BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Machuca - do kina marsz!

Na ekranach polskich kin wyświetlany jest od dzisiaj kolejny film, którego nie można przegapić – Machuca, chilijskiego reżysera Andrésa Wooda. To pierwsza, i póki co jedyna w historii chilijskiego kina, pełnometrażowa fabuła, której tłem jest najbardziej bolesny i wciąż owiany wieloma tabu moment współczesnej historii tego kraju – zamach stanu przeprowadzony we wrześniu 1973 roku przez generała Augusto Pinocheta.

Nie jest to jednak film polityczny, ani historyczny. To historia trudnej przyjaźni między dwoma chłopcami: żyjącym w slumsach Santiago Pedro Machucą i pochodzącym z bogatej rodziny Gonzalo Infante. Teoretycznie wszystko ich dzieli: pochodzą z dwóch istniejących równolegle, nienawidzących się i dążących do konfrontacji światów, które spotkały się tylko dlatego, że kierujący ekskluzywną szkołą amerykański ksiądz, ojciec McEnroe, postanowił na swój sposób przyłączyć się do ogarniającej kraj rewolucji. I przyjął, ku zgorszeniu i przerażeniu większości rodziców i uczniów, kilkoro biednych dzieci... Ten społeczny eksperyment i rodzace się przyjaźnie przerywa jednak brutalne wtargnięcie wojska w chilijską codzienność...

Machuca Andres Wood poster

Mówiąc szczerze wejście tego filmu na polskie ekrany kompletnie mnie zaskoczyło. To znaczy, nie zaskoczył mnie fakt, że Machuca jest w Polsce pokazywana, bo jest to rzeczywiście świetnie zrobiony film, który okazał się największym sukcesem w historii chilijskiej kinematografii. Sukcesem zarówno krajowym, jak i zagranicznym. Zdziwiło mnie to, że zobaczyć go można dopiero teraz – bo jest to film z 2004 roku. No ale, jak to mawiają, lepiej późno niż wcale...

Machuca, choć nie jest to ambicją tego filmu, pozwala trochę zrozumieć nastroje społeczne w Chile początku lat 70-tych. To dlaczego wybrano Salvadora Allende, pierwszego demokratycznie wybranego socjalistycznego prezydenta na świecie, dlaczego jego rządy budziły w jego własnym kraju tak wiele kontrowersji i dlaczego wojskowy zamach stanu z ulgą przyjęło tak wielu Chilijczyków. Ale, powtarzam, nie jest to film historyczny, i nie tak należy go odbierać. To tylko wartość dodana.

Opowiedziana w nim historia nie jest jednak fantazją. Andrés Wood nigdy nie krył, że scenariusz którego jest współautorem, zawiera wiele elementów autobiograficznych. Ekskluzywna szkoła, w której amerykański dyrektor przeprowadzał rewolucyjne społeczne ekperymenty istniała w Santiago naprawdę i jednym z jej uczniów był w 1973 roku właśnie młody Andrés Wood. Zresztą istnieje ona nadal – to Saint George’s College, którym na początku lat 70-tych kierował zafascynowany teologią wyzwolenia Amerykanin Gerard Whelan. Jego rewolucyjne idee – ufundowanie stypendiów dla biednych dzieci, otwarcie placówki także dla dziewczyn -doprowadziły wówczas do rozłamu, w wyniku którego grupa zbuntowanych rodziców i nauczycieli założyła konkurencyjną szkołę Colegio Tabancura, która do dzisiaj uczy tylko chłopców i nie kryje swych powiązań z Opus Dei.

