BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Pogłębianie demokracji. Głodem.

Okres poprzedzający święta wielkanocne zwany jest w katolickim świecie Wielkim Postem. I chyba boliwijski prezydent Evo Morales nazwę tą wziął sobie za bardzo do serca... i zaczął pościć.

Żartuję. Ale tylko trochę. Bo rzeczywiście prezydent Boliwii w Wielki Czwartek przestał przyjmować pokarmy. Jednak jego akcja nie ma żadnego podłoża religijnego. Choć Wielkanoc w Latynoameryce już się kończy (poniedziałek jest normalnym pracującym dniem), Morales nadal głoduje. I zapowiada, że będzie głodować „do końca”.

A koniec to w tym przypadku przyjęcie przez Parlament nowego prawa wyborczego w postaci jaką sobie wymarzyła lewicowa koalicja prezydenta.

Widać boliwijski prezydent szybko się uczy. I od swego wenezuelskiego mentora Hugo Cháveza przejął już zasadę, że demokracja jest dobra, tak długo jak jej wyroki są zgodne z linią rządzącego.

Choć oczywiście boliwijski prezydent w swym szantażu nie widzi nic zdrożnego. Przeciwnie, jest zdania, że swym strajkiem głodowym „pogłębia boliwijską demokrację”.

O co dokładnie w tym boliwijskim teatrze politcznym chodzi? O zaplanowane na 6 grudnia wybory prezydenckie i parlamentarne.

Nowa obowiązująca od lutego boliwijska Konstytucja m.in. zniosła zakaz ubiegania się o reelekcję przez urzędującego prezydenta (nie przypomina Wam to czegoś?). Morales zamierza oczywiście do najwyższego fotela w państwie ponownie kandydować i, jeśli wierzyć aktualnym sondażom, wyborcze zwycięstwo ma w kieszeni.

Problem w tym, że do zorganizowania wyborów w grudniu Boliwia potrzebuje nowego prawa wyborczego. Stare do obecnej konstytucji nie pasuje. Zwłaszcza, że nowa ustawa zasadnicza zmieniła także skład i strukturę Parlamentu. Będzie miał on inna ilość deputowanych, inne mają być okręgi wyborcze. Zdaniem opozycji wszystko zaplanowane jest tak, aby prezydent i jego ludzie zgarnęli jak najwięcej.

Dlatego opozycja, która wciąż ma minimalną większość w Senacie, postanowiła jeden twardy warunek – stworzenie od nowa list wyborców. Bo już od dawna się mówi, że na tych aktualnych są olbrzymie ilości „matrwych dusz”, które oczywiście we wszystkich głosowaniach jednomyślnie popierają aktualnego prezydenta.

I coś chyba w tym musi być, bo rządowa koalicja powiedziała: „Nie ma mowy. Listy są świetne, a opozycyjna propozycja to tylko strata czasu i pieniędzy.” W ospowiedzi na to opozycyjni senatorowie opuścili Parlament. Nie ma quorum, nie będzie ustawy. A bez ustawy nie będzie grudniowych wyborów. Pat.

Prezydent próbuje go właśnie rozwiązać. Głodując.

Twierdzi, że nie przestanie póki prawo wyborcze nie będzie gotowe. Oczywiście uważa też przy tym, że opozycja zmuszając go do głodowania „szykuje zamach na jego życie”. I z góry zapowiada, że jeśli umrze to będzie to wina „ambasady USA i boliwijskich prawicowych faszystów”.

Głodówka oczywiście odbywa się przed kamerami telewizji, które niemal non-stop transmitują wszystkie jej najważniejsze momenty. Prezydent śpi, prezydent się myje, prezydent napił się wody, prezydenta boli głowa, towarzysz prezydenta zasłabł. Lepsze niż Big Brother.

