BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Chávez przegrał referendum !

Dziwne rzeczy działy się minionej nocy w Caracas. Tak dziwne, że nie wiadomo czy kiedykolwiek się dowiemy co i jak dokładnie się wydarzyło...

Wenezuelczycy głosowali wczoraj w referendum nad zgłoszonym przez prezydenta Hugo Cháveza projektem zmian w konstytucji. Projektem, który – zgodnie z jego zapewnieniami – miał dać „więcej władzy w ręce ludu”, a zdaniem opozycji „wzmocnić i scentralizować władzę w rękach prezydenta”.

Chávez tłumaczył, że reformy są niezbędne, gdyż potrzebuje czasu i narzędzi aby wprowadzić w kraju „socjalizm XXI wieku”. Dlatego właśnie proponowane przez niego zmiany przewidywały m.in. zniesienie limitu prezydenckich reelekcji: zgodnie z obecną konstytucją Chávez w 2013 roku nie będzie mógł się ponownie ubiegać o prezydencki fotel. Ale gdyby reforma konstytucji została zaakceptowana Hugo teoretycznie mógłby pozostać prezydentem dożywotnio. Sam zresztą, podczas jednego z przedreferendalnych mityngów, zapewnił że ma ochotę rządzić Wenezuelą „do roku 2050, albo nawet i dłużej jeśli zdrowie pozwoli”. Jego reformy przewidywały także zniesienie niezależności Banku Centralnego , wprowadzały nowe „rewolucyjne” formy własności, a także np. organiczenie wolności prasy i prawa do procesu w przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego.

Wszystko wskazuje na to, że chávezowski apetyt na władzę stał się jednak tym razem zbyt wielki. Głosy krytyki pojawiły się nawet wśród najbliższych prezydenckich współpracowników i dotychczasowych popleczników. Projekt reform skrytykował nie tylko wenezuelski ombudsman, nie tylko należąca do rządowej koalicji partia Podemos , ale nawet były minister obrony, emerytowany generał Raúl Baduel. Ten sam, który podczas próby obalenia Cháveza w 2002 roku , stanął u jego boku i doprowadził do jego powrotu na prezydencki fotel.

Baduel jest nadal niesamowicie popularny w wenezuelskim wojsku, więc jego niedawne słowa, że Chávez dryfuje w stronę dyktatury i apel o głosowanie przeciw prezydenckiemu projektowi, odebrane zostały w Wenezueli za ostrzeżenie, że armia ponownie nie stoi murem za prezydentem.

Chávez tych krytycznych głosów wydawał się mimo wszystko niezauważać. Przeciwnie – podczas poprzedzającej referendum kampanii, starał się upersonifikować znaczenie tego głosowania, zmienić je w plebiscyt swej popularności. „Głosując za reformami, głosujecie na mnie, głosując przeciw popieracie Imperium (czyli Stany Zjednoczone)” – powtarzał do znudzenia na mityngach w najbiedniejszych dzielnicach, stanowiących bazę jego elektoratu.

Mimo tych wszystkich wysiłków, mimo zaangażowania w kampanię całego państwowego aparatu, mimo tradycyjnych presji na pracowników budżetówki, na tydzień przed referendum niektóre sondaże pokazywały, że prezydent, po raz pierwszy podczas tych 9 lat na czele kraju, może przegrać głosowanie. Mówiono o 5-6 procentowej przewadze przeciwników konstytucyjnych reform. Ale wobec nieustannych zapewnień Cháveza, że on na pewno to referendum wygra, opozycja coraz bardziej obawiała się fałszerstwa wyników. Zwłaszcza, że tym razem Wenezuela nie zaprosiła międzynarodowych obserwatorów, tłumacząc to... „brakiem czasu”.

