BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Wojna o Pacyfik, czyli jak Boliwia straciła morze...

Mało kto zdaje sobie chyba w Polsce sprawę, że w Ameryce Południowej są dwa sąsiadujące ze sobą państwa, które od blisko 30 lat nie utrzymują ze sobą stosunków dyplomatycznych... I to z powodu XIX-wiecznego konfliktu! Chodzi o Chile i Boliwię, i o tzw. Wojnę o Pacyfik, w wyniku której to drugie państwo straciło dostęp do morza, stając się drugim, obok Paragwaju, latynoamerykańskim państwem nie mającym własnego wybrzeża.

I ponieważ temat boliwijskiego dostępu do morza powraca w ostatnich miesiącach jak bumerang, a prezydent Chile, Michelle Bachelet, obiecała swemu boliwijskiemu odpowiednikowi Evo Moralesowi, że znalezione zostanie satysfakcjonujące oba państwa rozwiązanie, warto może napisać kilka słów o tej wojnie, która wciąż wywołuje tyle emocji. Także w Peru...

Boliwia już w XIX wieku była najbiedniejszym państwem regionu i, choć niezwykle bogata w surowce naturalne, nie była w stanie samodzielnie ich ekploatować. Na obfitującycm w saletrę i rudy miedzi boliwijskim wybrzeżu robiły to przede wszystkim firmy brytyjskie i chilijskie. Jak wszędzie w owych czasach panowały tam feudalne niemal warunki. Prywatne firmy kontrolowały miasta, porty, drogi i generalnie miały na miejscu o wiele więcej do powiedzenia niż ministrowie w odległych stolicach. I im w sumie obojętne było gdzie prowadzą działalność, w Chile, czy Boliwii. Ważne było tylko, aby państwo nie wpychało nosa w wydobywczy biznes... Przez lata nie zwracały więc uwagi na chilijsko-boliwijski konflikt graniczny. Bo trwał on na dobrą sprawę od zawsze. Swe pierwsze zastrzeżenia co do boliwiskiej granicy Chilijczycy przedstawili już 1825 roku, w chwili powstania Republiki Boliwii.

Rządy sąsiadujących ze sobą państw porozumialy sie dopiero w 1866 - podpisany wówczas traktat osadzal północną granicę Chile na 24 równoleżniku. Równocześnie jednak ustalono, że podatki płacone przez firmy wydobywcze działające miedzy 23 a 25 równoleżnikiem będą dzielone po połowie między oboma państwami. W 1874, na prośbe Boliwii porozumienie to jednak renegocjowano i kraj ten odzyskał pełną suwerenność podatkową na całym swoim terytorium, czyli na północ od 24 rownoleżnika. Aktywne tam chilijskie firmy dostały jednak gwarancję, że wysokość podatku nie ulegnie zmianie przez kolejnych 25 lat.

Niestety w 1878 roku przez Boliwię przetoczyła sie fala strajków i manifestacji. Hilarion Daza, ówczesny prezydent, aby uspokoic spoleczne nastroje i opanować kryzys budżetowy postanowił podnieść podatki wobec zagranicznych, w praktyce chilijskich i angielskich firm. Jawnie tym samym gwałcąc porozumienie podpisane w 1874 roku. Co więcej zażądał aby podwyżka obowiazywała retroaktywnie - 5 lat wstecz!

Chilijska Antofagasta Nitrate and Railway Company się zbuntowała i powiedziała, że nie ma mowy. Boliwisjki prezydent nie ustąpił i zagroził przejęciem i sprzedaniem jej majatku. Ta groźba nie spodobała się oczywiście w Santiago i rząd w Chile ostrzegł, że taka decyzja uznana zostałaby za pogwałcenie traktatu granicznego i unieważniłaby go. Boliwia twardo odpowiedziała, że 14 lutego 1879 roku ANRC zostanie sprzedana.

Nie zostala jednak - tego dnia o świcie do portu w boliwijskiej wowczas Antofagascie wpłynął chilijski okręt wojenny i 200 żolnierzy bez ani jednego wystrzału przejeło kontrolę nad miastem, ktore w 80 proc. nalezało własnie do ANRC. Obie strony czekały przez kilkanaście dni, kto uczyni następny ruch. Zrobiła to Boliwia... 1 marca 1879 roku oficjalnie wypowiedziała Chile wojnę, ujawniając równoczesnie że 6 lat wcześniej podpisała z Peru tajną umowę wojskową o współpracy w obronie swych granic.

Boliwia i Peru wiedziały jednak, że chilijska armia jest silniejsza i zaproponowały pokojowe negocjacje. Peru wyslało do Santiago jednego ze swych czołowych dyplomatow jako negocjatora. Chilijczycy odpowiedzieli: OK, możecie mediować, ale pozostańcie neutralni. Na co Peruwianczycy odparli - nie możemy być neutralni, gdyż na mocy porozumienia obronnego z Boliwia jesteśmy stroną konfliktu. Na co Chilijczycy: w takim razie bedzie wojna!