Zwłaszcza, że prezydent nie głoduje sam. Na materacach rozłożonych w hallu Palacio Quemado, siedzibie boliwijskich prezydentów, Moralesowi towarzyszy w głodzie 14. działaczy związkowych i rolniczych. Dzisiaj, w swoim biurze, przyłączył się do nich także minister zdrowia. Wszyscy jednak z tą głodówką trochę oszukują... Bowiem nie jedzą nic poza... cukierkami. I do tego żują liście koki.

Trochę to kabaret, ale skończyć się może dramatycznie. Bo w kraju na znak solidarności z prezydentem głodówki rozpoczęło już ponad 2000 osób i niektórzy zapowiedzieli, że nie będą nawet pić wody. Zdaniem obserwatorów rosnące napięcie społeczne, cały czas podsycane przez prezydenta, może doprowadzić do kolejnej fali zamieszek i aktów agresji. Jednego z opozycyjnych senatorów już zresztą pobito pod Parlamentem.

Opozycja, póki co, twierdzi jednak że nie da się zastraszyć. I że szantażu w polityce nie akceptuje. O zdrowie prezydenta też się nie martwi. Jej przedstawiciele zauważają, że Morales ostatnio mocno przytył, więc jeśli zrzuci kilka kilogramów, to tylko mu wyjdzie na zdrowie...

Prezydent, który już odwołał wszystkie swe zaplanowane zagraniczne wizyty, także twierdzi że nie ustąpi. I przypomina, że w głodowaniu ma już spore doświadczenie. W 2004 roku, gdy parlament odebrał mu poselski mandat za namawianie hodowców koki do stawiania oporu policji, dzisiejszy prezydent protestował nic nie jedząc przez 18 dni. Mandatu jednak wówczas nie odzyskał...

Może tym razem jednak do 18 dni nie dojdzie? Według ostatnich doniesień koalicja rządowa skłania się jednak ku zaakceptowaniu tworzenia nowych list wyborczych.


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , .

poniedziałek, 13 kwietnia 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Przedziwne rzeczy dzieją się w Boliwii z Podróż na Południe
Przedziwne rzeczy dzieją się w Boliwii w ostatnich dniach. Wpierw prezydent ogłasza strajk głodowy , twierdząc że pogłębia w ten sposób demokrację, po czym... akceptuje żądania opozycji i twierdzi, że porozumienie zawarto dzięki jego protestowi. Teraz ... »
Wysłany 2009/04/17 07:09:59
Komentarze
2009/04/13 20:01:02
Przerazajace. Ci niektorzy latynoscy przywodcy zachowuja sie jak pajace, a potem sie oburzaja, ze niektorzy ludzie nie maja do nich szacunku. Zreszta w bananowej republice Europy, czyli naszej Polsce, tez czasami nie jest lepiej. Tez momentami odnosze wrazenie, ze nasz prezydent robi wszystko aby sie (i swoj urzad) osmieszyc.
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/04/14 09:33:23
"od swego wenezuelskiego mentora Hugo Cháveza przejął już zasadę, że demokracja jest dobra, tak długo jak jej wyroki są zgodne z linią rządzącego" - to rozumiem żart, biorąc pod uwagę fakt że Chavez respektuje niekorzystne dla siebie wyniki głosowań.
Ponadto z artykułu wynika, że w Boliwii po jednej stronie stoi prezydent-szantażysta na czele motłochu rodem z artykułów stasińskiego, po drugiej natomiast miłująca pokój opozycja, która broń Boże nie ma nic wspólnego z zaostrzaniem konfliktu w tym państwie. Wychodzi więc na to że zaślepienie nienawiścią do "boliwariańskich" rządów niekoniecznie idzie w parze z obiektywizmem.
-
2009/04/14 09:40:15
@bolo: Kto szantazuje strajkiem glodowym? Opozycja? To zachowanie pajaca, nie polityka. Bez wzgledu na to czy jest on prawicowy, czy lewicowy. Tak sie sklada, ze najwyrazniej obecnie w Ameryce Lacinskiej pajace sa lewicowi. Ale tych prawicowych na swiecie tez nie brakuje.
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/04/14 11:02:24
Szantaż "demokratycznej" opozycji, która od lat grozi secesją kontrolowanych przez siebie prowincji, gdyż kolejne wybory i referenda nie idą po jej myśli, oczywiście szantażem nie jest. Ale może rzeczywiście skupmy się na pajacowaniu indiańca - to przecież ciekawszy temat.
-
2009/04/14 17:30:52
@bolo: Wydaje mi się, że to tobie rażąco brakuje obiektywizmu. Ja sama mam zdecydowanie lewicowe sympatie polityczne i na pewno bliżej mi do takiego Chaveza i Moralesa, niz do kolumbijskiego Uribe. Jednak nie przeszkadza mi to w widzeniu wad i naduzyc tych pierwszych i sukcesow tego drugiego. Nikt nie jest bialy, nikt nie jest czarny. Tyranem jest Castro, tyranem był Pinochet jedno nie wyklucza drugiego. Niestety.