Wczoraj, w dniu głosowania, w Caracas sytuacja była nerwowa. Najpierw wiceprezydent Jorge Rodríguez, łamiąc prawo, jeszcze przed zamknięciem lokali wyborczych obwieścił zwycięstwo konstytucyjnej reformy. Powołując się na sondaż przeprowadzony przez firmę Datanálisis , oznajmił że obóz rządowy na ok. 6 proc. przewagi nad opozycją. Problem w tym, ze dosłownie kilka minut później, przedstawiciel Datanálisis zaprzeczył rewelacjom wiceprezydenta i stwierdził, że według ich obliczeń wyniki są inne. Nie sprecyzował jednak jakie. Mimo to ubrani w czerwone koszule zwolennicy Cháveza wylegli na ulice stolicy i rozpoczęli „spontaniczne” choć od dawna przygotowane festyny. W niebo poleciały nawet fajerwerki. Tymczasem oficjalnych wyników nadal nie było...

Wenezuelczycy, którzy już dawno zinformatyzowali swe głosowania, przyzwyczajeni są do tego, że wyniki podawane są tuż po zamknięciu lokali. Tymczasem wczoraj po ich zamknięciu nastąpiła cisza. Żadej oficjalnej reakcji, żadnego komunikatu... Zauważono jedynie, że wieczorem przybyło żołnierzy wokół siedziby Narodowej Rady Wyborczej (CNE), a nad miastem pojawiły się też wojskowe śmigłowce. Gerardo Blyde, jeden z przywódców opozycji zaapelował do rządu o spokój – „My mamy już zarówno wyniki sondaży i nieoficjalne wyniki z ponad 80 proc. lokali wyborczych. I rząd na pewno też je ma. Mam nadzieję, że rząd je przeanalizuje i wyciągnie należyte wnioski. Że zwycięży rozsądek i zostanie zachowany spokój. My nie będziemy podawać wyników, bo to nie nasza rola. Czekamy...” Wyników jednak nadal nie było.

Szefowa CNE, Tibisay Lucena, przed telewizyjnymi kamerami pojawiła się dopiero po 1 w nocy. I ku zaskoczeniu wszystkich oświadczyła, że po przeliczeniu ponad 80 proc. oddanych głosów, większość – 50,7 proc. – jest przeciw reformie konstytucyjnej. I Lucena od razu zaznaczyła, że choć pozostało jeszcze trochę głosów do zliczenia, to „tendencja jest nieodwracalna”. I ani słowa wyjaśnienia o tym co wydarzyło podczas ponad 8 godzin, które minęły od zamknięcia lokali wyborczych, ani słowa o tym dlaczego to wszystko tak długo trwało. Lucena zaapelowała jedynie do świętujących zaanonsowane wcześniej zwycięstwo zwolenników Cháveza, aby „spokojnie wrócili do domów”.

Także sam Chávez, który chwilę potem pojawił się na zaimprowizowanej konferencji prasowej, natychmiast i bez najmniejszego wahania zaakcpetował swoją porażkę i pogratulował „pyrrusowego zwycięstwa” opozycji. Zapowiedział jednak, że nie uważa sprawy reformy konstytucji za przegraną. „Propozycja reform nadal żyje, będziemy nad nią nadal pracować” – zapewnił.

Opozycja ma tymczasem nadzieje, że porażka Cháveza otworzy drogę do dialogu władzy z opozycją i narodowego pojednania. „Może wreszcie zaczniemy ze sobą rozmawiać” – zadeklarował gubernator stanu Zulia i przeciwnik Cháveza w ostatnich wyborach prezydenckich, Manuel Rosales.

Oby...


