|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Latynoamerykańska schizofrenia integracyjnaParadoksalnie to właśnie w Ameryce Łacińskiej zdałem sobie sprawę jak wielkim, i to w każdym tego słowa znaczeniu, dokonaniem jest Unia Europejska. I to nie tylko ze względu na regionalną solidarność, przekładającą się na strumień pieniędzy płynący m.in. do Polski. Ale przede wszystkim ze względu na szereg udogodnień, których już prawie w Europie niezauważamy. Naprawdę warto wybrać się do Ameryki Południowej, aby uprzytomnić sobie jak fantastyczne jest to, że możemy podróżować w Europie bez większych formalności, że możemy zamieszkać i pracować (prawie) tam gdzie chcemy, że mamy (prawie) wspólną walutę, że granice to już w sumie tylko kolorowe linie na mapach. Oczywiście Ameryka Łacińska też się integruje. I to już od wielu lat. Jednak ta integracja to wciąż prawie tylko i wyłącznie pięknie brzmiące deklaracje polityków, wspaniałe, dalekosiężne plany i... brak żadnych efektów w codziennym życiu Latynosów. I to wszysto na kontynencie, który tak jak żaden inny posiada warunki wyjątkowo predysponujące go do integracji – tylko dwa główne i w dodatku bliskie sobie języki, podobna historia, mentalność, kultura. Choć to może właśnie w tej mentalności tkwi problem? W tej latynoskiej nad wyraz przerośniętej dumie, króra sprawia, że każdy chce być regionalnym liderem - że Chávez uważa się za wcielenie Bolivara, że Lula traktuje Cháveza z góry, a Kirchner popiera Cháveza tylko po to aby zrobić na złość Luli... Te ambicje to zresztą nie tylko domena polityków – Brazylijczycy uważają swój kraj za najlepsze miejce na Ziemi, Argentyńczycy mają się za jedynych Europejczyków w Ameryce Południowej, Chilijczycy na wszystkich patrzą z góry, Peruwiańczycy i Ekwadorczycy wciąż nie mogą sobie zapomnieć wojny o Cenepę, a Boliwijczycy Chiljczykom wojny o Pacyfik... Trochę oczywiście karykaturyzuję, ale tylko trochę. Efekt tego wszystkiego jest taki, że w Ameryce Południowej mamy obecnie dwie regionalne organizacje integracyjne – Mercosur i Wspólnotę Andyjską, z których żadna nie działa jak powinna i które tak naprawdę nawet nie próbują ze sobą współpracować. Wręcz przeciwnie – niektórzy politycy starają się je ze sobą antagonizować. Efekt tego wszystkiego jest taki, że Latynosi coraz rzadziej mają poczucie, że z innymi mieszkańcami swego kontynentu tworzą jakąkolwiek wspólnotę. Wyniki najnowszego Latynobarometru są dość zastanawiające, niepokojące wręcz – podczas gdy w 1998 roku ponad 41 proc. mieszkańców Latynoameryki uważało przynajmniej jedno z innych państw w regionie za zaprzyjaźnione, tak teraz już tylko 27 proc. potrafi wskazać ewentualnego przyjaciela. Wśród przyjaciół najczęściej wymieniana jest Brazylia, Wenezuela, Argentyna i Kuba. Panowie Castro i Chávez nie mają jednak powodów do zbytniej dumy – ich państwa znalazły się nie tylko na liście przyjaciół – Kuba i Wenezuela są także na szczycie rankingu państw uważanych za... największych wrogów w regionie. To dopiero początek latynoamerykańskich paradoksów... Jak więc widać marzenie Bolivara o jedności kontynentu długo się jeszcze nie spełni. I rewolucjne deklaracje Cháveza nic tu nie zmienią. Ameryka Łacińska przez lata jeszcze przypominać nam będzie o tym jak fantastycznym osiągnięciem jest Unia. Tym którzy wciąż w to wątpią proponuje np. pokonanie granicy lądowej między Peru i Ekwadorem. Ostatnim razem zajęło mi to... 5 godzin! Jechałem autobusem z peruwiańskiej Piury do ekwadorskiego Guayaquil. Zreasumujmy: 5 godzin i 6 kontroli na na przestrzeni góra 20 kilometrów. I to między państwami, które należą do Wspólnoty Andyjskiej! Na koniec dowcip, który jest zarazem testem znajomości Latynoameryki. Bo jeśli ich się jej dobrze nie zna i nie „czuje”, to po prostu śmieszyć on nie będzie. Więcej – wyda się bez sensu... ¿Por qué Los Fabulosos Cadillacs se llaman Los Fabulosos Cadillacs?
