|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Korupcja to program lojalnościowyDwa dni temu byłem świadkiem czegoś, w co – gdyby mi ktoś opowiadał – prawdopodobnie bym nie uwierzył. Przez zupełny przypadek. Po prostu odwiedziłem w pracy znajomego, w niezbyt wielkiej firmie budowlanej, której jest właścicielem. Wchodzę, a tam wielkie zamieszanie: na biurkach grube pliki banknotów pospinane bankowymi banderolami, a po środku... półnaga kobieta wtykająca sobie te pliki za bieliznę. W pierwszej chwili oniemiałem. A następnie pomyślałem, że upsss... czyżbym wpadł na jakieś biurowe strip-party? Co, znając mojego znajomego, wydawało mi się mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że firmę tą prowadzi wraz ze swoją żoną. I którą kątem oka zauważyłem w jej szklanym pomieszczeniu dyrektora finansowego. Jeszcze bardziej zbiło mnie z pantałyku, gdy półnaga kobieta z banknotami wystającymi z majtek przywitała mnie przyjacielskim Hola. Czyżbyśmy się znali??? No rzeczywiście, w końcu skojarzyłem, przecież to firmowa sekretarka! Ale nadal zupełnie nie miałem pojęcia co się dzieje... Na szczęście pojawił się Pepe, szef tego całego cyrku, który śmiejąc się powiedział: „Właśnie widzisz jak się w Wenezueli robi interesy”. Po czym wysłał mnie abym zrobił sobie kawę, a on w tym czasie kończył upychanie forsy w swą sekretarkę. Gdy ta ubrała się i w końcu wyszła Pepe przysiadł się do mnie i zagadnął: „Domyślasz się co to wszystko było?”. Ja, naiwny, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie mam pojęcia. Poza tym, że ze zdumieniem zobaczyłem, jak pod ubraniem ukryć można pokaźną sumę pieniędzy. „Można dużo więcej” – odparł na to mój znajomy. „To było 60 tysięcy boliwarów, a myśmy tak już upychali, wprawdzie na mężczyźnie, ponad 200 tysięcy.” – dodał z rozbrajającą szczerością. 200 tysięcy to, według oficjalnego kursu, ponad 90 tysięcy dolarów. „I gdzie ona z tym pojechała? Do banku?” – wciąż nie mogłem zrozumieć czego byłem właśnie świadkiem. Okazało się, że celem sekretarki Pepe nie był wcale żaden bank, a merostwo. A dokładniej sam Freddy Bernal, rewolucyjny mer Libertador – jednej z pięciu gmin tworzących Caracas. A to 60 tysięcy to po prostu 20 proc. honorarium jakie otrzymała firma Pepe za pracę przy odnawianiu, a dokładniej „przywracaniu ludowi” – bo taka jest oficjalna terminologia – jednego z placów na terenie gminy. „Dlaczego musisz mu płacić?” – choć od dawna wiem, że korupcja zżera Wenezuelę – wciąż byłem zaskoczony całą, widzianą z tak bliska, sytuacją. „Bo takie są zasady w dzielnicy Libertador, 20 proc. kontraktu publicznego dla mera” – próbował wyjaśnić mi Pepe, mówiąc o tym w sposób tak naturalny, jak byśmy rozmawiali o codziennych wschodach i zachodach Słońca. A że nigdy z matematyki orłem nie byłem i ekonomia też jest dla mnie czymś dość enigmatycznym, wciąż nie mogłem ułożyć całości z tego co opowiadał mi Pepe. „Skoro wiesz, że musisz płacić 20 proc. to dlaczego budujesz w tej dzielnicy, dlaczego nie zadzwocisz do lokalnego dziennikarza, niech da sekretarce ukryty magnetofon. Skoro płacisz 20 proc. to jak na tym zarabiasz?” – dopytywałem się. Pepe nie krył swego rozbawienia: „Widzę, że mimo iż często bywasz w Wenezueli, wciąż nie rozumiesz jak działa rewolucyjna ekonomia...” Jak działa? Przede wszystkim Pepe wyjaśnił, że dziennikarzy zawiadamiać nie będzie, bo nie jest samobójcą. „Przecież to byłby koniec mojej firmy, a na to nie mogę sobie pozwolić.” – stwierdził. Potem dowiedziałem się, że żeby robić interesy w Wenezueli trzeba po prostu wejść w układ. A układ jest jasny – trzeba kraść i pozwalać aby inni kradli. „Jako obywatela oczywiście mnie to bulwersuje. Ale postawa obywatelska mnie nie wyżywi. Żyję z tego, że prowadzę biznes, nie dlatego że kocham Wenezuelę. A jako biznesmen chcę jasnych reguł, muszę je zaakceptować je, a następnie przestrzegać. I to robię. System jest zupełnie chory, ale w uczciwy w swej nieuczciwości – grasz tak jak wszyscy grają, to łatwo zarabiasz całkiem spore pieniądze. Jeśli jednak spróbujesz system naprawiać, albo – nie daj Boże – łamać jego zasady to zostaniesz zniszczony i opluty.” Okazuje się, że wysokość łapówek, moment i sposób ich przekazania negocjowany jest jeszcze przed podpisywaniem kontraktu. Pozwala to przedsiębiorcy na takie nadmuchanie kosztorysu, aby miał pieniądze i na prowizję dla zleceniodawcy, i sam na tym zarobił. Więc się wpisuje materiały, które nigdy nie zostaną użyte, powierzchnię większą niż rzeczywistą, etc. „A nie boisz