BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Korupcja i gospodarcze rekordy Wenezueli

Za każdym razem gdy przyjeżdżam do Wenezueli zaskakuje mnie jak wiele w tym kraju się zmienia. Niestety, generalnie na gorsze. Jak tak dalej pójdzie to pułkownikowi Chávezowi uda się to, czego nawet PRL-owi za czasów mej młodości się nie udało – czyli do cna wyplenić we mnie jakiekolwiek lewicowe sympatie...

Choć jedno muszę przyznać – socjalizm w wydaniu wenezuelskim niesamowicie uczy obywateli przedsiębiorczości. Wszystko się tu da załatwić, wszystko kupić, zrobić każdy interes, wiedzieć trzeba tylko z kim, gdzie i za ile. Kombinuje niemal każdy. Nie dziwię się, że Chávez ma wciąż znaczne poparcie – takiego permisywizmu w tym kraju jeszcze nie było. Oczywiście, jak w każdym kraju Ameryki Łacińskiej, także w Wenezueli kasty uprzywilejowane zawsze istniały. Teraz jednak cwaniacy kręcą lody na każdym szczeblu społecznej drabiny. Od ministrów, po drobnych bandytów. Korupcja i przestępczość – to dwa chyba najbardziej spektakularnie rozwijące się w Wenezueli zjawiska.

Korupcja jak taki gigantyczny bluszcz ogarnia wszystko i wszystkich, dociera niemal wszędzie. Mały przykład – jak na centralnie sterowaną gospodarkę przystało, obrót dewizami jest w Wenezueli od 2003 roku reglamentowany i kontrolowany. Oficjalnie jeden dolar to 2,15 nowych, tzw. „silnych” boliwarów. A euro to 3,41. Oczywiście kurs ten to ekonomiczna fikcja i czarny rynek, mimo teoretycznych wysokich kar pieniężnych a nawet więzienia, ma się świetnie.

Np. na lotnisku w Caracas, tuż po przylocie, gdy nie miałem żadnych boliwarów niezbędnych na dojazd do miasta, miałem w zwyczaju wymieniać 50 dolarów lub euro, oczywiście nie w kantorze oferującym oficjalny kurs, ale u... policjanta. A dokładniej u funkcjonariuszy Guardia Nacional, tej ponoć elitarnej formacji. Zawsze miło i... bezpiecznie, bo przecież są silnie uzbrojeni.

Przyznaję się, że podczas pierwszej mej wizyty w Wenezueli, bodajże w 2004 roku, miałem lekkiego cykora, gdy mundurowy zaproponował mi wymianę. -A może to prowokacja? – przemknęło mi przez głowę. Ale funkcjonariusz zamiast kajdanek wyciągnął z bocznej kieszeni swego moro potężny plik banknotów i w kilkadziesiąt sekund interes był ubity.

Z czasem wymianą na lotnisku zaczęło się trudnić coraz więcej osób. Boliwary proponują przyjezdnym bagażowi, przy taśmach na których wyjeżdżają walizki, taksówkarze, personel w sklepach wolnocłowych (bo w Caracas mała wolnocłówka jest także na przylocie), sprzątacze, a nawet agenci służb antanarkotykowych. W sumie myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. A jednak!

Kilka dni temu, gdy ponownie zameldowałem się w Caracas, wypełniłem kartę emigracyjną i odstałem swoje w kolejce do kontroli paszportowej, opadła mi szczęka... Bo funkcjonariuszka ONIDEX , bezmyślnie kartkując mój paszport w te i we wte, nie podnosząc znad niego nawet głowy, zapytała się nagle: -Nie masz dolarów do sprzedania?- Naprawdę mnie zatkało i w pierwszej chwili myślałem, że się przesłyszałem. Ale ona powtórzyła: -Nie masz dolarów do sprzedania?- Za mną gigantyczna kolejka, na ścianie hasło „Socialismo o muerte”, a ona chce handlować dolarami? -Nie nie mam-, wydusiłem z siebie zaskoczony. -Mam tylko euro- dodałem zgodnie z prawdą. A ona na to: -Nie ma sprawy, euro też kupuje-.

I w sumie prawie już sięgałem do portfela i to nie dlatego, że potrzebne mi były boliwary, bo te akurat miałem, ale po prostu z ciekawości jak, przy tylu świadkach, transakcja zostanie przeprowadzona. Coś mnie jednak tknęło i się zapytałem jaka jest jej cena. Ona na to, że 4,5 boliwara za euro. –To znacznie lepiej niż kurs oficjalny- zapewniła mnie. Gdyby nie fakt, że od tej cinkciary zależało czy zostanę wpuszczony do Wenezueli, czy też nie, powiedziałbym co o niej myślę... A tak tylko ugryzłem się w język i wycedziłem, że dziękuję. Złodziejka pieprzona, chciała okraść nie tylko swoją socjalistyczną ojczyznę, ale też i mnie!

