska. Roznica jest taka, ze i w takim Chile znajda sie wsrod mundurowych "czarne owce". Ale sa ta wyjatki, czego dowodem jest fakt iz prasa sie o nich rozpisuje. Wenezuelczycy sa juz zrezygnowani, by nie powiedziec przyzwyczajeni do wystepkow mundurowych. A prasa nie pisze juz prawie wcale o zlodziejach. Co nie znaczy bynajmniej, ze problem nie istnieje. Bo ja tu pisac o kradziezach, czy rozbojach gdy morderstwa i porwania zajmuja kazdego dnia kilka stron kazdej gazety. Znamienne jest tez chyba to, ze nikt z moich znajomych Wenezuelczykow, bez wzgledu na ich polityczne przekonania, nie zapytal sie mnie dlaczego nie poszedlem zglosic rozboju. Przeciwnie, oni sami mowia ze to nie ma sensu. PS. Kielc jakos nie ma na liscie najniebezpieczniejszych miast swiata. Caracas jest. Czesto (bo kryteria sa rozne) na pierwszym miejscu. Prawie zawsze na podium. I zaszczyt ten spotyka to miasto od zupelnie niedawna. PS.2. Moj adres to nick(malpa)gazeta.pl 2009/05/11 10:29:19
jesli juz mowimy o rewolucyjnych przekretach to warto tez wspomniec o sporej kupce zielonych, ktore wyladowaly w kieszeni sciganego przez interpol przywodcy opozycji manuela rosalesa
2009/05/11 15:45:55
@cywil15: A moze napisalbys wszystko o okolicznosciach tej sprawy, skoro juz zaczales? O tym, ze prezydent wydal wyrok na dlugo przed rozpoczeciem sledztwa? O tym, ze wyrok zapadl przed rozprawa? I o tym ze Rosales dostal w Peru oficjalny azyl polityczny, gdyz tamtejszy rzad uznal, ze w Wenezueli nie ma on szans na uczciwy proces?
2009/05/11 18:30:39
Już kiedyś pisałem, nie wiem czy u Ciebie na blogu czy na jakimś forum internetowym, o moim ubiegłorocznym doświadczeniu z wenezuelskimi mundurowymi. Nie wiem co mnie wówczas podkusiło, ale postanowiłem się wybrać tam samochodem. I już na granicy musiałem płacić wjazdowe- w dolarach i bez pokwitowania oczywiście. Poźniej byłem m.in. zatrzymywany przez służby narkotykowe. I które mi wprost powiedziały, że albo zapłacę 100 dolarów, albo rozkręcą mi samochód na części pierwsze w poszukiwaniu domniemanych narkotyków. Początkowo powiedziałem im aby rozkręcali bo nie mam niczego do ukrycia, ale oni mi wytłumaczyli wtedy, że to może trwać nawet kilka dni, więc lepiej dla mnie gdybym zapłacił. No to zapłaciłem.
Generalnie każde spotkanie z mundurowymi było związane z mniej lub bardziej efektywną próbą wymuszenia mniejszych lub większych pieniędzy. Efekt tego był taki, że z zaplanowych 10 dni w Wenezueli zrobiły się tylko 4. Bezczelność i upierdliwość policji i wojska były po prostu nie do wytrzymania. I piszę to mimo, że sam przecież mieszkam od lat w Brazylii gdzie policja też nie należy do wzorów uczciwości. Ale nie jest aż tak bezczelna jak ta wenezuelska. To wręcz dwa zupełnie rózne światy. Ta ubiegłoroczna wizyta wręcz pozwoliła mi docenić uprzejmość i kulturę brazylijskich służb mundurowych.