się, że ktoś to skontroluje?” – dopytywałem się. Nie boi się. Bo kontroler – oczywiście - też dostaje swoją, z góry ustaloną działkę. W tym konktetnym przypadku weryfikacja zgodności planu z wykonaniem, to zadanie architekta miejskiego zatrudnionego przez Fundacaracas – państwową fundację przekaującą gminom środki na rewaloryzację miejskiej infrastruktury. I który nie zagląda nawet w plany. Po prostu przychodzi zainkasować swoje 5000 boliwarów. „To w sumie niezbyt wiele” – zauważam. No ale okazuje się, że pomijam fakt, iż kontroluje on kilka, bądź kilkanaście budów tygodniowo. Czyli po miesiącu pracy może sobie kupić dwa nowe, średniej klasy, samochody osobowe... A co powiedzieć o merze? 60 tysięcy to już naprawdę duże pieniądze. Pomnożone to przez ilość inwestycji... Rok musi się kończyć z wieloma milionami na końcie. Tym bardziej, że miasto zleca pracę,nie tylko firmom budowlanym takim jak ta prowadzona przez Pepe, ale także biurom architektów, inżynierom, etc. „I każdy musi odpalać działkę merowi?” Pepe jednak twierdzi, że musu nie ma. Bo przecież nie ma przymusu pracowania dla inwestorów publicznych. Ale jak pracujesz, to musisz akceptować reguły. W dzielnicy Libertador reguła to 20 proc. O tym, w branży, wie ponoć każdy. A co w przypadku wielkich inwestycji, jak budowa szpitali, gdy kontrakty opiewają na setki milionów boliwarów? To samo. Reguły się nie zmieniają. Biznesmeni podobno to lubią. Pepe, choć sam określa się jako umiarkowany przeciwnik chavezowowskiego rezimu, zaczyna wręcz w którymś momencie bronić skorumpowanego mera. I tłumaczy, abym sobie nie wyobrażał że on całą inkasowaną sumę zatrzymuje dla siebie. Zdaniem Pepe on też musi sie dzielić. Ze swymi współpracownikami, oraz z tymi, którzy są ponad nim. Przecież jego też ktoś, teoretycznie, kontroluje. No w sumie to logiczne... Jak się Pepe czuje w tym systemie? Nie czuje się źle. Już nie. Przyzwyczaił się. Nazywa to „konieczną adaptacją do istniejących warunków biznesowych”. Mówi, że z punktu widzenia szefa firmy sytuacja jest bardzo dobra. Bo w sumie zarabia więcej niż gdyby zarabiał w warunkach niekorupcyjnych. „Ta renowacja placu, robiłem ją, z trzema innymi firmami, przez trzy miesiące. A tak naprawdę sam mógłbym to zrobić w tydzień. I za mniej niż pół ceny. Ale jakoś trzeba usprawidliwić i uwiarygodnić te nadmuchane faktury”. A co na to robotnicy? Ponoć też szczęśliwi. Mają pracę przez trzy miesiące, pracy mało, więc robią inne fuchy na boku. Kto by się skarżył. Zapytałem się Pepe, czy sądzi że Chávez zdaje sobie sprawę z takiej zinstytucjonalizowanej korupcji w jego kraju. Pepe jest przekonany, że korupcja to wręcz część strategii utrzymywania się przy władzy. I nazywa łapówkarstwo „boliwariańskim programem lojalnościowym”. To typowy schemat ręka ręke myje. Gdy wchodzisz w system to jesteś już umoczony, naznaczony. Gdyby Pepe stracił rozum i nagle zaczął publicznie krytykować korupcję, sam natychmiast znalazłby się z korupcyjnymi zarzutami. Bo przecież też kradł, nadmuchiwał i fałszował faktury. Władza dobrze to wie, bo sama mu często mówi jak to ma robić. Tym samym kupuje sobie jego lojalność. Przekonało się o tym boleśnie kilku bliskich Chávezowi polityków, którzy jak były minister obrony gen. Baduel, odeszli, tłumacząc, że mają dość okradania kraju. Natychmiast wyciągnięto na światło dzienne afery w które sami byli zamieszani. A co z aferami korupcyjnymi, które – mimo wszystko – czasami wybuchają? Zdaniem Pepe to ci, którzy łamią reguły. I np. nie są w oczukiwaniu uczciwi. „System kontroli, choć skorumpowany, jest w tym kraju bardzo sprawny. Więc jeśli powiem, że budowa będzie mnie kosztowała 100 tysięcy boliwarów i uzgodnię że wystawię rachunek na 250 tysięcy, bo 150 tysięcy będzie do podziału, to lepiej żeby była to prawda. Bo jak się okaże, że budowa kosztowała 75 tysięcy i ja tymi dodatkowymi 15 tysiącami się nie podzieliłem, to zostanę udupiony.” – tłumaczy Pepe. Czyli nawet w Wenezueli trzeba być, do pewnego stopnia, uczciwym... :) Pepe tłumaczy, że aparat państwowy posuwa się już do tego, że wymyśla przepisy które z założenia będą umożliwały, czy wręcz zmuszały do korupcji. Przykład? Kilka miesięcy temu weszła w życie ustawa zmuszająca importerów produktów trafiających do handlu detalicznego do zaopatrywania je fabrycznie w etykiety w języku hiszpańskim. Przedtem wystarczyło na obcojęzyczną etykietę nakleić hiszpańską naklejkę. „No w sumie nie widzę nic złego w tym, że należy w Wenezueli mieć informacje, np. skład importowanego