Dlaczego okraść? Bo następnego dnia, w strzeżonym przez policję lokalu w centrum Caracas, gdzie swe „biura” ma kilkunastu cinkciarzy wymieniałem jedno euro na sześć „bolos”.

I tak jest ze wszystkim. Non stop trzeba uważać i mieć się na baczności bo każdy próbuje zrobić mniej lub bardziej lewy interes.

Całkiem niedawno w biurze Conviasa, wenezuelskich państwowych linii lotniczych: -Bilet do Maracaibo, na jutro, dostanę?- pytam się. Babka z kilogramem makijażu na twaryz, szlifuje sobie pilniczkiem paznokcie i nie zerkając nawet na komputer odpowiada znudzonym głosem: -Nie ma-. –A na pojutrze?- nie daję za wygraną. –Pojutrze też nie ma- nawet na mnie biurwa nie spojrzała. -No to może to pomoże?- Przesuwam w jej kierunku 10 eurasów. Tym razem patrzy mi już prosto w oczy i z uśmiechem pyta: -To na kiedy ten bilet? Na jutro, czy na pojutrze?- Bilet powrotny kosztuje mnie 380 VEF, czyli razem z prezentem dla pani urzędniczki niecałe 70 euro.

Nie trzeba być ekonomistą, aby zorientować się, że system w którym wszyscy kręcą, kradną i kombinują nie jest w stanie długo funkcjonować. W końcu musi się załamać, nawet jeśli, tak jak w Wenezueli, jest zasilany wartkim strumieniem petrodolarów.

Pierwsze symptomy już widać, chociażby „przejściowe” braki w zaopatrzeniu w niektóre towary. Nie jakieś luksusy, ale np. mleko. A, według najnowszych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ma być jeszcze gorzej. IMF przepowiada na ten rok inflację w Wenezueli w wysokości 25,7 proc. Rząd twierdzi wprawdzie, że będzie 19,5 proc., ale to i tak najwięcej na całym kontynencie. I to mimo, że wspomniana kontrola dewiz ma właśnie, oficjalnie, zapobiegać inflacji. Walce z nią pomóc miała także niedawna denominacja... Ale nie pomaga. IMF prognozuje, że rok 2009 będzie „jeszcze” lepszy i wenezuelska inflacja sięgnie 31 proc.

W sumie Chavéz ma powody do dumy. Bo Wenezuela dostała się do ścisłej światowej czołówki. W inflacji właśnie. W tym roku wyprzedzi m.in. Azerbejdżan, Erytreę, Birmę i Etiopię, które jeszcze rok temu w tempie utraty wartości narodowej waluty były od Wenezueli lepsze. Teraz na czele rankingu pozostał przed Republiką Boliwariańską już tylko jedno państwo. Ale chodzi tu o Zimbabwe, które – trzeba to przyznać – jest poza wszelką konkurencją. Zimbabweńska inflacja w ubiegłym roku sięgnęła 108 tysięcy procent!

Wszystko jednak przed Chávezem. Mugabe rządzi swym krajem od ponad 20 lat, więc ma znacznie większe doświadczenie od Wenezuelczyka, który na swym prezydenckim stołku siedzi zaledwie 9 lat. Pułkownik Hugo nie kryje jednak, że chciałby jeszcze długo porządzić, więc kto wie? Może rekord Zimbabwe zostanie z czasem pobity?

Póki co, zdaniem IMF, wenezuelska gospodarka hamuje i hamować będzie coraz ostrzej. Podczas gdy w ostatnich 4 latach wenezuelskie PNB rosło średnio o ok. 11 proc., tak na ten rok IMF przepowiada zaledwie 2 proc. wzrost. I nie można tu winić światowej koniunktury, bowiem cały kontynent ma mieć średnią ponad dwukrotnie wyższą, czyli 4,5 proc.

No ale Wenezuelczycy mogą się pocieszyć, że gospodarcze ekperymenty ich rządu w kość dają nie tylko im. Okazuje się, że podobnie jest w innych krajach próbujących zaszczepić wenezuelskie reformy. Inflacja w bratniej Boliwii przekroczy w tym roku, zdaniem IMF, 15 proc., czyli będzie największa od 17 lat. A w równie zaprzyjaźnionej Nicaragui spodziewać się można 13,8 proc. Też rekord dziesięciolecia.


