BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Będzie wojna?

W Ameryce Południowej zrobiło się nerwowo. Szczególnie na jej północy. Sobotnia akcja kolumbijskiej armii, w której zabito Raúla Reyesa, wiceszefa lewicowej partyzantki FARC, ma potężne polityczne konsekwencje. I nawet nie tak bardzo chodzi o samą śmierć tego partyzanta i jego 22. towarzyszy broni, ale o fakt że Kolumbijczycy naruszyli suwerenność sąsiedniego Ekwadoru i bombardując obóz który znajdował się na terenie tego właśnie kraju.

Akcja ta była jawnym pogwałceniem prawa międzynarodowego – nie ma tu żadnych wątpliwości. I Ekwador nie miał innego wyjścia jak ostro zareagować. Prezydent Rafael Correa zrobił to, co zrobiłby prawdopodobnie każdy inny przywódca na jego miejscu – postawił w stan gotowości bojowej swą armię i zerwał stosunki dyplomatyczne z Kolumbią.

Jednak sytuacja w regionie nie byłaby dzisiaj tak napięta gdyby do tego dwustronnego konfliktu nie wmieszała się Wenezuela. A zwłaszcza jej nieobliczalny prezydent Hugo Chávez. Bo choć akcja kolumbijskiego wojska miała miejsce tysiące kilometrów od wenezuelskich granic, on także poczuł się zagrożony. I zawiesił stosunki dyplomatyczne ze swym sąsiadem, zmobilizował swą armię, zamknął granicę z Kolumbią i wysłał w jej okolice blisko 10 tysięcy żołnierzy. Wczoraj z całej Wenezueli docierały informacje o jadących w jej stronę kolumnach wojskowych ciężarówek i czołgów.

Nerwową reakcję Cháveza wytłumaczyć może wiele rzeczy. Ale najmniej chyba podkreślana przez jego samego „solidarność z Ekwadorem”. Przede wszystkim Chávez sympatyzuje z FARC i być może znał nawet osobiście Raúla Reyesa. Nie jest tajemnicą, że wielu jego doradców i współpracowników w przeszłości aktywnie pomagało kolumbijskim partyzantom. Do tego stopnia, że farkowcy o Chávezie i np. aktualnym ministrze spraw wewnętrznych i sprawiedliwości Wenezueli, Ramónie Rodríguezie Chacín, mówią bez skrępowania „nasi towarzysze”. I Chávez wcale się tych sympatii nie wstydzi, przeciwnie: śmierć Reyesa uczcił minutą ciszy i nazwał go publicznie „dobrym rewolucjonistą”. Nie wspominając ani słowem o dziesiątkach tysięcy ofiar FARC, oraz o tym że ten „dobry rewolucjonista” był m.in. w swej organizacji przez jakiś czas odpowiedzialny za pranie forsy z produkcji i przemytu narkotyków.

No ale w sumie dziwne sympatie może mieć każdy. Problem w tym, gdy za tymi sympatiami idą czyny za które można być już pociągniętym do odpowiedzialności. Tymczasem w zniszczonym w sobotę partyzanckim obozowisku kolumbijska armia znalazła aż trzy komputery. A w nich masę interesujących informacji. Są tam ponoć m.in. dowody na to, że Chávez zanim został prezydentem Wenezueli otrzymywał od FARC pieniądze i po objęciu prezydentury dług zwrócił z potężną nawiązką. Kolumbijczycy twierdzą, że partyzanci dostali z Wenezueli co najmniej 300 milionów dolarów! Jeśli miałoby to się okazać prawdą, to nie byłaby to tylko ingerencja w wewnętrzne sprawy sąsiedniego państwa. Byłoby to coś znacznie poważniejszego – wspieranie międzynarodowego terroryzmu. Bo FARC za ugrupowanie terrorystyczne uznane jest nie tylko przez Kolumbię, ale też przez chociażby Stany Zjednoczone, ONZ i Unię Europejską. Jeśli kolumbijske zarzuty zostałyby udowodnione Wenezueli groziłyby międzynarodowe sankcje i izolacja. Prezydent Kolumbii, Álvaro Uribe, już zapowiedział, że pozwie Cháveza przed Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.