z Włoch sosu bolońskiego, po hiszpańsku. Gdzie tu korupcjogenność?” – oponowałem. Okazuje się, że przepis ten wszedł w życie z dnia na dzień. Wielu importerów było w trakcie rozładowywania statków, inne produkty były w drodze. A przecież nie można zapakować towaru z powrotem na statek i odesłać do producenta z prośbą o zmianę opakowania. Więc co się działo? Trzeba było dać w łapę celnikom aby przymknęli oko na język w którym opisane były sprowadzone produkty... Inny przykład. W Caracas jest kilkanaście tysięcy taksówek. Legalnych i dzikich. Legalne mają żółte tablice rejestracyjne, dzikie zwykłe – białe. Policjant zatrzymując taksówkę z białą tablicą powinien zatrzymać kierowcę. Ale tego nie robi. Po prostu bez słowa wyciąga rękę po banknot. Sam to widziałem. Jechałem taksówką. Zatrzymała nas policja, taksówkarz otworzył okno, dał 20 boliwarów i bez słowa odjechał. Pytałem sie go później dlaczego się nie zarejestruje i nie wystąpi o żółte tablice. Odpowiedział mi, że marzy o tym ale podanie złożone ponad rok temu wciąż nie jest rozpatrzone. Tymczasem on jest gotowy. Co to znaczy gotowy? To znaczy, że ma już odłożone pieniądze na łapówkę dla inspektora, który będzie musiał stwierdzić czy jego samochód spełnia wymogi techniczne aby być legalną taksówką. Widząc, że jadę pewnie ponad 20-letnim oldsmobilem, zdawałem sobie sprawę doskonale, że nie spełnia. A ile kosztuje łapówka. „Tyle co nowy samochód” – jęknął mój kierowca. To nie lepiej kupić nowy samochód? Nie, bo nowy samochód natychmiast ukradną i jeszcze go (kierowcę) przy tym zamordują. Aaaa, to już wiem dlaczego właśnie większość prywatnych taksówek w Caracas to umierające gruchoty. Ze strachu... A jak często musi płacić policji? Kilka razy dziennie. To wiem też już dlaczego taksówki, choć paliwo w Wenezueli jest najtańsze na świecie, są najdroższe na kontynencie... I pewnie będą jeszcze droższe. W miniony poniedziałek INTT oświadczył niespodziewanie, że od 1 stycznia przyszłego roku żółta tablica rejestracyjna nie wystarczy aby być legalną taksówką. Od 1 stycznie wszystkie taksówki w Wenezueli mają mieć kolor biały z paskiem w żółto-czarną szachownicę dookoła, być czterodrzwiowe, posiadać pojemność silnika minimum 1300 cm3 i być flexifuel, czyli być przystosowanye zarówno do spalania paliwa płynnego, jak i gazu. Taksówki nie spełniające tych warunków będą podlegać karom od 460 do 9200 boliwarów! Taksówkarze tylko się śmieją. I są przekonani, że nowy przepis przygotowano tylko dlatego aby móc wyciągać od nich jeszcze większe sumy pieniędzy, jeszcze więcej łapówek. Bo nie ma nawet teoretycznych szans aby w ciągu niewiele ponad miesiąca przerobić tak wszystkie taksówki w Wenezueli. Najbardziej, ich zdaniem, absurdalnym pomysłem jest wymóg posiadania instalacji gazowej. Bo w większości stanów Wenezuelu nie ma ani jednego dystrybutora autogazu. A ci nieliczni którzy, np. w Caracas istnieją, są zamknięci. Bo nie ma ani gazu, ani nań klientów. Pepe twierdzi że korupcyjny system lojalnościowy działa bez zarzutu. „Wszyscy na korupcję narzekają, ja też, ale w sumie większość nieźle dzięki niej żyje. Ja też” – śmieje się. I dodaje, że jego np. jego brat który jeszcze kilka lat temu działał w opozycyjnej partii i walczył z systemem, już się poddał i teraz ssie system. „I ssie bardzo efektywnie” – dodaje Pepe. Jego brat, prawnik z wykształcenia, pracuje w jednym z ministerstw. A dokładniej: jest w nim zatrudniony. Bo pracy dla ministerstwa nie wykonuje żadnej. Nie bezpośrednio. Ma własną firmę, która robi prawne ekspertyzy dla ministerstwa go zatrudniającego. I dwie pensję, tą całkiem komfortową z ministerstwa (plus fantastyczny pakiet socjalny) i tą jaką wypłaca mu jego własna firma. A firma ma się świetnie. Nie musi płacić za lokal, nie musi płacić za telefon. Bo to wszystko jest ministerialne. Nawet jego sekretarka jest pracownicą ministerstwa. Oczywiście brat dzieli się zyskami z przełożonymi (a zarazem zleceniodawcami). Czyli z ministrem i jego zastępcami. „Mój brat nie bawi się już w opozycję. Popiera Chaveza. Bo czuje się jak pączek w maśle”. A Ty? – musiałem zadać to pytanie – ty na kogo głosujesz? „Na opozycję, z przyzwyczajenia i aby uspokoić swoje sumienie. Bo choć świetnie z rewolucji żyję, wiem że to nienormalne i kiedyś się to skończy katastrofą. Ale rozumiem tych, którzy głosują przez oportunizm. Rozumiem też moich robotników, którzy zazwyczaj wcale nie płacą podatków, a pracują na trzech budowach na raz i zarabiają sporo. Im naprawdę się lepiej żyje.”
