BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Zjadłem latarnika

Wiecie jak wygląda latarnik karaibski? Ja do niedawna nie miałem pojęcia. Tzn. wiedziałem jak wygląda, ale nie miałem pojęcia, że tak właśnie się nazywa. Bo latarnik karaibski, wbrew nazwie, nie ma nic a nic wspólnego z bohaterem noweli Henryka Sienkiewicza. Latarnik karaibski, po łacinie zwie się Priacanthus arenatus i jest rybą. Ładną rybą. Po usmażeniu wygląda ona tak:

latarnik karaibski na talerzu

Nie pytajcie się mnie, dlaczego ten latarnik jest zwany latarnikiem. Zresztą jego hiszpańskie nazwy są nie mniej enigmatyczne. W Ameryce Łacińskiej, Hiszpanii i na Karaibach ryba ta nosi aż kilkanaście różnych nazw. W Wenezueli i w Hiszpanii zwie się ją najczęściej Catalana, czyli Katalonka. Ale nie tylko, bo w niektótrych regionach Hiszpanii mówi się na nią także Alfonsón i Catalucia. Na Dominikanie to z kolei najczęściej Alunado. Na Kubie, w Nikaragui i Portoryko to Catalufa. Choć niektórzy Kubańczycy mówią też na nią Comico, bądź Toro. Wszystko to, to oczywiście zwyczajowe wyrażenia używane w portach, sklepach rybnych, targach, kuchniach i restauracjach. Bo hiszpańskojęzyczny ichtiolog, bez względu z jakiego kraju pochodzi, powinien użyć zupełnie innej nazwy: Ojona colorada (kto spróbuje przetłumaczyć na polski Ojona? Oczata?), bądź... Majarra ojona.

Jeszcze ciekawiej jest w Brazylii, gdzie – w zależności od regionu – przybiera ona nazwy Imperador, Mirassol, Figueira, Olhão (Oczaty?), Olho-de-boi (Bycze oko), Olho-de-cão (Psie oko), Olho-de-vidro (Szklane oko) lub Olho-de-diabo (Diabelskie oko). W Portugalii i portugalskojęzycznej Afryce to Fura-vasos.

W sumie najbardziej logiczni są tym razem anglojęzyczni. Bo dla nich to przede wszystkim Common bigeye. Wielkook zwyczajny - sympatcznie.

Wielkookiego latarnika o psich oczach przyrządzać można na jeszcze więcej sposobów niż posiada on imion. Najprostszy i wcale nie taki zły, to oczywiście to oczywiście usmażenie na patelni, tak jak to uczyniono z osobnikiem na powyższym zdjęciu. Ale jeśli spędzanie czasu w kuchni i pichcenie piękniejszych i bardziej złożonych potraw sprawia Wam przyjemność, to służe dwoma bardziej skomplikowanymi przepisami. Które oczywiście można zaadaptować do innych, dostępnych w Polsce ryb morskich.

Panie i panowie – oto latarnik karaibski w cytrynach! Zakładam że jeść będziemy we dwoje, więc

  • ryby będą dwie. Każda z nich do pół kilograma wagi. Poza tym potrzebujemy:
  • 6 cytryn
  • kilkanaście ziaren pieprzu (najlepiej kolorowych – czarnego, białego i czerwonego)
  • dużą łyżkę cukru
  • liście tymianku
  • oliwę z oliwek
  • słodką suszoną, mieloną paprykę
  • oraz pieprz z młynka i sól.

Do kucharzenia zabieramy się... na miesiąc przed jedzeniem. Wtedy zaczynamy przygotowywać cytrynowy confit. Cytryny energicznie szorujemy szczoteczką pod gorącą bierzącą wodą, po czym wycieramy do sucha i kroimy w plastry. Oczywiście ze skórką. Plasterki wkładamy do wcześniej wyparzonego szklanego naczynia (może być nim spory słoik), posypujemy czubatą, dużą łyżką cukru, wrzucamy liście tymianku, zgniecione albo bardzo grubo zmielone ziarna pieprzu (w sumie niezbyt czubata łyżeczka do herbaty), mieszamy i zalewamy oliwą. Tak aby wszystko było nią przykryte. Następnie naczynie zamykamy i odstawiamy w ciemne miejsce. Na miesiąc. Niech się maceruje.

Po miesiącu kupujemy w końcu ryby. Patroszymy je, usuwamy łuski i nacieramy od środka i zewnątrz solą, pieprzem i papryką. Następnie bierzemy żarodporne płaskie naczynie, albo metalową brytwanę, wykładamy dno cytrynami z naszego słoika, kładziemy na nie ryby i przykrywamy reszą cytryn. Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni i wkładamy tam nasze dzieło. Po 20 minutach jest gotowe. Palce lizać.