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
piątek, 18 kwietnia 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - najlepszego w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Korupcja to program lojalnościowy. z Podróż na Południe
Dwa dni temu byłem świadkiem czegoś, w co 8211 gdyby mi ktoś opowiadał 8211 prawdopodobnie bym nie uwierzył. Przez zupełny przypadek. Po prostu odwiedziłem w pracy znajomego, w niezbyt wielkiej firmie budowlanej, której jest właścicielem. ... »
Wysłany 2008/11/22 00:22:43
Komentarze
2008/04/19 01:42:22
My sprzedawalismy tez dolary w sklepie monopolowym i w papierniczym. Oczywiscie ochroniarze na lotnisku to pierwsze osoby, do ktorych sie zwracamy w Caracas ;) Biznesy kreca wszyscy i pytanie o dolary slyszy sie w centrum na kazdym kroku, ale faktycznie babka od paszportow to zaskoczenie. Usmialem sie... Moglbys podac ten adres cinkciarskiego kantoru? Zwykle wymieniamy przez znajomego, bo on daje mi najlepszy kurs, ale moze oni maja lepszy?

PS. Dolar ostatnio spadl. W styczniu jeszcze placili 5-5,5 bolow za jednego, teraz juz ponoc ponizej 4. Moze wiec inflacja tez przyhamuje?
-
tierralatina
2008/04/19 01:55:02
@jan.kulczyk: Dolar spada na czarnym rynku, bo spada na calym swiecie, na leb i na szyje. Raczej nie dopatrywalbym sie w tym trendzie oznak poprawy wenezuelskiej gospodarki. Zreszta ten tutejszy czarny rynek kieruje sie bardzo roznymi prawami. Np. tuz przez ubieglorocznym Bozym Narodzeniem, czyli w okresie kiedy Wenezuelczycy najbardziej podrozuja zagranice, cena euro w Caracas (sprzedaz) dochodzila do abstrakcyjnej kwoty 10.000 starych bolkow. Bo po prostu wszyscy kupowali i brakowalo.
Teraz euro chodzilo dlugo po 6,5 u zaufanych kupcow i 6 na miescie. W ostatnich dniach na miescie spadlo nawet do 5,6 - 5,7. Generanie waluty spdadaja w Wenezueli do lipca sierpnia, a od wrzesnia zaczynaja rosnac. W osiagaja grudniu maksimum.

Najwiekszy znany mi cinkciarski "kantor" jest na Avenida Casanova, to rownolegla do Sabana Grande. Taka zolta fasada i szyld nad wejsciem mowiacy cos o bizuterii. Idac od centrum handlowego Recreo jakies 100 metrow w kierunku Chacaito.
-
2008/04/19 18:03:04
Krzywa fluktuacji walut jest mi w miare znana, ale znajomy z Caracas twierdzi, ze w tym roku spada bardziej niz zwykle i jego zdaniem to bedzie dobre dla kraju na dluzsza mete. To on ma z Wenezuela wiecej wspolnego niz ja i z ekonomia takze, wiec sie nie kloce. Natomiast w Ameryce nie zawsze dolar spada, kiedy spada wszedzie indziej. Przykladem Argentyna, gdzie w ciagu ostatniego roku dolar nie tylko nie spadl, ale nawet nieznacznie wzrosl (3,25 ARP aktualnie), co jest dla nas powodem do czystej ekstazy, bo mozesz sobie wyobrazic, jak wzmocnila sie tu wobec tego zlotowka.
-
ga_lapagos
2008/04/19 18:27:09
Usmiechnelam sie pod nosem czytajac twoj tekst, poczulam sie troche jak w domu, na Kubie. Komunizm budzi w ludziach bestie.
-
2008/04/19 18:30:26
W temacie walut moge Wam akurat pomoc, bo wymiana zajmuje sie zawodowo. Nie jako cinkciarz co prawda, ale w sposob bardziej zinstytucjonalizowany. :)
Dolar teoretycznie rosnie w Argentynie, tylko dlatego ze ARS, czyli argentynskie peso dewaluuje sie jeszcze szybciej niz USD. Oficjalnie argentynska inflacja to ok. 10 proc., w rzeczywistosci prawdopodobnie ok. 16.
Co do Wenezueli, to zadne prawa rynku sie tam nie stosuja. Nawet nie do czarnego rynku. Wszystko jest centralnie sterowane i manipulowane. Rzad ma wplyw nawet na kurs czarnorynkowy, wypuszczajac m.in. roznymi kanalami duzo walut na rynek. W efekcie wahniecia kursu USD i EUR na czarnym rynku nie maja nic, badz bardzo malo wspolnego z czynnikami makroekonomicznymi.
Oczywiscie manipulowac rynkiem w taki sposob nie mozna w nieskonczonosc. I kiedys na pewno przyjdzie wyrownanie, zwlaszcza przy tak olbrzymiej inflacji i malejacym PKB. Czyli USD i EUR ponownie poszybuja w gore.
-
Gość: tłumacz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/22 17:32:22
Kilka lat pływałem na statkach. Pracowałem naukowo w 2 krajach. Zamieszkiwałem rok lub więcej w 3ech. Byłem w 80 krajach na 6 kontynentach. Bez śladu akcentu mówię w 3 językach, hiszpański jest moim 5 najlepszym językiem. Jestem maniakiem internautą.
...................
Szkoda że niemal wszędzie na świecie uzależnienie narodowe przeciwstawiane jest socjalizmowi albo wręcz komunizmowi. Czyżby liberalizm ekonomiczny był nie do pogodzenia z suwerennością?