>Technorati tags: Wenezuela, korupcja, polityka. >Blogalaxia tags: Venezuela, corrupción, política. sobota, 22 listopada 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Korupcja to program lojalnościowy c.d.
z Podróż na Południe
Poniższy tekst jest kontynuacją tego co napisałem wczoraj. To końcówka poprzedniej notki . Po prostu Blox stwierdził, w momencie publikacji, że była ona za długa. I musiałem wyciąć ostatni akapit korupcyjnej historii. Oto on: Następnego dnia wpadłem ... » Wysłany 2008/11/23 06:36:17
Jak nie zostałem dealerem narkotyków
z Podróż na Południe
No i z nowu na z bliska poczułem oddech boliwariańskiej rewolucji , na własnej skórze przekonałem się o 8222 moralności i światłości 8221 państwowego aparatu Hugo Cháveza. Choć tym razem to nie był już w sumie oddech. Tym razem boliwariańska ... » Wysłany 2009/05/03 23:44:13
Komentarze
Gość: Korkociag, 203-59-83-146.dyn.iinet.net.au
2008/11/22 14:33:52
Tierra,
Swojemu kumplowi Pepe przekaz pozdro od nieznanego Polaka :o))). Dawno sie tak nie ubawilem. Jestem pelen uznania dla W-czykow, ze sobie tak ladnie daja rade gdy rosnie pozar w burdelu. Kiedys to sie skonczy, bo taka gospodarka jest gospodarka "rowerowa", jest na teraz, bez budowania przyszlosci. W-czycy maja tego pecha, ze nie naleza do UE, ktora daje sie doic jak glupia krowa, i maja tylko tyle forsy ile maja, chociaz to niemalo, wiem. Ale kiedys to sie skonczy i dopiero bedzie "DUPS!". == Serce sie kraje gdy pomysle, ile dobrego moglby to zdzialac - majac te petroforse! - tak dalekowzroczny maz stanu jak (WSTAC!) Wybawca Ojczyzny General Pinochet (mozna siadac). Hugenoci zrujnuja Wenezuele. Juz to robia. 2008/11/22 17:02:03
@chavez: Nie pisz prosze bzdur. Jestem wlascicielem firmy, ktora pracuje w Polsce glownie dla sektora publicznego. Nie twierdze, ze korupcji w Polsce nie ma, ale na pewno nie ma ona nic wspolnego z tym co jest tu opisane. W ciagu ponad dziesieciu lat funkcjonowania w biznesie na polskim rynku, nigdy, ale to przenigdy nikomu nie dalem w lape gotowki. Najczesciej jest to tzw. wymiana serwisow. Czyli ja Ci pomoge w tej sprawie, a Ty mi pomozesz w innej. Ani tez nigdy nikt ode mnie nie zazadal lapowki wprost. Zdarzaja sie zawoalowane sugestie. Np. niedawno prezydent jednego z duzych miast dla ktorego robilem zlecenie za niewiele ponad milion zlotych, zapytal sie mnie czy nie moglbym zalatwic wypasionego komputera dla jego syna po obnizonej cenie. Zalatwilem. Chcialem mu dac za darmo. Uparl sie ze zaplacic przynajmniej symbolicznie.
Co wiecej moge smialo powiedziec, ze sytuacja w Polsce sie poprawia. Pod koniec lat 90-tych zdarzalo mi sie, ze tracilem kontrakty w dziwny sposob. W sposob, ktory mozna bylo wytlumaczyc tylko jakimis korupcyjnymi sytuacjami. Teraz, zwlaszcza od czasu gdy Polska jest w Unii i trzeba przestrzegac pewnych standardow i gdy w gre wchodza unijne pieniadze, podobne sytuacje juz sie nie zdarzaja. Ja przynajmniej nie mialem z nimi do czynienia. Jezeli juz to juz po podpisaniu kontraktu ktos tam prosi o cos ekstra. Np. niedawno moja firma kladla siec komputerowa w nowowybudowanym ratuszu i wiceburmistrz poprosil nas czy bysmi nie okablowali przy okazji firmy jego brata. Moglem powiedziec nie, bo kontrakt byl juz przeciez podpisany. Ale wyslalem tam pracownika. Okazalo sie, ze firma brata to zaledwie 4 komputery, czyli niecale pol dnia roboty. Koszy zadne - 15 metrow kabla. Nawet switcha nie musialem kupowac bo brat sam juz kupil tylko nie wiedzial co z nim zrobic. Technicznie pani Pitera by to oczywiscie zakwalfikowala jako korupcje. Bo jakas forma korupcji na pewno jest. Ale ja, jako biznesmen, wcale tego nie odczuwam. I sytuacja jest taka, ze jesli ktos kiedys uwarunkuje podpisanie kontraktu ze mna od 20 procentowej dzialki, albo i nawet 5 procentowej dzialki to mu powiem po prostu spierdalaj i zadzwonie do CBA.
Gość: Korkociag, 203-59-83-146.dyn.iinet.net.au
2008/11/22 17:03:33
@ Chavez
"[Wiesz, jak czytam ten artykuł, to coraz bardziej zaczynam wierzyć, że jesteś wiekowo tuż przed odejściem z tego świata, albo ze trzydzieści pięć lat nie byłeś w Polsce. ]" [Kochany naiwniaku! ] Czego sie czepiasz??? Tierra pisze o burdelu w W-zeli, wiec po jaka cholere pchasz sie ze swoimi komentarzami, ze Tierra taki glupi i nie zna burdelu a' la Polonaise? Po co to? chcesz se bodbic bebenka? Kup se taki blaszany i graj na nim. 2008/11/22 17:19:37
@chavez: Moze nam zdradzisz w jakim biznesie pracujesz, ze tak doskonale znasz polska korupcje? Czy moze po prostu powtarzasz to co slyszales, ze ktos slyszal od znajomego, ktory ma przyjaciela, ktoremu opowiedziano ta historie na rynku? Ja wiem, ze w Polsce wszyscy narzekamy na korupcje. Ale osobiscie nie znam nikogo, kto by mi powiedzial: "cholera, musialem zaplacic".
