BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

No i się wyściskali! Wojny nie będzie!

I za to między innymi kocham Latynosów... Za tą ich porywczość, żywiołowość i nieprzewidywalność. Jeszcze kilkadziesiąt godzin temu Latynoameryce groziła wojna, prezydenci Wenezueli i Ekwadoru buńczucznie straszyli, że nie cofną się przed niczym, a prezydenta Kolumbii wyzywali od morderców, piesków Imperium i lokajów Waszyngtonu. A dzisiaj?

Dzisiaj cała trójka podała sobie ręce i wyściskała! „Po obietnicy, że już nigdy bratnie państwo nie zostanie zaatakowane i prośbie o wybaczenie, możemy ten poważny incydent uznać za zamknięty” – powiedział prezydent Ekwadoru, Rafael Correa, do swego kolumbijskiego odpowiednika, Alvaro Uribe. „Kończymy z waśniami i chłodzimy sobie głowy. Na czas udało się nam zatrzymać spiralę, której moglibyśmy żałować nie tylko my, ale także nasze narody, nasi synowie i wspólnoty, przez nie wiadomo jak długi czas” – dodał ze swojej strony przywódca Wenezueli, Hugo Chávez.

Nie wiem czy to zasługa karaibskiego klimatu, ale do tego nagłej i diametralnej zmiany stanowisk doszło na Dominikanie, podczas dorocznego szczytu Grupy z Rio. Jest to istniejący od 1986 „stały mechanizm porad i uzgodnień politycznych” krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Grupa nie ma ani stałego sekretariatu, ani siedziby, ani przywódcy – po prostu raz do roku spotykają się prezydenci i ministrowie spraw zagranicznych jej członków.

Tegoroczne spotkanie wypadło wyjątkowo dobrze – w kulminacyjnym momencie najpoważniejszego latynoskiego kryzysu politycznego ostatnich lat. I podczas gdy większość obserwatorów spodziewała się, iż prezydenci zwaśnionej trójki w Santo Domingo nadal będą obrzucać się błotem i nawzajem sobie grozić, oni się pogodzili.

Choć nie tak od razu. Początek spotkania zadowolił tych, którzy liczyli na konfrontację. Uribe groził swym sąsiadom „międzynarodowymi konsekwncjami” za wspieranie narkoterrorystów. I ujawnił kolejne listy znalezione w komputerach Raúla Reyesa z których wynikało, że FARC miał bezpośrednie kontakty z najwyższymi urzędnikami ekwadorskiego rządu. „To wszystko kłamstwa, moje ręce nie są splamione krwią. To Kolumbia nie panuje już nad swą militarystyczną polityką.” – odpowiadał wyraźnie zdenerwowany Correa, apelując o utworzenie międzynarodowej siły, która miałaby zapewnić bezpieczeństwo na ekwadorskiej granicy i twierdząc, że nic go nie obliguje do uznawania FARC za organizacje terrorystyczną

Pyskówka między Correą i Uribe była taka, że w którymś momencie Cristina Kirchner, prezydent Argentyny, zaapelowała aby zaczęli zachowywać się i rozmawiać racjonalnie, a nie zachowywać się „w dokładnie taki sposób, jaki mężczyźni często zarzucają nam, kobietom”. Czym oczywiście rozbawiła znaczną część zebranych i trochę uspokoiła atmosferę...

Później była przerwa podczas której podobno sam Leonel Fernández, prezydent Dominikany i gospodarz spotkania, krążył między zwaśnionymi delegacjami. I choć nie wiadomo jakich argumentów użył, udało mu się prezydentów pogodzić.

Szczyt jednogłośnie przyjął deklarację w której potępiono naruszenie integralności terytorialnej Ekwadoru, ale też wyrażono satysfakcję z przeprosin prezydenta Uribe i jego obietnicy, że takie wydarzenia już się nie powtórzą.

Latynosko-karaibscy liderzy postanowili też najwyraźniej dać maleńkiego prztyczka w nos prezydentowi Chávezowi, który był w ostatnich dniach mocno krytykowany za włączenie się i zaognianie ekwadorsko-kolumbijskiego konfliktu. Grupa z Rio przypomniała bowiem w swej końcowej deklaracji o konieczności „przestrzegania suwerenności, wstrzymywania się przed grożeniem lub używaniem siły, oraz nie ingerowania w wewnętrzne sprawy innych państw.” Co więcej Grupa z Rio jednogłośnie potępiła partyzanckie organizacje zbrojne i przypomniała, że „Kolumbia uważa te kryminalne organizacje jako terrorystyczne”.

Podanie sobie rąk przez prezydentów nie oznacza oczywiście definitywnego końca afery rozpętanej w minioną sobotę. Przede wszystkim wojna Kolumbii z FARC nadal trwa. I nie dalej jak wczoraj powiadomiono o śmierci kolejnego z przywódców tej organizacji. Zabity to Iván Ríos (znany też jako José Juvenal Velandia lub Manuel Jesús Muñoz Ortiz), najmłodszy z siedmiu członków Sekretariatu, czyli sztabu generalnego organizacji i zarazem dowódca jej Bloku Centralnego, czyli oddziałów operujących w sercu kraju, najbliżej Bogoty. Co ciekawe Ríos nie został zabity przez armię, lecz przez szefa swej ochrony, który później oddał się w ręce rządowego wojska, przekazując mu też m.in. – uwaga – przenośny komputer swego szefa.

