|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Wenezuela jak PRL? Dokończenie.Poniższy tekst jest kontynuacją i integralną częścią poprzedniego wpisu. Podzielony on został tylko i wyłącznie z przyczyn technicznych.
No i jeszcze jedna, ostatnia na dzisiaj wenezuelska anegdotka. Też z pewnymi analogiami do PRLu. Chodzi o paszporty. Mam zanjomego, Enrique, który jest młodym zdolnym biologiem, na tyle zdolnym że w Wenezueli nie może się już w swej dziedzinie rozwijać, nie może dokończyć doktoratu. Więc, wcale nie myśląc o definitywnej emigracji, postanowił kontynuować naukę za granicą. W Meksyku znalazł laboratorium i profesora zainteresowanego prowadzonymi przez niego badaniami. Jednakże, jako że mój znajomy pochodzi ze średnio zamożnej rodziny, której nie stać na opłacenie jego pobytu i studiów za granicą, złożył on podanie do Fundayacucho. To istniejąca od wielu lat państwowa instytucja mająca pomagać młodym, zdolnym studentom oferując im stypendia krajowe i zagraniczne. I której oficjalne hasło od niedawna brzmi Kształtować dla Socjalizmu. Enrique został zaproszony na przesłuchanie. Przygotował się jak mógł, zabierając dotyczczasowe publikacje, listy polecające od profesorów, plan badań, pisemną gwarancję zatrudnienia przez największy wenezuelski, państwowy uniwersytet po obronie doktoratu, etc. Wszystko to okazało się zbyteczne. Bo zadawane mu pytania nie dotyczyły biologii, ale poglądów politycznych, jego opinii o boliwariańskiej rewolucji i komendancie Chávezie. Enrique tłumaczył, zgodnie z prawdą, że jego świat to mutacje komórek i mikroskopy, a nie polityka. Że nie chodzi na manifestacje, ani te czerwone, ani opozycyjne. Że w ostatnich głosowaniach nie brał udziału. Przesłuchująca go kobieta, chciała też usłyszeć co sądzi o poglądach politycznych ojca, który kiedyś podpisał się pod projektem referendum o odwołanie prezydenta Cháveza, za co zresztą został później zwolniony ze swej państwowej posady. Enrique wyjaśniał, że ojciec jest krytycznie nastawiony do zachodzących w kraju zmian, od czasu gdy w ulicznej strzelaninie zginął przypadkiem ojca brat... Nie przekonał decydentki. Stypendium nie dostał. Choć dostał zapewnienie, że za rok ponownie może się o nie ubiegać... Badania tyle nie będą oczywiście czekać. Enrique zwrócił się do bezpośrednio do kilku zagranicznych uniwersytetów i placówek badawczych. Odpowiedzieli Hiszpanie i Amerykanie. Wybór padł na bostoński MIT. Będą pieniądze na badania, będzie bardzo przyzwoita pensja, ale w zamian obowiązkowy kontrakt u uczelnią po obronie doktoratu. Enrique zdaje sobie sprawę, że oznacza to iż w Stanach Zjednoczonych pozostanie prawdopodobnie na zawsze. Boi się trochę, ale bardzo też przy tym cieszy. Nie tyle z wyjazdu, ale że będzie mógł kontynuować swe prace u boku najlepszych specjalistów. Pozostaje jednak jeden problem – paszport. Enrique dokumentu tego do tej pory nie posiadał, bo wyjeżdżał jedynie do ościennych krajów, gdzie wystarcza tylko dowód osobisty. W Wenezueli paszport, w przeciwieństwie do PRL, wciąż może mieć każdy. Teoretycznie. Bo w praktyce trzeba go zdobyć. I jest to zdecydowanie trudniejsze niż zakup papieru toaletowego. Proces jest szalenie skomplikowany. Trzeba rejestrować się przez internet, tam zdobyć numer dzięki któremu można być przyjętym w biurze paszportowym. A te są dwa na całe ponad 5 milionowe Caracas. Potem odstać swoje w kolejce. Złożyć