W tym konkretnym przypadku Morales niestety się zbłaźnił. Prezdent stosujący pozakonstytucyjne metody presji na parlament, po prostu gwałci demokrację. Kropka. Bez względu na to, czy jest Indianinem, czy Białym, czy jest lewicowcem, czy prawicowcem. Skandaliczne zachowanie boliwijskiej opozycji w innych sytuacjach nie jest tu żadnym wytłumaczeniem. Prezydent powinien być ponadtym, nie zniżać się do poziomu bandytyzmu politycznego. A Morales niestety to robi. Zapomina, że jest prezydentem _wszystkich_ Boliwijczyków. Nie tylko tych, co na niego głosowali. Namawianie swych zwolenników, aby spuścili manto przeciwnikom nie przystoi głowie państwa. Bez względu na to, jak ci przeciwnicy się zachowują.
Wydaje mi się, że z Moralesem jest podobnie jak było z Wałęsą. Był świetnym związkowcem, ale zbłaźnił się jako prezydent. Brakowało niestety mu klasy i intelektu. Kierowanie strajkiem, czy protestami to nie to samo, co kierowanie państwem.
-
2009/04/14 19:43:09
@bolo: Napisalem o konkretnej, aktualnej sytuacji. To, ze niektorzy czlonkowie opozycji sa nieodpowiedzialnymi idiotami, w zaden sposob nie tlumaczy i nie usprawiedliwia nieodpowiedzialnego i idiotycznego zachowania prezydenta. Powiem wiecej: przyklad powinien isc z gory. I idzie. Ale zly.

@latinbrand: Dosc celne to porownanie miedzy Moralesem i Walesa. Sporo tu analogii (niestety).
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/04/15 13:46:04
"Namawianie swych zwolenników, aby spuścili manto przeciwnikom" - można prosić o przykład?
Poza tym, proszę - nie porównuj Moralesa do Wałęsy. Ubliżasz temu pierwszemu, którego prezydentura przynosi jakieś wymierne korzyści rdzennej ludności Boliwii, dotychczas stanowiącej zbiór obywateli drugiej kategorii. A i ze względów geopolitycznych takie porównanie to potwarz dla Moralesa;).
Chyba przesadzasz z "gwałceniem demokracji" - czy on kogoś do czegoś zmusza? "A niech se głoduje" - zawsze mogą powiedzieć "demokraci" z opozycji...
Poza tym nie oszukujmy się - problem z Moralesem nie polega na tym czy głoduje czy nie. Nie odkryję chyba Ameryki jeśli napiszę że prawdziwa przyczyna ataków na niego to:
wiadomosci.wp.pl/kat,9271,title,Prezydent-Boliwii-rozdaje-ziemie-ubogim-Indianom,wid,10944116,wiadomosc.html
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/04/15 13:48:25
-
2009/04/15 14:06:33
@bolo: Nie odwracaj kota ogonem. Gwalciciel ma przede wszystkim tupet. Dopial swego bynajmniej nie przez glodowke, po prostu wszystkie postulaty opozycji dotyczace prawa wyborczego zostaly spelnione.

