BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

W Wenezueli wygrała demokracja. Socjalizm i opozycja też.

Jest już grubo po północy, a pod budynkiem w Caracas w którym w tej chwili mieszkam, na ulicy tańczą ludzie. I choć od piątku obowiązuje „Ley seca”, czyli zakaz sprzedaży alkoholu, butelki z rumem bez wstydu przechodzą z rąk do rąk. W telewizji korespondencje z różnych zakątków Wenezueli w których sceny sceny są identyczne. Radość i zabawa na ulicach, a łzy w niektórych sztabach wyborczych. To co się zmienia, to kolory koszulek bawiących się na ulicach. Oraz flagi którymi powiewają nad ich głowami. Czasem są to czerwone bandery chavezowskiej PSUV - Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli, czasem niebieskie flagi opozycyjnej partii Un Nuevo Tiempo, innym razem żółty kolor Primero Justicia...

Mniej więcej trzy godziny temu Narodowa Rada Wyborcza opublikowała pierwsze wyniki wyborów lokalnych, jakie odbywały się w Wenezueli w tą niedzielę. Nie spełniło się życzenie prezydenta Hugo Cháveza aby cały kraj stał się „rojo-rojito”, czyli czerwony-czerwoniutki. Opozycja, tak jak przewidywały sondaże, zwiększyła swój stan posiadania. Ale nie w aż takim stopniu, jakiego spodziewali się jej najwięksi optymiści.

Do tej pory opozycja rządziła w zaledwie dwóch z 23. stanów tworzących Wenezuelę – w Zulia i Nueva Esparta. I najwyraźniej mieszkańcy aprobują w nich opozycyjne rządy, bo oba te stany pozostały w rękach opozycji. Niespodzianką jest to, że we wczorajszym głosowaniu w ręce opozycji przeszedł też najludniejszy stan Wenezueli – Miranda, na terenie którego znajduje się Caracas. Nowym jej gubernatorem będzie młody, popularny i energiczny polityk o dalekich polskich korzeniach, ustępujący mer stołecznej dzielnicy BarutaHenrique Capriles Radonski.

Nieoficjalnie wiadomo też, że najprawdopodobniej opozycja zdobyła również stany Carabobo i Táchira. Jeśli te informacje potwierdzą się, oznaczać to będzie, że przez najbliższe 4 lata opozycja rządzić będzie w 5 stanach. W tym aż trzech liczących najwięcej mieszkańców i mających największe znaczenie gospodarcze: Miranda, Zulia i Carabobo. To nielada sukces.

Prezydent Chávez, choć na zakończonej chwile temu konferencji prasowej, obwieścił wielkie zwycięstwo socjalizmu i rewolucji, które ma oczywiście zamiar „energicznie pogłębiać”, musi się jednak czuć dzisiaj nieswojo. Bo rezydować będzie teraz na nieprzychylnym mu terytorium. Opozycja zdobyła bowiem nie tylko stan Miranda, ale też prawie całkowitą kontrolę nad Caracas. Z pięciu gmin jakie tworzą wenezuelską stolicę, w rękach jego partii pozostała tylko jedna – Libertador. Opozycja utrzymała się w trzech gminach, w których rządziła do tej pory: Chacao, Baruta i El Hatillo i – przede wszystkim – odniosła zwycięstwo w gminie, która do tej pory uważana była za bastion chavizmu – Sucre. Na terenie tej gminy znajduje się Petare, największy slums Ameryki Południowej i statystycznie najniebezpieczniejsze miejsce kontynentu. Mieszkająca tam biedota uważana była za fundament popularności prezydenta w stolicy. Najwyraźniej jednak nawet ci najbiedniejsi mają dosyć nigdy nie spełnianych obietnic i 8 lat lokalnych rządów ludzi prezydenta, bez żadnych widocznych rezultatów.

Porażka w Sucre, liczącej najwięcej mieszkańców stołecznej gminie, przyczyniła się bardzo do kolejnej spektakularnej przegranej ludzi prezydenta – stracili naczelne merostwo stolicy, czyli urząd nadzorujący i koordynujący działania pięciu stołecznych gmin. Tu także wyrała opozycja, mimo że kandydatem reżimu był oddelegowany z rządu, jeden z najbardziej zaufanych wspólpracowników Cháveza.

W sumie, ze wstępnych wyników wynika, że opozycja zdobyła władzę (merostwa) w ponad 100 miastach rządzonych do tej pory przez „czerwonych”. Wśród zdobyczy jest m.in. stolica stanu Zulia – Maracaibo.

Te liczne sukcesy opozycji nie oznaczają jednak, że PSUV – partia prezydenta, może być uznana za pobitą. Będzie przecież rządzić w 17 stanach. W skali kraju, ludzi prezydenta we wczorajszym głosowaniu poparło mimo wszystko ok. 5,5 miliona wyborców. Na kandydatów opozycji oddano ok. 4,5 miliona głosów.

Pozostaje mieć nadzieję, że Hugo Chávez wyciągnie wnioski z tego głosowania. I zrozumie, że nie można rządzić krajem szczując przeciw sobie dwa oba obozy i notorycznie obrażając swych politycznych przeciwników i ich sympatyków. Na jego konferencji prasowej zauważyć można było pewną zmianę retoryki. Wprawdzie nadal mówił o sympatykach PSUV „my”, a o opozycji „oni”, ale nie straszył już  swych oponentów śmiercią i czołgami, ani nawet nie uznał ich zwycięstwa za gówniane. Przeciwnie - publicznie uznał ich zwycięstwo i pogratulował.