papiery,zapłacić, czekać, odstać swoje po odbiór, ponownie zapłacić. Teoretycznie. Bo w praktyce szalenie trudno zdobyć ten internetowy numer. Ale można go od kogoś odkupić. Można też wynająć „stacza”, który będzie pilnował kolejki. Bo ta miewa do trzech dni długości. Można też znaleźć kogoś kto przyspieszy cały proces. Paszport w tydzień – sporo takich ogłoszeń na wenezuelskich internetowych forach dyskusyjnych. Ale to oczywiście kosztuje, nawet do 500. dolarów. Bez żadnej gwarancji bo naciągaczy też sporo. No i dokumenty giną. Raczej nie przez złośliwość, ale przez zwykły bałagan. A jak zginą to cały proces trzeba zaczynać od nowa. Gorzej jak zginie cały paszport, już wyrobiony a jeszcze nie wydany, bo wtedy kłopoty są jeszcze większe. Bo aby wyrobić zupełnie nowy, trzeba anulować stary. Tzn. ten nowy, ale nieodebrany. Tymczasem anulować coś, czego się nie ma nie jest rzeczą łatwą. Może się też zdarzyć tak, jak mojej koleżance, że w nowym paszporcie znalazła nie swoją datę urodzenia. Urzędnik stwierdził tylko: jeśli pani się to nie podoba, to może pani wystąpić o nowy... Dobrze że jej dołożono tylko kilka miesięcy. Bo tutejsza prasa opisywała niedawno przypadek studenta, który odbierając nowy dowód zorientował się, że został odmłodzony o równo 10 lat. I obecnie jest... nieletni. Czyli nie może głosować, otworzyć konta w banku, wynająć mieszkania, etc. I od miesięcy, jak dotąd bezskutecznie, walczy o poprawę tego. Bo to nie był tylko błąd w druku. Nie, nowa data urodzenia jest w centralnym systemie, cokolwiek miałoby to znaczyć... W sumie szacuje się, że obecnie na paszport oczekuje ponad pół miliona Wenezuelczyków. Najgorzej mają ci, którzy mieszkają zagranicą i dokument wyrabiają przez konsulat. Rekordziści czekają już ponad 3 lata.
Chavezowska rewolucja w liczbach: >Technorati tags: Wenezuela, biurokracja, polityka, gospodarka. środa, 04 marca 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
ffamousffatman
2009/03/04 13:42:24
Nie mam serca dodawać dowcipnego komentarza, nie każdy brak papieru, a nawet papierów, jest śmieszny.
2009/03/04 21:03:11
W konsulacie polskim w Chicago na paszport podobno czeka sie od 4 do 6 miesiecy i to sie wydaje 4 razy za dlugo, ale 3 lata? Ja piernicze.
2009/03/05 14:57:31
Ja na paszport w konsulacie w Santiago de Chile czekalem prawie 5 miesiecy, ale z gory mnie uprzedzono ze tyle wlasnie bedzie to trwac. I na ten okres, na wlasna prosbe, otrzymalem tzw. paszport tymczasowy, ktory jest wazny rok i na ktory czekalem niespelna tydzien.
2009/03/07 02:33:47
Ciekawe jest, ze jak piszesz o takich rzeczach to milosnicy Chaveza siedza cichutko. Dosc znamienne zjawisko. Ale nie zaskakujace.
2009/03/07 22:08:17
@minasgerais: Tak jak napisales - nie jest to zaskakujace. Bo w sumie co maja powiedziec/napisac?
@una1: Chcesz mi paczke z papierem wyslac? :) Nie dzieki. Nawet sobie nie wyobrazasz jak skomplikowanym i czasochlonnym procesem jest tutaj odbieranie paczki. Jesli dojdzie... Poza tym dzisiaj trafilem na moment w ktorym "rzucili" papier w jednym ze sklepow. I tym razem kupilem 8 rolek. :) 2009/03/09 19:45:45
Kurcze, a ja myślałam, że być Kolumbijczykiem za granicą jest prze..bane. Wygląda na to, że być Wenezuelczykiem jest jeszcze gorzej. To apropos paszportów.
Ale ten papier... musi być czasem "wesoło" w boliwariańskiej republice. Ktoś powinien takiego ichniego "Misia" o absurdach tej rzeczywistości nakręcić:) |