Spodziewać się więc można kolejnych rewelacji. Zwłaszcza, że trzy komputery Raúla Reyesa nadal są analizowane. I choć pewnie, po pojednaniu w Santo Domingo, Uribe nie będzie już ogłaszał ich zawartości na konferencjach prasowych, to jednak śledztwa będą trwały i Kolumbia będzie domagać się wyjaśnień od osób czy państw pojawiających się w dokumentach FARC. Rząd w Bogocie już zapowiedział, że zwróci się do prokuratur w Wenezueli i Ekwadorze o pomoc w dochodzeniach.

Tak więc jakieś główki pewnie polecą. Oczywiście nie prezydenckie, ale niższego szczebla. Correa już np. zapowiedział, że ukarze tych którzy dopuścili do utworzenia bazy FARC na jego terytorium, oraz postawi przed sądem tych farkowców, którzy przeżyli atak. M.in. dwie ranne dziewczyny, Kolumbijkę i Meksykankę, które przebywają obecnie w szpitalu wojskowym w Quito. „Zostaną potraktowane jak każdy cudzoziemiec przebywający nielegalnie na terenie Ekwadoru i w dodatku uzbrojony” – brzmi komunikat ekwadorskich władz.

Tak na marginesie - wszystko wskazuje, że owe dziewczęta dla rewolucyjnym ideom oddały się całkowicie, do cna i dogłębnie, szeroko przy tym rozstawiając nogi. Wg. wywiadu kolumbijskiego i co nieoficjalnie potwierdzają Ekwadorczycy, zniszczony w ubiegłą sobotę obóz, w którym zginął Reyes, nie był typową partyzancką bazą, a raczej „domem wczasowym” w którym odpoczywali wysocy rangą farkowcy, intensywnie przy tym korzystając z wdzięków młodych partyzantek.

Na takie luksusy nie mogą oczywiście liczyć przetrzymywani przez FARC zakładnicy. Ale nie można wykluczyć, że trochę umoczeni swymi różnymi kontaktami z partyzantami prezydenci Ekwadoru i Wenezueli, aby wkazać swą dobrą wolę i zachować twarz, dołożą starań aby jak najszybciej doszło do uwolnień. Zwłaszcza tych najbardziej znanych zakładników jak Ingrid Betancourt, czy - znajdująca się w rękach partyzantów od lutego 2003 roku - trójka amerykańskich doradców kolumbijskiej armii.

Na koniec jeszcze przyznam tytuł kompromitacji dnia. Bo inaczej chyba nie można nazwać tego co zrobił Daniel Ortega, prezydent Nicaragui. Rano, aby przypodobać się swym ideologicznie bliskim, a gospodarczo znacznie silniejszym partnerom, czyli Ekwadorowi i Wenezueli, Ortega ogłosił w Santo Domingo zerwanie stosunków dyplomatycznych z „imperialistyczną, zagrażającą pokojowi w regionie” Kolumbii. Kilka godzin później, gdy towarzysze Chávez i Correa się jedank z Uribe pojednali, Ortega nie miał innego wyjścia jak poinformować o „ponownym nawiązaniu” wyżej wymienionych stosunków...


>Technorati tags: , , , , , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , , , , , .
sobota, 08 marca 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: ed, vs138155.vserver.de
2008/03/08 15:46:34
ta meksykanka to chyba jest cywilem? tak przynajminiej pisala prasa meksykanska i ekwadorska. podobno nawet polowa z zabitych to byli cywile z meksyku
-
2008/03/10 04:03:47
@ed: To takie proste wcale nie jest. Przede wszystkim linia miedzy sympatykami a partyzantami, zwlaszcza w terenie, jest bardzo cieńka. Po drugie, wypowiedzi ekwadorskich politykow wskazuja na to, że nie będą oni zbyt dokładnie sprawdzać jaką rolę te studentki pełniły w obozie FARC - oni chcą teraz pokazać, że farkowcom nie idą w żaden sposób na rękę. Po trzecie ranna Meksykanka (i cztery inne zabite w minioną sobotę) jest/były studentkami Universidad Nacional Autónoma de México - czyli placówki, w której jeszcze kilka lat temu otwarcie działało biuro FARC... To też może zostać wykorzystane przeciw tej dziewczynie.
-
2008/03/11 16:24:01
z gory przepraszam ze ja tak nieodnosnie tekstu ale sobie pomyslalem tierra ze moze Cie zainteresowac to: destylernia.blox.pl/2008/03/Inteligencja-geograficzna.html , jesli oczywiscie jeszcze tgo nie znasz :) daj znac jaki masz wynik, pozdrawiam