|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Południowoamerykański DakarAle się porobiło... Ostatnio pisałem, że w Panamie jest Boliwia , a dzisiaj będzie o tym, że Dakar będzie w przyszłym roku w Ameryce Południowej. Mowa oczywiście o słynnym rajdzie samochodowym, którego 30. edycja musiała w tym roku zostać anulowana ze względu na zagrożenie terrorystyczne na terenie Mauretanii. I który w przyszłym roku przeniesiony zostanie do... Argentyny i Chile. I choć organizatorzy Dakaru oficjalnie ogłosili tą przeprowadzkę w miniony weekend, w Ameryce Południowej nikt nie był tym tak naprawdę zaskoczony – o tym, że oba państwa zgłosiły swą kandydaturę wiadomo było od bardzo dawna, a o tym że doszło do porozumienia już od kilku dobrych tygodni. Brakowało tylko uroczystego podpisania odpowiednich dokumentów... Stosowne ceremonie miały miejsce wczoraj. Rano w Casa Rosada, siedzibie prezydenta i rządu w Buenos Aires, a po południu w Espacio Riesco, czyli nowym centrum kongresowym w Santiago de Chile. „Organizacja Dakaru to zaszczyt dla wszystkich Argentyńczyków i Chilijczyków” – oświadczyła prezydent Argentyny Christina Fernández własnoręcznie składając podpis na kontrakcie z A.S.O. , francuskim organizatorem tej imprezy. Nie jest jeszcze znana ostateczna trasa przyszłorocznego rajdu, niemniej pewne jest że Dakar rozpocznie się 3 stycznia w Buenos Aires i tam też zakończy 15 dni później. Uczestniczące w nim samochody, motocykle i ciężarówki będą miały do pokonania 9000 kilometrów, z czego 6 tys. po odcinkach specjalnych. W sumie rajd składać się będzie z 14 etapów, z których 9 rozegranych zostanie na terenie Argentyny, a 5 w Chile. Wbrew wcześniejszym planom trasa rajdu jedynie zahaczy o Patagonię. I to o jej najbardziej północną część (prowincje Chubut i Neuquén). A to oznacza, że karawana Dakaru przekroczy argentyńsko-chilijską granicę nie gdzieś na dalekim południu, lecz na andyjskiej przełęczy Los Libertadores znajdującej się na trasie z Mendozy do Santiago. Rajdowcy jednak nie zwiedzą chilijskiej stolicy – z Andów samochody udadzą się bezpośrednio nad brzegi Pacyfiku: do Viña del Mar i Valparaíso, gdzie zresztą zaplanowano tradycyjny dzień wytchnienia na półmetku. I tuż po nim rozpoczną się prawdziwe rajdowe schody, czyli najtrudniejsze etapy. Trasa rajdu wieść bowiem będzie przez La Serenę i Copiapó, a dokładniej przez znajdujące się po drodze piaszczyste, nadmorskie wydmy i pustynię Atacamę – najbardziej suche miejsce na naszym globie. Do Argentyny Dakar powróci przez znajdującą się na wysokości 2200 metrów n.p.m. przełęcz Aguas Negras. „Chilijska pustynia sprawi, że nie zginie dusza Dakaru” – zapewnił szef rajdu, Etienne Lavigne.
Nie jest wykluczone, że Dakar w Ameryce Łacińskiej zagości na dłużej. Prezydent Argentyny już wczoraj oficjalnie zaproponowała, że jej kraj gotów jest zorganizować także kolejną edycję w 2010. I szefostwo Dakaru wcale tego nie wykluczyło. Etienne Lavigne uważa, że „wszystko jest możliwe”. Także to, aby Dakar odbył się w przyszłości także i w innych latynoskich państwach jak Peru, Boliwia, Paragwaj, Brazylia, bądź Urugwaj. A Patrice Clerc, dytektor A.S.O., widzi jeszcze dalsze horyzonty: „W przyszłości Dakar, czyli największy rajd świata przekroczy jeszcze inne oceany, odwiedzi inne pustynie”...
>Technorati tags: Argentyna, Chile, Dakar, rajd.>Blogalaxia tags: Argentina, Chile, Dakar, rally. środa, 13 lutego 2008, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Dakar zostaje w Latynoameryce
z Podróż na Południe
To już oficjalne 8211 Dakar nie wróci w przyszłym roku na swoje afrykańskie miejsce. Dakar pozostanie przez przynajmniej jeszcze rok w Ameryce Południowej . A dokładniej w Argentynie i Chile. Mowa oczywiście o najsłynniejszym rajdzie świata , ... » Wysłany 2009/02/25 05:24:30
Dakar z Rio do Limy?