Widze po sobie samym. Do niedawna twierdzilem i sam powtarzalem, ze nie znam policji bardziej skorumpowanej niz polska. Bo prawie nigdy nie place mandatow. Ale w koncu zdalem sobie sprawe, ze nie place ich nie dlatego, ze daje policjantom w lape, ale ze ich po prostu ich ugaduje... Ze to ostatni raz, ze sie spiesze, ze mam zone w ciazy, ze przepraszam, etc. I to bardzo czesto dziala. Jak nie "odstapia od wymierzenia kary" to przynajmniej ja zmniejsza. Czy jest to korupcja? Bez przyjecia korzysci majatkowej chyba nie. 2008/11/22 18:45:24
Destrukcja mechanizmow samoregulacji spolecznosci, to glowny cel i efekt dzialania wszelkich dyktatur. Ubezwlasnowolnienie obywatela pozwala rozkwitac najparszywszej zarazie - korupcji. Nie bez kozery, w Polsce i innych demoludach jeszcze wiele lat po wykopaniu sowietow ciagnie sie sie smrod "zalatwiania". Coraz slabszy, ale wyczuwalny. W dawnym sowietlandzie, zwlaszcza w federacyjnej resztowce, poziom lapownictwa jest niemal afrykanski. Po bismarcku i hitlerze plemionom germanskim w bundesrepublice zostala najbardziej zlodziejska mentalnosc w calej Europie, zletka pokryta sztywnym krochmalem pozoranctwa, ale nie do wytrzebienia nawet przez lata amerykanskiej tresury. Wenezuela pozbedzie sie kiedys Chaveza, na Kubie zakopia Castro, przez pokolenia jednak tubylcy beda musieli odrabiac zacofanie, jakiego nie potrafi sobie nawet wyobrazic nikt z normalnego swiata. Najwieksze zbrodnie komunizmu i faszyzmu zostaja popelnione nie na zamordowanych, ale na skorumpowanych, a imie ich - miliony.
2008/11/22 21:08:18
@chavez: Ty najwyrazniej nie rozumiesz zasadniczej roznicy. To co tu jest opisane to nawet nie korupcja, to po prostu zorganizowane rozkradanie narodowego majatku. Tam nikt nie proponuje, dostaniesz ten kontrakt ale musisz mi odpalic dzialke. Nikt nie warunkuje kontraktu lapowka. Tam dwie strony siedaja do stolu i sie zastanawiaja jak moga najbardziej sie wzbogacic przy obsludze kontraktu. Korupcja jest wtedy, gdy biznesmen traci troche forsy na lapowki. Tutaj, jesli dobrze zrozumialem, nic nie traci. Przeciwnie - zarabia wiecej. To juz nie korupcja. To uklady mafijne. Zaloze sie, ze wiekszosc nie widzi nic zlego. Skoro panstwo jest ludowe, to po prostu dzielmy sie tym panstwem, naszym panstwem. Nie mam racji, Tierralatina?
Przyznaje, ze czytajac ten tekst nie bylem specjalnie zaskoczony. Bo mam znajomego finansiste, ktory od kilku lat robi interesy z Wenezuela. I robi na tym gigantyczne, ale naprawde bajeczne pieniadze. Jak twierdzi, gdy znasz tam wlasciwych ludzi to wszystko jest mozliwe, bo nie ma absolutnie zadnej kontroli. 2008/11/23 04:49:12
kiedy jeszcze pracowalem w polsce mialem duzy kontakt z sektorem publicznym. urzedy gmin i miasta, wodociagi, etc.
niesamowite jak pazerni i bezczelni mogli byc dyrektorzy. taka america latina. co do taksowek w wenezueli to podobnie jest w meksyku. tyle, ze czesc nielegalnych taksowek obrabia pasazerow. znaczy przecznice dalej dosiadaja sie goscie ze spluwami i czyszcza twoje kieszenie a czesto i konto. express kidnapping stal sie bardzo popularny w DF. pozdrawiam z meksyku 2008/11/23 06:13:01
@chavez: Musze Cie rozczarowac, na tamten swiat sie jeszcze nie wybieram. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Jestem trzydziestolatkiem. Co do jednej rzeczy masz jednak racje. Nie znam dobrze sytuacji w Polsce. Nie mieszkam w kraju od kilkunastu lat. Dlatego tez nie pisze bloga o Polsce...