Zas co do namawiania przez prezydenta i jego ludzi do rozwiazan silowych, to przyklady mozna (niestety) mnozyc. Chociazby zdemolowanie domu i pobicie czlonkow rodziny Victora Hugo Cardenasa, indianskiego intelektualisty i krytyka Moralesa.
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/04/16 13:09:03
...że niby Morales do tego nawoływał? Źródło proszę. Z tego co wiem Cardenas padł ofiarą napaści ze strony pobratymców którzy uważają go za zdrajcę.
-
2009/04/16 19:22:15
@bolo: Morales do niczego konkretnego nie nawoluje. Ale umiejetnie podsyca atmosfere i gwarantuje calkowita bezkarnosc za tego typu czyny. To wystarczy. Strategia stosowana i sprawdzona przez Chaveza. Bardzo skuteczna.
-
2009/04/16 21:41:38
Ja nie mam zadnych przekonan politycznych(moze to kiepsko o mnie swiadczy),ale zauwazylam od jakiegos czasu ,brak bezstronnosci politycznej autora blogu.Wczesniej zagladalam tu czesciej ,ale po paru artykulach zaczelam odczuwac narastajaca niechec.Konkurs pieknosci politykow mnie dobil.Do tej pory blog ten byl znakomita skarbnica wiadomosci o Am.Pld.A zmienia sie w kierunku krytyki rzadow Chavesa i Moralesa.Brak obiektywizmu-to moj zarzut.A kto i dlaczego chce sie dobrac do skory Moralesa i Chavesa to akurat nie jest specjalnie trudne do odgadniecia dla kogos kto choc troche interesuje sie tym ,co sie w swiecie dzieje i wie co jest grane.A co do glodowki : juz lepsze cyrki widzielismy w wykonaniu wszelkiej masci politykow, w mysl zasady -cel uswieca srodki.Polityk ma byc skuteczny.I jak widac jest.
-
2009/04/16 22:38:42
@tartaczek: Konkurs polityki byl zartem bez zadnego podtekstu politycznego. Wydawalo mi sie, ze bylo to dosc jasne. Ale, jak widze, nie bylo. Trudno. Na szczescie wielu osobom sie spodobal.

Teraz druga sprawa, wazniejsza. Ten blog, to nie jest gazeta, ani agencja prasowa. Nigdy nie mialem takiej ambicji. Po prostu staram sie przblizac na tym blogu ten wciaz malo znany w Polsce kontynent, piszac o rzeczach, ktore mnie bulwersuja, interesuja, smiesza, denerwuja. Pisze o sprawach i wydarzeniach ktore sam obserwuje, w ktorych uczestnicze, badz o ktorych slyszalem, badz czytalem. O rzeczach o ktorych sie na tym kontynencie mowi, ktore wywoluja tu emocje.

Czasem sa to sprawy powazne, czasem zupelnie blahe. Jak w zyciu. Jednego dnia pasjonuja nas wybory, nastepnego fantastycznie przygotowana ryba w nadmorskiej restauracyjce.Z oczywistych powodow nie moge napisac o wszystkim. Czyli musze dokonac wyboru. Jak najbardziejn subiektywnego wyboru.

Oczywiscie, staram sie zawsze pisac prawde, ale nie jest nigdy to nie jest "cala prawda", zawsze tylko jej jakis wycinek. Zawsze bowiem mozna napisac wiecej, a na kazda rzecz spojrzec z tysiaca innych perspektyw. Dlatego zreszta nie wydaje mi sie, ze mozna byc w jakiejkolwiek sprawie calkowicie obiektywnym. No chyba ze porownuje sie wskazniki makroekonomiczne i rzeczywiscie obiektywnie widac, ktory kraj ma lepsze wyniki gospodarcze, a ktory gorsze. Ale nawet w tedy mozna poddac w watpliwosc metodologie uzyskiwania tych wskaznikow...

