|
|
Blog > Komentarze do wpisu
DesaparicionesDzisiaj last.fm, czyli – jeśli ktoś tego jeszcze nie wie – internetowe „radio”, które stara się dostosować program do indywidualnych gustów słuchacza, zaserwowało mi piosenkę Desapariciones w wykonaniu meksykańskiej grupy Maná. Trochę mnie to zaskoczyło, bo nie wiedziałem, że kiedykolwiek ją śpiewali. Desapariciones znałem dotychczas w oryginale, czyli we wspaniałym wykonaniu Panamczyka Rubéna Bladesa, a także śpiewaną przez mój ulubiony argentyński zespół Los Fabulosos Cadillacs. I muszę przyznać, że Maná świetnie sobie z Desapariciones poradziła. Bo nie jest to utwór łatwy do zaśpiewania. I to bynajmniej nie ze wzgędów muzycznych. To po prostu pieśń-ikona, którą w Ameryce Łacińskiej znają miliony osób, która przez wiele lat w wielu krajach była zakazana i która niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Desapariciones to po hiszpańsku zaginięcia. Piosenka Bladesa to opowieść o desaparecidos, czyli „zaginionych”, a dokładniej o ich bliskich, którzy nerwowo czekają na jakiekolwiek źdźbło informacji. Rubénowi Bladesowi nie chodziło tu oczywiście o „zaginionych” o jakich się słyszy w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, lecz o ofiary prawicowych, wojskowych reżimów, które na przełomie lat 70-tych i 80-tych siały terror w niemal całej Ameryce Łacińskiej. „Zaginienie” było ich ulubioną metodą zastraszania społeczeństwa – ludzie wychodzili z domu do pracy, do kiosku za rogiem po papierosy, do szkoły i... znikali, rozpływali się w powietrzu. Policja rozkładała ręce, w szpitalach nie było śladu... Był człowiek, nie ma człowieka. I spotykało to nie tylko zadeklarowanych przeciwników reżimu. Ludzie znikali bo ktoś coś doniósł, bo agenci pomylili osoby, bo chcieli się wykazać, bo mieli nadzieję że porwany coś interesującego może im powiedzieć. Nie było jendak szans na odwołanie się, na naprawę pomyłki, bo oficjalnie rzecz nie miała miejsca. Desapariciones to bezkarność, brutalność i arbitrarność aparatu bezpieczeństwa w najczystszej i postaci, terroryzm w wykonaniu aparatu państwowego. Perfidia sytemu posunięta była do tego stopnia, że często „znikali” nie sami desydenci, ale ich najbliżsi, np. małżonkowie lub dzieci. Czy istnieje lepszy sposób aby zmusić kogoś do milczenia, albo np. do emigracji? Blades nigdy nie krył, że napisał ten tekst myśląc o Argentynie, gdzie podczas „brudnej wojny” zaginęło w ten sposób ponad 30 tysięcy osób, z których więcej niż jedna trzecia nigdy się nie odnalazła. Mógł to być jednak niemal każdy z latynoamerykańskich krajów. Szacuje się, że w całej Ameryce Łacińskiej „zaginęło” w ten sposób co najmnej 90 tysięcy osób. Rodziny większości z nich do dziś nie wiedzą co się dokładnie stało - czy „zaginieni” byli torturowani, czy może zabito ich od razu? Czy zostali pochowani w zbiorowej mogile, czy może zrzuceni z samolotu do morza, czy też np. - bo to też się zdarzało – zalani w asfalcie podczas budowy autostrady. Niektórzy do dzisiaj czekają, szukają, mają nadzieję że wymierzona zostanie sprawiedliwość i ktoś zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, ukarany. Jest to jednak zadaniem wyjątkowo trudnym – najczęsciej bowiem nie ma świadków, nie ma dokumentów, nie ma dowodów, nie ma ciała, nie ma grobu. Nie ma więc i winnych. Są tylko podejrzenia i przypuszczenia... Dla tych co rozumieją hiszpański poniżej tekst piosenki napisanej przez Rubéna Bladesa. Ze specjalną dedykacją dla wszystkich tych, który nie zauważając swego relatywizmu moralnego nadal uważają (i będą uważać) Pinocheta, Stroessnera, Ríos Montta, czy Videlę za bohaterów...
Teraz kolej na muzykę. Niestety nie udało mi się w żadnym z znanych mi serwisów znaleźć Desapariciones w wykonaniu Bladesa. Ale znalazłem inne. Zacznę od meksykańskiej grupy Maná, bo to ona skłoniła mnie do tego wpisu: Teraz Los Fabulosos Cadillacs. Też ciekawa wersja: Na koniec coś ekstra, co też dopiero dzisiaj znalazłem. To Vicentico, były wokalista i założyciel Los Fabulosos Cadillacs. Jest to przejmujące nagranie z koncertu na Placu Majowym w Buenos Aires, gdzie od lat wiszą zdjęcia zaginionych i manifestują matki, wciąż starające się dowiedzieć co stało się z ich dziećmi. Słynne Matki z Placu Majowego właśnie – widać je zresztą na tym nagraniu, siedzą obok sceny z białymi hustami na głowie. Białymi, bo nie są przecież w żałobie – nie mają nawet grobu nad którym mogłyby się pochylić. Koncert ten odbył się rok temu, z okazji 30-lecia wojskowego zamachu stanu w Argentynie:
>Technorati tags: Ameryka Łacińska, muzyka, historia, zaninięcia, desapariciones, Rubén Blades, Maná, Los Fabulosos Cadillacs, Vicentico.>Blogalaxia tags: América Latina, música, historia, desapariciones, Rubén Blades, Maná, Los Fabulosos Cadillacs, Vicentico. środa, 18 kwietnia 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
tierralatina
2007/04/18 21:01:27
Wszystkich, ktorzy umiescili poprzednio komentarze pod tym wpisem bardzo przepraszam za ich - nomen omen - znikniecie. Staly sie one "desaparecidos" bo cos mi sie z kodem w tej notce pokiereszowalo i musialem ja skasowac, a nastepnie opublikowac jeszcze raz. Wybaczcie!
