|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Tragedia w Punta ArenasTo zawsze dziwne uczucie, dowiedzieć się że doszło do tragedii w dobrze znanym miejscu, w dobrze znanych okolicznościach... Pamiętam, że pierwszy raz wyraźnie to poczułem dobrych kilka lat temu w Alpach, gdy rozbił się helikopter którym lecialem trzy dni wcześniej. Zginął ten sam pilot, który mnie woził i który tłumaczył mi podczas lotu jak wielkim niebezpieczeństwem są liny kolejek linowych i kable wysokiego napięcia. Trzy dni później rozbił się zahaczając o taką właśnie linę... Z kolei w grudniu 2004 roku przez wiele dni prześladowały mnie przerażające zdjęcia tsunami, które m.in. zabiło ponad 30 tysięcy osób na Sri Lance, gdzie spędziłem w sumie kilka dobrych miesięcy, którą znam bardzo dobrze i gdzie mam wielu znajomych. Pamiętam to niekończące się oczekiwanie na maile od lankijskich przyjaciół... Szczęście w nieszczęściu nikt z nich nie ucierpiał. O tsunami dowiedziałem się będąc w Punta Arenas, na samym południu Chile. I dzisiaj znowu wracają wspomnienia, obrazy, sytuacje... Tym razem właśnie z Punta Arenas, gdzie spalił się wczoraj doskonale mi znany hostel Blue House. Ten sam w którym mieszkałem właśnie w grudniu 2004 roku. Pamiętam kończące się nad ranem imprezy, śmiechy, śpiewy, wspomnienia z podróży, wspólne wygłupy. Typowa, niepowtarzalna atmosfera właściwa dla miejsc znajdujących się gdzieś na końcu świata. Gdzie w sumie nikt nie trafia przez przypadek. Każdy czegoś szuka, albo – też się to zdarza – przed czymś ucieka... Najczęściej siedzieliśmy w jadalni. Zdaniem śledczych ogień wybuchł właśnie tam... Zginęło 10 osób: 4 Argentyńczyków, 4 Niemców i 2 Holendrów... Większość zaczadzonych podczas snu. >Technorati tags: Chile, Punta Arenas, turystyka, Blue House.>Blogalaxia tags: Chili, Punta Arenas, turismo, Blue House. niedziela, 04 lutego 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
Gość: dorota, nat-mia.aster.pl
2007/02/04 04:56:53
o rany, ja w nim w koncu nie mieszkalam, zatrzymalismy sie tuz obok, ale tez czuje sie, jakby zniknelo cos znajomego...
2007/02/22 23:33:24
szokujaca informacja. 4 lutego moglem teoretycznie byc w Punta Arenas gdyby nie to, ze na autobus do Punta Arenas z Ushuaia nie bylo juz miejsc i bylismy zmuszeni pojechac do El Calafate. Na ten autobus zalapal sie natomiast pewien Holender, ktorego poznalismy dzien wczesniej w Ushuaia. Szansa, ze to on tam zginal jest statystcznie bardzo mala, ale mimo to taka mysl przechodzi przez glowe i sprawia, ze notka o narodowosciach ofiar przestaje byc zwykla informacyjna statystyka, jak to zwykle bywa...
|