|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Wulkan dymi, Państwo czuwa. Ale czy musi?12 stycznia zadawałem retoryczne pytanie, kto ma rację w sporze między władzami Chile, a częścią mieszkańców Chaitén – niewielkielkiego, mocno południowego miasteczka, które w ubiegłym roku zostało w dużej części zniszczone przez wulkan o tej samej nazwie. Przypomnę – rząd w Santiago podjął niedawno decyzję, że miasteczka Chaitén odbudowywać nie będzie. Że zamiast inwestować w miejsce uznane przez sejsmologów i wulkanologów za nadal potencjalnie niebezpiecznie, woli wybudować zupełnie nowe miasto – nienarażone bezpośrednio na kaprysy bulgoczącego krateru. Pewna część przesiedlonych podczas ubiegłorocznego kataklizmu mieszkańców Chaitén zareagowała na to oburzeniem. Uznali, że centralne władze ich zdradziły i że nie ma powodu aby opuszczać miasto, w którym mieszkali tyle lat, a często wręcz się w nim urodzili, czy nawet pochowali tam swych rodziców i dziadków. Twierdzą, że „ich wulkan”, w cieniu którego wychowali się i żyli przez tyle lat, krzywdy im nie zrobi. Argumentują, że choć część ich miasta została rzeczywiście zniszczona, to jednak większość zabudowań nadal stoi i jest nietknięta.
W ostatnich miesiącach ok. 30 mieszkańców, wbrew rządowemu zakazowi i braku bieżącej wody, czy elektryczności, wróciło do Chaitén. Kolejne 200 wytoczyło władzom Chile procesy o arbitralne wywłaszczanie i zmuszanie do przeprowadzki. „My chcemy wrócić do NASZYCH domów” – można było przeczytać na transparentach podczas kilku manifestacji. Z pomocą rządowi niespodziewanie ruszyła natura. Choć w sumie nie tak niespodziewanie, bo wulkanolodzy ostrzegali, że tak się stanie. Najpierw wulkan Chaitén zaczął intensywnie dymić:
fot: NASA’s Earth Observatory Po czym, 19 lutego, doszło do kolejnej spektakularnej eksplozji, w trakcie której zawaliła się część krateru. Słup popiołów w rekordowym momencie sięgał prawie 10 km wysokości i spadły one w promieniu ponad 150 kilometrów.
Część z tych 30. zbuntowanych neoosadników natychmiast poprosiła o powtórną ewakuację. Kilku jednak zostało. W tym tygodniu rząd w Santiago zdecydował się na nową lokalizację Chaitén. Nuevo Chaitén, czyli Nowe Chaitén wybudowane ma zostać 10 kilometrów na północ od zniszczonego miasta, tam gdzie dotychczas znajdowała się niewielka osada Santa Bárbara. Miejsce to od wulkanu odgradza pasmo wzgórz, więc nie ma niebezpieczeństwa iż dotrą tam potoki lawy, czy wulkanicznego błota. Jest oczywiście zagrożenie sejsmiczne, ale takowe występuje niemal w całym Chile. Większość wysiedlonych mieszkańców Chaitén na informację tą zareagowała z ulgą. Pedro Vásquez, mer Chaitén - jeszcze niedawno przeciwny relokalizacji - nie krył satysfakcji z faktu, że przeprowadzka nie będzie daleka. „10 km to nie tak dużo, myślę że będziemy nadal czuć się jak u siebie” – stwierdził. Władze zapewniają, że pierwsi mieszkańcy będą mogli się wprowadzić do Nuevo Chaitén już za trzy miesiące. Mimo to wciąż są tacy, którzy odgrażają się, że swych dotychczasowych domów nie opuszczą i nigdzie przeprowadzać się nie będą... Zastanawiam się co motywuje do