|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Chavez pomaga McCain'owiWenezuelski prezydent Hugo Chávez w ciągu ostatnich kilku miesięcy wielokrotnie dawał do zrozumienia, że chciałby aby w Stanach Zjednoczonych wybory prezydenckie wygrał Barack Obama. Powtórzył to też w ubiegłym tygodniu, gdy wyrzucał ze swego kraju amerykańskiego ambasadora i wycofywał z Waszyngtonu własnego przedstawiciela. "Nie będzie w Wenezueli jankeskiego ambasadora, ani wenezuelskiego w Waszyngtonie, tak długo jak nie zmieni się tam rząd. Tak długo jak nie zacznie tam rządzić ekipa, która będzie nas traktować jak równorzędnych partnerów." - krzyczał Chávez podczas wiecu. Tego samego wiecu, w trakcie którego wyzwał gringo słowami, których już nie chce mi się tutaj, po raz kolejny, przytaczać. Wulgarnymi słowami. Pomijam to, że sam już fakt publicznego kibicowania jednemu z kandydatów przez głowę obcego państwa jest bardziej niż dyskusyjny. Zwłaszcza jeśli samemu odbiera się każdy głębszy oddech ambasadora tego kraju u siebie, za "niedopuszczalną ingerencję w wewnętrzne sprawy Wenezueli". To co o wiele bardziej mnie zastanawia, to na ile świadomie Hugo Chávez pomaga kandydatowi Republikanów, Johnowi McCain? Bo to, że mu pomaga nie podlega dyskusji. Głosujący w Stanach Zjednoczonych Latynosi (słynne Voto Latino, czyli blisko 10 milionów aktywnych wyborców), są bardzo wrażliwi na przewijające się w kampanii latynoamerykańskie wątki. I gdy Barack Obama zadeklarował, że jest gotów - jeśli zostanie prezydentem - usiąść z Chavézem do negocjacyjnego stołu i znormalizować stosunki z Wenezuelą, przez hiszpańskojęzyczne media w Stanach Zjednoczonych przetoczyła się gigantyczna fala dyskusji, czy to dobry, czy może zły pomysł. I powstaly trzy obozy: zwolenników i przeciwników pomysłu Obamy, oraz tych którzy nie wiedzieli co o nim myśleć. I McCain to umiejętnie wykorzystał. Z aktywną pomocą Hugo Cháveza. "Czy ty byś dykutował z kimś kto wyzywa cię od najgorszych? Z kimś, kto cię obraża i nieustannie tobie grozi?" Kilpy właśnie tego typu wysypały się w ostatnich dniach w popularnych wśród Latynosów kanałach (wersja angielska):
Nietrudno sobie wyobrazić, że bardzo wiele osób odpowie na te pytania zdecydowanym "nie". Wielu amerykańskich politologów twierdzi wręcz, że Hugo Chávez - wbrew temu co publicznie mówi - prywatnie bardzo mocno trzyma kciuki za zwycięstowo Johna McCain. Bo obiecywana przez Obamę normalizacja stosunków z USA byłaby mu bardzo nie na rękę. W chwili obecnej bowiem rząd Cháveza za niemal wszystkie wewnętrzne kłopoty Wenezueli wini Imperium. Kłopoty z zaopatrzeniem? Winne USA! Rosną ceny? Odpowiedzialny Diabeł z Waszyngtonu! Opozycja? Opłacana przez Amerykanów! Stany Zjednoczone wciąż są zagrożeniem. Chávez nieustannie straszy planowaną niby inwazją, organizowanym przez CIA zamachem na swoje życie, etc. I są jeszcze Wenezuelczycy, którzy w to wierzą. Więc gdyby USA stała się nagle partnerem, to Chávez miałby nielada kłopot. Kim straszyć, na kogo zwalać niepowodzenia ? McCain jako prezydent byłby w sumie o wiele bardziej korzystny. Może więc te wszystkie przemówienia, te bluzgi, to nie głupota, ale dokładnie przemyślana, makiawieliczna strategia? Co o tym myślicie?
>Technorati tags: Wenezuela, USA, Hugo Chávez, John McCain, Barack Obama, polityka, stosunki międzynarodowe. >Blogalaxia tags: Venezuela, EE.UU., Hugo Chávez, John McCain, Barack Obama, política, relaciones internacionales. niedziela, 21 września 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
McCain u Pinocheta
z Podróż na Południe
Republikański kandydat do prezydentury Stanów Zjednoczonych, John McCain , krytykował niedawno swego demokratycznego konkurenta Barracka Obamę, za zadeklarowaną przez tego ostatniego chęć spotkania się i rozmowy z prezydentem Wenezueli, Hugo Chávez ... » Wysłany 2008/10/25 02:44:48
Komentarze
Gość: damucka, pd954a94d.dip0.t-ipconnect.de
2008/09/23 00:00:55
A ja mysle, ze jak najbardziej - Chavezowi potrzebny jest jakis wrog. Tak bylo tez i u nas, stonka ziemniaczana przeciez wiadomo skad byla, z Ameryki byla.
Ale tak generalizujac to ciekawe swoja droga co Chavez chce osiagnac i jak. Z racji tego, ze mi osobiscie blizej do modelu europejskiego niz amerykanskiego to od pewnej ingerencji panstwa (obowiazkowa opieka zdrowotna, szkolnictwo) sie nie odzegnuje. Wydaje mi sie, ze gdyby Chavez chcial pojsc ta droga to nie bylby taki zly pomysl - z surowcami Wenezueli daloby sie to szybko sfinansowac. Tylko, ze on zaczyna od naruszania swietego prawa wlasnosci (firm, osob prywatnych) a to wrozy wczesniej czy pozniej jego koniec ... |
No ale ja ekspertem od polityki nie jestem.