Ale to nie wszystko. Za wysłaniem wenezuelskiego wojska na granicę z Kolumbią może kryć się także obawa przez podobnymi akcjami jak ta sobotnia. Bo choć Wenezuela niezmiennie zaprzecza, jest niemal pewne, że kolumbijscy partyzanci mają swe bazy także i w tym kraju. I to za wiedzą i pod ochroną Cháveza. Niektórzy z uwolnionych ostatnio przez FARC zakładników twierdzą wręcz, że byli przetrzymywani na terenie Wenezueli. Bo nad obozowiskami w których przebywali... przelatywały czasem wenezuelskie wojskowe helikoptery, których piloci... pozdrawiali partyzantów!

Nic więc dziwnego, że nagłe bojowe nastawienie Cháveza bardzo krytykuje wenezuelska opozycja. Manuel Rosales, przeciwnik Cháveza w ostatnich wyborach prezydenckich i gubernator graniczącego z Kolumbią stanu Zulia, zarzucił wręcz prezydentowi „zdradę narodową”. „Chávez używa armii naszego kraju do swej prywatnej wojny, do wspierania narkoterrorystów” - stwierdził. A emerytowany generał Raúl Baduel, który jeszcze w ubiegłym roku był ministrem obrony Wenezueli i jednym z najbardziej zaufanych współpracowników Cháveza zaapelował do żołnierzy aby ograniczyli się do chronienia granicy, a nie wspierania aktywnych w jej regionie kolumbijskich partyzantów. „Nikt militarnie naszemu państwu nie zagraża. Prezydent Chávez w desperacki sposób próbuje użyć armii do swych prywatnych celów politycznych i zmusza żołnierzy do wzięcia udziału w akcji, której konsekwencje mogą być dramatyczne dla całego państwa.” – stwierdził Baduel.

Rewelacji z komputerów FARC obawiać się powinna nie tylko Wenezuela. Także Ekwador, choć teraz wszyscy się z nim solidaryzują będzie musiał w końcu wytłumaczyć się z kilku niewygodnych faktów. I nie tylko z tego, co robił na jego terytorium obóz kolumbijskich partyzantów. O wiele bardziej ambarasujące jest to, że wszystko wskazuje na to, że władze w Quito doskonale o tym wiedziały. A ekwadorski minister ds. bezpieczeństwa Gustavo Larrea spotykał się z Raúlem Reyesem. I to nie tylko – jak tłumaczy – aby negocjować uwolnienie kolejnych zakładników. Ujawniona przez Kolumbijczyków korespondencja znaleziona w jednym z komputerów wskazuje, że... Larrea uzgadniał z kierownictwem FARC wymianę lokalnych szefów ekwadorskiej armii i policji. Tak, aby „zapewniły ochronę i współpracowały z Raulem Reyesem”.

Czy może więc dojść do wybuchu ekwadorsko-kolumbijsko-wenezuelskiej wojny? Raczej nie, choć prezydent Ekwadoru Rafael Correa oficjalnie nie wyklucza takiej możliwości. Rosnące od minionej soboty napięcie chyba już osiągnęło swoją kulminację – kilka godzin temu na forum Organizacji Państw Amerykańskich, po kilkunastu godzinach negocjacji, ekwadorscy i kolumbijscy dyplomaci osiągneli porozumienie. Razem zaakceptopowali tekst rezolucji, która stwierdza, że Kolumbia rażąco naruszyła prawo międzynarodowe i ekwadorską suwerenność, lecz nie zawiera ani słowa potępienia. Tekst ten gotowe są przyjąć niemal wszystkie państwa amerykańskiego bikontynentu. Nawet Wenezuela. Sprzeciwia się jedynie Nikaragua, ale wiąże się to nie z samym meritum sprawy, ale starym konfliktem terytorialnym jaki kraj ten ma z Kolumbią.

Poza tą rezolucją OPA przewiduje wysłanie niezależnej komisji śledczej na kolumbijsko-ekwadorskie pogranicze, która miałaby przygotować szczegółowy raport na temat sobotnich wydarzeń. Raport ten miałby być przedstawiony ministrom spraw zagranicznych Ameryk, którzy spotkać się mają na nadzwyczajnym posiedzeniu 17 marca. Ekwador ma nadzieję, że ministrowie ostro potępią wówczas rząd w Bogocie. Rafael Correa oczekuje też, że Álvaro Uribe go przeprosi za to co się wydarzyło i obieca, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Bo choć Kolumbia już wielokrotnie przepraszała, to za każdym razem przeprosinom towarzyszą słowa, że Ekwador i Wenezuela muszą ponieść konsekwencje swego wspierania FARC.