Gość: zan, 29.21.82-79.rev.gaoland.net
2009/05/11 18:44:54
Przecież mentalność i porządek społeczny kształtują się przez całe pokolenia. Chavez nie wyglada mi na kogoś kto by to mógł naprawić (i brak woli i brak poziomu umysłowego), ale ciągłe powtarzanie, że zła rewolucja popsuła kraj ociera się o gazeciowyborczaną propagandę. Rewolucja nie popsuła tego kraju bardziej niż dziesięciolecia kolonializmu. Te apartamenty na 800m kw. Aj waj. A myśzlisz, że w Poslce to jakie lody się kręci? Co tam Polska. Większosć krajów ma prywatne banki centralne, ergo są na tej planecie ludzie dysponujący dowolną ilością gotówki. DOWOLNĄ, bo to oni pożyczają wszystkim pieniądz fiducjarny, tzn. są emitentami pieniądza. To jest bogactwo nie na apartamenty i samochody, ale umysły całych społeczeństw i obalanie rządów. Lubię czasem przejrzeć Twego bloga, ale czasem poraża mnie Twoja naiwnośc polityczna. Nie tak dawno na przykład podałeś Julię Piterę jako symbol walki z korupcją. WIem, że nie mieszkasz w Polsce, ale przecież Internet masz. Karierę pani Pitery mogłeś prześledzić i dowiedzieć się, ze TI była dla niej trampolina do kariery. O bagnie jakie panuje w Transparcency Internationa Polska (np. lobbowanie dla darczyńców) tez wiadomo. Nie wszystko jest takie jak to w massmediach przedstawiono. Doprawdy, wolę juz jak się koncentrujesz na kulturze, geografii i ciekawostkach, a nie jak robisz sztampowe wycieczki polityczne godne wspomnaien wczesniej GW. Choć oczywiscie masz do tego prawo, to Twój blog. A ja mam prawo komentować ;) Chodzi mi o to, że chętnie przeczytam o skorumpowanej policji, o nieudolnych rządach Chaveza (zawsze to lepiej poszerzać wiedzę niż żyć złudzeniami), ale bez tego sosu propagandowego "tak oto wyglada wielka rewolucja...".
Gość: zan, 29.21.82-79.rev.gaoland.net
2009/05/11 18:55:19
A co do zmiany działania policji na przestrzeni lat. Wątpie czy np. milicja w ZSRR była taka skora do brania łapówek. A milicja w dziejszej Rosji owszem. Powód moze być banalny. Niedoinwestowanie, niskie płace. Zamiast wskazywać bezpośredni powód serwujesz polityczne ogóniki, które na kilometr zalatują mniej lub bardziej świadomą manipulacją.
2009/05/11 19:36:44
@zan: Ja odpowiem za siebie, bo do Wenezueli jeżdże regularnie od ok. 25 lat. Ten kraj zawsze słynął z korupcji, to prawda. Ale dawniej nie dosięgała ona zwykłego obywatela. Były wielkie korupcyjne afery, skorumpowani ludzie u władzy jak wszędzie, ale jako przybysz-turysta tego zupełnie nie odczuwałeś. To, że funkcjonariusz graniczny otwarcie żąda łapówki to zupełnie nowa jakość. Jeszcze pięć lat temu podróżowałem po tym kraju z rodziną i nikt ode mnie nie wyciągał pieniędzy. Także nie było takiej psychozy przestępczości jak teraz. NaprawdęWenezuela to przykład postępującej demoralizacji społeczeństwa. I nie da się ukryć, że Chavez odgrywa w tym główną rolę. Piszę to z pewnym bólem, jako zadeklarowany sympatyk lewicy, który głosował na Lulę i jego partię w dwóch ostatnich wyborach. Po prostu, tak mi się wydaje, gdy aparat państwowy tak jak w Wenezueli stara się wszystko kontrolować, to otwiera to automatycznie furtki do coraz liczniejszych nadużyć. Doskonałym przykładem jest kontrola wymiany pieniądza, której bezpośrednim efektem jest powstanie cinkciarstwa i całych walutowych mafii, oraz łapówkarstwa w urzędach które decydują o przyznawaniu walut po oficjalnym kursie. Tak samo zresztą było w PRL.