Niemniej jednak jezdze do Polski w miare regularnie. Przynajmniej raz w roku. I mam w kraju wielu znajomych. Takze takich, ktorzy maja wlasne firmy. I jakos specjalnie na korupcje nie narzekaja. Bardziej na podatki... :) Nie twierdze oczywiscie, ze korupcji w Polsce nie ma. Bo jestem przekonany, ze nie ma na swiecie kraju wolnego od tego zjawiska. Jednak naprawde, nie osmieszaj sie porownujac sytuacje w Polsce i Wenezueli. Tego sie nie da porownac. Np. w Polsce nigdy nie zdarzylo mi sie, ze aby straznik graniczny namawial mnie do popelnienia przestepstwa. W Wenezueli tak. W Polsce nie obawiam sie, ze gdy podchodzi do mnie policjant to bedzie mnie chcial okrasc. W Wenezueli prawie zawsze probuje. W Polsce nie spotkalem sie jeszcze z pracownikiem _prywatnej_ firmy, chcacego lapowki za wykonanie swej pracy. W Wenezueli juz kilka razy. W Polsce nigdy nie slyszalem o kims kto zostal wywalony z pracy bo nie chcial krasc. W Wenezueli poznalem takich. W Polsce - odnosze wrazenie - sytuacja sie zmienia na lepsze. Np. kilka lat temu norma bylo to, ze w PKP paszerowie jezdzili bez biletu i dawali w lape konduktorowi. Nikt sie z tym specjalnie nie kryl. Ostatnio tego juz nie widuje. W Wenezueli na odwrot - za kazdym razem gdy odwiedzam ten kraj zaskakuje mnie jakas nowa forma korupcji, czy oszustwa. Wreszcie, choc to juz nie korupcja, ale przestepczosc, czyli inny rak zzerajacy Wenezuele, choc bylem w takich malo przyjemnych miejscach swiata jak Darfur i mieszkalem w krajach w ktorych toczyla sie wojna domowa, nigdy nie widzialem na wlasne oczy, na zywo, jak sie zabija czlowieka. Zobaczylem to dopiero w Wenezueli. I to juz dwa razy... @zuercher: Masz racje z tym, ze w Wenezueli korupcja stala sie czyms naturalnym. Zreszta nie jest ona niczym nowym, nie jest to "wynalazek" Chaveza. Wenezuela zawsze byla jednym z bardziej skorumpowanych krajow Ameryki Lacinskiej. Jednak to w ostatnich latach stala sie ona tak wszechobecna, ze prawie przez Wenezuelczykow niezauwazalna. Zreszta - to dosc znamienne - choc Wenezuelczycy wymieniaja niezmiennie korupcje jako jednen z dwoch (obok przestepczosci) najwiekszych problemow kraju, to w rankingu Transparency International kraj jest klasyfikowany calkiem niezle. Bo na pytanie, czy zostales zmuszony do zaplacenia lapowki, wiekszosc odpowiada spontanicznie "nie". Bo stalo sie to czyms tak naturalnym, ze sie tego nie zauwaza. Moj znajomy Pepe tez twierdzi, ze nie placi lapowek. Uwaza, ze lapowka bylaby sytuacja w ktorej ktos by mu powiedzial: dostaniesz ten kontrakt jak mi zaplacisz. Tymczasem nikt sie o to nie pyta. To jest cos naturalnego, "lapowka" jest zawarta w samym kontrakcie. Dochodzi do takich sytuacji, ze gdy jeden z dziennikow ujawnil niedawno, ze jeden z urzedow kupowal pomarancze po 4 boliwary sztuka (normalnie w sklepie kilogram kosztuje mniej) to urzad ma czelnosc udowadniac, ze nie ma w tym nic nadzwyczajnego... I nikt nie wszczyna zadnego postepowania wyjasniajacego. @antek: W Caracas jest tak samo. Z ta roznica ze napady i porwania zdarzaja sie takze w taksowkach oficjalnych. Tak naprawde bezpieczne sa tylko taksowki z korporacji, ale ich jest malo. I w Caracas nie dosiadaja sie goscie ze spluwami. To kierowca sam wyciaga spluwe i puszcza klienta (najczeciej cudzoziemca) w skarpetkach... 2008/11/23 06:16:39
PS. Zeby nie bylo, ze narzekam tylko na Wenezuele. Mnie osobiscie w tym kraju nikt jeszcze nigdy nie napadl (odpukac). Natomiast w Limie (Peru) rzeczywiscie dosiedli sie do taksowki koledzy kierowcy z palami bejsbolowymi, ktorzy chcieli mnie pozbawic bagazu.
Gość: Chavez, 83.168.85.16*
2008/11/23 12:39:39
Tierralatina:"Jednak naprawde, nie osmieszaj sie porownujac sytuacje w Polsce i Wenezueli". Akurat do śmiechu to mnie nie jest jak czytam dyskusję w tym stylu. Przyznaję, nie jestem ekspertem korupcji wenezuelskiej, bo nigdy tam nie byłem. Polską korupcję wydaje mi się, że wystarczająco znam. Mechanizm polskiej korupcji jest bardziej finezyjny niż w Wenezueli.
zuercher:" Ty najwyrazniej nie rozumiesz zasadniczej roznicy. To co tu jest opisane to nawet nie korupcja, to po prostu zorganizowane rozkradanie narodowego majatku." Taki stan w polskich realiach był na początku lat 90 - tych. Wtedy w Polsce nie było korupcji tylko za przyzwoleniem pewnych służb rozkradano majątek narodowy. Przypomnij sobie zuercher słowa pana Wałęsy: majątek jest tyle wart, ile chcą za niego dać. Wenezuela jak mi wiadomo przeprowadza proces deprywatyzacji więc Twój strzał chyba niecelny. doleblanche: rozbawiłeś mnie. Muszę Tobie powiedzieć, że każda kontrola najmniej rozgarniętego urzędasa skarbowego tego zlecenia, to masz kłopoty. Nie wspominam o profesjonalistach z CBA. Jeśli rzeczywiście masz jakąś firmę, to pomyśl o przetargu na wykonanie sieci komputerowej w ratuszu. Bez "skrzywienia ręki" nie masz szans na wygranie; chyba że licytujesz poniżej kosztów własnych. Bo Twoi konkurenci, znajomi zleceniodawcy tak zrobią. A potem będą aneksować każdy element i wyjdą na górkę. Do tego musi się włączyć inspektor nadzoru, by przepuścić nadwyżki materiałowe utopione w zleceniu i jest o.k. tierralatina: "W Polsce - odnosze wrazenie - sytuacja sie zmienia na lepsze. Np. kilka lat temu norma bylo to, ze w PKP paszerowie jezdzili bez biletu i dawali w lape konduktorowi. Nikt sie z tym specjalnie nie kryl. Ostatnio tego juz nie widuje" Chłopie! odpuść sobie tę propagandę! Chyba że pracujesz w dziale propagandy rządowej i pobierasz tam pensję. Wiesz dlaczego nikt teraz nie daje w łapę konduktorowi? Bo ci co dawali, przesiedli się do aut, których jest w Polsce (nie wiem czy wiesz) pełno. Pociągami jeżdżą emeryci ze zniżkami i ludzie do pracy z biletami miesięcznymi. Na koniec coś miłego dla wszystkich dyskutantów: korupcja w Polsce różni się od korupcji w Rosji, Ukrainie czy Białorusi. Korupcja w Polsce zeuropeizowała się. Ale ja proponuję zmianę tematu. Drodzy Dyskutanci! Jesteście świetnie zorientowani o sytuacji ekonomicznej w Wenezueli. Może napiszecie, jak Polak będzie mógł zrobić interes w Wenezueli. 2008/11/23 13:36:25
@chavez: Litosci, nie ucz mnie jak robic biznes, bo ja naprawde od lat z niczego innego nie zyje, a zyje calkiem niezle. I naprawde bez "zginania reki" wiele mozna robic. Nie pisz o rzeczych o ktorych najwyrazniej nie masz zadnego pojecia.
