BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Maradona będzie mył argentyńskiego Rolls-Royce'a!

Regularni czytelnicy tego blogu wiedzą doskonale, że mimo całej mojej fascynacji Ameryką Łacińską, jest jedna bardzo latynoska rzecz, od której zdecydowanie stronie – religijna wręcz fascynacja futbolem. I jak tylko moge unikam tematów z tym sportem związanych.

Ale dziś przed piłką nożną uciec już nie mogę. Nie mogę udawać, że nie zauważam wydarzenia, o którym od kilku dni bez ustanku dyskutuje pół kontynentu, o którym piszą wszystkie gazety, trąbią wszystkie telewizje i dyskutują poważni polityczni komentatorzy.

Miałem wprawdzie cichą nadzieję, że będę mógł ograniczyć się do odesłania Was do blogowej encyklopedii latynoamerykańskiego futbolu, czyli blogu Futbolin, ale jego autor - Sergiusz Bober - od kilku dni milczy jak zaklęty. Chyba na złość mi to robi! ;-)

Jeśli, tak jak ja, kopaną piłkę też macie w głębokim poważaniu, zastanawiacie się pewnie w tej chwili co takiego w tej piłkarskiej Ameryce Łacińskiej się stało, że emocjonują się miliony. Ano stało się wiele. Wreszcie skonkretyzowało się to o czym przebąkiwano od wielu lat: Bóg stał się trenerem!

Bóg, to oczywiście Diego Armando Maradona, legendarny numer 10 argentyńskiej reprezentacji, z którą aż czterokrotnie brał udział w mistrzostwach świata. Dla Argentyńczyków to duma narodowa, obiekt kultu i bezkrytycznej miłości. A także niekończących się sporów z Brazylijczykami: kto – On, czy Pelé – był najwybitniejszym piłkarzem w historii ludzkości?

Maradona to nieobliczalny i kapryśny gwiazdor, osobisty przyjaciel Fidela Castro i Hugo Cháveza, admirator Che Guevarry, a także... wieloletni, regularny pacjent klinik odwykowych, prześladowany przez upiory alkoholu i kokainy. „Już je pokonał. To człowiek o niebywałej psychice” – zapewnia jednak jego osobisty lekarz, Alfredo Cahe.

No więc ten, który przez prawie 20 lat grał w reprezentacji Argentyny, który jako jej kapitan potrafił ją zmobilizować do wzniesienia się na szczyty futbolowego geniuszu, ale także ten który w 1994 roku, podczas Mundialu w Stanach Zjednoczonych, przyłapany został na stosowaniu efedrynowego dopingu... będzie teraz tą reprezentację trenował!

Tak zdecydował w mijającym tygodniu Julio Humberto Grondonael capo argentyńskiego futbolu, czyli prezes narodowego związku piłki nożnej. El capo, czyli Ojciec Chrzestny, nie jest wcale w tym przypadku jakimś złośliwym przezwiskiem. Argentyńskiego prezesa futbolowego oficjalnie tytułują tak, z rewerencją w głosie, piłkarscy działacze, zawodnicy i kibice. Nasi lokalni piłkarscy kacykowie, czyli Listkiewicz, czy Dziurowicz, to przy Grondonie zwykli amatorzy. Grondona argentyńska federacją niepodzielnie dryguje od 1979 roku. Od dekad o jego przyjaźń i względy zabiegają kolejni prezydenci Argentyny. A w argentyńskiej ekstraklasie gra Arsenal de Sarandí - klub założony przez niego samego, później kierowany przez brata, a obecnie przez jego syna. I którego klubowy stadion nazywa się... Estadio Julio H. Grondona!

Dobrze poinformowani Argentyńczycy twierdzą, że Grondona jest jedną z najbardziej wpływowych osób w kraju. Że pod jego bokiem szybko można się dorobić fortuny, ale też że potrafi bezwzględnie niszczyć swych przeciwników. Więc argentyński związek futbolowy jest państwem w państwie. Nikt go nie krytykuje, nikt go nie kontroluje. Dla Argentyńczyków, w tym także dla ministrów, czy prokuratorów, najbardziej liczy się fakt, że pod rządami Grondony ich futbolowa reprezentacja dwukrotnie znalazła się w finale Mundialu, trzy razy w finale olimpijskim i sześciokrotnie zdobywała młodzieżowe mistrzostwo świata.

El Capo osobiście zdecydował więc, że trenerem znajdującej się w głębokim kryzysie reprezentacji będzie teraz Maradona. Że po przegranym niedawno, po raz pierwszy w swej historii, meczu z Chile, potrzebuje ona prawdziwej terapii wstrząsowej. Grondona uznał, że Maradona będzie skuteczniejszy od także ubiegającego się o stanowisko selekcjonera, doświadczonego trenera Carlosa Bianchiego.