Zaś co do zmian, to głupoty waćpan prawisz mówiąc, że trzeba na to pokoleń. Gdy się chce to można. Najlepszym na to dowodem jest Kolumbia, także kraj który znam od lat, i który w ciągu mniej więcej 5 lat zmienił się z najniebezpieczniejszego na kontynencie w najbezpieczniejszy w regionie. Bogota to obecnie stolica o jednym z najniższych wskaźników przestępstw w całej Ameryce Łacińskiej. Zresztą w mojej Brazylii też sytuacja znacznie się poprawiła, choć wciąż jest daleka od ideału. 2009/05/11 19:49:54
Jesli rzeczywiscie, tak jak pisze Tierralatina, ilosc morderstw w Wenezueli wzrosla za czasow rzadow Chaveza o 300 proc. to jednak chyba mozna pisac o wplywie rewolucji na bezpieczenstwo. Gdzie tu manipulacja?
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/05/12 15:46:57
minasgerais: polecam w takim razie aktualny raport HRW na temat Kolumbii. Palce lizać.
Gość: , 62.240.178.24*
2009/05/14 21:26:50
zan napisal: "
Przecież mentalność i porządek społeczny kształtują się przez całe pokolenia. Chavez nie wyglada mi na kogoś kto by to mógł naprawić (i brak woli i brak poziomu umysłowego), ale ciągłe powtarzanie, że zła rewolucja popsuła kraj ociera się o gazeciowyborczaną propagandę. Rewolucja nie popsuła tego kraju bardziej niż dziesięciolecia kolonializmu." Tak sadzisz? To wytlumacz mi przyczyne bezprecedensowego schamienia politycznych obyczajow w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat? Szczegolnie za prezydentury Kaczynskiego, ktory takze intelektem i kultura nie grzeszy? Choc opuscilam kraj prawie cwierc wieku temu, to wiem o czym mowie, bo w latach 2006/2008 mieszkalam w Polsce przez 20 miesiecy. 2009/05/14 21:30:05
Powyzszy wpis jest mojego autorstwa. Za wczesnie wcisnelam enter :/
2009/05/19 10:49:35
@Tierra: co ty tam w tym raju jeszcze robisz? Miales byc juz Buenos Aires od marca...
Widac, ze robia sie bardziej bezczelni z dnia na dzien. Nam jeszcze ukradli metoda na kieszonkowca, tak zebysmy nie widzieli. Ale teraz bedziesz juz wiedzial, zeby nosic money belt i a w portfelu wlasciwym tylko klilka USD na przynete, co o tym myslisz? To chyba sensowne, choc oczywiscie tez cie nie chroni w 100%. @Minasgerais: jesli chodzi o Brazylie, to mimo, ze niedawny film o B.O.P.E. wg moich brazylijskich znajomych pokazuje sytuacje korupcji w policji w BR wrecz w sposob lagodny i eufemistyczny, to jednak szary czlowiek/turysta w kontakcie z jakimikolwiek oficjelami w BR zawsze czuje sie dopieszczany. Kultura jesttam na zupelnie innym poziomie, smiem twierdzic, ze wyzsza niz w Polsce nawet. A Brazylia w zestawieniu z Wenezuela? Nie ma co porownywac. Chyba na razie odpuszcze sobie wycieczki do VE. Bedziemy wszedzie tluc sie przez Kolumbie... 2009/05/19 23:01:10
@zan: To, ze mentalnosc i zachowanie spoleczenstwa ksztaltuje sie przez pokolenia to totalny idiotyzm. Schamienie to proces, ktory nastepuje niesamowicie szybko. Mieszkam w Wenezueli wystarczajaco dlugo aby moc ocenic te zmiany. I staly sie one szczegolnie wyrazne w ciagu ostatnich 5 lat. Dawniej nie bylo w ludziach takiej agresji, nie byli takimi smieciarzami, takimi kombinatorami. Czlowiek to wbrew pozorom wyjatkowo inteligentna bestia i szybko przystosowuje sie do nowych warunkow. Gdy widzi, ze wszyscy dookola (z rzadzacymi na czele) kradna i kombinuja, tez w koncu zaczyna krasc i kombinowac, czesto nie zdajac sobie z tego do konca sprawy. Gdy widzi, ze wszyscy daja lapowki, tez zaczyna tak robic. I prywda jest ze chvistowska rewolucja szalenie zdemoralizowala Wenezuelczykow. Taka Gwardia Narodowa jeszcze niedawno uchodzila za elitarna nieskorumpowana jednostke. To do GN sie chodzilo, gdy byly klopoty z policja. Teraz juz nie ma do kogo pojsc, bo GN tez kradnie i bierze lapowki. Chavez niszczy ten kraj bez zadnych zahamowan. Tutaj wladze nie sa juz nawet w stanie porzadnie zorganizowac zbiorki i wywozu smieci (a jeszcze w polowie lat 90-tych wszystko dzialalo bez zarzutu i Caracas bylo czystym miastem). Gdy widzisz ze twoje miasto stalo sie chlewem, sam zaczynasz w koncu zachowywac sie jak swinia. Czerwona swina.
