|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Kolumbia i Nikaragua. Graniczny spór. Część I.Gdy prezydent Nicaragui Daniel Ortega zrywał w ubiegłym tygodniu, na kilkanaście godzin, stosunki dyplomatyczne swego kraju z Kolumbią, nie chodziło mu wyłącznie o solidarność z Ekwadorem. Ani też nie specjalnie o chęć przpodobania się "ojcowi chrzestnemu" radykalnych latynoskich polityków, czyli Hugo Chávezowi. Ortega chciał przede wszystkim przypomnieć światu, a zwłaszcza Ameryce Łacińskiej o wlekącym się w sumie już od wieków konflikcie terytorialnym jaki różni Kolumbię i Nikaraguę. Gdy napomknąłem o tym fakcie, blogowy sąsiad Andsol, mimo że mieszka w Brazylii, wydał się być skonfundowany. "Spojrzenie na mapę nie ułatwia domyślenia się o czym mówisz." - napisał w komentarzach. I nie sposób przyznać mu racji. Jak dwa kraje oddzielone od siebie o niemal 1000 kilometrów i dwa inne państwa (Panamę i Kostarykę) mogą mieć jakikolwiek konflikt terytorialny, czy graniczny spór? Tymczasem jest to możliwe. A cała związana z tym historia jest równie fascynująca, co zawiła. Ale zanim przejdziemy do historii, najpierw maleńki kurs geografii. Kolumbia jest czwartym co do wielkości państwem Ameryki Południowej i jedynym, który ma wybrzeża po obu stronach kontynentu, czyli nad Pacyfikiem i Atlantykiem (Morzem Karaibskim). Graniczy z Wenezuelą, Brazylią, Peru, Ekwadorem i Panamą. Do tej pory chyba niespodzianek nie było, prawda? Ale sprawa zaraz się skomplikuje... Bo to co przed chwilą wymieniłem to tylko państwa z którymi Kolumbia dzieli granicę lądową. A teraz spójrzcie na listę państw z którymi Kolumbijczycy dzielą swą granicę morską: Wenezuela, Panama i Ekwador (oczywiście), ale także... Honduras, Jamajka, Haiti, Dominikana, Kostaryka i Nikaragua. I aby jeszcze bardziej Wam pomieszać dodam, że nawet Stanu Zjednoczone twierdzą, że dzielą granicę morską z Kolumbią. Z czym Bogota się nie zgadza. Konflikt, jak widać, dotyczy też Amerykanów! To co? Gotowi na podróż w czasie i przestrzeni? To zacznijmy od zerknięcia na mapę Kolumbii:
Cały sekret wszystkich nieporozumień i sporów kryje się w tym znajdującym się w lewym dolnym rogu niebieskim kwadracie. To, niemieszczący się normalnie na mapie, San Andrés, Providencia y Santa Catalina - jeden z 32. departamentów Kolumbii. Leżący 775 kilometrów na północny-wschód od atlantyckiego wybrzeża Kolumbii kontynentalnej. I tylko 220 kilometrów od wybrzeży Nikaragui. Departament ten składa się z ok. 20 wysp, wysepek i atoli, w większości niezamieszkanych. W sumie jednak departament ten liczy ponad 70 tysięcy mieszkańców. Którzy - to kolejna ciekawostka - w większości wcale nie są Latynosami. To tzw. Raizales - specyficzna, afro-karaibska grupa etniczna. Są oni najczęściej protestantami, choć zdarzają się wśród nich także np. rastafarianie. I co więcej, na codzień, wcale nie posługują się językiem hiszpańskim. W departamencie najpowszechniej używany jest sanadressano - to kreolski język wywodzący się w aż 90 proc. z... angielskiego. Większość używanych w nim słów to właśnie słowa z języka Szekspira, ale z bardzo specyficzną i mało mającą wspólnego z brytyjską, wymową. Pozostałe 10 proc. to słowa z hiszpańskiego, oraz języków afrykańskich. Czyli, mówiąc krótko sanadressano zrozumieć jest bardzo trudno. Językiem tym mówi także część mieszkańców nikaraguańskiego miasta Bluefields, oraz niektóre wspólnoty zamieszkujące podzielone między Kostarkę, Nikaraguę i Honduras, Wybrzeże Miskito. Wróćmy jednak do Kolumbii... Kolejnym, po sanadressano, najpopularniejszym językiem archipelagu San Andrés, Providencia i Santa Catalina jest... angielski. Hiszpański zajmuje dopiero trzecią pozycję. Jak do tego wszystkiego doszło? Niesposób jest to zrozumieć bez cofnięcia się o kilka wieków wstecz. Kolej więc na historię... Niektórzy historycy przypuszczają, że archipelag odkryty został przez samego Krzysztofa Kolumba w 1502 roku, podczas jego czwartej podróży w trakcie której dotarł on m.in. do wybrzeży Hondurasu, Nikaragui i Kostaryki. Nie ma jednak żadnych na to dowodów. Pewne jest natomiast, że Hiszpania uznała oficjalnie te wyspy za swoje w 1510 roku. Uznała, ale nic z tym faktem nie zrobiła. Konkwistadorzy zajęci byli podbijaniem kontynentu, więc zasiedlanie jakiegoś maleńkiego archipelagu zupełnie ich nie obchodziło. W efekcie wysepki te stały się bazą holenderskich piratów, a z czasem także i nieoficjalną angielską kolonią. Nieoficjalną, gdyż zajętą nie przez Królewską Armię, ale kolonizatorów przybyłych głównie z Bermudów i Barbados. Osadnicy ci utworzyli własną, prywatną armię i zalegalizowali