5 kwietnia 1879 roku Santiago oficjalnie wypowiedziało wojnę i Peru i Boliwii. Boliwia natychmiast chciała do wojny zaangażowac także Argentynę, gdyż ten kraj także miał nierozwiazany konflikt graniczny z Chile w Patagonii. Rząd w Buenos Aires zdecydowanie jednak zaproszenie do wojny odrzucił tłumacząc, że woli swój problem rozwiązać pokojowo. Same, Peru i Boliwia były na przeciw Chile bez szans. W pustynnych terenach Atakamy liczyło się przede wszystkim logistyczne wsparcie z morza. Tymczasem Boliwia marynarki wojennej nie posiadała wcale, a Peru szczątkową.

Jedyne starcie lądowe na poczatku wojny mialo miejsce 23 kwietnia 1879 roku, kiedy to grupa 135 boliwijskich żołnierzy i uzbrojonych cywilów starała się powstrzymać 554 chilijskich żolnierzy idących na Calamę. Nie trudno się domyślić jak się to skonczyło... Na morzu jednak Chilijczykom aż tak łatwo nie poszło – Peruwianczycy, mimo znacznie mniejszej ilości statków i marynarzy, oraz dużo słabszego wyposażenia okazali się bardzo trudnym przeciwnikiem. Głównie dzięki niebywałemu strategicznemu kunsztowi swego dowódcy, admirała Miguela Graua. Walki na morzu trwały aż 6 miesięcy, jednak ostatecznie 8 października, w bitwie pod Angamos, peruwianska marynarka wojenna przestała istnieć, a Grau został zabity. Wojna ponownie powróciła wówczas na ląd.

I Chilijczycy nieustannie parli na północ. Już wtedy Stany Zjednoczone starały się mieć wpływ w regionie i w październiku 1880 roku do portu w Arica wpłynął amerykański okręt wojenny, a waszyngtońscy dyplomaci zaproponowali mediację. Przedstawiciele trzech państw przyjeli amerykańskie zaproszenie, ale nie dogadali sie – po tygodniu negocjacje zerwano i wojna trwala nadal. W styczniu 1881 chilijskie oddzialy pod wodzą generała Baquedano zajeły... Limę. Grabiąc, gwałcąc i paląc przy tym sporą część miasta (chilijskie podręczniki do historii mowią, że Baquedano zajął Limę aby powstrzymać grabieże jakich dokonywali zbuntowani Chinczycy, ktorzy już wtedy używani byli jako tania siła robocza, pracując na wielkich hacjendach. Prawda jest jednak taka, że Chinczycy przyłączyli się do chilijskiej armii...). Chilijska armia opróżniła między innymi zasoby Biblioteki Narodowej Peru wysyłając wszystko do Santiago. No i przede wszystkim ciągle szła dalej i dalej na północ, docierając nawet do Cajamarca.

Peruwiański generał Andres Caceres (późniejszy prezydent Peru) zorganizował jednak dość sprawną partyzantkę, która wielokrotnie zadawała okupantom bolesne ataki. Chilijczykom zajeło aż trzy lata całkowite się z tymi siłami rozprawienie. Przegrana przez ludzi Caceresa bitwa pod Huamachuco uważana jest za ostatni zbrojny epizod tej wojny. 20 pazdziernika 1883 roku Peru i Chile podpisalo Traktat w Ancon, oficjalnie konczący wojne i przyznający pierwotnie peruwianska prowincję Tarapaca Chile. Traktat ten przewidywał także, że wojska chilijskie okupowac będą prowincje Tacna i Arica przez 10 lat, po czym miało zostać zorganizowane referendum wśród mieszkanców tych terenow, aby zdecydowali do jakiego państwa mają one należeć. Chile i Peru nigdy nie mogły się jednak porozumieć co do warunków przeprowadzenia tego plebiscytu. Spór zakonczył się dopiero w 1929 roku, po osobistej mediacji amerykańskiego prezydenta Hoovera: Tacna wrocila do Peru, Arica stała się chilijska i Santiago zaplacilo Limie 6 milionow dolarow...

Rozejm z Boliwią Chile podpisało w 1884 roku. Boliwia w tej wojnie straciła najwięcej: dostęp do morza i bogatą w miedź i saletrę prowincję Antofagasta. W 1904 roku rozejm zastapiono Traktatem o Pokoju, Przyjaźni i Handlu, w ramach którego Chile zobowiazało się wybudować linię kolejową miedzy portem w Arica a La Paz, oraz zgodziło się na wieczny wolny przepływ towarów na tej trasie...