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/05/21 12:01:06
caraquena: Caracas było najczystsze w '89, zaraz po caracazo - wielkiej akcji sprzątania miasta. Demokraci oczyścili wtedy stolicę z kilku tysięcy czerwonych świń.
Gość: krakusy w ameryce, 200.44.219.4*
2009/05/22 01:03:05
to moze my tez dorzucimy kilka groszy na temat wenezueli. my czyli trojka absolwentow AGH podrozujaca od blisko 5 miesiecy po ameryce lacinskiej. zanim dotarlismy do wenezueli przejechalismy chile, boliwie, peru, ekwador i kawalek brazylii. i wszedzie bylo naprawde milo, nigdzie nie mielismy zadnych zlych doswiadczen. nigdzie poza wenezula wlasnie. zaczelo sie od przekraczania granicy z brazylia, gdzie funkcjonariusze chcieli od nas po 50 dolarow za wjazd. na szczescie jakis przypadkowy wenezuelczyk ktory akurat przekraczal granice z nami byl tego swiadkiem i nas wybronil. i pozniej tez nas ostrzegal przed mundurowymi. jak sie wyrazil jedyna rzecza jaka sie w wenezueli w sposob zauwazalny rozwinela to zlodziejstwo, korupcja i bandytyzm. i, jako ze ja akurat bylem juz raz w wenezueli, 5 lat temu, musze mu przyznac racje. kraj w ciagu polowy dekady zmienil sie bardzo. i bardzo na gorsze. przede wszystkim tonie w smieciach. zwaly rozkladajacych sie smierdzacych odpadkow sa naprawde wszedzie, nie tylko w miastach, takze w wielu parkach nadodowych. i rzeczywiscie sluzby mundurowe kradna. gdy jechalismy nocnym autobusem z ciudad bolivar do caracas zatrzymano tenze i kazano wysiasc wszystkim pasazerom. boliwarianska gwardia narodowa. krajowcy w jedna kolejke, cudzoziemcy w druga. i od cudzoziemcow pobierano myto. co ciekawe nie chcieli boliwarow a euro lub dolary. ode mnie wydebili 10 dolcow, od kolegi 20, a trzeci sie postawil i nic nie dal. tez go w koncu puscili.
pozniej w ciudad bolivar zglosil sie do nas cinkciarz proponujac wymiane. gdy jeden z nas poszedl z nim w ustronne miejsce ten wyciagnal legitymacje policyjna i po prostu zabral pieniadze. cale 200 dolcow. najlepsze jednak bylo w caracas, gdy policja zatrzymala nas przed dworcem autobusowym la bandera. zabrali nas do takiej ciezarowki - mobilnego komisariatu. wybebeszyli tam calkowicie nasze plecaki i zabrali dwojgu z nas scyzoryki szwajcarskie. nawet nie mielismy ich przy sobie, lecz schowane gleboko w plecaku. zabrali mowiac ze takich rzeczy nosic nie mozna. co zabrzmialo zupelnie niewiarygodnie bowiem maczetom, ktore kazdy z nas mial w plecaku nie poswiecili najmniejszej uwagi. potem jeszcze pytali sie o pieniadze, ale te byly juz dobrze schowane i tlumaczylismy ze zostawilismy je u znajomego. lykneli. pomogli sie wiec nam spakowac, ale wieczorem okazalo sie ze przy okazji ukradli nam tez aparat. zostal po nim tylko futeral. na koniec doadam jeszcze historyjke ktora opwiedzial nam wlasciciel hostalu w chichiviriche. otoz wlascicieli straszy sie tam nieustannie rychlo nacjonalizacja ich przybytkow. aby sie przed nia uchronic maja dwie mozliwosci: albo wstapic do partii chaveza, albo placic "oplate rewolucyjna" lokalnemu partyjnemu kacykowi. nasz wlasciciel wybral ta druga opcje. ale wielu wybiera pierwsza i na wszelki wypadek wywieszaja