Jeśli kogoś nie przekonuje ryba w cytrynach, albo chce zjeść szybciej niż za miesiąc, to proszę – druga wersja: latarnik karaibski w pomarańczach. Potrzebujemy:

  • dwóch ryb
  • dwóch pomarańczy
  • 1 dl śmietany (35 proc.)
  • cztery gałązki trybulki, bądź naci pietruszki
  • 70 gram masła
  • łyżkę oleju
  • oraz pieprz i sól.

Jedną pomarańczę dokładnie myjemy szczoteczką pod gorącą, bierzącą wodą i suszymy. Obieramy skórkę, a następnie tniemy ją drobniutko. Tak abyśmy mieli kawałki formatu zapałki. Te nasze pomarańczowe zapałki wkładamy w sitko i w tym sitku zanurzamy na minutę w ganrnku z wrzącą wodą. Po wyjęciu w wrzątku studzimy pod bierzącą zimną wodą, a następnie odstawiamy sitko. Niech ocieknie. My w tym czasie musimy wycisnąć sok z obranej pomarańczy. A następnie obrać drugą pomarańczę i pokroić ją w plastry. Trybulkę bądź pietruszkę siekamy i mieszamy z masłem. Tym masłem chojnie smarujemy od środka wypatroszone i pozbawione łusek ryby. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Otwarte płaskie naczynie w którym będziemy piec latarników smarujemy oliwą, posypujemy tymi skórkami pomarańczowymi, a na nie kładziemy plastry pomarańczy. Na plastrach pomarańczy lądują ryby, polewamy je sokiem, smarujemy resztką masła z trybulką, oraz solimy i pieprzymy zgodnie z upodobaniami. Po czym do piekarnika na ok. 15 minut. Z tym że po 7 minutach obracamy ryby.

Po wyjęciu z piekarnika latarników przekładamy na talerze, a naczynie w którym je piekliśmy stawiamy na kuchence. Podgrzewamy, wlewamy doń śmietanę, mieszamy, doprawić możemy bulionem. I mamy sos do ryb. Śmietanowo-pomarańczowy. Wszystko można dostroić kawałkami pomarańczy. I znowu palce lizać...

Latarników podawać można, tak jak na zdjęciu powyżej, z ryżem i smażonymi bananami. Jak się je przyrządza wytłumaczyły kiedyś Papryczki . A ja kiedyś opisywałem zamieszanie jakie jest z nazwami bananów w hiszpańskim. Nie mniejsze niż z latarnikiem.

Mimo lingwistycznych rozterek wszystko smakuje wspaniale. Oto dowód:

latarnik karaibski - szkielet

I z góry uprzedzam pytania – tak, rzeczywiście, oczy latarnika też można zjadać. Są smaczne.

P.S.: Jeszcze jedna językowa ciekawostka. Banalna dla tych, którzy hiszpański już znają, ale pewnie dość zaskakująca dla tych, którzy z językiem tym kontaktu nie mieli. Otóż po hiszpańsku ryba w wodzie i ryba na talerzu noszą dwie różne nazwy. Ta jeszcze pływająca to pez, a ta martwa na targu, czy na talerzu to pescado, czyli dokładnie tłumacząc „złowiony”. Zasada ta obowiązuje i w Hiszpanii i w Ameryce Łacińskiej. Wyjątków od niej nie ma. Nie mówi się: Zjemy rybę? Zawsze będzie to: Zjemy złowionego?


>Technorati tags: , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , .
wtorek, 20 maja 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2008/05/20 00:30:18
Racja, też bym na piątkowy deep fried cod nie zamieniła! ;-D
-
2008/05/20 07:59:27
mniam! to chyba drugi wpis o jedzenie od czasu pieczonych świnek morskich - czekam na więcej :)
-
2008/05/20 10:36:55
@brocha: Chyba przegapiles kilka. Bylo niedawno o kielbaskie polskiej, bylo o sosie z mrowek. Tyle sobie teraz przypominam.
-
2008/05/20 11:12:39
Nie wytrzymałeś tego spojrzenia, co? ;)

W sumie, nawet polska nazwa pasuje do tej ryby. Najlepiej łowi się ją nocą. Sprytni rybacy tną wodę światłem z latarek. A ta nabiera się i podpływa wyżej. "Latarnik karaibski". A już o wiele mniej roboty mają rybacy przy pełni księżyca... I mnie, a propos, najbardziej podoba się jeszcze inna nazwa choć też anglojęzyczna: "Moooshine Conga". Podobno taką ma nazwę na Jamajce.

Moonshine to też bimber. Ale nie podejrzewam, aby ten potworek miał coś wspólnego z pędzieniem wódki późną nocą w rytmie congosów ;))

Wygląda smakowicie!!