Tak więc, z punktu widzenia prawa międzynarodowego, sprawa jest jasna. Boliwia nie ma dostępu do morza i nie ma podstaw aby się go domagać. Jednak od czasu zerwania przez Boliwię, w 1978 roku, stosunków dyplomatycznych z Chile żądanie takiego dostępu jest oficjalnie priorytetem każdego z sukcesywnych rządów tego kraju. Kolejny prezydenci, z aktualnym Evo Moralesem włącznie, jak mantrę powtarzają zarzut, że to z winy Chile i wojny o Pacyfik kraj ma kłopoty gospodarcze i nie rozwija się tak jak powinien... Chile przez długie lata odrzucało samą nawet ideę dyskusji o boliwijskich żądaniach. Chcecie dostępu do morza? To dyskutujcie z Peruwiańczykami, niech oni wam oddadzą kawałek swojego terytorium! Taka była do niedawna pozycja władz w Santiago. Chilijczycy przypominali, że w 1926 roku, po kolejnej amerykańskiej mediacji, byli gotowi oddać Boliwii port Arica i lądowy przesmyk łączący Boliwię z tym miastem. Jednak porozumienie zawetowało wówczas Peru, które na mocy traktatu z 1883 roku musi zgodzić się na każdą zmianę na wspólnej granicy.

Sytuacja się jednak zmieniła odkąd prezydentem Chile jest Michelle Bachelet. Zaprosiła ona Evo Moralesa na swą inwestyturę, on zaproszenie to przyjął i od tego momentu stosunki między oboma państwami znacznie się ociepliły. W chilijskim MSZ powołano specjalną grupę, której celem jest doprowadzenie do przywrócenia stosunków dyplomatycznych z sąsiadem. I, jak zapewniają dyplomaci obu stron, dyskutowane są obecnie wszystkie problemy, włącznie z oddaniem Boliwii kawałka wybrzeża. Oczywiście nie jest możliwe aby Arica, miasto w którym mieszka obecnie blisko 200 tysięcy osób, stała się teraz boliwijska. Jednym z rozważanych rozwiązań jest natomiast wybudowanie przez Chilijczyków zupełnie nowego miasta i portu, który stałby się boliwijską enklawą. I tym razem Peru nie będzie protestować – tamtejszy prezydent Alan García w tym tygodniu właśnie oświadczył, że jego państwo zaakceptuje każde wynegocjowane przez Boliwię i Chile porozumienie.

Na koniec jako anegdotkę dodam jeszcze, że w 1933 roku ówczesny prezydent Boliwii Daniel Salamanca próbował odzyskać częściowy dostęp do morza wypowiadając wojnę... Paragwajowi. Boliwijczycy chcieli uzyskac dostęp do rzeki Paragwaj która zapewnia żeglugowe polączenie z Atlantykiem. Ponownie wówczas przegrali i stracili kawałek swego terytorium...

Warto także wiedzieć, że Stany Zjednoczone które przez lata popierały morskie aspiracje Boliwii, zmieniły swe stanowisko odkąd w Białym Domu urzęduje George W. Bush. Boliwijczycy długo nie zapomną wypowiedzi Phila Chicola, który w Departamencie Stanu kierował sprawami państw andyjskich i który w 2004 roku stwierdził, że „Stany Zjednoczone choć współczują Boliwii jej gospodarczych problemów, to jednak nie zgadzają się z twierdzeniem że sprawa braku dostępu do morza ma w tym jakieś decydujące znaczenie”. Chicola dodał, że gdy słyszy podobne tłumaczenia to nie może się powstrzymać aby pomyśleć... o Szwajcarii! Pozostawiam to bez komentarza... :)

Ale się rozpisałem!

Chile i Peru przed Wojna o Pacyfik

Jedna z map przedstwiających chilijsko-boliwijsko-peruwiańskie granice przed Wojną o Pacyfik.


>Technorati tags: , , , , , , , .
>Blogalaxia tags: , , , , , , , .
piątek, 19 stycznia 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Sadysta, skurwysyn i kanibal! z Podróż na Południe
To podobno ja... Tak przynajmniej uważa część najnowszych czytelniczek tego bloga. Ale o tym za chwilę... Bloguję w miarę regularnie już od blisko dwóch lat, ale muszę przyznać że wciaż mnie 8211 Wy czytelnicy 8211 zaskakujecie . A zwłaszcza ... »
Wysłany 2007/05/02 01:44:14
Komentarze
2007/01/19 21:24:17
Więcej takich postów! Super, dziękuję!
Bloger roku - jakby nie patrzył! :D
-
Gość: agatita, 62.233.182.10*
2007/01/19 22:07:04
dolaczam sie do przedmowcy: podziękowania plus wyrazy uznania:)
-
Gość: zabbba, 84.203.113.19*
2007/01/21 19:43:58
bardzo fajny tekst
-
2007/01/22 16:46:05
Drogi Tierralatina,

Super, ze piszesz o tej wojnie, bo to niestety dla przecietnego Boliwijczyka sprawa wazniejsza, niz obecne problemy rzadu, czy nedza w kraju. Nie sposob nie zauwazac analogi do Polski i naszego widzenia historii.