Pozostaje pytanie jak się zachowa w najbliższych dniach Wenezuela, które tak naprawdę nie jest przecież stroną w aktualnym konflikcie. Co zrobi Chávez, aby wyjść z tego wszystkiego z twarzą? Bo póki co przywódcy wielu państw latynoskich krytykują jego zachowanie. Prezydent Peru, Alan García, stwierdził zaapelował wręcz aby wenezuelski prezydent „przestał dolewać oliwy do ognia”.

Chávez póki co tego nie słucha i wczoraj zagroził nacjonalizacją kolumbijskich firm działających w Wenezueli. I nie przestaje powtarzać, że Wenezuela może się obejść bez swego sąsiada. Trudno w to jednak uwierzyć, wiedząc że wartość handlu z Kolumbią przekroczyła w ubiegłym roku 5 miliardów dolarów i to właśnie z tego kraju sprowadzana jest większość towarów pierwszej potrzeby, której socjalistyczna gospodarka Wenezueli nie jest już w stanie wyprodukować w wystarczającej ilości. Chodzi głównie o tak podstawowe produkty jak mąka, cukier, czy mleko.

Zresztą wenezuelski dziennik TalCual opublikował wczoraj wyśmienity rysunek Roberto Weila świetnie obrazujący wenezuelską sytuację: Matka ściska syna-żołnierza i mówi do niego „Synu, uważaj na siebie na tej granicy”, syn na to: „Nie martw się mamusiu, będę ci codziennie listy wysyłał”, a mama na to: „Jeśli możesz to także mleko, kurczaki i jajka...

Wielu obserwatorów wenezuelskiego życia politycznego twierdzi, że całe to „wojenne zamieszanie” to desperacka próba Cháveza patriotycznego zmobilizowania społeczeństwa i odwrócenia jego uwagi od problemów gospodarczych kraju. Problem w tym, że próba ta się nie udała. Zamiast o możliwą wojnę, Wenezuelczycy martwią się o wpływ zamknięcia granicy na zaopatrzenie sklepów.

I ekipa Cháveza zaczyna chyba zdawać sobie z tego sprawę. Bo po szumnym i butnym zamknięciu wenezuelsko-kolumbijskich przejść granicznych w wtorek rano, tego samego dnia wieczorem zaczęto – już bez kamer i konferencji prasowych – wpuszczać do Wenezueli ciężarówki z żywnością.

Pozostaje ostatnia sprawa. Czysto teoretyczna. Czy Wenezuela miałaby szansę z starciu zbrojnym z Kolumbią? I to pomijając takie sprawy jak coraz wyraźniejsze podziały w jej armii i coraz głośniejsze krytykowanie Cháveza w jej szeregach. Zdaniem ekspertów szanse te są marne. I to mimo, że Chávez łoży na wojsko w ostatnich latach grube miliony i intensywnie je dozbraja.

Na niekorzyść Wenezueli gra przede wszystkim wielkość armii. W Kolumbii jest zdecydowanie więcej żołnierzy (178 tys.) niż nawet w połączonych armiach Wenezueli (34 tys.) i Ekwadoru (37 tys.). I kolumbijscy żołnierze są świetnie wyćwiczeni (kilkadziesiąt lat wojny domowej robi swoje), znają swój teren i mogą zupełnie oficjalnie liczyć na pomoc amerykańskich doradców wojskowych, którzy od lat wspierają ich w walce z partyzantami i handlarzami narkotyków.

