|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Mastretta MXT - bolid z MeksykuO samochodach jeszcze tu nie pisałem. I nie bez powodu – przemysł motoryzacjny nie jest bowiem czymś, czym może się jakoś specjalnie chlubić Ameryka Łacińska. Po drogach i bezdrożach kontynentu jeżdżą wprawdzie setki tysięcy pojazdów, które mogłyby nosić naklejkę „Hecho en América Latina”, ale w znakomitej większości opuściły one montownie należące do wielkich amerykańskich, europejskich, czy japońskich koncernów, bądź – w najlepszym razie – lokalne fabryki robiące samochody na licencji. Z tego co wiem, poza Brazylią, żaden latynoski kraj nie produkował seryjnie w ostanich 30-40 latach, żadnego „własnego” osobowego samochodu. W przyszłym roku ma się to jednak zmienić - w Meksyku powstaje właśnie fabryka, która produkować będzie bardzo ciekawie się zapowiadający niewielki sportowy bolid: Mastretta MXT.
Projekt tego tego samochodu powstał w Mastrettadesign – znanym meksykańskim biurze projektów graficznych, założonym w 1987 przez Daniela Mastrettę. Noszący jego nazwisko samochód będzie sportowym, dwuosobowym coupé o karoserii wykonanej z tworzyw sztucznych i platformie wykonanej z lekkich metali.
Silnik oczywiście zamontowany centralnie, tuż za plecami kierowcy i jego pasażera. Pochodzenie jednostki napędowej nie zostało jeszcze ujawnione, ale będzie miał on pojemność 2,3 litra i moc 230 KM. I to wszystko przy lekkiej, nie przekraczającej 1000 kg wadze!
Jakie dokładnie będą osiągi Mastretta MXT jeszcze nie wiadomo. Wstępne informacje mówią o przyspieszaniu do setki w 6 sekund i maksymalnej prędkości zablokowanej na 230 km/h. Na oficjalne dane poczekać trzeba do grudniowego Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Meksyku, w trakcie którego odbędzie się oficjalna premiera bolidu.
Wtedy też poznamy jego cenę. Samochód bardzo tani oczywiście nie będzie. Nieoficjalnie mówi się o ok. 45 tysiącach dolarów. Nic więc dziwnego, że Daniel Mastretta nie planuje masowej produkcji. Rocznie ma powstawać ok. 150 takich samochodów. To i tak nieźle jak na - jakby nie było - debiut meksykańskiego, czy wręcz latynoskiego przemysłu motoryzacyjnego. Oby tak dalej. PS. Na tej motoryzacyjnej, latynoskiej pustyni znajduje się – jak już wspominałem – zadziwiająca wyspa urodzaju, czyli Brazylia. W kraju tym powstawały bądź wciąż powstają m.in. legendarne sportowe samochody Santa Matilde, luksusowe repliki starych Porsche – Chamonix, małe sportowe i ekskluzywne Lobini i Puma, bardzo dobre samochody terenowe Troller i Grugel, czy też powstające we współpracy z brytyjsjkim Lotusem dość futurystyczne i ekologiczne Obvio!.
>Technorati tags: Ameryka Łacińska, Meksyk, przemysł motoryzacyjny, samochody, Mastretta, Mastretta MXT.>Blogalaxia tags: América Latina, México, industria automotriz, automóviles, Mastretta, Mastretta MXT. środa, 23 maja 2007, tierralatina
TrackBack
Komentarze
2007/05/24 03:23:34
Oj nie, nie wierzę, że chciałbyś jeździć brazylijskim Gurgelem. To prawie ta klasa przyjemności co Trabantem...
Brak dobrych własnych samochodów to nie z niedostatku inżynierów czy technologii. W końcu, radzą sobie z samolotem Bandeirantes oraz z motorem "Flex", lubiącym tak benzynę jak i alkohol. Rzecz chyba w danych tak łatwodostępnych jak te o zabójstwie Kennedy'ego: na jakich warunkach osiedliły się tu Volkswagen i Chevrolet... Dowie się kto dożyje wieku XXII. 2007/05/24 11:43:54
@andsol: Po miescie moze nie. Ale na bezdroza nadaje sie swietnie. Jezdzilem Gurgelem X-15 w okolicach Manaus i spisywal sie rewelacyjnie. Widzialem tez raz starunkiego Gurgela Ipaneme i baaaardzo mi sie podobal.
Z nowszych Brazylijczykow - obvio! podoba mi sie bardzo. 2007/05/24 14:26:37
A mnie nieodmiennie zadziwia, że w niektórych krajach latino stary-nowy garbus jest wciąż obiektem pożądania i nie mówię tu o meksykańskiej opcji taksówkowej. :)
2007/05/24 14:48:23
Bardzo mi się ten meksykański samochodzik podoba. I nie wiem dlaczego odnosze wrażenie, ze jest on jakoś tak „kobiecy”. Ma coś w sobie bardzo sympatycznego.
Zas co do garbusów to, Tres Pimientos, znam nawet w Polsce wielu takich którzy nie tylko marzą o garbusach ale i wydają na ich odnowę i utrzymanie fortuny. Mój kolega ze studiów kilka lat temu sprowadził nawet sobie nowego garbusa właśnie z Meksyku! |
Piękny.