takiego zachowania? Czy rzeczywiście miłość do „ojcowizny”, przywiązanie do domu, który być może się samemu wybudowało? Pryncypialny bunt wobec władzy? A może strach przed nowym, nieznanym? Ale w takim razie jak to się dzieje, że taki lęk nie jest silniejszy od obawy przed wulkanem? Który wprawdzie nikogo nie zabił, ale zniszczył sporo dobytków i – jak twierdzą naukowcy – jest ciągłym zagrożeniem. Zastanawia mnie też rola Państwa. Jak daleko sięgają granice jego odpowiedzialności za obywateli? Jak bardzo może ono ingerować w nasze życia w trosce o nasze bezpieczeństwo? I wogóle czy powinno to robić? Póki co, władze w Santiago obiecują, że siłą nikogo ze starego Chaitén nie wyrzucą. Jednak nie brakuje polityków, którzy twierdzą, że w takim razie ci zbuntowani mieszkańcy nie powinni oczekiwać od Państwa najmniejszej pomocy w przypadku przyszłych zagrożeń. Włącznie z tym, że powinno się ich pozbawić prawa do bezpłatnej ewakuacji. I – przyznaję – w pewnym stopniu podzielam takie stanowisko. Chcesz ryzykować? Ok, ale ponoś tego konsekwencje. Co jednak zrobić, jeśli wśród tych zbuntowanych są np. rodzice z małymi dziećmi? Czy Pańtwo nie powinno wówczas interweniować? Nawet siłą? Co o tym myślicie? A może jest wśród Was ktoś kto ma za sobą przymusową ewakuację i zechce podzielić się wspomnieniami? Zapraszam... >Technorati tags: Chile, Chaitén, Nuevo Chaitén, wulkan. >Blogalaxia tags: Chile, Chaitén, Nuevo Chaitén, volcán. piątek, 27 lutego 2009, tierralatina
TrackBack
Komentarze
2009/02/27 19:28:42
Wolnoć Tomku w Twoim domku. Też się z tym zgadzam. Ale tierralatina ma rację: sprawy się komplikują gdy w tym domku znajdują się dzieci. I uważam, że władze mają wtedy nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek odebrać dzieci nieodpowiedzialnym rodzicom.
Mam też zupełnie inne pytanie. Dlaczego na tym drugim zdjęciu góry są tak czerwone? Czy to jakieś związki żelaza uwolnione przez wulkan?
Gość: Chaviez, 83.168.85.165
2009/02/27 22:10:51
Chile to bardzo opiekuńcze państwo (tak mi się wydaje). Chociaż gdyby wulkan spowodował straty na większej powierzchni to bez pomocy z zewnątrz by się nie obyło.
Jednak osoby narażające życie i zdrowie swoich dzieci powinny być karane. Pamiętacie wielką powódź w 97 roku w Polsce? Bardzo podobała mi się postawa naszego społeczeństwa, które pomagało powodzianom. Władza już mniej wtedy zasłużyła na pochwałę. Chile ma fajny rząd. 2009/02/27 22:29:56
@latinbrand: To zdjecie wykonane zostalo przez kamere rejestrujaca zarowno swiatlo widzialne jak i podczerwien. To co widzisz na zdjeciu czerwone, to w rzeczywistosci zielone lasy.
@chaviez: Powiedz to Chilijczykom. Bo zdecydowanej ich wiekszosci aktualny rzad niezbyt sie podoba. I poki co wszystko wskazuje na to, ze w najblizszych wyborach prezydenckich (grudzien tego roku) wygra kandydat postpinochetowskiej prawicy. 2009/02/28 12:29:03
Właśnie to samo miałam napisać, że teoretycznie państwo nie może zabronić stricte samobójczych kroków, ale w praktyce powinno, bo nierzadko wiąże się to z narażeniem zdrowia i życia innych, uzależnionych od śmiałka osób - dzieci i starszych rodziców.