Wprawdzie Wenezuela ma blisko 200 czołgów bojowych, których Kolumbia nie posiada prawie wcale, ale – zdaniem ekspertów – przydatność tych maszyn w lasach tropikalnych jest bardzo ograniczona. W tak trudnym terenie wojna prawdopodobnie rozegrałaby się przede wszystkim w powietrzu i z powietrza. Kolumbijskie lotnictwo ma tymczasem ponad 40 samolotów bojowych, w tym m.in. francuskie Mirage i izraelskie Kfiry, oraz blisko setkę uzbrojonych śmigłowców. Wenezuela tylko teoretycznie samolotów ma więcej – 18 kanadyjskich CF-5, 12 francuskich Mirage 50, 21 amerykańskich F-16 i 14 rosyjskich Su-30MKV. W praktyce większość tych samolotów stoi w hangarach gdyż ze względu na amerykańskie embargo na dostawę sprzętu wojskowego armia nie jest w stanie ich serwisować. I tak jeszcze w ubiegłym roku podjęto decyzję o definitywnym wycofaniu wszystkich i tak już bardzo wyeksploatiwanych Mirage. I oficjalnie przyznano, że z tych F-16 już tylko 10 egzemplarzy jest w stanie wzbić się w powietrze, podobnie jest z kupionymi z kanadyjskiego demobilu CF-5. Pozostają nowiutkie i w pełni sprawne rosyjskie Su-30 Flanker. Problem w tym, że trafiły one do Wenezueli zaledwie w ubiegłym roku (kolejnych 10 przybędzie w najbliższych miesiącach) i w pełni szkolenie na nich ukończyło dotychczas zaledwie 4 wenezuelskich pilotów.

Wenezuela przegrywa z Kolumbią także na wodzie. 4 do 2 w łodziach podwodnych, 179 do 15 w łodziach patrolowych, 14000 do 8000 w liczbie piechoty morskiej.

Jakby nie było Chávez jest wojskowym i musi sobie z tego wszystkiego zdawać sprawę. Mam taką nadzieję.


>Technorati tags: , , , , , , , , ,
>Blogalaxia tags: , , , , , , , , , .
czwartek, 06 marca 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
No i się wyściskali! Wojny nie będzie! z Podróż na Południe
I za to między innymi kocham Latynosów ... Za tą ich porywczość, żywiołowość i nieprzewidywalność. Jeszcze kilkadziesiąt godzin temu Latynoameryce groziła wojna , prezydenci Wenezueli i Ekwadoru buńczucznie straszyli, że nie cofną się przed niczym, a ... »
Wysłany 2008/03/08 06:40:55
Kolumbia i Nikaragua. Graniczny spór. Część I. z Podróż na Południe
Gdy prezydent Nicaragui Daniel Ortega zrywał w ubiegłym tygodniu, na kilkanaście godzin, stosunki dyplomatyczne swego kraju z Kolumbią, nie chodziło mu wyłącznie o solidarność z Ekwadorem. Ani też wyłącznie o chęć przpodobania się quot ojcowi ... »
Wysłany 2008/03/12 03:40:33
Komentarze
2008/03/06 10:01:42
Nie ma to jak pełna, kompetentna analiza...

Pozdrawiam

Azrael
-
Gość: Korkociag, 124-169-228-143.dyn.iinet.net.au
2008/03/06 10:32:37
Doskonale napisane. Piekne dzieki.
Ciekawe, kiedy jakis wenezuelski general kopnie Hugona w ogona...
-
2008/03/06 10:33:01
dzięki za tekst, czekałem od kilku dni na Twoje spojrzenie z bliska na ten konflikt, tak różne od depesz europejskich agencji prasowych i stereotypowych informacji telewizyjnych.

