|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Rewolucja w policji. Boliwariańska.W Caracas okradli znajomego. Wenezuelczyka. Wyszedł z banku i chwilę potem dwóch nawet nie zamaskowanych napastników wciągnęło go w boczną uliczkę i przystawiając pistolet do głowy poprosiło o oddanie niespecjalnie wielkiej sumy pieniędzy, która właśnie wypłacił z konta. Miał szczęście, że poprosili – często w takich sytuacjach wcale nie proszą, tylko strzelają i biorą. Znajomy, jak łatwo sobie wyobrazić, nie miał wyjścia i schowaną w majtkach kopertę szybko oddał nagabującym go pistoleros. Ci znikli tak szybko, jak się pojawili... Jak na wenezuelską stolicję to historia w sumie dość banalna. Nie pisałbym o niej wcale, gdyby nie to co stało się później... Otóż znajomy, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, udał się natychmisast do najbliższego komisariatu aby zgłosić przestępstwo. Przyjmujący go funkcjonariusz Policji Miejskiej, która wbrew nazwie podlega obecnie centralnemu rządowi, okazał się być całkiem sympatyczny. Na tyle w każdym bądź razie, że Franklin opowiadając mi później całą historię, kilka razy to podkreślał. Bo ponoć nieczęsto to się zdarza. Sympatyczny policjant, po wysłuchaniu co zaszło i wystukaniu na ekranie komputera odpowiedniego protokołu, zapytał się znajomego, czy zostały mu jakieś pieniądze. Nie dużo, ale coś w portfelu zostało, złodzieje zabrali tylko kopertę z banknotami z banku – wyjaśnił indagowany. Na co oficer z zareagował z wyraźną ulgą, że to świetnie się składa, bo – jak się wyraził - pieniądze są konieczne do wydrukowania protokołu. Po czym dał mu prywatnego, co wyraźnie podkreślił, memory-sticka z zapisanym dokumentem i wytłumaczył gdzie znajduje się najbliższy cyber, czyli kafejka internetowa. Widząc zdziwienie petenta policjant z rozbrajającą szczerością ujawnił, że już od wielu tygodniu nie mają ani papieru, ani tuszu w drukarce, więc obywatele sami, na własny koszt, muszą drukować niezbędne papiery. I potem oczywiście wracać z nimi do podpisu i ostemplowania... To jest pewnie ta, zapowiadana przez Cháveza, rewolucja w bezpieczeństwie. I to wszystko w kraju będącym piątym na świecie eksporterem ropy naftowej. I którego rząd nieustannie chełpi się, że mimo krzyzsu ma kilkudziesiąt miliardów dolarów rezerw finansowych...
>Technorati tags: Wenezuela, policja, bezpieczeństwo, rewolucja. czwartek, 19 marca 2009, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
ffamousffatman
2009/03/20 06:25:03
Ale wiara, wiara w człowieka nie upada. Dał mu swój własny, cudzoziemcowi, klucz usb nie bawszy się nic a nic, że poszkodowany okradnie policjanta!
2009/03/20 10:18:14
o ludzie! jaka piekna scenka administracyjna! jak u nas na Wyspie w latach 90-ych, z tymze teraz jest gorzej, duzo gorzej.i wlasnie ta Wyspa jest przeciez marzeniem Chaveza
2009/03/21 14:18:16
"Socjalizm to ustrój, który bohatersko walczy z problemami, nieznanymi w innych ustrojach" S. Kisielewski - chyba coś w tym jest...
2009/03/29 13:21:42
W Meksyku tez wraz z corka musialysmy kupic niezbedne formularze w liczbie 3 w sklepie papierniczym po to ,aby zlozyc wniosek o przedluzenie wizy.Poza tym ,ze musialam przedstawic ilosc pieniedzy niezbedna na przedluzony okres czasu w ilosci na dzien, pozwalajacej zyc jak przyslowiowy Basza,to cala procedura trwala tydzien i codziennie godzinami wysiadywalysmy w kolejce miejscowego urzedu imigracyjnego (region bardzo turystyczny),bo albo kogos nie bylo ,ktorego podpis byl niezbedny ,albo ktos wlasnie wyszedl i niedlugo powinien wrocic i.t.p.Stracilam tydzien z mojego urlopu.Wiec Wenezuela nie jest jakims tam wyjatkiem jesli o takie rzeczy chodzi.Corka miala pecha ,ze w Mexico City ktos wstemplowal jej wize na 1 miesiac ,mimo,ze bilet opiewal na 3 miesiace pobytu.
2009/03/31 00:54:24
@tartaczek: No jest jednak zasadnicza roznica miedzy oplata za formularz ( w dodatku wobec cudzoziemca), a koniecznoscia placenia za zgloszenie przestepstwa. I to placenia nie dlatego ze jest za to oficjalny taryfikator, ale dlatego ze Panstwo jest najwyraznie w stanie postepujacej dezintegracji.
2009/04/16 22:04:37
To nie jest cecha tylko Wenezueli . Moge wymienic ze dwa znane mi kraje z tego regionu ,gdzie nie zaleca sie kontaktu z policja.I to bynajmniej nie ze wzgledu na brak papieru prosbowego.Tego tygodnia zmarnowanego urlopu nie moge do tej pory zapomniec.Wiec biurokracja i ...nie tylko , to nie tylko specjalnosc Wenezueli.Ten region tak juz ma.Moge jeszcze przytoczyc moje( swojego czasu )boje o wize tranzytowa Panamy,ktora probowalam uzyskac w Kolumbii.Wprawdzie to dawne czasy ,ale trwalo to ponad miesiac i nic nie uzyskalam.Dopiero interwencja ambasady polskiej mi pomogla.
2009/04/17 20:46:55
Ale tu nawet nie chodzi o biurokracje (ktora, moim zdaniem, w Wenezueli bije jednak regionalne rekordy), tylko o zwykly brak srodkow w kraju ktory uwaza sie za regionalna potege. I ktorego rzad uparcie twierdzi, ze sprawna policja i walka z przestepczoscia jest jednym z jego priorytetow... :)
A region obfituje tez w przyklady zupelnie przeciwne. Chcialbym np. aby w Polsce urzedy dzialaly tak sprawnie jak w Chile. Brazylia, ktora tez slynela z potwornej biurokracji, takze uczynila ponoc niesamowite postepy. |