Miałem nadzieje że odchodząć od komunizmu uzależniona wczesniej od ZSRR Polska uniknie tej pułapki. Niestety, najpierw weszła do NATO, potem dopiero, z oporami, do UE...Rzetelnie zapracowała na przydomek Amerykańskiego Osła Trojańskiego w Europie

Podobnie Boliwia. Wydawało się że zrzucając jarzmo uzależnienia od USA pozornie miała szanse uniknięcia błędów Kuby dzięki wysokiemu GNP. Jednocześnie liczyłem na podniesienie poziomu oświaty i opieki zdrowotnej dzięki współpracy z Kubą. Tymczasem...
-
tierralatina
2008/04/22 17:35:51
@tlumacz: Akurat w przypadku Boliwii sa pewne pozytywne aspekty zaciesnienia stosunkow z Kuba - chodzi wlasnie o walke z analfabetyzmem.
-
Gość: Chavez, 83.168.89.*
2008/04/25 19:58:50
Trochę kręcisz Tierralatina: skoro jest tak kiepsko w Wenezueli to po tam stale jeździsz?
A z tym mlekiem to lekka bujda. Wejdź na stronę wenezuelawmediach.blogspot.com/2008/03/koka-bez-koli.html?showComment=1208338080000#
I jeszcze jedna rada: nie słuchaj porad z Gazety Wyborczej bo tam też mijają się z prawdą.
Ale że tam stale siedzisz to popieram, bo w Polsce już coraz mniej przekrętów.
Nie da się żyć
Pozdro
-
tierralatina
2008/04/25 23:09:53
@Chavez: Nie musze zerkac na zadne blogi, zeby wiedziec jaka jest tu sytuacja z mlekiem. Sam stalem niedawno w kolejce, bo akurat "rzucili". Osobiscie za mlekiem nie przepadam, wiedz mi to rybka, ale mam przyjaciol z dwojka malych dzieci wiec dla nich odstalem.
Ostatnio rzucaja coraz czesciej, to przyznaje. Ale np. swiezej smietany nadal nie sposob dostac. Jedynie kolumbijska w puszkach!

Tekstu z Gazeta nie rozumiem, nie wiem o jakie porady Ci chodzi.

Natomiast jestem czesto w Wenezueli chociazby dlatego, ze to piekny kraj i mam w tu wielu dobrych znajomych. Zreszta wielu pracuje dla Chaveza (bo lody mozna krecic okazale), wiec insidowych anegdotek mam wystarczajaco duzo, aby widziec jak chora i zdemoralizowana jest ta "rewolucja".

PS. Mimo wszystko dzieki za linka, bo to dosc kuriozalny blog. Znam podobne pisane w podobnym stylu po angielsku i francusku. Nie wiedzialem, ze istnieje cos takiego po polsku. Ten francuski pisal chlopak, ktory swego czasu pracowal w wenezuelskim ministerstwie spraw zagranicznych. Mieli tam taka miedzanarodowa, propagandowa komorke. Podpytam sie go, czy mieli tam jakiegos Polaka.
-
tierralatina
2008/04/25 23:46:58
@Chavez: Zadanie okazalo sie o wiele bardziej proste niz myslalem. Juz wiem kto jest autorem, a raczej autorka polecanego przez Ciebie bloga... Dobrego mialem nosa. :)
-
Gość: Chavez, 83.168.89.*
2008/04/26 09:20:06
Jak zwykle z Polakami: jak jest ich troje to zaraz zakładają dwie partie. Trudno mi dyskutować tematy wenezuelskie, ale myślę, że tak źle to tam nie musi być, skoro Chaveza atakują dziennikarze reprezentujący "jedynie słuszny front". W Polsce co prawda mleka na razie nie brakuje, ale tylko dlatego, że dzieci nie piją, bo nie wszystkich rodziców na to stać. A co jest lepsze: braki w zaopatrzeniu czy brak finansów na zakup, to niech to rozstrzygną mądrzejsi ode mnie filozofowie.
Mimo wszystko prowadzi Pan (i) fajny blog, gratuluję i będę często czytał.