>Technorati tags: Ameryka Łacińska, Latynosi, integracja, polityka, Mercosur, Wspólnota Andyjska, Latynobarometr. >Blogalaxia tags: América Latina, Latinos, integración, política, Mercosur, Comunidad Andina, Latinobarómetro. niedziela, 06 maja 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Mercosur, Wspólnota Andyjska i 8230 Łuk Pacyfiku !
z Podróż na Południe
Integracja latynoamerykańska , mimo peanów wygłaszanych na jej temat przez Hugo Cháveza, wciąż znajduje się w martwym punkcie. A jeśli nie w martwym to w ledwo żyjącym. Latynoscy liderzy bez ustanku o niej dyskutują, nikt nie neguje jej konieczności, ... » Wysłany 2007/09/10 03:15:49
Wojskowy Krzyż Południa
z Podróż na Południe
Historia nieustannie sprawia nam niespodzianki. Kto w latach 70-tych, w PRL-u, przypuszczał, że jeszcze za jego życia zniknie fizyczna granica z Niemcami? Ba, nie tylko z Niemcami. Czy komuś w najśmielszych marzeniach przychodziło do głowy, że ... » Wysłany 2008/04/05 23:39:23
Z dowodem przez Latynoamerykę
z Podróż na Południe
No nareszcie jakieś konkretne decyzje w niezwykle ciernistym, choć usłanym pięknymi deklaracjami, procesie integracji Ameryki Łacińskiej . Na trwającym właśnie w argentyńskim Tucumán szczycie prezydentów państw-członków Mercosur ustalono, że kraje ... » Wysłany 2008/07/01 21:20:13
Komentarze
2007/05/07 15:25:34
Jakie to znamienne. Amerykanow nie lubimy, ale ich pieniazki jak najbardziej. Zalosna hipokryzja, a nie schizofrenia.
2007/05/07 17:39:48
No tak, Ameryka Lacinska zawsze miala najwieksza liczbe organizacji integracyjnych na glowe mieszkanca. Ostatnio bardzo podobala mi sie idea zmiany nazwy Poludniowoamerykanskiej Wspolnoty Narodow na Unasur, w ramach zaklinania rzeczywistosci i myslenia zyczeniowego niechybnie przyspieszy to integracje kontynentu...
A obrady szczytu ALBA tez przezabawne... @Tierralatina - ja tu jestem regularnie, tylko rzadko glos zabieram. A te komplementy, hmmmm... nikt mi nie przychodzi do glowy, ale to zawsze milo. 2007/05/10 00:10:03
Z brazylijskiej strony antagonizmy są prawie zawsze domeną polityków i kibiców piłki nożnej, ale dla tych stworzeń wszystko co się rusza może zostać wrogiem.