Tak się składa, że "na linii frontu" mamy swojego człowieka ;) Wróciliśmy 10 dni temu z Am.Pd., gdzie w trakcie podróży bardzo zaprzyjaźniliśmy się z pewnym Turkiem. On w tej chwili jest w ok. granicy ekwadorsko-kolumbijskiej i donosił, że w praktycznym, ludzkim aspekcie konflikt dotyka w ten sposób, że wszystkie połączenia autobusowe z Ekwadoru do Kolumbii zostały zawieszone.
Po Twoim tekście myślę, że jednak wojny nie będzie. Przekonująca jest zwłaszcza analiza sił militarnych. Nie miałem pojęcia, że wenezuelska armia wypada tak blado przy kolumbijskiej. Jeszcze raz dzięki za ten tekst. Pozdrawiam
-
Gość: afik, cd054.nj.pl
2008/03/06 13:02:48
Dobre info. Dzieki! Trzymaj reke na pulsie!
-
2008/03/06 13:15:56
Naprawdę ciekawa notka! Oby tylko takie były na 1.stronie Gazety.
-
2008/03/06 15:49:21
Hej ! Wspanialy tekst :) Dzieki Tobie lepiej sie orientuje o co chodzi, tym bardziej, ze na Tajwanie wszelkie newsy z Europy i Ameryk sa szczatkowe, natomiast stasznie duzo pisza o Am Pd :) Pozdrowienia !
-
2008/03/06 23:24:08
Dzięki wielkie Tierra za tę wyczerpującą analizę. Jak zobaczyłam tytuł to normalnie zbladłam... A wszystko dlatego, że jestem za leniwa, żeby śledzić newsy po hiszpańsku. Całe szczęście że jest twój blog :) Pozdrawiam ciepło!
-
Gość: Ada, dslb-084-057-151-048.pools.arcor-ip.net
2008/03/07 13:05:25
rzeczywiscie super napisane. Ucieszylam sie, ze ktos zadal sobie trud przekazania informacji z tego konfliktu, wlasnie takimi, jakie one sa, i jak opisywane sa w lokalnych mediach w Kolumbii, Ekwadoru i Wenezuelii. W polskich wiadomosciach, z tego co widzialam, temat poruszany jest tak troche po macoszemu. Sama musialam mojemu tacie tlumaczyc, coby wiedzial, zanim cos pozniej w telewizji uslyszy, a co niekoniecznie bedzie do konca zgodne z informacjami z "pierwszej reki"

Czy bedzie wojna? raczej nie. Kolumbia wogole nie dazy do konfliktu miedzynarodowego. Swojego wewnetrznego maja juz, ze tak powiem po dziurki w nosie. Chavez w sumie powinien sobie dobrze przemyslec to zamkniecie granic, bo moze wiecej na tym stracic niz wygrac.
-
2008/03/07 16:46:35
SUPER NOTKA!
Bardzo pouczajaca.
Jak zawsze ;-)

Pzdr, Una...

PS. Osobiscie nie posadzam Ch. o zdrowy rozum...
Mam jednak nadzieje, ze sprawdzi sie to:
Perro ladrador...poco mordedor...
-
Gość: Ada, dslb-088-064-120-042.pools.arcor-ip.net
2008/03/07 20:53:13
kto ciekawy wiadomosci z pierwszej reki, niech zajrzy na www.caracol.com.co, wlasnie ma miejsce szczyt z Rio, Chavez juz swoje powiedzial, a broni sie Uribe.
-
2008/03/09 13:43:31
Chętnie przyłączę się do gratulacji. Tekst ułatwia mi życie, bo mogę dać do niego linkę zamiast zbierać do kupy informacje, które nie złożyłyby się w tak składną całość.

Dwa pytania i jedno uzupełnienie:

1. Piszesz: Sprzeciwia się jedynie Nikaragua, ale wiąże się to nie z samym meritum sprawy, ale starym konfliktem terytorialnym jaki kraj ten ma z Kolumbią. Spojrzenie na mapę nie ułatwia domyślenia się o czym mówisz. Możesz dać jakieś wskazówki?

2. Lokalna tv sugerowała, że Brazylia była wplątana tam przez użycie w akcji samolotów brazylijskich. Czy wiesz coś o tym?

Co do handlu między Kolumbią a Wenezuelą, podawano tu, że Kolumbia przede wszystkim importuje ropę naftową i wartość importu nie dochodzi do 2 miliardów dolarów, natomiast eksportuje wszystko co jest potrzebne do życia na sumę 6 miliardów rocznie. Dlatego tutejsi komentatorzy od początku lekceważyli pogróżkie Chaveza.
-
2008/03/10 04:21:28
@andsol: na pytanie numer 1 odpowiem zaraz w osobnej notce, bo to trochę skomplikowane.
Na pytanie numer dwa odpowiedź też jest złożona: zgadza się, że armia kolumbijska używa do walki z FARC brazylijskich samolotów. Tylko jak ma to "wplątywać" Brazylię. Kolumbia nie jest objęta żadnym embargiem na dostawy broni i samoloty te zostały sprzedane jak najbardziej legalnie.
Kolumbijskie lotnictwo posiada 55. egzemplarzy Embraerów EMB 314 Super Tucano (w brazylijskim lotnictwie latają one Embraer ALX i Embraer A-29).