Największym i bezdyskusyjnym zwycięzcą tych wyborów w Wenezueli jest bez wątpienia demokracja. Udział w nich wzięło ponad 65 proc. uprawnionych do głosowania. To – jak na wybory lokalne – wynik rewelacyjny. W ostatnich takich wyborach frekwencja wyniosła 45 proc. Co najważniejsze wybory, mimo kilku prób wpłynięcia przez rządzący obóz na rezultaty w sposób niezgodny z prawem, odbyły się sprawnie i generalnie w dobrej atmosferze.

PS. Z góry pragnę rozwiać ewentualne wątpliwości skrupulatnych czytelników, którzy mogliby zauważyć, że skoro opozycja wygrała w 5 stanach, a PSUV w 17 stanach, to jednego stanu w tym bilansie brakuje. Bo jest ich w Wenezueli 23. Wszystko za sprawą stanu Amazonas, w którym – ze względów historycznych - wybory lokalne organizowane są o rok później niż w reszcie kraju. W chwili obecnej gubernatorem jest tam indiański polityk związany z PPT - partią, która teoretycznie popiera Cháveza, ale nie przyłączyła się do PSUV. Czyli ani zadeklarowany chavista, ani opozycjonista.

PS2. Właśnie oficjalnie potwierdzono wygraną opozycji w wyścigu po gubarnaturę w stanach Carabobo i Táchira. Czyli rzeczywiście będzie ona rządzić w 5 stanach.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
poniedziałek, 24 listopada 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/11/24 09:53:47
No i pięknie (nie z powodu wyników, tylko procedury). Aż się nieco wzruszyłem.
-
Gość: kirk, cpe-75-82-163-136.socal.res.rr.com
2008/11/24 17:10:52
ja tam w bbc przeczytalem, ze opozycja miala dotychczas 7 stanow. wiec jak to jest?
-
Gość: NAZGUL, chello089074089104.chello.pl
2008/11/24 17:26:37
np dobra
dawaj kompilacje o ferreirze
bo mi sie nie chce grzebac w zrodlach =)
saludos
-
Gość: , chello089074089104.chello.pl
2008/11/24 17:32:29
www.youtube.com/watch?v=Na0Gkv32_Kg
ja p... niezly leoncio haha
-
2008/11/24 18:49:38
@ Nazgul: przeciez Ferreyra jest juz od dawna tutaj (nieocenzurowany, wiec uwaga bo drastyczne): tierralatina.blox.pl/2008/11/Samobojstwo-przed-kamerami-wstrzasnelo-Argentyna.html

@ kirk: To jest bardziej zlozone, wczoraj w nocy nie chcialo mi sie wchodzic az w takie szczegoly. Opozycja, cztery lata temu, wygrala wybory na gubernatorow w dwoch stanach - tak jak napisalem, w Zulii i Nueva Esparta. We wszystkich pozostalych stanach zwyciezyli politycy popierani przez Chaveza. Problem w tym (stad ta liczba w BBC), ze w pieciu z tych czerwonych stanow "czerwoni gubernatorzy" w ciagu tych ostatnich czterech lat zdystansowali sie od Chaveza. Z roznych wzgledow. Jedni twierdzac, ze maja dosc korupcji, inni z politycznego oportunizmu, jeszcze inni sprzeciwiali sie tworzeniu "modelu kubanskiego", czyli zjednoczonej partii PSUV. Teoretycznie, choc nie byli wybierani jako takowa, mozna wiec nazywac ich opozycja, pod tym wzgledem BBC sie nie myli.
Chávez jednak za opzycje ich nie uwaza. On dzieli politykow na trzy kategorie: My (PSUV), Oni (opozycja) i "najbardziej obrzydliwy, godny pogardy gatunek" (cytat z Chaveza), czyli "zdrajcy rewolucji". Opozycja, choc - oczywiscie - patrzy przychylnym okiem na takie rekonwersje, takze nie uznaje ich za "swoich". W kregach opozycyjnych mowi sie o nich "Ci co wywineli swa koszule na druga strone".
Wyborcy tez najwyrazniej niezbyt cenia sobie takich politykow. Zaden z tych "zdrajcow" nie zdolal jednak wywalczyc reelekcji. I dziala to w obie strony, bo byly tez osoby ktore wybrane zostaly z opozycyjnych list, a pozniej przylaczyly sie do PSUV. Np. byly mer Maracaibo: di Martino. On zostal wybrany jako czlowiek opozycyjnego gubernatora stanu Zulia (Maracaibo to stolica Zulia), Manuela Rosalesa. Ale potem wstapil do PSUV. W tych wyborach strartowal z ramienia PSUV na gubernatora. Przegral. Zulia pozostala w rekach opozycji. I opozycja zdobyla ponownie Maracaibo. Merem zostal tam... Manuel Rosales (po dwoch kadencjach jako gubernator nie mogl ubiegac sie o reelekcje).
-
Gość: bolo, 177-130.adsl.szeptel.net.pl
2008/11/25 10:13:43
radość cokolwiek przedwczesna - dopiero kiedy Wenezuela wróci do macierzy (znaczy się strefy wpływów USA) można będzie mówić o triumfie demokracji. amen