BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

My name is Lopez... Carlos Lopez!

James Bond na nowego wroga. Carlos López, mer niewielkiego chilijskiego miasteczka Baquedano, gdzie kilka dni temu rozpoczęły się kolejne zdjęcia do Quantum of Solace – najnowszego odcinka filmowych przygód brytyjskiego agenta 007, wypowiedział mu wojnę. W sumie nawet nie jemu samemu, ale ekipie odpowiedzialnej za przygotowanie filmu.

Carlos López wtargnął siłą na znajdujący się w jego miasteczku plan zdjęciowy i zmusił Daniela Craiga do przerwy w pracy. Nie na długo jednak. I agent 007 nie musiał wcale użyć żadnej ze swych licznych tajnych broni. Wyręczyli go chilijscy carabiñeros, którzy... aresztowali mera. Było to tym łatwiejsze, że zdjęcia do Bonda odbywają się na nieczynnym dworcu kolejowym w Baquedano. A kolejowe tereny, także w Chile, wyjęte są spod kompetencji lokalnej administracji. I mer López był tam już zwykłym obywatelem Lópezem.

Co tak obruszyło lokalnego polityka? Demony przeszłości. Lópezowi nie spodobało się, że centralne władze przysłały do zapewnienia bezpieczeństwa filmowej ekipie specjalne jednostki karabinierów, wzmocnione m.in. armatką wodną. „Te tłumy mundurowych, zamknięte ulice i armatka wodna w naszym niewielkim - bo liczącym zaledwie 1000 mieszkańców – miasteczku, przypomninają mi najgorsze momenty represji z czasów Pinocheta” – tłumaczył Carlos López lokalnym mediom.

Kręcone na północy Chile zdjęcia do Quantum of Solace nie budzą wśród lokalnych mieszkańców zbyt wielkiego entuzjazmu. I jest to eufemizm. M.in. dlatego właśnie centralne władze w Santiago zapewniły ekipie nadzwyczajną ochronę. I powodem ponownie są demony historii...

Mieszkańcy Chile początkowo cieszyli się, że Bond przyniesie im darmową reklamę. I po premierze filmu na północ kraju ruszą tabuny zagranicznych turystów. Ich nadzieje jednak prysły w momencie, gdy – dosłownie na kilka dni przed rozpoczęciem zdjęć – chilijskie gazety ujawniły, że północ Chile w najnowszym Bondzie odgrywać będzie... Boliwię. Tymczasem akurat te dwa kraje, z wiadomych względów, nie pałają do siebie miłością. I znowu jest to eufemizm.

Nie zgadzam się, aby nasze narodowe terytorium używane było jako inne państwo. Nawet w fabularnym filmie. Potem inne kraje używają tego jako pretekstu do niczym nie uzasadnionych roszczeń” – oburzał się Carlos López. I nic nie pomogły zapewnienia producentów Jamesa Bonda, że w filmie nie będą używane nazwy żadnych istniejących państw.

Nie jest jednak (już) tajemnicą, że – rzeczywiście – fikcyjne południowoamerykańskie państwo w którym rozgrywać się będzie akcja stylizowane jest właśnie na Boliwię. Carlosowi Lópezowi, tymczasem, postawiono zarzut wtargnięcia na teren prywatny i zakłócenia pozrządku publicznego.

Teraz 250 wizytówek GRATIS... tylko w VistaPrint.pl

Na koniec maleńka zagadko-ciekawostka językowaarmatka wodna. Po hiszpańsku jest to carro lanza agua, bądź w skrócie lanza agua. Jednak nie w Chile. W kraju tym, gdzie za czasów Pinocheta urządzenie to było równie popularne jak w Polsce za Jaruzelskiego, na armatkę wodną mówi się najczęściej guanaco. Kto zgadnie dlaczego?


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , .
czwartek, 03 kwietnia 2008, tierralatina

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Boliwia przeciw Bondowi z Podróż na Południe
Ach ci Latynosi... Coś zupełnie im nie leży ten kręcony obecnie, najnowszy odcinek przygód James a Bond a. Nikt nie jest zadowolony. Jako pierwsi kręcić nosami zaczęli Chilijczycy , którym nie podoba się, że ich kraj dla potrzeb filmowej ekipy ... »
Wysłany 2008/04/05 05:47:50
Komentarze
2008/04/03 07:03:55
guanaco to takie zwierze co to lubi pluć jak się wkurzy
-
2008/04/03 07:22:19
Hmmm... No nie przypuszczalem, ze zagadka zostanie rozwiazana tak szybko... Bartek ma racje - guanaco (po polsku gwanako) to najbardziej plujacy gatunek aandyjskich lam. I stad analogia do armatki wodnej.
-
2008/04/03 09:41:53
Prosimy o kontakt z serwisem Blogbox (www.blogbox.com.pl)
-
2008/04/03 18:03:09
oo fajnie ;) nie wiedzialam!

Biedny ten najnowszy Bond, nie ma takiego poszanowania jak jego poprzednicy ;)
-
Gość: , ajb205.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/03 22:37:02
ojej... no, spózniłam się! też wiedziałam! będę pisać o zwierzakach, bo ubodły koleżankę podczas jednego z patagońskich postojów - w La Siberii :)
-
2008/04/03 22:37:29
to byłam ja
-
2008/04/04 18:22:40
Wiem ze Argentynie guanaco nazywa sie pyskaczy, dokladnie takich ktorzy wypluwaja slowa jak armatki:)