Pokpiwa się jedynie z Argentyńczyków, którzy dla osób mniej wykształconych są synonimem cudzoziemca. Nie ma w zasadzie historii dwustronnych konfliktów, obustronna głupota wojskowych z okresu dyktatur i ciągotki nuklearne nie zostały doprowadzone do świadomości ludu. Ma się im głównie za złe deklaracje typu, że oni są "Niemcami Ameryki Południowej" oraz przylepianie do Brazylijczyków epitetu "los macaquitos", ale to znowu bardziej sprawa stadionu niż ulicy. Na poziomie kontaktów osobistych nigdy nie widziałem złego czy nieuprzejmego traktowania tu jakichkolwiek cudzoziemców. Nie znam też jakiejkolwiek relacji (wychodzącej poza zwyczajowe prychanie i narzekanie) Brazylijczyków o tym, by ich źle traktowano w Argentynie czy u innych sąsiadów. Osobiste doświadczenia wykazują, że odliczywszy pazernych celników z Urugwaju trzeba by bardzo długo myśleć, by znaleźć motywy do narzekań na nastawienia osób. Ale instytucje to całkiem inna historia i dopiero wyjeżdżając z Brazylii zaczynam rozumieć delikatne różnice między biurokracją a administracją. Stop. Odliczmy młodych i pijanych Argentyńczyków, których każdego lata pewna ilość ląduje we Florianópolis na policji, dokąd trzeba im donieść ubrania, bowiem po popiciu chodzą nago po ulicy w przekonaniu, że to dżungla. Mieszkańcy okolicznych bloków myślą inaczej - tak, jak myśleliby ludzie w Sopocie czy w Cannes. Naturalizacja jest łatwa. Nawet przed nią posiadanie mieszkań, zakładanie firm, pracowanie czy studiowanie tu nie jest zbyt utrudnione. Nielegalnych cudzoziemców nie jest tylu, by policja wysilała się szczególnie wyławiając ich. O sąsiadach Brazylijczycy prawie nic nie wiedzą a może i jeszcze mniej. Najważniejsze: ludzie stąd bardzo się dziwią, że gdzieś ich traktują jako "latinoamericano". Przecież oni są z Brazylii. Gdy piosenkarz śpiewał niegdyś "sou latino americano" miało to w sobie nieco deklaracji a nieco odkrycia. Nastawienia "anty-amerykańskie" czyli przeciw USA dotyczą jasno i wyraźnie kwestii gospodarczych i politycznych (i powierzchowna znajomość historii Brazylii może wyjaśnić ich źródło). Mnóstwo ludzi jedzie do USA na saksy, na ogół wracają. Ci co wrócili a miałem szansę rozmawiać z nimi o tym, zawsze z uznaniem i sympatią mówią o tubylcach i o ich cywilizacji (ale niekoniecznie o nowszych imigrantach).
Gość: pbak, 189.149.12.10*
2007/05/29 05:32:23
Te problemy to chyba jednak tylko dotycza Ameryki Poludniowej. Ostatnio wiele razy przekraczalem granice w Am. Srodkowej (Meksyk - Belize, Belize - Gwatemala, Gwatemala - Honduras, Gwatemala - Salwador, Gwatemala - Meksyk) i za kazdym razem trwalo to max 5 minut. Za kazdym razem wystarczylo pokazac paszport, zadnej kontroli bagazu ani czepiania sie szczegolow, odpowiadalem tylko na grzecznosciowe pytania typu dokad jade i czy podoba mi sie kraj, z ktorego wyjezdzam.
Zeby tak szybko dalo sie np. granice Polski z Ukraina przekraczac... pzdr Pawel PS. Swietny blog :-) 2007/05/29 16:51:15
@pbak: Masz absolutna racje. Ameryka srodkowa, mimo konfliktow (takze zbrojnych) ktore ja jeszcze nie tak dawno zzeraly, z integracja radzi sobie znacznie lepiej. Maja regionalne chociazby wspolne (utworzone przez Kostaryke, Salwador, Honduras, Gwatemale i Nikarague) linie lotnicze, rozmawiaja nad wprowadzeniem wspolnej waluty...
Malym dogadywac sie latwiej. Nikt tam tez nie musi aspirowac do roli regionalnego lidera, bo jest jeden i jego pozycja raczej zagrozona nie jest. PS. Dzieki! :-)
Gość: Dziegedź, 193.19.165.16.osk.enformatic.pl
2008/08/06 11:39:09
Zadziwiające jak to tłumy garną się do socjalizmu choć już dzisiaj wiadomo, że skończy się biedą, rządowym terrorem i niewolnictwem. Unie są zaplanowane, ich celem jest porażka a bezmyślne parcie do integracji to wyrok na własne dzieci.
|
A propos Twojej przygody granicznej, to myślałem, że nasze kilkukrotne męki na granicy chilijsko-argentyńskiej i ciągłe latanie z wypełnionymi drukami (od których dostałem nawet ksywę "Papelito" ;) ) były straszne. Okazuje się, że to był przysłowiowy pikuś ;) Początkowo ciekawiła mnie nawet egzotyka tych sytuacji, ale po którymś kolejnym razie zatęskniłem za świętym spokojem...