>Technorati tags: , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , .
poniedziałek, 03 grudnia 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Złote myśli Hugo Cháveza z Podróż na Południe
No nie mogę się powstrzymać... oto kolejna złota myśl Boliwara XXI wieku: 8222 Wygrana opozycji jest gówniania, a nasza porażka jest pełna odwagi, wartości i godności 8221 Tak właśnie skomentował wczoraj wyniki referendum prezydent Wenezueli ... »
Wysłany 2007/12/07 02:07:36
Komentarze
Gość: leo, 87-194-115-69.bethere.co.uk
2007/12/03 18:51:14
"Może wreszcie zaczniemy ze sobą rozmawiać"
raczej wroca ze zdwojona sila klotnie wewnatrz opozycji, kto jest matka tego zwyciestwa. a moze jednak chadecy i socjaldemokraci z tradycyjnych partii dogadaja sie ze studenckimi anarchistami i stalinistami, ktorzy byli motorem protestow?:)
-
2007/12/03 19:09:19
Bez przesady. Akurat stalinowcy to malenka grupka bez wiekszego wplywu...
Choc tez niestety niezbyt wierze w ta przyszla wspolprace i rozmowy. Przede wszystkim jakos nie wierze, ze Chavez dlugo utrzyma ten pojednawczy ton. Niemniej jednak zgadzam sie z tymi co twierdza, ze to referendum to poczatek konca Chaveza. Co oczywiscie nie znaczy, ze ten koniec bedzie szybki. Niemniej jednak, jego wlasny oboz sie mocno pokruszyl i - co jeszcze wazniejsze - na swiatlo dzienne wyszly watpilowsci armii wobec prezydenta, o ktorych w Wenezueli mowilo sie juz od dawna.
Mam znajomego, zwolennika Chaveza (oportunista, nie ideowiec) ktory twierdzi, ze prezydenta obali nie rozintelektualizowana i podzielona opozycja, ani nie obce sluzby, lecz ci najbiedniejsi - ci sami, ktorzy teraz w czerwonych koszulach krzycza Viva Chávez!
Im dluzej sie przygladam temu co sie dzieje w Wenezueli, tym bardziej wydaje mi sie, ze ten znajomy ma racje.
-
2007/12/03 19:32:27
Alez oczywiscie, ze ma racje, przeciez wiadomo, ze jak lud daje wladze, to lud moze ja szybko zabrac, tylko Chavez raczej wyrywkowo zna historie powszechna.
A sytuacja w Wenezueli kiepska, braki w zaopatrzeniu staja sie coraz bardziej dotkliwe, wiec nic dziwnego, ze ludzie zaczynaja sie buntowac, zwlaszcza gdy codziennie bije sie ich po oczach cenami ropy.
Rozmawialam ostatnio (przed referendum) z przedstawicielami mlodego pokolenia chavistow, juz tych, co nie pamietaja innej wladzy. Oni raczej ideowi (wyprane mozgi), ale tez przeciwko reformie, bo zaczeli troche rozumiec.
W kazdym razie miny rzadu w chwili ogloszenia wynikow - bezcenne! Warto bylo czekac przez prawie pol nocy...
-
2007/12/03 19:40:10
Aha, i mala errata, jesli moge sobie pozwolic - wyniki byly z 88% lokali, te pzostale komisje to obwody za granica i pare w kraju, gdzie nie bylo maszynek, wiec Lucena nie mogla w sumie oglosic nic innego. Ale prezydent sie przyznal, ze debatowali nad wynikami prze goloszeniem ich....
-
2007/12/04 00:54:55
@yanachaska: Oczywiscie, ze mozesz... :) Dzieki za korekte, juz poprawilem!
-
Gość: bolo, 212.234.218.19*
2007/12/05 10:39:03
przepraszam, ze zaklocam euforie, ale mam pytanie do ekspertow od Ameryki Lacinskiej: jak to mozliwe, ze dyktator chavez nie sfalszowal referendum i uznal swoja porazke? z gory dziekuje za odpowiedz.
p.s. nawiasem mowiac, w tym samym czasie demokrata Sarkozy odmawia spoleczenstwu prawa do referendum nad dokumentem o prawie identycznej tresci w stosunku do odrzuconego przez to spoleczenstwo 2 lata temu...
-
2007/12/05 11:10:31
@bolo: Przede wszystkim Cháveza nie uwazam za dyktatora lecz o polityka o dyktatorskich ciagotach. Roznica to zasadnicza, o ktorej juz kiedys pisalem tutaj: tierralatina.blox.pl/2006/03/Wenezuela-to-nie-Kuba.html