tez portrety el presidente. jak taki amulet przeciw nieszczesciu. reasumujac - wenezuela, tak jak 5 lat temu mnie zachwycila, tak teraz pozostawila za soba bardzo zle wrazenie. ogolny syf, brud i tumiwisizm. zdecydowanie bardziej obecny niz w innych odwiedzanych przez nas krajach. a zlodziejstwo mundurowych pozbawione jakiejkolwiek konkurencji. takze bieda strasznie rzucajaca sie w oczy. zwlaszcza w caracas w ktorym slumsy sa juz chyba we wszystkich dzielnicach. jest ich znacznie wiecej niz 5 lat temu. generalnie cieszymy sie, ze juz jutro stad wyjezdzamy. na koniec jeszcze jedna uwaga. tierralatina pisal gdzies kiedys aby w razie problemow kontaktowac sie z polskim konsulatem. niestety nam sie nie udalo. po okradzeniu nas przez policje w caracas chcielismy zdzwonic i spytac sie czy to nalezy gdzies zglosic, czy mozna cos zrobic. na numer znaleziony na stronie ambasady RP dzwonilismy kilkanascie razy. albo nikt nie odbieral (w godzinach biurowych), albo bylo zajete. w sumie dobrze ze "tylko" nas okradli i nie potrzebowalismy jakiejs pilnijszej pomocy konsularnej. 2009/05/22 13:22:34
Chyba, pomimo wszystko możesz się cieszyć, że tak to się skończyło...
Pozdrawiam, P. 2009/05/23 18:25:21
@krakusy: To co piszecie o polskich sluzbach konsularnych to skandal, ale niestety nie niespodzianka. Kilka razy, w roznych czesciach swiata, mialem z nimi do czynienia i prawie zawsze byla to porazka. Lenistwo i niekompetencja tych urzedasow jest czasami porazajaca. Ale to sie musi w koncu zmienic. Dlatego gdybym byl Wami, to po powrocie do Polski wyslalbym jakiegos maila, badz list do MSZ. Niech wiedza jaka jest sytuacja, niech wiedza ze Polacy nie moga liczyc na pomoc.
2009/05/26 18:44:16
@bolo: A czytales raport HRW na temat Wenezueli? Tez smakowity... Co wiecej, gdy ekipa HRW przyjechala do Kolumbii przedstawic ten raport, rzad w Bogocie zaprosil autorow na dyskusje o jego zawartosci. Gdy przyjechali do Caracas, rzad ich aresztowal i wsadzil do pierwszego samolotu wylatujacego zagranice. To tez o czym swiadczy.
@patekku: Ciesze sie! Naprawde jestem zadowolony ze np. wzieli pieniadze, a nie aparat. @zan: nigdy nie podawalem Pitery jako symbolu walki z korupcja. Napisalem o niej jedynie raz, w formie zartu, ze w Argentynie dostalaby zawalu serca, bo po prostu latynoamerykanska korupcja jest o wiele bardziej jawna i z wiekszym rozmachem, niz ta Polska czy europejska. @krakusy: Jakby to powiedziec... Wspolczuje Wam, ale nie dziwie sie wcale. Rzeklbym wrecz, ze to taki wenezuelski standard. Nie Wy pierwsi, nie Wy ostatni. Co do pracy naszego konsulatu w Caracas to moje z nim doswiadczenia sa dobre. Choc prawda, ze czasem sie tam trudno dodzwonic, ale to juz ponoc wina przestarzalej centralki telefonicznej. Co wiecej, jak ktos juz tu w komentarzach napisal, w polskiej ambasadzie bylo niedawno wlamanie, ukradziono im sporo rzeczy, po czym - z tego co wiem - mieli rozne policyjne wizje lokalne, inwentaryzacje, etc. Jak sie jednak wlasnie dowiedzialem zostal niedawno uruchomiony specjalny konsularny telefon alarmowy, ktory ma dzialac przez 24 godziny na dobe. Jego numer podam dzisiaj w osobnej notce.