Na koniec, zamiast rozpisywać się na temat filmu, który widziałem 3 lata temu, pozwolę sobie przytoczyć słowa reżysera, Andrésa Wooda, który kiedyś napisał o genezie swego filmu:

„11 wrześna 1973 roku miałem 8 lat i z 40. kolegów z klasy, co najmniej 15. żyło w slumsach nad rzeką Mapocho, nieopodal naszej szkoły. Te dzieci mogły się uczyć dzięki inicjatywie dyrektora naszej szkoły, amerykańskigo księdza o postępowych ideach. Było to niezwykle wzbogacające doświadczenie. Czasami okrutne, czasami wspaniałe. I pełne przeciwności, których tak wiele było wówczas w całym kraju. Był to w sumie bardzo krótki okres, ale który naznaczył nasz na zawsze. Nagle spotkały się przecież dwa światy, które były zawsze, w chilijskiej historii, kompletnie rozdzielone.

Zrobienie filmu o tym właśnie było dla mnie czymś koniecznym. Z jednej strony dlatego, że nikt nigdy nie pokazał upadku demokracji w Chile z tej właśnie perspektywy. Dzieci patrzą na otaczający je świat nie oceniając go i nie wydając sądów. Są po prostu świadkami tego co się dzieje. Dlatego ich opowieść jest wolna i prawdziwa, pozbawiona politycznych, czy społecznych afiliacji.

Z drugiej strony jest to pierwszy film na ten temat, zrobiony przez reżysera który przeżył cały okres dyktatury na miejscu, w Chile. Pierwszy film twórcy generacji 30-40 latków, który odważył się dotknąć ten temat. Nie oznacza to, że ten film ma z tego właśnie powodu jakąś większą wartość. Jest jednak nowym spojrzeniem na ten jakże intensywny okres naszej, chilijskiej historii.

W Machuca opowiedziałem o tym czasie z melancholią. Melancholią nie pełną smutku, lecz entuzjazmu. Entuzjazmu ośmioletniego chłopca, który odkrywa swój wewnętrzny i zewnętrzny świat, aby stać się sobą. Wszystko widzimy jego oczyma. To poprzez nie otrzymujemy fragmenty informacji o społecznym eksperymencie, o rodzinach, o kraju. Ten film był bez wątpienia projektem ambitnym. Jednak nie ze względu na to co chciałem w nim pokazać. Było dla mnie od samego początku jasne, że historia musi mieć wyraźne granice. Najgorszym grzechem byłaby chęć powiedzenia i pokazania wszystkiego. W Machuca ograniczyliśmy się do tego, co dzieci chciały nam pokazać.”

A ja mam jeszcze prośbe. Napiszcie co myślicie o tym filmie. Czy się Wam podobał, czy nie. I dlaczego? Chciałbym poznać wrażenia kogoś, kto patrzy na ten film świerzym okiem, bez żadnych emocjonalnych związków z Chile jak w moim przypadku. Zwłaszcza, że ja Machuca widziałem w Santiago. Ludzie w kinie płakali, ktoś wyszedł trzaskając drzwiami. To tak jak „Człowiek z marmuru”, czy „Człowiek z żelaza” – dla nas filmy kultowe, ale nie zawsze dobrze rozumiane na Zachodzie.

Dystrybutorem filmu w Polsce jest tajemnicze Vivarto. Dlaczego tajemnicze? Zajrzyjcie na ich „stronę internetową"! :)

→ Ostatnio pisałem tu także o innych latynoskich, bądź związanych z Ameryką Łacińską filmach:


>Technorati tags: , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , .
piątek, 09 lutego 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2007/02/09 16:18:53
Machuca na szczęście dotarła do Polski wcześniej, bo już w 2005 roku. Na 6 Festiwalu Filmów Latynoamerykańskich film zdobył Nagrodę Publiczności oraz Nagrodę Krytyki. Wspomniana edycja tej imprezy trzymała naprawdę wysoki poziom. Machuca miał liczną i znakomitą konkurencję . Zastanawiałem się, czy nadejdzie ten dzień, w którym Machuca jednak do szerszej publiczności dotrze. Na szczęście powstało Vivarto. I mamy ten film.