O Chavezie ostatnio bylo sporo, ale wcale nie dlatego ze to jakis moj ulubiony negatywny bohater, ale po prostu dlatego, ze tak sie zlozylo iz czesto w ostatnich miesiacach odwiedzam Wenezuele. I, rzeczywiscie, denerwuje mnie korupcja, czy przemoc w tym kraju. O wiele wieksza niz w jakimkolwiek innym panstwie Ameryki Poludniowej. Wiec o tym pisze, bo dotyka mnie to bezposrednio.

O Moralesie akurat czesto nie pisze, wiec nie rozumiem skad Twoj zarzut.

Zupenie zas nie mam zamiaru dobierac sie do niczyjej skory. Zreszta nie raz chwalilem juz na tym blogu wspomnianego Moralesa, ba zdarzalo mi sie nawet, ze bronilem Chaveza.

Bo ja, wbrew pozorom, wcale nie jestem antylewicowcem. Zdecydowanie blizej mi do umiarkowanej lewicy, niz do prawicy. Np. stokroc wole takiego Lule, od Uribe.

Poza tym zawsze jestem gotowy do dyskusji. Bo moze sie przeciez zdarzyc, ze cos zle zinterpretowalem, zle zrozumialem, cos waznego przeoczylem. Dlatego rownie wazne jak moje wpisy, sa tez Wasze komentrze. Czasem wytykacie w nich moje bledy (za co zawsze dziekuje), czasem piszecie o wlasnych - innych - doswiadczeniach, dokladajac do mojej historii kolejny wycinek rzeczywistosci, kolejny fragment prawdy.

Reasumujac: przykro mi, ze odczuwasz niechec do tego bloga, ale - naprawde - niewiele moge na to poradzic. Pisze tak jak pisalem, czasem czesciej, czasem rzadziej. Obiecac moge jedynie, ze wkrotce mniej bedzue tu mniej Chaveza bo mam w planie powolne przemieszczanie sie na poludnie kontynentu.
-
2009/04/16 23:08:18
@tierralatina: Nic nie zmieniaj. Jest dobrze. Jak ktoś chce mieć tzw. pozorny obiektywizm, niech czyta np. BBC. Oni też dużo piszą o Ameryce Łacińskiej. To taka wstępnie przetrawiona informacyjna papka, nie wymagająca od czytającego wiele myślenia.
To co lubię u Ciebie, co sprawia że czytam ten blog regularnie, to właśnie fakt, że jest on pisany przez kogoś kto pisze nie tylko o suchych faktach, ale także o tym co o nich myśli. Mogę się z tym co piszesz zgadzać, lub nie to już jest inna sprawa, ale przynajmniej czasami zmuszasz mnie do refleksji. Nie czytałbym czegoś, co by mnie nigdy nie zaskakiwało, czegoś z czym bym się zawsze zgadzał, czegoś co jedynie by mnie utwierdzało w tym co wiem i tym co na dany temat myślę.
Nie szukam u Ciebie obiektywizmu. Szukam elementów do puzzla jakim jest wiedza o świecie, konfrontacji teorii z praktyką. Lubię też często tu obecną ironię i wyczuwalnz krytyczny dystans do opisywanej rzeczywistości.
Podziwiam Cie też za cierpliwość z jaką czasami tłumaczysz czytelnikom tego bloga, że świat nie jest jednak biało-czarny. Że za bandytę można uważać i Castro i Pinocheta. Ze nie trzeba opowiadać się po żadnej z tych stron. Ja bym tak nie potrafił. Ale jak nie jestem niestety tolerancyjny wobec ludzkiej głupoty.
-
2009/04/17 00:13:17
@tartaczek: Mam wrazenie, ze Ty bys chciala czytac tylko i wylacznie rzecz zgodne z Twoja wizja Ameryki Lacinskiej. Dla mnie ten blog tez byl skarbnica wiadomosci o tym kontynencie. I jest nadal. Mimo, ze czesto z nie zgadzam sie z ocenami autora. Tak jak czesto, jeszcze czesciej, nie zgadzam sie z tym co jest napisane na blogu Czerwone i Czarne. Mimo to uwazam oba za bardzo dobre. I uwielbiam spory obu autorow.
Lubie blogi, gazety, autorow, ktorzy mnie draznia, prowokuja. Nie ma nic nudniejszego jak czytanie rzeczy ktore zupelnie pokrywaja sie z tym co mysle, z moim wlasnym zdaniem. Po co je czytac w takim razie? Coz lepszego i bardziej stymulujacego niz konfrontacja moich wlasnych przemyslen, spostrzezen, wyobrazen z inna osoba?
Wiem, ze to nie zawsze jest latwe. Ale jakze wzbogacajace. Sprobuj.
-
2009/04/17 07:13:45
- "Ten blog, to nie jest gazeta, ani agencja prasowa. Nigdy nie mialem takiej ambicji. Po prostu staram sie przblizac na tym blogu ten wciaz malo znany w Polsce kontynent, piszac o rzeczach, ktore mnie bulwersuja, interesuja, smiesza, denerwuja. Pisze o sprawach i wydarzeniach ktore sam obserwuje, w ktorych uczestnicze, badz o ktorych slyszalem, badz czytalem. O rzeczach o ktorych sie na tym kontynencie mowi, ktore wywoluja tu emocje. "