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/05/28 12:00:15
tierra: Pewnie, że czytałem. Różowo nie jest, w skrócie rzecz ujmując. Ale zastanawia mnie fakt, dlaczego na Twojej stronie często jako kontrprzykład dla pogrążającej się w przestępczości Wenezueli podaje się kraj, w którym seryjnie morduje się działaczy opozycyjnych i związkowców.
2009/05/28 18:17:31
@bolo: Bo mowiac brutalnie turystom, czy mieszkancom morderstwa polityczne
alnie wieksza niz w Kolumbii. Rewolucja okazuje sie byc o wiele bardziej niebezpieczna niz wojna domowa. Nie odbieraj tego przypadkiem jako proby obrony Uribe. W zadnen sposob nie jest on moim faworytem. Ale nie da sie ukryc, ze obiecal Kolumbijczykom spokuj i ten spokuj zapewnil. Bogota, Cali, Medellin jeszcze w ubieglej dekadzie miasta totalnego bezprawia, sa obecnie naprawde bezpieczne. I dlatego Kolumbijczycy, w swej przytlaczajacej wielkosci, uwielbiaja Uribe. To najpopularniejszy obecnie w swym kraju latynoski polityk. Nawet sondaze przeprowadzane przez instytuty zwiazane z opozycja wskazuja, ze popiera go ponad 70 proc mieszkancow. 2009/06/01 16:50:08
@bolo: Rzeczywiscie, czegos tam brakuje... :)
Generalnie chodzilo mi o to, ze mimo wszystko dziwne jest iz wojna domowa w Kolumbii pochlania mniej ofiar niz teoretycznie pokojowa rewolucja Chaveza. I ze zwyklych ludzi-mieszkancow, czy turystow, znacznie mniej interesuja morderstwa polityczne, niz pospolita przestepczosc, ktora czyha na kazdym kroku. Powiem Ci jeszcze tak. W moim zyciu kilka razy bylem w krajach ogarnietych konfliktem zbrojnym. Widzialem trupy, masowe mogily, etc. Robi to straszne wrazenie, sni sie potem po nocach. Ale to i tak pesteczka w porownaniu z zobaczeniem na wlasne oczy momentu jak ktos kogos zabija. W Wenezueli spedzilem w sumie, w calym moim zyciu, cos okolo 10 miesiecy. I w ciagu tych 10 miesiecy dwa razy widzialem na wlasne oczy jak ktos kogos zabija. Raz nawet z tak bliska, ze mialem plamy krwi ofiary na wlasnej koszuli. Za kazdym razem bylo to w centrum Caracas, w ciagu dnia... Sa to doswiadczenia, ktorych nie zycze naprawde nikomu. W tym miescie w ubieglym roku zginelo wiecej osob niz w Bagdadzie. I z roku na rok jest coraz gorzej. I to nie jest bynajmniej tak, ze gina glownie bogaci. Bogaci maja ochroniarzy, pancerne samochody, wille z plotami pod napieciem. A tutaj morduje sie na ulicy.Tutaj mozesz zginac dla portfela z kilkudziesiecioma boliwarami, w chwili gdy wyciagasz ostatnie oszczednosci z bankomatu, tu zabija sie dla telefonu komorkowego, czy nawet zupelnie przypadkiem, bo mozna byc po prostu trafionym przez zagubiona kule. Gina dzieci pod szkolami, mordowani sa lekarze w szpitalach, gina kierowcy autobusow, taksowkarze, etc. Zagladam do dzisiejszej gazety: w Caracas od minionego piatku do niedzieli wieczor zabito 43 osoby. Tu niemal kazdy z moich znajomych ma w rodzinie kogos kogo zabito, napadnieto lub porwano. Osobiscie znam kilka ofiar porwan dla okupu. Caracas, 5-milionowa metropolia, zamiera o 22. Przestaje wtedy jezdzic metro, przestaja jezdzic autobusy. Dlaczego? Bo jest niebezpiecznie. Tylko i wylacznie dlatego. I, nie da sie ukryc, ze to wszystko to "zdobycz" rewolucji Chaveza. W ciagu 10 lat jego rzadow liczba zabojstw wzrosla o ponad 300 proc. Wedlug oficjalnych, zdaniem organizacji pozarzadowych drastycznie ostatnio zanizanych liczb. Tymczasem w Bogocie wskaznik morderstw spadl z 81 na 100 tys. mieszkancow w 1983 (wtedy byl najwyzszy w historii) do aktualnych 18,8 na 100 tys. W Caracas jest aktualnie 135 morderstw na 100 tys. mieszkancow. I wskaznik ten nieustannie rosnie. Rozumiesz juz dlaczego tak czesto o tym pisze?