Po drugie, incydent z generalem Baduelem pokazal wyraznie, ze Chávez nie kontroluje calkowicie swej armii, ze sa w niej niechetne mu i wcale nie takie marginalne nurty. Tymczasem w Wenezueli armia jest tradycyjnie i w bardzo duzej mierze angazowana w organizowanie wyborow. Mozna smialo przypuszczac, ze generalowie znaja wyniki wyborow szybciej niz rzad.

Po trzecie wreszcie - nie ma najmniejszej gwarancji, ze wyniki nie zostaly sfalszowane. Nie twierdze, ze tak bylo, ale - w momencie gdy nie bylo miedzynarodowych obserwatorow - nie mozna tego wykluczyc. Zwlaszcza, ze elektroniczne urny daja szerokie pole do popisu tym co chcieliby wplywac na wynik. Zreszta w Wenezueli juz pojawily sie glosy, ze byc moze porazka obozu prezydenckiego byla o wiele bardziej zdecydowana. I ze to ponad 8 godzin oczekiwania wypelnily negocjacje, m.in. z wojskiem, co z tym fantem zrobic.

Niestety chavezowski rezim, nie zapraszajac obserwatorow, sam otworzyl furtke do wszystkich oskarzen, watpliwosci i podejrzen.

W grudniu ubieglego roku, podczas wyborow prezydenckich, obserwatorow bylo bardzo wielu i nikt rozsadny nie poddawal w watpliwosc zwyciestwa Chaveza.

Pamietajmy, ze aktualne podejrzenia nie wziely sie z nikad. Chavez ma niestety tradycje prob manipulacji wynikami - podczas referendum ws. odwolania go wydarzylo sie wiele nigdy nie wytlumaczonych "cudow nad urnami" i trudno sie dziwic, ze teraz czesc Wenezuelczykow jest bardzo podejrzliwa. Albo wrecz nie chodzi glosowac.
Jest ten ten bardzo niechlubny precedens upublicznienia teoretycznie tajnych list wyborczych, ktore posluzyly do przesladowania "wrogow rewolucji".

PS. Sarcozy to nie moje broszka. Ale skoro pytasz - we Francji nie ma "prawa" do referendum. To nie Szwajcaria. Nie ma obowiazku organizowania go. 2 lata temu tez nie bylo. Wiec nie widze problemu.
W moich oczach znacznie wiekszym problemem i czyms naprawde obrzydliwym jest fakt ze Sarcozy jest jedynym europejskim przywodca, ktory wyslal do Putina telegram z gratulacjami za "wygrana w demokratycznych wyborach". To po prostu kpina i lizodupstwo w najgorszym francuskim wydaniu.
-
2007/12/05 22:25:13
@bolo
Falszerstwa nie bylo z prostej przyczyny - Chavez nie spodziewal sie porazki. Na dodatek przez caly dzien usluzne Comando Zamora donosilo wiesci o zwyciestwie. A jak sie okazalo, jaka jest prawda, to bylo juz za pozno, bo opozycja tez juz znala wyniki (taki byl uklad z Krajowa Rada Wyborcza). Tak wiec Chavez mial do wyboru, albo uznac porazke (i przekuc ja w sukces, co od 2 dni usiluje robic), albo zrobic megaszwindel i pojsc na konfrontacje ze spoleczenstwem. Nawet byl gotow to zrobic, ale jak wspomnial wyzej tierralatina, sprzeciwilo sie wojsko, ktorego jeszcze do konca nie wyczyscil z wrazych i reakcyjnych elementow. Teraz bedzie probowal przepchnac te sama reforme inna droga, zobaczymy, ktora sciezke obierze...
-
Gość: IdianA, anonymizer.blutmagie.de
2007/12/06 01:08:04
a co sadzicie o roli CIA. przypadkowo natknolem sie na taki tekst
www.lewica.pl/?id=15315
-
2007/12/06 01:44:11
@IndianA: Ja juz przestalem wierzyc w te nieustanne rewelacje wenezuelskiego rzadu na temat dzialalnosci CIA w tym kraju. Co rusz ktos z establishmentu, albo sam Chavez przekonuje, ze czolowi opozycjonisci to agenci CIA. Ale - jak mowi moj wenezuelski znajomy - skoro wiedza, kto pracuje dla CIA to czemu nie wsadza ich do wiezienia? Przeciez to jest karalne.
Tak samo bylo po zamachu stanu w 2002. Chavez tlumaczyl, ze sa dowody na to iz za wszystkim stali Amerykanie. Ale nikt nigdy zadnego dowodu nie zobaczyl. I nikomu nie zostaly postawione zarzuty o szpiegostwo, czy wspolprace z "Imperium".
Poza tym bzdura jest pisanie, ze niektorych towarow zabraklo w sklepach przed referendum aby zniechecic ludzi do Chaveza. Towarow (mleka, cukru) brakuje juz od wielu miesiecy. Jak w PRLu - wtedy tez polski rzad tlumaczyl to jakimis zewnetrznymi wplywami.

