|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Boliwia nacjonalizuje swe kolejePo raz pierwszy chyba cieszę się z decyzji o renacjonalizacji jakigoś sektora w Ameryce Łacińskiej. Bo choć jestem zadeklarowanym zwolennikiem wolnego rynku, to jednak nie mam wątpliwości, że w pewnych dziedzinach tzw. interes publiczny czasami nie idzie w parze z interesami prywatnych przedsiębiorców. Jest tak chociażby z transportem – przewozy pasażerów, zwłaszcza koleją, nie zawsze bywają dochodowe. Co jednak nie powinno być powodem pozbawienia ludności możliwości przemieszczania się. Szczególnie w przypadku takich państw jak Boliwia, gdzie prywatny samochód, zwłaszcza w regionach wiejskich, wciąż jest rzadko spotykanym luksusem. Nie dziwię się więc, że prezydent Boliwii Evo Morales, zapowiedział właśnie renacjonalizację boliwijskich kolei ENFE. Zostały one „skapitalizowane” w połowie lat 90-tych. Skapitalizowane, a nie sprywatyzowane, gdyż prywatyzacje w tym kraju zawsze spotykały się z społecznym sprzeciwem. Aby zyskać przychylność populacji i mimo wszystko przyciągnąć zagranicznych inwestorów, boliwijskie władze wymyśliły wówczas oryginalny sposób przekazywania firm w prywatne ręce – właśnie tą wspomnianą kapitalizację. Różnica polega na tym, że w Boliwii prywatny inwestor choć otrzymywał prawo do zarządzania firmą, to jednak nigdy nie mógł posiąść więcej niż 50 proc. udziałów w niej. Pozostałe akcje przekazywane były zawsze do narodowego funduszu emerytalnego. ENFE skapitalizowane zostały w dwóch kawałkach. Część andyjska, czyli Andyjskie Przedsiębiorstwo Kolejowe (FCA), kontrolowana jest przez inwestorów chilijskich. Koleje znajdujące się na tropikalnym wschodzie kraju trafiły zaś do Amerykanów z Genesee & Wyoming, którzy założyli Wschodnie Przedsiębiorstwo Kolejowe (FO). Co jest ciekawe, obie te firmy nie mają żadnego fizycznego połączenia – Boliwia nigdy nie doczekała się planowanej już na początku XX wieku unifikacji swej wschodniej i zachodniej sieci torów (mapa tutaj). Efekt jest taki, że np. pociąg z La Paz do oddalonego o niespełna 500 km Santa Cruz musiałby pokonać ponad 1200 kilometrów i tranzytować przez Argentynę, która jako jedyna ma kolejowe połączenie ze wschodem i zachodem Boliwii. Zresztą przykład ten jest czysto teoretyczny, gdyż po pociągach w La Paz pozostał już tylko przepiękny dworzec i zarośnięte chaszczami zardzewiałe tory. Prywatni inwestorzy zlikwidowali bowiem większość pasażerskich pociągów i wożą to co przynosi zyski – głównie ropę i zboże (EFO) oraz rudy (EFA). I to, oczywiście, Moralesowi, się nie podoba. „Obiecywano nam kapitalizację i poprawienie usług, a mamy dekapitalizację i coraz słabsze połączenia” – tłumaczy prezydent. Oczywiście nacjonalizacja sama w sobie receptą na sukces nie jest. Boliwijskie koleje potrzebują gigantycznych inwestycji, do których aktualni prywatni właściciele, bez gwarancji zysków, ze zrozumiałych względów wcale się nie kwapią. Ryzyko porażki tej renacjonalizacyjnej decyzji jest jednak niewielkie – z punktu widzenia indywidulanych użytkowników boliwijskich kolei, w tym także turystów, raczej gorzej niż obecnie być nie może. Morales obiecuje, że pieniądze na inwestycje się znajdą i pasażerskie pociągi wrócą na boliwijskie tory. Jako pierwszy uruchomiony ma zostać, już za 6 miesięcy, od dawna nieużywany odcinek torów między znajdującym się nad brzegami jeziora Titicaca portowym miastem Guaqui a Tiahuancu, gdzie jest jednen z największych boliwijskich skarbów archeologicznych – ruiny preinkaskiego miasta Tiwanaku. Morales liczy, że trasa ta, po której mają jeździć pociągi ciągnięte przez zabytkowe parowozy, stanie się szybko nową atrakcją turystyczną Boliwii. I zdanie to podziela wiele międzynarodowych oraganizacji ds. rozwoju, które wyłożyły znaczną część 1,8 miliona dolarów potrzebnych do reaktywacji linii. Dobry początek! Zwłaszcza, że Boliwia ma naprawdę wiele linii kolejowych, które śmiało można zaliczyć do najbardziej spektakularnie położonych na świecie. Boliwijski wagon w Ollagüe, na granicy między Chile i Boliwią. Jest on raz w tygodniu doczepiany do pociągu towarowego i stanowi obecnie jedyne pasażerskie połączenie między tymi wciąż skonfliktowanymi państwami. Jeździ między Calama i Uyuni (fot: © Łukasz „Goochio” Gordon).
>Technorati tags: Boliwia, nacjonalizacja, kapitalizacja, Ewo Morales, koleje, pociągi, turystyka.>Blogalaxia tags: Bolivia, nacionalización, capitalización, Evo Morales, ferrocarriles, trenes, ENFE, turismo. piątek, 20 lipca 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
andsol-br
2007/07/21 00:39:50
Wspaniałe jest cokolwiek, co uwolni od potrzeby używania autobusików, jeżdżących po boliwijskich górach, po czymś, co umownie jest nazywane drogami. Jazda pociągiem z Brazylii do Santa Cruz de la Sierra miała trzy niemiłe elementy: walka o bilety, zdobywane metodami, którymi nie ma co się chwalić, tłok,oraz pełne i szczere oddanie się w czasie nocnej jazdy komarom. Z tej ostatniej przyczyny ma sens zachowanie nazwy pociąg śmierci”. Ale jak zaczną inwestować to się okaże, że te problemy to małe piwo, a fantastyczne boliwijskie krajobrazy i bardzo sympatyczny lud przyciągną turystów i nakłady szybko się zwrócą.
Gość: majer, cps210.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/07/21 15:22:26
tekst ciekawy, ale polecam zapoznać się ze stroną so.pwn.pl
2007/07/21 15:43:21
@majer: strone znam, a jakze! :) Ale moze podpowiesz gdzie dopatrzyles sie bledu, bo ja - poza dwoma literowkami, ktore zaraz poprawie - zadnego byka nie zauwazam.
|