Dodam jeszcze też, że Wenezuela importuje z Kolumbii także... benzynę. Bo sama nie ma wystarczających mocy rafineryjnych. Nieźle jak na piątego producenta ropy naftowej na świecie, prawda? :-)
-
2008/03/10 05:57:48
@andsol: Poprawka. O nikaragui i Kolumbii napiszę jutro. Nie dość, że padł mi komputer, to na dodatek ja też padam. Na pysk. :) Idę spać.
-
Gość: gratrzu, 200.21.76.11*
2008/03/10 05:59:57
ciekawy tekst, chociaz nietkore watki mozna by rozszerzyc..
w to ze Chavez jest, a wlasciwie byl przyjacielem Raul`a Reyes raczej tu w kolumbii nie ma nikt watpliwosic, mowi sie nieoficjalnie ze to przez rozmowe telefoniczna Chaveza wywiad namierzyl RR.
Chavez ostatnio byl zajety spektaklem uwalniania porwanych politykow z rak FARC-u i `udalo` mu sie dwa razy (ciekwi tylko wszystkich ile zaplacil swoim towarzyszom)...
wywiad kolumbijski byl pewien ze po uwolnieniu zakladnikow Chavez zadzwoni do RR...
i tak sie dowiedzieli gdzie sie znajdowal... i juz go nie wypuscili zywego...
a przy balansie militarnym mozna by jeszcze dodac ze oprucz wojska kolumbia ma ok 150 tysiecy policjantow...
tak wogole to w te wojne tu nikt nie wierzyl (po stronie kolumbijskiej) Uribe nawet nie zaprzatal sobie glowy posylaniem wojska na granice...
-
Gość: Ada, dslb-084-057-176-205.pools.arcor-ip.net
2008/03/10 10:57:52
Mowi sie w Kolumbii, ze cialo Raul`a Reyes zostalo znalezione... bez jednej stopy. Chodza pogloski, ze zginal nie od ataku na baze, tylko od wykrwawienia sie po nadepnieciu na mine przeciwpiechotna, ktora wlasnie baze ochraniala. Coz za paradoks.
-
Gość: strzala, v30093.1blu.de
2008/03/11 16:16:58
spostrzezenia na szybko. onz nie uznaje farc za org. terrorystyczna. te 170 kol. lodzi patr. to chyba motorowki rzeczne :)
-
Gość: strzala, anonymizer.blutmagie.de
2008/03/11 16:23:19
a i jeszcze jedno. w kolumbii nikt nie ma watpliwosci, ze glownym powodem ataku byla chec niedopuszczenia do zwolnienia betancourt. uribe juz raz w 2004 storpedowal jej zwolnienie
-
Gość: Maniek, 201.208.236.16*
2008/03/11 17:30:48
@strzala: Nie wypisuj bzdur - w Kolumbii to nikt nie ma watpliwosci, ze to FARC nie ma najmniejszego zamiaru uwolnic Betancourt
-
2008/03/12 03:57:10
@Andsol: właśnie opublikowałem pierwszą część (nie z mojej winy jest, póki co, tylko pierwsza część) odpowiedzi na Twoje pierwsze pytanie - dotyczące sporu terytorialnego między Kolumbią i Nikaraguą. Jest tutaj: tierralatina.blox.pl/2008/03/Kolumbia-i-Nikaragua-Graniczny-spor-Czesc-I.html

@strzala: Masz racje. ONZ nie uznał FARC za organizację terrorystyczną. Zrobiły to 34 państwa, w tym cała Unia Europejska. ONZ zaś oficjalnie oskarżył FARC o zbrodnie wojenne.
Zaś co do Twojej oceny ws. Betancourt. No nie wiem co dla Ciebie znaczy 'wszyscy w Kolumbii' - z tego co ja słyszę i czytam to jednak zdecydowana większość powtarza w Kolumbii to co już tu napisał Maniek.
Oczywiście pojawiają się głosy o których piszesz, ale są one zdecydowanie marginalne.