Poza tym, ile razy państwo może przeprowadzać ewakuacje? Zauważcie, że teraz spory skruszony bojaźnią procent poprosił o ponowną, gdy drugi raz im zadymiło pod oknami. I co, następnym razem znów służby pojadą po następnych? I tak aż do wyzbierania ostatniego niepokornego? Państwo musi być stanowcze, bo inaczej pozwoli na wolną amerykankę. Tym bardziej, że nie jest opieszałe, jak czytamy organizuje szybko i sprawnie nowe osiedle, nowe domy i to jak szybko - w 3 miesiące. No aż się chce być Chilijczykiem. Tierrala zadajesz pytanie skąd to się bierze, czy to aż takie przywiązanie do ojcowizny? Myślę, że zawsze i wszędzie jest miejsce na opozycje, która w najmniej oczekiwanym momencie powie "nie". U nas na Podbeskidziu jest czas na budowę obwodnic, stale państwo wykupuje domy, ludzie się na tych wyprzedażach (sic!) bogacą! Ale, są i tacy co mówią - nie! Również tego nie rozumiem, bo wiadomo, że i tak będą musieli wyrazić zgodę za to stracą na szybkim wykupie. Przed wjazdem do Makro stoi taki dom, pomnik głupoty i próżności myślę. Wciśnięty w kąt ostry, w sam szpic baaardzo wąskiej parceli, z dwóch stron ma drogi szybkiego ruchu, nad głową pętlę od ślimaka autostrady wyjazdowej z miasta, człowiek powiedział "nie" i co ma? Głupich nie sieją, ot co. pzdr 2009/02/28 17:42:10
Takie sytuacje to wlasnie jedne z niewielu w ktorych panstwo powinno byc niesamowicie stanowcze. I bez zadnych tam "sila nie bedziemy usuwac" - jest ewakuacja, to ewakuowani sa wszyscy bez wyjatku. A ci co nie chca to do aresztu za opor wladzy.
A jak wroca pozniej na ewakuowane miejsce to ich sprawa. Ale panstwo wtedy nie powinno nawet palcem kiwnac w ich strone. W zadnych okolicznosciach. Chocby mieli splonac w potoku lawy. Nawet z dziecmi. Nie bylby to ani pierwszy ani ostatni raz kiedy dzieci placa za idiotyzm rodzicow.
Gość: , dpb239.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/28 21:34:04
A ja nie mogę się zgodzić z treścią żadnego z powyższych komentarzy.
Człowiek sam wie najlepiej co jest dla niego dobre, a jeśli nie wie i odmawia pomocy to... ginie - life is brutal. Jeżeli usilnie będziemy pomagać idiotom to społeczeństwo skretynieje do reszty. W sprawie dzieci - są one pod opieką rodziców i nie ma absolutnej zgody na działanie w tym sektorze państwa... co z resztą widać po nastrojach Chillijczyków, którzy chcą powrotu liberałów do władzy. 2009/03/01 02:20:58
@dpb239: Zdziwisz sie, ale to wlasnie politycy prawicowi domagaja sie aby rzad byl bardziej zdecydowany i sila zabral ta garstke zbuntowanych mieszkancow. To rzadzaca lewica, z w sumie zrozumialych historycznych wzgledow, ociaga sie przed silowymi rozwiazaniami przy pomocy wojska (w Chile nie ma cywilnej policji) i mowi, ze nikogo do opuszczenia starego Chaiten nie zmusi.
@cito1: 3 miesiace liczac od teraz. Mieszkancow Chaiten ewakuowano w maju ubieglego roku. 2009/03/01 19:15:52
No wiem,kiedy się wydarzyło. Może nie dość ściśle się wyraziłam.
Perturbacje były takie, że wracali, znów byli ewakuowani, a dopiero: - "W tym tygodniu rząd w Santiago zdecydował się na nową lokalizację Chaitén. Władze zapewniają, że pierwsi mieszkańcy będą mogli się wprowadzać już za trzy miesiące" I właśnie TE trzy miesiące mnie urzekły. pzdr |
pozdr,