z tierralatina.pl - Ameryka Łacińska i Karaiby
Czy Dakar 2011 będzie ostatnim rozpoczynającym się w Buenos Aires? Za rok ten słynne rajd być może wystartuje ze słynnej plaży Copacabana!... » Wysłany 2010/12/28 23:29:47
Komentarze
2008/02/14 15:11:14
To dla mnie kolejny smutny dowód na upadek europejskiej cywilizacji. Rajd Dakar, uchodzący za najbardziej niebezpieczny, jest odwoływany, a potem przenoszony na inny kontynent z powodu... niebezpieczeństwa. Tym razem związanego z zamachami. Rozumiem, że główne problemy były związane z wycofaniem się ubezpieczycieli. Ale to oznacza, że nie ma już "ducha Dakaru". Kiedyś był to rajd dla ŚMIAŁKÓW, którzy mimo niebezpieczeństw ścigali się po afrykańskich drogach i bezdrożach. Potem zrobiło się z tego komercyjne, medialne przedsięwzięcie, ale nadal było związane z niebezpieczeństwem. A to co się dzieje teraz - to już kompletna lipa.
Nie mam nic przeciwko rajdowi w Argentynie, Chile czy nawet przez przesmyk Darrien ;) Ale jeśli to się ma nazywać "Dakar", to już tarzam się ze śmiechu. Może Rajd Safari też przeniesiemy gdzieś indziej, najlepiej do Europy, przecież ta Kenia taka niebezpieczna ostatnio. Ciekawe tylko, dokąd przeniosą Rajd Magnolii ;) 2008/02/15 15:24:09
Może nie upadek cywilizacji, nie przesadzajmy ;-) Ale jednak decyzja moim zdaniem smutna i bezsensowna. Rajd Dakar miał długą tradycję, był jedną z najbardziej znanych imprez tego typu. Przeniesienie go nagle na inny kontynent to ucięcie tej tradycji... rozumiem, że i tak od dawna nie był to rajd Paryż-Dakar, ale jednak ogólne założenia pozostawały te same. Rozumiem zagrożenie terrorystyczne, ale czy takie poddawanie się naporowi terrorystów nie zachęci ich po prostu ponownie do działania?
2008/02/15 15:55:11
@lachmani, kamil: Z tego co czytalem we francuskiej prasie, to nie bylo jakies tam teoretyczne zagrozenie terrorystyczne, ale konkretna obietnica zamachow bombowych potwierdzona przez francuskie sluzby specjalne. Nie wyobrazam sobie, jak w takich warunkach mozna byloby rozegrac wyscig.
2008/02/15 16:29:41
Takich konkretnych obietnic jest wiele, a służby specjalne już nam różne kity wciskały (patrz Irak). I oczywiście zgadzam się z Kamilem - cofanie się przed groźbami terrorystów powoduje, że stają się coraz bardziej zuchwali, bo widzą, że ich groźby są skuteczne.
Może dojdzie do tego, że dla bezpieczeństwa załóg zamiast kierowców w Dakarze będą jechali dublerzy, a gwiazdorzy wsiądą za kółko tylko na starcie i mecie? W każdym razie, jeśli będą szukać dublerów, to ja się piszę :D PS. RAJD, nie wyścig. Wyścigi są na torze (np. F1). To tak dla ścisłości :) 2008/02/16 00:12:36
tierralatina: Jeśli były konkretne groźby, to odpowiednią reakcją byłoby zmobilizowanie służb specjalnych, policji albo nawet wojska. Kiedy wiadomo, że w danym miejscu może dojść do zamachu, to jego przeprowadzenie staje się bardzo trudne. Np. dlaczego nigdy nie zaatakowano szczytu w Davos? Ochrona, policja, patrole samolotów... Idealne miejsce na atak, ale terroryści tak nie działają. Terroryści z zasady atakują z zaskoczenia, grożąc dopiero po fakcie. Reakcja tym razem chyba niczego poza rozzuchwaleniem ich nie da.
2008/02/16 01:06:44
@kamiljanicki: nie przecenialbym zdolnosci antyterrorystycznej wojska mauretanskiego. :) Poza tym co innego odizolowac zamkniety w dolinie gorski kurort, a co innego zabezpieczyc setki kilometrow pustyni...
2008/02/16 14:20:09
tierralatina: No ale co przyjdzie terrorystom z zamachu na setki kilometrów pustyni? ;) Co można zaatakować na rajdzie Dakar? Pojedyncze załogi? Owszem, ale będzie słaby efekt. Jeśli już, to na przykład biwak z całym obozem serwisowym i noclegowym, albo jakąś bazę paliw. A to już łatwiej ochronić, zresztą przecież oni tam i tak mają ochronę nie od dziś.
2008/02/18 21:38:09
Szczególnie, że przecież nie od dzisiaj wiadomo, że rajd Dakar jest cholernie niebezpieczny. I nie do końca bym się zgodził, co łatwiej zabezpieczyć, lachmani mówi z sensem. A i ogółem, na pustyni prościej upilnować sytuację, choćby z powietrza.
|
A szkoda, chciałem sie wybrać do Afryki w 2010 i obejrzeć własnoocznie to szaleństwo. Na podróż przez Ocean póki co mnie nie stać. Liczę więc Terra na Twoją, oryginalną relację.
Pozdrawiam.