Kolejnym klamstwem jest "antychavezowska kampania medialna". Rezim kontroluje juz zdecydowana wiekszosc mediow. Zwlaszcza elektronicznych.

Co oczywiscie nie znaczy, ze CIA nie prowadzi w Wenezueli zadnych operacji, a rzad USA nie finansuje roznymi kanalami, roznych NGO, stowarzyszen, etc. Kraje europejskie tez to robia. Robi to tez (choc w druga strone) Kuba.

Solidarnosc w Polsce tez korzystala z amerykanskich pieniedzy. Nie znaczy to jednak, ze byla narzedziem CIA.
-
Gość: bolo, 212.234.218.19*
2007/12/06 09:00:20
tierra: dzieki za rzeczowa odpowiedz. fakt jest jednak faktem - w kraju rzadzonym przez "dyktatora" (OK, Ty tak nie uwazasz, ale mainstreamowe media tak ksztaltuja jego odbior) wladza przegrywa referendum o fundamentalnym znaczeniu i respektuje jego rezultat.
skoro piszesz, ze sarko to nie Twoja broszka, to moze niech tak zostanie;). bo problem niestety jest - aby odebrac spoleczenstwu PRAWO (mimo ze to nie Szwajcaria) do referendum, konieczna jest zmiana konstytucji droga parlamentarna. na co wlasnie sie zanosi. i moim zdaniem jest to wazniejsza kwestia, niz to, czy ktos komus wyslal telegram.
yanachaska: czyli jakby nie patrzec, Chavez jest zly. jak wygra - sfalszowal. jak przegra - nie sfalszowal, bo "nie spodziewal sie porazki". gratuluje dostepu do scisle tajnych informacji, skoro wiesz co "byl gotow zrobic".
jeszcze raz tierra: ciezko podwazac to co piszesz na tematy latynoamerykanskie (przepasc miedzy nami jesli chodzi o znajomosc tamtejszych realiow), ale nie trzeba chyba byc ekspertem zeby wiedziec o roli CIA na kontynencie... co do zamachu w 2002 r. to nie wystarczy ekspresowe uznanie nowych "wladz" przez Waszyngton, zeby uprawniona byla opinia ze USA staly za przewrotem?
jesli chodzi o "S" - niestety, jesli ktos korzysta z czyichs pieniedzy, oznacza to, ze jego dzialalnosc jest w interesie darczyncy. czyli obiektywnie realizuje jego interesy. inaczej nie otrzymywalby funduszy - chyba to oczywiste. i nie ma to nic wspolnego z ocena czy cele danej organizacji sa sluszne czy nie
-
Gość: bolo, 212.234.218.19*
2007/12/06 09:32:17
aha, i jeszcze jedno. tyle piszecie o roli armii - mam w zwiazku z tym jedno pytanie: czy jest zatem teoretycznie mozliwe, ze Chavez referendum wygral, lecz presja armii byla tak wielka, ze pogodzil sie z ogloszeniem innych wynikow? nie wiem, czy to nie za duze science fiction, ale w swietle tego co piszecie o wojsku...
pozdrawiam i prosze o opinie
-
Gość: mozambik, 80.149.17.14*
2007/12/06 19:03:46
chyba trzeba sie zgodzic z opinia Insulzy, ze twierdzenia jakoby w wenezueli nie funkcjonowala demokracja to mit.
www.telesurtv.net/secciones/noticias/nota/21630/insulza-referendo-demostro-que-en-venezuela-la-democracia-funciona/
-
2007/12/06 23:17:04
@bolo: Zaczne od yanachaski - ona rzeczywiscie ma dostep do informacji i zrodel, o ktorych ja moge tylko marzyc. Zapewniam Cie.

