|
|
Blog > Komentarze do wpisu
To oni chcieli zabić Moralesa?Boliwijczyk, Hiszpan, Węgier, Chorwat, Żyd, Katolik, Muzułmanin, członek Opus Dei, komunista, socjalista, nacjonalista, internacjonalista, admirator i krytyk Che Guevary, pisarz, aktor, poeta, dziennikarz, korespondent wojenny, reżyser, nauczyciel akademicki, żołnierz, partyzant, anarchista, agent kontrwywiadu, uczeń szkoły KGB, pro-Irańczyk i pro-Palestyńczyk, zaciekły krytyk Stanów Zjednoczonych, antyfaszysta, protybetański aktywista... Choć trudno w to uwierzyć, te wszystkie powyższe określenia dotyczą jednej i tej samej osoby:
Eduardo Rózsa-Flores (1960-2009) Dobrze znał hiszpański, włoski, chorwacki, angielski i rosyjski. Dogadywał się w kilku innych językach. Mieszkał w Boliwii, Chile, Szwecji, na Węgrzech, w Hiszpanii, Chorwacji, Izraelu, ZSRR, w Albanii. Miał 49 lat gdy zginął od kul boliwijskiej policji. W tym tygodniu, w Santa Cruz. To właśnie on uznawany jest za przywódcę domniemanych terrorystów, którzy – zdaniem boliwijskich władz – planowali m.in. zamach na prezydenta Evo Moralesa. Bzdura, krzyczą na internetowych stronach jego znajomi i przyjaciele. Ale nikt też nie dostarcza, żadnego rozsądnego wytłumaczenia tego, co się stało. Póki co. Anrdás Kepes, ponoć najbliższy przyjaciel zabitego, twierdzi że wszystko stanie się jasne 21. kwietnia. Tego dnia węgierska telewizja ma wyemitować ostatni wywiad z Eduardo Rózsa-Floresem. Jego video-testament. Nagrany kilka tygodni temu, miał zostać upubliczniony tylko w przypadku, gdyby Rózsa-Flores nie wrócił z Boliwii. I nie wróci. „Boliwijski rząd ma swoją wersję wydarzeń, tamtejsza opozycja własną, 21 kwietnia poznamy wersję Eduardo: powie nam dlaczego pojechał do Boliwii. Wszystkie elementy puzzla ułożą się w całość, poznamy tło wydarzeń, które teraz każdy interpretuje w inny sposób” – uważa András Kepes. Najbliżsi twierdzą, że Eduardo Rózsa-Flores przygotowywał w Boliwii kolejny film. Węgierscy dziennikarze próbujący na miejscu odtworzyć ostatnie dni jego życia twierdzą, że w oficjalnej wersji wydarzeń jest wiele luk. Że w hotelu w Santa Cruz nie doszło do żadnej wymiany ognia, że strzelała tylko jedna strona – boliwijska policja. A słynny skład broni i materiałów wybuchowych odnaleziono w zupełnie innym miejscu. Tłumaczą też, że tak zaprawiony w bojach człowiek jak Eduardo Rózsa-Flores, gdyby rzeczywiście konspirował, to znalazłby sobie lepsza kryjówkę, niż prestiżowy, pięciogwiazdkowy hotel w którym na każdym korytarzu są kamery. I że nie traciłby czasu na ciągłe uzupełnianie swego bloga i tworzenie grafik dla kampanii na rzecz uwolnienia 5 węgierskich chłopców zamkniętych w serbskim więzieniu... Blog Eduardo Rózsa-Floresa jest tutaj. Mieszają się w nim wpisy po węgiersku, hiszpańsku i angielsku. Są też na nim dziesiątki linków do przeróżnych organizacji z którymi najwyraźniej sympatyzował. Niezły melanż. Propalestyńskie, anarchistyczne, proirańskie, protybetańskie – nie są to raczej typowe sympatie „skrajnie prawicowego faszysty”, jako którego przedstawiają go boliwijskie władze. Nawet ten boliwijski ruch Nación Camba, z którym najwyraźniej miał kontakty, z faszyzmem mało ma wspólnego. Jeśli już to z rasizmem, ale takim strasznie ciężkim do zrozumienia dla nie-Boliwijczyka. Bo cambiści są równie wrogo nastawieni zarówno do Białych, jak i do większości boliwijskich Indian. Oni głoszą supremację rasy Camba, czyli melanżu krwi dawnych hiszpańskich kolonizatorów, oraz „nizinnych” indian Guaraní i Mojeño. Tymczasem matka Eduardo Rózsa-Floresa miała swe korzenie w hiszpańskiej arystokracji, ojciec był ochrzczonym, węgierskim Żydem-ateistą. Więc on sam też niespecjalnie był Camba. Zdaniem boliwijskich władz grupa była prawdopodobnie finansowana przez Branko Marinkovicia, chorwackiego milionera-biznesmena z Santa Cruz. Dlaczego, w jakim celu? I jeśli to prawda, to dlaczego jeszcze nie został on aresztowany? Nie wiadomo. Po