Decyzja ta, choć o takiej możliwości mówiło się już od dawna, jest jednak sporym zaskoczeniem. Głównie dlatego, że Maradona trenerki już próbował i niezbyt mu to wychodziło. Z obu zespołów - Mandiyú de Corrientes i Racing Club de Avellaneda - wyrzucano go za brak rezultatów pred końcem kontraktu. No ale było to w połowie lat 90-tych, gdy Diego Armando często zaglądał do butelki i bardziej od linii na boisku interesowały go białe linie wciągane do nosa... Teraz jest podobno Nowym Człowiekiem.

Sam, 48-letni Diego jest przekonany, że ponownie – jak za swych najlepszych czasów – będzie odnosił z reprezentacją sukcesy. I obiecuje, że z Południowej Afryki przywiezie w 2010 roku kolejne trofeum.

Póki co jednak Argentyna musi się jeszcze do afrykańskiego mundialu zakwalfikować...

Reprezentacja Argentyny jest obecnie zabłoconym Rolls-Royce’m, trzeba go tylko umyć.”- stwierdził były napastnik. I zdecydowanie odrzucił zarzuty, tych którzy twierdzą że brak mu trenerskiego doświadczenia. „Te krytyki są śmiechu warte. Grałem w argentyńskiej reprezentacji przez prawie 20 lat. Futbol się nie zmienił. Znam go i niczym mnie już nie może zaskoczyć. Ciepłą wodę już wynaleziono. Nie ma co kombinować, trzeba po prostu dobrze grać.”- oznajmił.

Dla wielu, nie tylko Argentyńczyków, to jest właśnie najpiękniejszy gol w historii futbolu.

Grondona i Maradona sporo jendak ryzykują. Gdyby Argentyna np. nie zakwalfikowała się do Mundialu w RPA, wielu obarczyłoby odpowiedzialnością za historyczną porażkę właśnie tą dwójkę. Niektórzy pewnie by nawet zapomnieli, za co wcześniej tak bardzo ich wielbili. Już teraz nie brakuje takich, którzy przepowiadają katastrofę. „Staniemy się pośmiewiskiem i stracimy narodowego bohatera. Nasz futbol okryje się hańbą, Maradona spadnie z cokołu” – przepowiada jeden z komentatorów dziennika Clarín.

I Argentyńczycy są pesymistami. A może realistami? Mimo uwielbienia jakim darzą Diego Armanda, mimo że wcześniej marzyli o posadzie narodowego trenera dla niego, teraz - po fakcie - są mocno sceptyczni. Z sondażu przeprowadzonego przez dziennik La Nación wynika, że aż 72 proc. z nich uważa decyzję powierzenia reprezentacji Maradonie za błąd, 11 proc. jest zdania że jest to „dyskusyjne”, a jedynie 7 proc. ją popiera.

Dla większości obserwatorów mianowanie Maradony trenerem miało przede wszystkim znaczenie marketingowe. Sponsorzy już się przepychają przez drzwi argentyńskiej federacji, chętnych do grania towarzyskich meczy z reprezentacją kierowaną przez byłą gwiazdę też nie brakuje, nie mówiąc już o telewizjach z całego świata chcących je transmitować.

Dyskusja i emocje towarzyszące mianowaniu Maradony trenerem przekroczyły już argentyńskie granice. Tematem pasjonują się też Brazylijczycy. Szanse na rozwój trenerskiej kariery Maradony ocenił już sam Pelé. Dyplomatycznie. „Zazwyczaj wielkie futbolowe gwiazdy nie stają się dobrymi trenerami. O wiele częściej kiepscy, często niespełnieni piłkarze zamieniają się w wyśmienitych szkoleniowców. No ale Maradona jest twardy. Podziwiam go za to jak poradził sobie z narkotykowym problemem. Tym razem odniesie sukces jeśli będzie umiał słuchać swych doradców, zwłaszcza Carlosa Bilardo, który jest wyśmienitym specjalistą. Maradona, jeśli będzie chciał, może się od niego wiele nauczyć.” – uważa Pelé.

A Wy, bo wiem że jest wśród Was jest sporo miłośników futbolu, co o tym wszystkim myślicie? Maradona przywróci dawny blask argentyńskiemu Rolls-Royce’owi, czy może zrobi z niego kompletnego gruchota?

Częściową odpowiedź na te pytania będziemy mieli 19 listopada. Tego dnia, w towarzyskim meczu ze Szkocją, Argentyńczycy zagrają oficjalnie po raz pierwszy pod kierownictwem Maradony. W dodatku w bardzo symbolicznym miejscu. To właśnie na Hampden Park, 2. czerwca 1979 roku, Diego Armando Maradona strzelił swego pierwszego w historii gola dla argentyńskiej, dorosłej reprezentacji. Ówczesny mecz ze Szkocją Argentyna wygrała 1-3. Jak będzie teraz?