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/06/02 12:14:59
Ależ ja rozumiem czemu piszesz o tych tragicznych zjawiskach, nie rozumiem jednak cały czas aprobaty dla sąsiedniego reżimu, nawet po uwzględnieniu oszałamiających sukcesów w dziedzinie bezpieczeństwa, zwłaszcza z perspektywy turysty który ma gdzieś zabójstwa na tle politycznym. Równie dobrze można powiedzieć, że - toutes proportions gardees - w III Rzeszy też było bezpiecznie...
2009/06/02 16:21:28
@bolo: Juz Ci to raz napisalem, ale moge powtorzyc to jeszcze raz: to ze krytykuje Chaveza nie oznacza wcale, ze podoba mi sie Uribe.
A porownanie z III Rzesza jest zupelnie nietrafione. Juz lepsze byloby z Chile za czasow Pinocheta... :) 2009/10/30 17:27:04
Mocna opowieść...
W Brazylii (Sao Paulo) nigdy nie miałem żadnych spotkań z policjantami, choć muszę przyznać, że dużo chodzę ulicami i często po zmroku. Tzn. jestem "celem" dla policjantów, zwłaszcza tych ze specjalnych jednostek patrolujących ulice (ROTA) i szukających ewentualnych dilerów. Brazylijscy policjanci na pewno budzą spory respekt, zwłaszcza podczas kontroli drogowych paradując z karabinami i wielkimi naganami, ale na codzień raczej nie uprzykrzają życia nikomu i nie słyszałem nigdy od znajomych jakichś niemiłych historii doznanych od gliniarzy. Kiedy pracowałem w barze często miałem klientów-policjantów, którzy na służbie pili sobie piwko, koniaczek z colą dla niepoznaki czy kaszasę, zawsze jednak z dłonią opuszczoną na broń. Sam nawet dwóch policjantów poznałem, podczas domowych imprez. :-) Podsumowując, w SP raczej trudno o taki przypadek jak ten opisany wyżej. Poziom złodziejstwa czy korupcji policjantów nie jest aż tak wysoki, choć do aniołków nie należą.
Gość: migueluski, 200.6.187.15*
2010/12/19 00:20:15
Witam
ufff troche zrobila na mnie wrazenie wenezuela under chavez. w skrocie bylem tam przez rok od 2001 do2002. i mam ochote wrocic ale ... od lutego 2010 jade samochodem przez amer. lacinska, chile, brazylia, paragwaj, argentyna, boliwia, peru, ekwador, kolumbia (obecnie) , samochod jest na numerach chilijskich ;) i tak sobie mysle, czy to jest dobry pomysl jechac od granicy z kolumbia na np margarite ? znam b dobrze hiszpanski itd ,ale nie mam zamiaru dzielic sie wszystkim z policja , gwardia rew. i innymi wynalazkami. jak na razie przez 25 tys km po amer. lac. tylko raz polcija ( w paragwaju) wymusila na mnie lapowke ( ok. 30 usd), w peru probowali ale dali sobie spokoj, np w ekwadorze i kolumbii b b mili i grzeczni 0 problemow. ale na mysl o venezuelii to sam nie wiem, wydaje mi sie , ze pomsyl jest zly, ale chcialbym sie mylic. dzieki za porady. saludos migueluski |