Nawet co do jazdy koleja sie mylisz. Mam samochod (nawet dwa) i mimo to duzo po Polsce jezdze pociagami. Bo po prostu wygodniej, bezpieczniej i czasami wrecz szybciej. Pewnie jak zostana wybudowane autostrady to zrezygnuje z PKP. Poki co jednak jezdze. I spotyjam w nich coraz wiecej ludzi z laptopami, w garniturach. Nie spotykam emerytow, ani ludzi z biletami miesiecznymi. Przynajmniej nie w pierwszej klasie. I rzeczywiscie, konduktorom w lape sie juz nie daje.
Gość: Chavez, 83.168.85.16*
2008/11/23 14:19:50
doleblanche:" I spotyjam w nich coraz wiecej ludzi z laptopami, w garniturach."
Garnitury i laptopy są obecnie w Polsce raczej synonimem przedstawiciela handlowego, po staroświecku w carskiej Rosji zwanego KOMIWOJAŻEREM. 2008/11/23 15:01:14
Nie sadze aby przedstawiciele handlowi jezdzili pierwsza klasa. Zreszta ja tez jezdze duzo pociagami, zwlaszcza na trasie Warszawa - Trojmiasto. Spotykam w nich poslow, aktorow, znajomych szefow firm. Zyjesz Chavez w jakims wyimaginowanym swiecie...
PS. Do tej pory, czytajac Twoje komentarze na tym blogu, bralem Cie za jakiegos naiwnego mlodego lewicowca idealiste, ktoremu w zyciu nie wychodzi wiec i obwinia swiat za swe kleski. Jednak jak Cie czytam tutaj: "Może napiszecie, jak Polak będzie mógł zrobić interes w Wenezueli." widze, ze jestes zwyklym lewackim oportunista gotowym zapomniec o ideologii jesli mozna na tym skorzystac. Jedz do tej Wenezueli, bedziesz tam pasowal. 2008/11/23 15:30:12
Ja bardzo - po raz kolejny - prosze o dyskusje ad rem, a nie ad personam. Osobiste ataki, docinki i uszczypliwosci beda wycinane. A jak to nie pomoze, to ich autorzy banowani.
Gość: Chavez, 83.168.85.16*
2008/11/23 17:48:29
zwirekiwigura: Rozsierdziłeś się strasznie. Cóż, jak nie mamy argumentów, to rzucamy błotkiem!
Pseudo masz mężne, ale to tylko nazwa. Czekam, aż ktoś z dyskutantów wyciągnie cięższy kaliber i zacznie mnie nazywać ortodoksyjnym żydem (pisane małą literą). Nie obrażę się, bo "lewacki oportunista" nie ma takich uczuć. Rzuć okiem Drogi zwirekiwigura na to: www.milosierdzie.info.pl/ Pozdrawiam serdecznie
Gość: kirk, anonymizer.blutmagie.de
2008/11/24 17:14:45
tierra
twoi przyjaciele to wszyscy kryminalisci lapowkarze? 2008/11/24 18:26:38
@kirk: Pytanie powinno byc postawione inaczej: czy wszyscy Wenezuelczycy to lapowkarze... :) Bo korupcja w tym kraju to cos, czego wieleu Wenezuelczykow juz nawet nie zauwaza.