swą działalność zakładając firmę Company of Adventurers of the city of Westminster for plantation of the islands of Providence or Catalina, Henrietta or Andrea and adjacent islands lying upon the coast of America. Kolejnym ważnym momentem w historii archipelagu jest rok 1631, kiedy to do Santa Catalina dociera statek Seaflower z kolejnymi angielskimi i szkockimi osadnikami i pierwszymi afrykańskimi niewolnikami. Na wyspach zaczynają rozwijać się pierwsze miasta, powstają dochodowe plantacje. Robi się na tyle atrakcyjnie, że Hiszpanie w 1641 roku postanawiają się upomnieć o to, co uważają przecież za swoją własność. Hiszpanie energicznie zdobywają Providencię i stamtąd nękają ciągłymi atakami mieszkańców pozostałych wysp archipelagu. Większość zmęczonych tym Anglików wynosi się z czasem na Wybrzeże Miskito, oraz na Tobago, Kajmany i St. Kitts. W 1670 roku Hiszpanie uznają archipelag za ponownie podbity i... wznoszą się z niego. Niemal natychmiast korzysta z tego jeden z najsławniejszych angielskich korsarzy Henry Morgan, który wraz ze swym holenderskim pirackim wspólnikiem Eduardem Mansveltem, robi z San Andres bazę dla flotylli. Przez kilkanaście lat piraci Morgana, cieszący się wsparciem angielskiej Korony, są postrachem Hiszpanów na Morzu Karaibskim... Na początku XVIII wieku archipelag ponownie popada jednak w zapomnienie, stanowiąc schronienie kilku niewiele znaczących holenderskich i angielskich piratów. Sytuacja zmienia się diametralnie w 1775 roku, kiedy Kapitanat Gwatemalski, czyli przedstawicielstwo Madrytu na Amerykę Środkową, szukając nowych terenów na plantacje bawełny, postanawia po raz pierwszy w historii ustanowić gubernatora tych wysp. Tytuł ten, z którym wiąże się oczwiście obowiązek rozprawienia się piratami, przypada Tomasowi O'Neille - urodzonemu na Kanarach Irlandczykowi, który przyłączył się do hiszpańskiej konkwisty. I teraz - uwaga - zaczynają się wydarzenia, które mają kapitalne znaczenie dla dzisiejszego konfliktu między Kolumbią i Nikaraguą. Tomas O'Neille świetnie sobie radzi z korsarzami i błyskawicznie podporządkowuje archipelag Madrytowi. Równocześnie ocieplają się stosunki między Anglią i Hiszpanią do tego stopnia, że w 1786 oba królewstwa podpisują traktat na mocy którego wszyscy poddani angielskiej korony muszą opuścić Wybrzeże Miskito i okoliczne ziemie hiszpańskie. Do jego egzekucji wskazany został Tomas O'Neille. Nie wiadomo do końca dlaczego, być może ze względu na swe korzenie, O'Neille nie był zbyt bezwzględny. I pozwolił chętnym Anglikom pozostać, pod warunkiem jednak, że będą płacić specjalną daninę Hiszpanii. Wielu na to przystało. Na archipelagu Holendrzy i Anglicy musieli wręcz uznać się za hiszpańskich wasali i przejść na katolicyzm. Protestantyzm stał się nielegalny. Ale - jak to często bywa - tym żarliwiej, choć w ukryciu, wyznawany. O'Neille, którego gubernatura za zasługi poszerzona została także o Wybrzeże Miskito, wpada pod koniec XVIII wieku na pomysł za który nienawidzieć go muszą dzisiaj Nikaraguańczycy. Proponuje aby zarządzane przez niego tereny wyjęte zostały spod jurysdykcji Kapitanatu Gwatemali i wcielone do Wicekrólewstwa Nowej Grenady. O'Neille argumentuje, że z racji położenia geograficznego jego kontakty z Gwatemalą są prawie żadne, natomiast handel i sprawy administracyjne przechodzą przez Cartagenę, a to już teren Wicekrólewstwa. W 1803 roku urzędujący w dzisiejszej Bogocie Wicekról Caballero y Góngora uznaje argumentację O'Neilla i w imieniu Madrytu oficjalnie zmienia przynależność zarządzanych przez niego ziem. Reszty się pewnie już domyślacie... Jeśli nie to zapraszam za kilkanaście godzin. Bo właśnie się dowiedziałem, że Blox całą notkę uważa za zbyt długą... :( Nie pozostaje więc mi nic innego jak uciąć ją właśnie tutaj...
>Technorati tags: Kolumbia, Nikaragua, historia, geografia, polityka, Stany Zjednoczone, spory graniczne>Blogalaxia tags: Colombia, Nicaragua, historia, geografía, política, Estados Unidos, litigio fronterizo. środa, 12 marca 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Kolumbia i Nikaragua. Graniczny spór. Część II.
z Podróż na Południe
Wpis ten jest kontynuacją notki z wczoraj. Przed jego przeczytaniem zapraszam więc tutaj . Zaledwie kilka lat później w Ameryce Łacińskiej zaczynają wybuchać, jedna po drugiej, wojny niepodległościowe . Hiszpanie zaczynają tracić teren. Wicekról ... » Wysłany 2008/03/13 00:12:26
Komentarze
andsol-br
2008/03/12 04:54:28
Czysta robota. Dziękuję i czekam na cd.
2008/03/12 21:30:45
Myslę, że się domyślam. :)) Ale czekam na dalszy ciąg. "kilkanaście godzin" już minęło!
|