>Technorati tags: , , , .
>Blogalaxia tags: , , , .
niedziela, 02 listopada 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Maradona zhakowany z Podróż na Południe
Diego Armando Maradonie coś słabo wychodzi to, szumnie przez niego zapowiadane, mycie argentyńskiego Rolls-Royce 8217 a . Przeciwnie, futbolowa limuzyna tego kraju jest coraz bardziej zabłocona i 8211 po ostatnich porażkach - wcale nie jest ... »
Wysłany 2009/09/15 17:47:08
Komentarze
Gość: Korkociag, 203-59-191-124.dyn.iinet.net.au
2008/11/03 03:35:25
Swietny zawodnik niekoniecznie bedzie dobrym trenerem, bo inne predyspozycje sa potrzebne, umiejetnosc kiwania przeciwnikow i kondycja fizyczna nie sa takie wazne.
I odwrotnie - marny polski bokser Feliks Stamm okazal sie swietnym trenerem (w latach 1960-tych, prosze mlodziezy).
Ten argentynski Rolls rozkraczy sie na cacy, a slawny Diego z wrazenia skonczy na dragach i gorzale.
-
Gość: Chavez, 83.168.89.4*
2008/11/03 10:18:55
Masz rację Korkociąg, przy całym uwielbieniu, jakim darzę piłkę argentyńską i to państwo to Maradona raczej nic nie zrobi dobrego. Chyba że będzie tylko nazwiskiem.
-
Gość: Shore, 44ob.scansafe.net
2008/11/03 16:28:01
Niedawno jeszcze Zgibniew Boniek dostal do prowadzenia nasza reprezentacje. Tez nie mial wyników prowadzac kluby i zle sie to skonczylo. Pózniej byl wywiad z któryms z kadrowiczów (nie pamietam juz z kim). Pilkarz ten powiedzial, ze Boniek byl dla nich kims wielkim, nie rozumieli go do konca, bo on gral na innym poziomie i chcial zeby oni tez tak grali. A oni nie umieli i patrzyli na niego jak na kogos z innej planety a nie trenera. Z Maradona bedzie podobnie, chociaz Argentyna to nie Polska i ich grajki spokojnie powygrywaja co trzeba wygrac. Mistrza swiata jednak nie zdobeda bo zabraknie taktyki. Maradona nigdy trenerem nie byl, nigdy sie tego fachu nie uczyl i jak przyjdzie mu grac z Anglia albo Hiszpania to taktycznie lezy i kwiczy. Poza tym kto czytal jego autobiorgafie to wie, ze w swoich oczach Diego jest nieomylny. I latwo sie obrazi na najwazniejszych pilkarzy pod byle pretekstem. A to juz bedzie gwózdz do trumny. Aha, jesli chodzi o mecz ze Szkocja to Argentyna wygra, ale nie o mecze towarzyskie tu chodzi.
-
2008/11/03 21:48:24
No nie wiem. Nigdy jakos specjalnie nie sledzilem argentynskiego futbolu, ale rzeczywiscie wydaje sie to bardziej zabiegiem marketingowym, niz rzeczywista proba ratowania ekipy bedacej teoretycznie zagrozonej niekwalfikacja do RPA 2010.
-
Gość: Juru, qc74.internetdsl.tpnet.pl
2008/11/05 04:27:57
Offtop:
Właśnie natknąłem się na informację o katastrofie awionetki z ministrem spraw wewnętrznych Meksyku. Jest jakikolwiek sens doszukiwać się w tym teorii spiskowych?
-
2008/11/05 04:48:12
@Juru: Wykluczyc niczego niegdy z gory nie mozna. Ale z komunikatu wydanego przez Zwiazek Meksykanskich Kontrolerow Lotniczych wynika, ze kapitan na kilka chwil przed katastrofa zglosil problem. Kontrolerzy mowia tez, ze samolot rzadowy (wysluzony Learjet) nie zachowal wystarczajacej odleglosci od poprzedzajacego go w kolejce do ladowania boeinga 767. Przepisowo, aby uniknac turbulencji wytworzonych przez boeinga, niewielki Learjet powinien znajdowac sie co najmniej 4 mile lotnicze za nim. A w chwili wypadku byl oddalony o tylko 2,8 mili.
Z tego co tez slysze teraz w meksykanskim radiu (internet to jednak wspaniala rzecz) samolot nie zdezintegrowal sie i jego kadlub jest w relatywnie w jednym kawalku. Co tez raczej wyklucza wybuch bomby...
-
2008/11/05 19:49:01
Maradona ma rację. Rozwija się medycyna boiska, półtrup po 5 minutach strzela bomby na odległość 80 metrów; komputerowe studia nad schematami ataku rozwijane są na setkach AWF-ów; pożywienie dla piłkarzy jest niemniej studiowane niż dla kosmonautów; maszyny do ćwiczeń grup mięśni wyrafinowaniem dorównują silnikom Formuły 1; z metrów kwadratowych reklam na stadionie wyrasta więcej pieniędzy niż z hektarów zasianych zbożem. Ale... Ale futbol się nie zmienił! Nadal nie ma meczu, którego nie da się ustawić za pieniądze. Szczególnie od kiedy rosyjscy specjaliści zajęli się zarządzaniem klubami.