Machuca oglądałem na porannym senasie. Pamiętam, że obok siedział Juliusz Machulski. I film mu sie podobał. Niewykluczone, że przyszedł zobaczyć, jak na drugiej półkuli kręci sie opowieść o "systemie" bez topornego wskazywania i wypunktowywania, bez męczenia i przytłaczania widza. A Machuca przecież tło ma ciężkie. Nie ma co ukrywać. Bo nie dość, że dotyka beznadziejnego schyłku epoki Allende to jeszcze całość dociskana jest brutalnym zamachem stanu przeprowadzonym przez sp. Pinocheta.

Rzeczystość prawie taka, jaka w 81 roku w Polsce. Tylko kierunki polityczne były inne. Ale i Chilijczycy i Polacy mieli "swojego" generała w TV. Generała z "przesłaniem". Gdy w Machuca przez moment pokazują gdzieś w głębi pokoju, w czarnobiałym telewizorze przemawiającego Pinocheta to wiadomo już, co się lada moment wydarzy.

Chłopcy, Gonzalo i Pedro budowali tę przyjaźń na trudnym gruncie. I udało im się. Niestety okazało się, że koszmar dopiero nadejdzie. I tutaj już pozostali bezsilni. Ale to nie ich wina..

A jeszcze wracajac do Vivarto.Wcześniej (w sumie kilka tygodni temu) dzięki ich inicjatywnie mogliśmy obejrzeć inną doskonałą produkcję - Shooting Dogs. O wojnie w Rwandzie. Film mocny, sugestywny, nakręcony z ogromną empatią. I właśnie tam, na miejscu - w Ruandzie. Na ulicach Kigali, które w 1994 roku tonłęy we krwi. Widziałem ten film 3 razy. John Hurt w roli księdza!! Chyba czekał na tę rolę!! Gorąco polecam!! Film nakręcił Michael Caton-Jones kooperując z BBC. Cudowne zdjęcia. Wiele z nich kręcono ręczną kamerą, co sprawia, że film miejscami podchodzi pod paradokument. Warto! A wiem, że i Afryka nie jest Ci obca.

Pozdrawiam

-
2007/02/09 17:34:42
Właśnie wczoraj leciałem przez Rynek (jest taki jeden rynek na świecie, o którym pisze się przez duże R) od kina do kina i jakoś nic "podrózniczego" nie znalazłem, nic gdzie bym mógł przyjrzeć się ludziom z innego kontynentu, z innej kultury. Więc Macucha spada jak z nieba.

Kino latynoamerykanskie ma swój styl i jego popularnośc niekoniecznie wynika tylko z interesującyh przemian społecznych w tamtych krajach. Dość powiedzieć, że takie Miasto Boga czy Amorres Perros są świetnie zrobione pod względem technicznym. Piekne zdjęcia i umięjętność atrakcyjnego pokazania tematów to siła tego kina. Do tego najlepsze filmy unikają łatwych chwytów ale też nie wpadają w pompatyczne, wydumane klimaty. Naszym filmowcom sporo brakuje...

pozdro
p.
-
2007/02/09 22:47:56
jeśli kiedys zobaczę - napisze... ale pewnie nie zobaczę :)
pozdrawiam
-
2007/02/11 01:05:23
zachecajaco brzmi, choc tematyka nie jest latwa.
Moze dam sie skusic...
-
2007/06/18 19:43:49
Mnie sie ten film bardzo podobal. Wzruszyl mnie, a raczej przejal, do laz. A to, mimo mojej plci, rzadko sie to zdarza. :)
-
Gość: Cruora, fce194.internetdsl.tpnet.pl
2008/02/24 22:45:52
Czy wyście pogupieli!!! To przecież nie jest ckliwy film o przyjaźni! To czysta propaganda - a wy, niedouczeni ludzie - daliście się na nią złapać...
-
2008/02/24 23:00:18
@cruora: a co to znaczy "pogUpiec"? Moze nam wytlumaczysz douczony czlowieku??? :)