2007/04/18 21:51:07
Widzę Chilijczyku, że lubimy NA PRAWDĘ tę sama muzykę! Pozdrowienia!
Gość: , dwg67.internetdsl.tpnet.pl
2007/04/19 09:47:47
ten tekst powinieneś zadedekować Markowi Jurkowi, który dla wielu jest autorytetem moralnym, a którego idolem politycznym jest Pinochet
2007/04/19 17:57:58
Przejmujace do szpiku kosci, wprawia w drzenie kazdy muskul. Przypomnial mi sie nasz spiew "Murow" Kaczmarskiego (a wlasciwie Luisa Llacha) kiedy speiwalismy w Gdansku patrzac w podniesione palki zamaskowanych zomowcow. Dziekuje za ten post.
"En Vilaflor, San Miguel, Arona, Granadilla, Adeje… En Arinaga, La Isleta, Malpaso, Berrugo ... Les estamos esperando. Y no les tenemos absolutamente ningún miedo. Porque somos el pueblo. Porque nuestro lugar es la vida y la calle. Y nos importa un carajo las leyes de ustedes, los Faraones muertos.".... " 2007/04/22 01:10:09
@laredosong: Nie ma za co. :)
@Gosc: M.in. o tym panu myslalem piszac ten post. @sergiuszbober: No to musimy czesciej pisac o muzyce! ;-) 2007/04/22 13:00:50
witam, taki moze troche zaakakujacy element ale dosc ciekawy chyba, bo czytuje twojego bloga regularnie ale tym razem skorzystalem z czegos zupelnie innego - z last.fm nie znalem tego wczesniej, swietna sprawa, dzieki! pozdr
2007/04/22 20:55:17
@freelancers: Ja tez odkrylem last.fm stosunkowo niedawno. Ale juz sie nie moge obejsc bez niego! ;)
Gość: kroolik, 217.169.133.24*
2007/04/25 14:41:25
Wersja spiewana przez Vicentico moze i nie najlepsza muzycznie, ale na pewno najbardziej przejmujaca. Az dostalam gesiej skorki z emocji. Wielkie dzieki za ten post!
2007/04/25 15:52:12
o markach jurkach i innych idiotach bijacych poklony quasifaszystowskim latynoskim dyktatorom nie ma sensu pisac. odwieczna dyskusja o tym kto byl lepszy ("nasze" komuchy, czy "ich" prawica) jest nierozwiazywalny w tzw. debacie publicznej. kazdy wie swoje (czyli nie wie nic) i kazdy da sie "zniknac" za swoje zdanie.
ale chcialem bardziej muzycznie... widze ze kolega nie zna twórczosci NAJLEPSZEJ latynoskiej kapelki, czyli maná!!!! zartuje. kwestia gustu, ale dla mnie znacza oni tyle co dla ciebie kadilaki, a plytka "MTV unplugged", z której ten numer pochodzi, jest jedna z najczesciej granych w moim domu. o dziwo nawet moja kobieta z alergia na latynoska muzyke (niestety nabyta przez nadmiar owej;-), czasem sama ja wlacza;-) polecam caly album! nie bede pisal o geniuszu, bo to oczywiste. co do rubena. dosc czesto pojawia sie na plytach maná, a wspolne mistrzostwo swiata osiagneli w "sabanas frías" z plytki "revolución de amor". pojawil sie tez na ich najnowszym krazku. poza tym, juz bardziej trzymajac sie watku "zniknietych", widziales film "imagining argentina" (chyba) z rubenem i antonio banderasem? moze zbyt malo tresciwy, ale z ogromnym ladunkiem emocji... film, który powinno sie puszczac piewcom videli i innych argentynskich (i nie tylko) morderców. powstal na podstawie ksiazki lawrence'a thorton'a "sny carlosa ruedy". polecam. pzdr zwierz mexican.blox.pl/html 2007/04/26 01:16:37
@zfiesz: Ano rzeczywiscie "MTV unplugged" jakos mi umknelo. I to mimo, ze Maná takze nalezy do moich ulubionych zespolow. Sabanas frías oczywiscie znam.
A Blades tez tworzyl wraz z Los Fabulosos Cadillacs - razem nagrali swietny kawalek: Hoy Lloré Canción. Co do filmow, to tego o ktorym piszesz nie znam - poszukam. Natomiast wszystkim tym, ktorzy chcieliby zobaczyc cos o tych czasach polecam przede wszystkim znakomity "Missing" w rezyserii Costa-Gavrasa. To sfilmowana historia zaginiecia i smierci w Chile amerykanskiego dziennikarza Charlsa Hormana. Majstersztyk! 2007/04/26 07:59:52
no... skoro juz wymieniamy, nie mozna oczywiscie zapomniec "smierc i dziewczyna" polanskiego. zupelnie nie dawno ogladalem po raz którys i tak samo mna wstrzasnal.
pzdr zwierz mexican.blox.pl/html 2007/04/26 11:14:37
Zwierz: Masz racje. Choc akurat mnie ten film az tak nie rusza... Nie podoba mi sie, ze mecza Gandhiego... ;-)
|