Saludos,
pimiento
-
2008/05/20 11:15:43
Oczywiście miało być... Moonshine a nie Moooshine...

Moosiałem poprawić :)
-
2008/05/20 13:12:31
Dzięki za te przepisy, brzmią extra smakowicie:) Raczej wątpię czy uda mi się zdobyc latarnika, ale na pewno wypróbuję oba na innej rybce. Twoja kategoria "od kuchni" jest super, też czekam na więcej przepisów:) Pozdrowienia!
-
2008/05/20 13:42:56
lubie jak piszesz o jedzeniu ;)
wyglada smakowicie
-
2008/05/20 16:40:44
Rybka lubi plywac - co piles podczas konsumpcji?
-
2008/05/20 16:47:40
@annabuzuk: No niestety, akurat podczas tej zilustrowanej zdjeciami konsumpcji, wyboru nie mialem zadnego. I pilem jedyne piwo jakie bylo w okolicy dostepne, czyli wenezuelski "Regional Light", czyli woda o (delikatnym) smaku piwa. Chyba lepsze od Millera Lite, ale wolabym nie byc jurorem w konkursie browarow tej klasy...
Na drugim zdjeciu widac zreszta w tle kawalek puszki z tym napojem. Bo trunkiem tego nie odwazylbym sie nazwac! :)
-
2008/05/20 17:09:26
Rybę zastąp wódką i wyjdzie Limoncello albo Arancello.
Jaja.
-
Gość: T.K., public-gprs81393.centertel.pl
2008/05/21 03:30:50
@tierralatina:Katalonia - to katalonka, a nie 'katalanka'. Jeśli hiszpańska nazwa ryby co innego znaczy, to co konkretnie?
Pozdrawiam
-
2008/05/21 11:40:06
ale smakowity wpis! jednak nie wiem czy bym zjadla oko, mam chyba jakies oczne uprzedzenia...
-
2008/05/21 11:42:07
@T.K.: Masz racje. Najlepsze jest to, ze ja poczatkowo napisalem "Katalonka", a potem - wczoraj wieczorem - doszedlem do wniosku, ze to chyba nie tak powinno byc i zmienilem na "Katalanka". No nic, zmienie jeszcze raz... :)
Dzieki za czujnosc.
-
2008/05/21 11:44:40
@ga_lapagos: Sklamalbym, gdybym powiedzial, ze zjadlem je bez wahania...
-
Gość: jan.kulczyk, host-190-11-91-19.supernet.com.bo
2008/05/24 18:51:45
No i jak myślisz, Tierra, ojona colorada to ocznica czerwona czy oczątka kolorowa? :)
Co do piwa, zgoda. Najlepsze piwo na tej szerokości geograficznej można dostać na Trynidadzie oraz w Colonii Tovar :)
-
2008/05/24 19:01:49
@jan.kulczyk: Ocznica! To jest wlasnie to! :) Ale co z majarra ojona? :)
Piwo z Colonia Tovar mozna juz, na szczescie, kupic tez w CCS.
-
2008/05/25 00:24:21
Co do tego drugiego, to nie mam pojęcia, co nie wiem, co znaczy "majarra". Jeśli byłoby "majara ojona" to byłaby może "wyłupiasta wariatka", albo "wariatka-oczatka", ale 'majarra'...?

Co do pescado, to w Chile zdarzało się na wiejskich terenach w Patagonii, że jakiś prosty rolnik czy gospodarz mówił, że mu "pescado" nie bierze, zamiast "pez" przy łowieniu, ale w drugą stronę oczywiście nigdy. "Pez" po prostu zjeść się nie da :)

I ostatnia uwaga: te brazylijskie nazwy ryb nie będą miały "da", ale "de". Jeśli już miałyby być z rodzajnikiem, to byłoby "do", bo i taki rodzaj mają i diabeł i pies i byk, ale akurat tak się składa, że jest "de".

Pozdrowionka
-
2008/05/25 00:55:18
@jan.kulczyk: Tez nie mam pojecia co to jest ta majarra. Cos znaczyc musi, bo sa tez ryby nazywajace sie majarrón.
Zas co do DE masz absolutna racje. Sam nie wiem dlaczego tak napisalem. Bo w mailu, ktory dostalem w tej sprawie od znajomej brazylijskiej pani biolog jest oczywiscie DE. Bezmyslna literowka. Juz ja poprawiam.
-
Gość: kosmos, host-233.97.192.213.cable.satra.pl
2008/06/18 16:55:12
czytam Twojego bloga regularnie, ale przepisy na przyrządzanie rybek po prostu mnie rozczuliły, wróciłam po prawie 8 miesiącach w Ameryce Południowej i tyle.