Nie tylko ten blog, formuła każdego www na całe szczęście jest taka, że to nasze, autorskie widzenie świata, postrzeganie go przez pryzmat własnej osoby i... konfrontowanie na gorąco z cudzym tokiem myślenia.
Zazdroszczę Ci mimo wszystko tych antagonistów Tierrala.
Wywołujesz emocje, nie jesteś mdły - tak trzymaj.
pzdr
-
2009/04/17 09:40:53
Będzie głos ignorantki w sprawach Ameryki PD, ale nie w sprawach obiektywizmu na blogach. Skąd ten pomysł w ogóle? Jest jedym z bardziej zabawnych, jakie kiedykolwiek słyszałam ... Moim zdaniem, z założenia blogi mają być nieobiektywne. Taka jest ich siła i wartość - osobiste zdanie autora. To nie są media publiczne i chwała Bogu. A jak się komuś nie podoba, to zawsze można nie wchodzić i nie cyztać. Proste :) Pozdrawiam.
-
2009/04/17 09:59:14
Tartaczek: Jak możesz pisać : nie mam żadnych przekonań politycznych? To dokladnie tak jakbys napisala nie potrafie myslec.
Kazdy myślący człowiek ma jakieś przekonania. Czasem z tego sobie nie zdaje sprawy, nie potrafi ich nazwać, albo wstydzi się je wyartykułować, ale ma. Nie wierzę, że jest Ci obojętne czy i jakie płacisz podatki; czy za szkoły i lekarza trzeba płacić, czy też są darmowe; czy na czele twego państwa stoi faszysta, rasista, czy ekolog. A to wszysto jest przecież polityka. Może tu kryje się Twój problem. Świat nie jest aseptyczny i ten blog to dobrze pokazuje. Zmusza Cię do opowiedzenia się po którejś ze stron. A Ty się przed tym podświadomie wzbraniasz?
-
Gość: bolo, 80.240.177.13*
2009/04/17 13:23:04
Zarzut nieobiektywizmu rzeczywiście nie na miejscu. Taki ma być blog. Autor może popierać niedawnych panów Wenezueli i Boliwii bądź nie, według własnego uznania. Mimo że nie zgadzam się z linią polityczną blogu, cały czas uważam go za skarbnicę wiedzy o Ameryce Łacińskiej.
-
2009/04/17 17:41:08
@bolo: Tak z ciekawości? Jaka jest, Twoim zdaniem, linia polityczna tego blogu? Jak ją nazwiesz? Bo ja już czytałem wypowiedzi czytelników wyzywających autora zarówno od lewaków (bo np. mocno krytykuje Pinocheta), oraz innych którzy twierdzą, że jest faszystą (bo np. nie podoba mu się Chavez).
-
Gość: bolo, 86-49-n1.aster.pl
2009/04/18 01:26:57
@otwarteusta: Zaspokoję Twoją ciekawość;) - rzeczoną linię nazwałbym liberalną.
Natomiast jeśli chodzi o stosunek do boliwariańskich przywódców - a o tym przecież pisała tartaczek - nie da się chyba ukryć że tierra jest postępującym chavezożercą. Ostatnio najwięcej uciechy sprawiła mi na tym blogu ta oto wiadomość:
tierralatina.blox.pl/2009/04/Przedziwne-rzeczy-dzieja-sie-w-Boliwii.html
I wcale nie chodzi o to że odpalili jakichś psów gończych imperializmu:). Radochę sprawił fakt umieszczenia na końcu ni z gruchy ni z pietruchy linka do artykułu o kosmicznej hiperinflacji w Zimbabwe. Średnio związany ze strzelaniną w Boliwii link został umieszczony w kontekście... rzecz jasna ekscesów Chaveza! Rozumiecie, kochani: Boliwia-Morales-Chavez-Mugabe-Zimbabwe-hiperinflacja. Tak więc przyszłość dwóch krajów w Ameryce Południowej nie stanowi już dla nas tajemnic.
-
2009/04/18 01:47:47
@bolo: Oj zdecydowanie nadinterpretujesz moje czyny. Taki jest juz zwyczaj na tym blogu, ze zawsze informuje o nowych notkach które zamieszczam, bardzo nieregularnie, na blogu Tierra Incognita. Wiec to, ze link ten pojawil sie pod notka o wydarzeniach w Boliwii jest absolutnym przypadkiem. Gdybym pisal wczoraj, nie wiem, np. o winnicach w Mendozie to link do tekstu o Zimbabwe znalazlby sie pod tekstem o winnicach. I bylby z nim tak samo zwiazany, jak z tekstem o Boliwii. Czyli, mowiac krotko, w zaden sposob.
Nie wspominalem tez przy okazji o zadnych ekscesach Chaveza, to juz Twoja wyobraznia. Jedynie wspomnialem zgodnie z prawda ze wenezuelski prezydent uwaza Mugabe za swojego sojusznika i przyjaciela. No chyba ze to wlasnie uwazasz za eksces. Moze masz racje...
Ale jesli juz koniecznie chcesz sie doszukiwac podobienstw, to rzeczywiscie mozesz to robic. Bo tak jak Zimbabwe przoduje w inflacji w Afryce, tak Wenezuela jest liderem w Ameryce. Choc oczywiscie skale tego fenomenu sa bez porownania.
Czy jestem zas chavezozerca? Nie wydaje mi sie. Choc prawda jest, ze niezbyt za tym panem przepadam. Jednak nie ze wzgledow ideologicznych. Po prostu mialem nie raz okazje zobaczyc z bliska, to co sie dzieje pod propagandowym plaszczykiem jak to wszystko z bliska wyglada. I zapewniam Cie nie chcialbys tego zobaczyc. :)
-
Gość: bolo, 86-49-n1.aster.pl
2009/04/18 11:39:50
Ależ oczywiście chciałbym zobaczyć! W przeciwnym wypadku jestem skazany na relacje innych:(