Co do wydarzen 2002 roku. To nie byla niespodzianka. Amerykanie (Europejczycy tez) doskonale wiedzieli co sie swieci. Amerykanska placowka slala depesze do Waszyngtonu, proszac o instrukcje na wypadek roznych mozliwych scenariuszy. Jedna z nich brzmiala, natychmiast uznac nowy rzad jesli chavez zostanie uwalony. I tak tez sie stalo.
Zreszta wtedy tez role wentyla bezpieczenstwa odegrala armia - czesci generalow nie spodobalo sie, ze nowy prezydent rozwiazal demokratycznie wybrany parlament. I wycofala swe mniej lub bardziej milczace poparcie.
To zreszta kolejny dowod na to, ze znaczna czesc wenezuelskiej armii ceni demokracje. I jest tak nadal, mimo usilnych prob Chaveza aby calkowicie sobie ja podporzadkowac. Wiec, masz racje, Twoja druga hipoteza brzmi jak science-fiction. Nie potrafie zreszta wyobrazic sobie powodu dla ktorego mialaby sie tak zachowac.

@mozambik: Nikt tu nie twierdzil niczego przeciwnego. Ona jest kulawa, ale na szczescie nadal jako tako funkcjonuje.
-
2007/12/07 16:10:55
@tierra - dzieki za poparcie:-))).

@bolo - mozesz nie wierzyc, ale rzeczywiscie czasami docieraja do mnie rozne info z roznych zrodel. Nawet najbardziej dyskretnemu rozmowcy czasem sie cos wyrwie:-)). Zreszta przeczytaj teraz moj post powyzej i najnowszy wpis tierry, tak jakby sie zgadza, nie?

@IndianA - ten tekst krazyl po Wenezueli od jakiegos czasu, naprawde dosc prymitywna prowokacja, zapewniam Cie, ze w taki sposob sie takich rzeczy nie pisze i nie wysyla. Szkoda komentarzy.

-
Gość: ubukrół, india691.server4you.de
2007/12/08 22:29:10
@tierralatina
"czesci generalow nie spodobalo sie, ze nowy prezydent rozwiazal demokratycznie wybrany parlament" chyba racaej uliczne protesty prochvezowe zmusily ich do odwrotu.
w ogole przypisywanie jakiejkolwiek armii a w szczegolnosci latynoamerykanskiej dazen demokratycznych to duza przesada

-
2007/12/08 22:34:26
@ubukrol: Protestujacych antychavezowcow bylo wowczas na ulicach Caracas wiecej, wiec to raczej nie to zawazylo.
-
Gość: ubukról, isocubes.demon.co.uk
2007/12/10 21:25:58
a sami zainteresowani co twierdza?
moze wplywy propuchystowskie w armii byly za male, nowa wladza nic/za malo im zaoferowala, bali sie rozlewu krwi? bo jakos w wyzsze cele nie moge uwiezyc, szczegolnie armii.