Anegdota - w ubieglym tagodniu bylem ze znajomym w duzym centralnym urzedzie, w ktorym on musial zalatwic jakies formalnosci. Do wypelnienienia tych formalnosci potrzebne bylo wypelnienie 5-stronicowego formularza. Okazuje sie, ze formularzy nie ma. Bo nie dowiezli... Ale... mozna je kupic. W prywatnym punkcie ksero. Gdzie sie ten punkt miesci? W tym samym urzedzie. I stoi sie do niego w kolejce przez prawie 40 minut. Bo tyle petentow musi kupic rozne brakujace akurat formularze. I nikt sie specjalnie nie burzy, choc nie trzeba byc Julia Pitera aby zobaczyc w tym kolejny korupcjny uklad. Bo gdy zapytalem sie znajomego stwierdzil, ze jak zalatwial to samo rok temu to tez "formularzy nie dowiezli" i stal w takiej samej kolejce do punktu uslug ksero. Najlepsze jest to, ze gdy powiedzialem mojemu znajomemu, ze to smierdzi korupcja, on stwierdzil ze nie widzi w tym nic zlego. Powiedzial mi: "Urzednicy w tych centralnych urzedach wcale nie zarabiaja tak duzo, przeciez musza sobie jakos dorobic". I tak prawie wszyscy sobie "jakos dorabiaja" - albo cinkciarstwem (tez przestepstwo), albo biorac lapowki, albo kradnac... Inny przyklad. Jade samochodem w Caracas, tym razem ze znajomym cudzoziemcem, nie ma przedniej tablicy rejestracyjnej. Zgubil. Zglosil to w odpowiednim urzedzie i juz ponad 4 miesiace czeka na nowa. Zatrzymuje nas policja. Znajomy tlumaczy sytuacje. Policjant ja rozumie. I pyta wprost. Pisac raport, ale to potrwa, czy 20 boliwarow? Te 20 dolarow to grosze (niecale 10 dolarow po oficjalnym kursie, 4 dolary po rynkowym) - znajomy placi wiec i zadowolony odjezdza. Cieszy sie, bo czasami chca 50 dolarow. A potem jeszcze mowi do mnie: wole aby brali takie lapowki, niz zeby porywali, czy napadali na banki. Bo to tez sie zdarza. I to czesto. Ale co ma robic mlody policjant majacy niepracujaca zone i 2-3 dzieci (standardowa sytuacja)? Przeciez nie utrzyma jej ze swojej pensji niespelna 1200 boliwarow. To wrecz niemozliwe. Wenezuela jest najdrozszym krajem kontynentu. A w tym roku ceny znowu poszly w gore o 40 proc. Musi sobie znalezc jakies dodatkowe zajecie. Jedni wiec biora lapowki, inni kradna, inni chodza do do restauracji i nie placa rachunkow, inni sprzedaja amunicje przestepcom, jeszcze inni wynajmuja sie do pracy jako ochroniarze... Cos po prostu musza robic, panstwo nie pozostawia im wyjscia. Wracajac do Twojego pytania. Nie, nie wszyscy moi znajomi to lapowkarze. Znam tez tu studentow, nauczycieli akademickich, artystow. Oni nie biora. Ale placa, choc czesto nie nawet tego nie zauwazaja. Tez czasem place, choc tego nie lubie. Co mam na przyklad zrobic gdy wsiadam do autobusu i kierowca mowi mi ze bilet kosztuje 2 boliwary, choc nad jego glowa wisi oficjany cennik i cena 1,5 boliwara. Place. Inni pasazerowie tez. Przeciez nie bedziemy zasuwac kilku kilometrow na piechote, bo kierowca chce sobie dorobic? Raz, tylko - w miedzymiejskim autobusie - nie zaplacilem. Cena na tej trasie to 12 boliwarow. Bylismy juz na autostradzie i asystent kierowcy zbieral po 15. Ludzie sie burzyli, ale placili. Ja mialem to szczescie, ze siedzialem w ostatnim rzedzie. Mielismy czas ze wspolpasazerami na omowienie sytuacji i uzgodnienie, ze nikt z nas wiecej nie zaplaci. Przeciez nie wystawia nas z autobusu na autostradzie. I nie zaplacilismy. Kazdy z nas dal po 12. Asystent pokrzyczal, ale nic wiecej nie mogl zrobic. Ale jeszcze bardziej wkurwieni byli wszyscy ci co zaplacili po 15 bolkow! :)
Gość: bolo, 177-130.adsl.szeptel.net.pl
2008/11/25 13:03:07
korkociąg: a ile Generał mógłby się nakraść siedząc na takich złożach... rzeczywiście można się rozmarzyć!
bezportek: rzeczywiście na Kubie w dziedzinie edukacji i służby zdrowia panuje "zacofanie, jakiego nie potrafi sobie nawet wyobrazic nikt z normalnego swiata". 2008/11/25 15:05:54
@bolo: Panuje zacofanie. Wiem cos o tym, bo jak bylam na Kubie to moj narzeczony zlamal sobie noge. Nie w Havanie gdzie sa pokazowe szpitale dla bogatych turystow, ale na prowincji, tam gdzie chodza zwykli Kubanczycy.
Roentgen nie dzialal, chirurga nie bylo (bo go wyslali do Boliwii), lekow przeciwbolowych takze zadnych nie mieli. Nawet nie chce ci opowiadac co tam sie dzialo (regionalny szpitalik), bo mi sie po prostu slabo robi gdy o tym mysle. |
"Gdyby Pepe stracił rozum i nagle zaczął publicznie krytykować korupcję, sam natychmiast znalazłby się z korupcyjnymi zarzutami. Bo przecież też kradł, nadmuchiwał i fałszował faktury."
Kochany naiwniaku! A jak myślisz, w jaki sposób przedsiębiorcy załatwiają w Polsce intratne zlecenia z "sektora samorządowo-państwowego"?
Jeżeli naprawdę tak jest w Wenezueli jak piszesz, to trzeba natychmiast tam wysyłać naszych biznesmenów. Oni nauczą bardziej finezyjnych metod korupcji. Nawet sam el Comandante by nie dał rady! Chociaż ta metoda na rozbieranie pięknej (bo w Wenezueli ponoć są same piękne) sekretarki "wypchanej" gotówką bardzo mi się podoba.
A swojemu koledze Pepe powiedz, że mu zazdroszczę tak "niskich opłat wyrównawczych". W Polsce żądają więcej. Przenoszę się do Wenezueli.