przeczytaniu dzisiaj wielu wywiadów, tekstów biograficznych i – przede wszystkim – obejrzeniu filmu o Eduardo Rózsa-Floresie, jestem w stanie uwierzyć we wszystko. A najbardziej w to, że postradał zmysły. Bo w jego 50-letnim życiu wydarzyło się tyle, że można by tym obdarować kilkanaście życiorysów i każdy z obdarowanych mógłby mówić o wielu niesamowitych przeżyciach. Film zamieszczę w kolejnej notce. I naprawdę warto go obejrzeć. Historia radykalnego latynosko-węgierskiego komunisty, syna doradcy Allende, wojennego korespondenta, który nagle identyfikuje się z Chorwatami i zaczyna walczyć o niepodległość ich ojczyzny. I walczy tak zaciekle, że Franjo Tudjman nagradza go chorwackim obywatelstwem... I to wszystko wydarzyło się naprawdę. Zagubiony idealista? Ekstremista? Nie wiem. Na pewno fascynująca postać. Póki co jeszcze kilka słów o tych, którzy zostali zabici wraz Eduardo Rózsą-Floresem. Bo chyba jest już w końcu pełna jasność, co do personaliów i narodowości. I rzeczywiście ich profile niespecjalnie odpowiadają temu, czego moglibyśmy oczekiwać od członków ekipy filmowej... Ale też raczej nie typowe psy wojny. Zabity Irlandczyk Michael Martin Dwyer był 25-letnim inżynierem budownictwa. Amator broni i były pracownik firmy ochroniarskiej. Rodzinie powiedział, że do Boliwii jedzie „trenować”. Później informował, że znalazl tam pracę. Także w branży ochroniarskiej... Trzecia ofiara, urodzony w Rumunii Węgier, Árpád Magyarosi, to 28-letni nauczyciel, poeta, piosenkarz i kompozytor. Od pewnego czasu mieszkał w Brazylii. Zdaniem znajomych typowy „chłopak z gitarą”:
Oto jedna z z kilkunastu jego piosenek, jakie można znaleźć na YouTube (może ktoś z Was zna węgierski i zdradzi o czym śpiewa?):
Poza trójką zabitych, boliwijskiej policji udało się zatrzymać żywych, dwóch członków grupy: Pierwszy to kolejny Węgier urodzony w Rumunii, Előd Tóásó. On także mieszkał od pewnego czasu w Brazylii i jest absolwentem węgierskiej akademii wojskowej z tytułem inżyniera. Drugi to Boliwijczyk Mario Francisco Fardig Astorga. O nim nie udało mi się znaleźć żadnych dodatkowych informacji.
>Technorati tags: Boliwia, Evo Morales, zamach, Eduardo Rózsa-Flores, terroryzm, najemnicy. niedziela, 19 kwietnia 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Chico, czyli Eduardo Rózsa-Flores
z Podróż na Południe
Film podzielony jest na 14 około 8. minutowych części. Wszystkie są z angielskimi napisami. Oczywiście jestem bardzo ciekawy Waszych ... » Wysłany 2009/04/19 05:41:03
Komentarze
Gość: , inet20907nb-3.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2009/04/19 11:24:16
Prawicowy faszysta? Przecież to sprzeczność.
Gość: rudziel, 136.173.162.12*
2009/04/20 09:37:24
Tytuł piosenki to w tłumaczeniu "Czerwone serce, biały śnieg, zielony liść". Na tyle na ile mi pozwala moja marna znajomość węgierskiego, to "teledysk" dość dobrze oddaje
jej słowa, które mówią o miłości do pięknej węgierskiej ziemi i zadumie nad jej burzliwą historią...w każdym razie nie ma w niej nic o planowanym zamachu na Moralesa :) 2009/04/24 17:10:10
Zupelny offtopic:
Ten blog został przeze mnie nominowany do Konkursu bobbyy.pl Aby wziąć udział w konkursie, jako autor musisz go jednak oficjalnie zgłosić na stronie konkursu. Jeśli jesteś czytelnikiem tego bloga i zgadzasz się z moją nominacją, możesz oddać swój głos na stronie z profilem bloga Pełny link do nominacji: bobbyy.pl/nominacja.php?id=163
Gość: mariusztravel, 093105182024.bialystok.vectranet.pl
2009/04/30 10:27:47
Ciekawe co było w tym wideo-testamencie, który miał być wyemitowany 21 kwietnia. Zaglądam na różne strony ale nic więcej o tej sprawie nie znalazłem. Tierralatina, jeśli masz jakieś nowe informacje to podziel się proszę! Bardzo interesująca historia.
|
Gratuluję bloga i wiedzy. Sam też coś próbuję [a=peruiokolice.blogspot.com]pisać[/a] - z sąsiedniego Boliwii i na szczęscie spokojniejszego Peru. Pozdrowienia