|
|
Blog > Komentarze do wpisu
W Wenezueli spadają samolotyNie najlepiej będzie się to łączyło z poprzednim wpisem, w którym zachęcałem Was do poszukiwań tanich biletów na podróże do Ameryki Południowej, ale nie mam wyjścia... W Wenezueli rozbił się właśnie kolejny samolot. „To zupełna zagadka: piloci byli doświadczeni i świetnie znali trasę, nie zgłosili żadnych problemów, a pogoda była dobra” – tymi słowami obwieścił Wenezuelczykom kolejną lotniczą katastrofę, sam prezydent tego kraju Hugo Chávez. I rzeczywiście: w czwartek po południu, lecący z andyjskiej Meridy do Caracas samolot pasażerski znikł nagle z radarowych ekranów. Piloci, nie przesłali najmniejszego komunikatu, po prostu przestali nagle odpowiadać na wezwania kontrolerów lotu. Początkowo myślano, że to tylko awaria łączności. I dopiero po pół godzinie radiowej ciszy i nieobecności na radarach wszczęto alarm. Ratownicy szczątki maszyny zlokalizowali dopiero dzień później – wczoraj - w piątek. Pilot policyjnego śmigłowca dostrzegł plamę na stromych skalistych zboczach masywu Páramo de los Conejos, niewiele ponad 10 kilometrów od lotniska w Meridzie.
![]() Szczątki rozbitego samolotu na stokach Páramo de los Conejos (fot. MINFRA) Antonio Riviero, szef Obrony Cywilnej, która koordynuje w Wenezueli większość akcji ratunkowych, szybko niestety rozwiał wszelkie nadzieje, jakie mogli jeszcze mieć bliscy 46 osób jakie znajdowały się na pokładzie: „Samolot jest roztrzaskany w drobny mak, dołożymy jednak wszelkich starań aby zebrać wszystko to co pozostało z ludzkich ciał”. Szybko to jednak się nie stanie. Rozpoczęta w piątek akcja ratunkowa, szybko została przerwana. Miejsce katastrofy znajduje się na wysokości ponad 4100 metrów n.p.m. i wenezuelscy ratownicy po prostu nie posiadają śmigłowców mogących przetransportować tam ich, a zwłaszcza ich sprzęt. Będą więc starać dostać się drogą lądową, co jednak – jak stwierdził Riviero – „jest niebezpieczne i wymaga znajomości technik wspinaczkowych”. Rozbity samolot to bardzo dobrze znany chociażby polskim pasażerom Eurolotu model ATR 42-300, który należał do Santa Bárbara Airlines – jednego z największych wenezuelskich przewoźników. Wśród 43 pasażerów trzech było Kolumbijczykami, pozostali to Wenezuelczycy. >Technorati tags: Wenezuela, lotnictwo, wypadki lotnicze, Santa Bárbara Airlines.>Blogalaxia tags: Venezuela, aviación, accidentes aéreos, Santa Bárbara Airlines. sobota, 23 lutego 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Katastrofa ATR-a w Wenezueli
z Aeroplan
W Wenezueli rozbił się ponownie samolot. Tym razem jest to ATR 42-300 należący do Santa Bárbara Airlines . Jak to zwykle bywa z wypadkami w Ameryce Łacińskiej, szybszy ode mnie był autor bloga Podróż na Południe i nie pozostaje mi nic innego, jak ... » Wysłany 2008/02/23 11:39:59
Komentarze
lachmani
2008/02/23 19:00:07
I pomyśleć, że niecały miesiąc temu leciałem tą samą linią, na tej samej trasie... Wypadki się zdarzają, co nie zmienia faktu, że w Wenezueli transport lotniczy jest i tak najbezpieczniejszą opcją. Do tego zaskakująco tanią, jeśli wymienia się kasę po czarnorynkowym kursie :)
2008/02/26 11:36:55
@latinbrand: Jeszcze nic. Eksperci z ATR zabrali czarne skrzynki do Francji... Jak bedzie wiadomo cos wiecej, to dam znac na blogu.
|