Niemniej, wydaje mi sie, ze troche za skreciasz w kierunku chilijskiego, propagandowego punktu widzenia ne ta wojne. Oczywiscie wyraznie piszesz o spladrowaniu Limy, ale jest tych pare drobnych zdan np.

1. "Boliwisjki prezydent nie ustąpił i zagroził przejęciem i sprzedaniem jej majatku." Mysle, ze troche ludzi zgodziloby sie ze mna, gdybys zastapil to zdanie, zdaniem "Poniewaz wielu czlonkow rzadu chiljiskiego mialo udzialy w tej firmie lub siedzialy kieszeni Brytyjczykow, rzad chilijski nie ustapil w sprawie podatkow i rozpocza wojne z Boliwia wkroczeniem do Antofagasty."

2. W sprawie negocjacji peruwianskich, tez wiele osob uwaza, ze byla to chilijska zagrywaka na czas. Chile w czasie pozorowanych negocjacji przegupowalo armie. Chile skutecznie przygotowalo sie do inwazji Peru, w wyniku ktorej przejelo ogrome zloza saletry w okolicach Iquique.

3. Takze kwestia nowej prezydent. Chilijska propozycja korytaza na polnoc od Ariki od dawna lezala na stole. To rzad boliwijski nie chcial jej zaakceptowac i nawet o niej rozmawiac. Boliwijskie rzady, ktore siedzialy w kieszeni USA, raczej nie mogly miec mandatu do negocjacji. Paradoksalnie to dopiero nacjonalistyczny Evo mogl rozpoczac rozmowy na ten temat. Do tej pory bylo tak, ze minimum z czym Boliwia rozpoczyna rozmowy, to korytaz w II regionie, pomiedzy Antofa a Iquique. Na podzial swojego terytorium, oczywiscie Chile zgodzic sie nie chce.
-
2007/01/23 14:45:29
qqwweerrtt1:
ad 1. Masz calkowita racje.
ad 2. Zupelnie sie z tym nie zgadzam. To nie chilijczycy poprosili o te negocjacje, lecz zaproponowali je Peruwianczycy. A to, ze w ich trakcie Chile mimo wszystko przygotowywalo sie do wypowiedzianej im wojny wydaje mi sie rzecza jak najbardziej naturalna.
ad 3. To nie takie proste. Propozycja chilijska niby byla, ale wczesniej nikt jej oficjalnie boliwijczykom nie przedsawil. Zas co do Amerykanow, to zupepnie przeciwnie - przed Bushem juniorem Amerykanie wielokrotnie zachecali Boliwijczykow do podjecia dyskusji. A Clinton to juz w ogole kilka razy tak wyraznie poparl morskie ambicje Boliwii, ze Chile protestowalo...
-
2007/01/24 16:10:34
2. Pewnie sie nie zgodzimy, tak jak nie zgadzam sie z Chilijczykami (nie wszystkimi). Fakty sa faktami, a problem mamy wlasnie z ich interpretacja. Chile duzo wczesniej mialo ochote kontrolowac te tereny. Pytanie brzmi po co zaczynali negocjacje, czemy od razu nie odrzucili propozycji peruwianskiej? W tym czasie nie przygotowywali sie do obrony, tylko do ataku. Najlepsza obrona jest atak? :)

3. Oczywiscie, ze nie jest to takie proste! Ja wcale nie wierze w jego rychle rozwiazanie. Piszesz, ze propozycja chilijska niby byla, ale wczesniej nikt jej oficjalnie Boliwijczykom nie przedstawil. A czym to sie rozni od sytuacji obecnej?

Pewnie wiesz jak w Boliwii traktowana jest strata Antofagasty. Te cale obchody dnia morza, te teksty, ze wola umzec z glodu niz sprzedac gaz Chile itp. Poparcie USA bylo w Boliwii odbierane i przedstawiane jako poparcie roszczen do odzyskania Antofagasty. Oczywiscie, ze jest to absurdalne. Dopiero tak populisyczny Evo, ktoremu ufaja ludzie z dolu drabiny spolecznej, jest w stanie zaczac rozmowe o czym innym niz odzyskanie straconych ziem czy o przecieciu Chile korytarzem. A co do Michele to trzeba przyznac, ze umie sie reklamowac.

A co do samej wojny. Ktos powie, ze prawda lezy po srodku. W tym wypdku nie. Jak mozna racjonalnie sluchac chilijskich bajek, o dzielnych Chilijczykach wyslanych na smierc w celu obrony przed wyzszymi podatkami firm o kapitale glownie brytyjskim i o bohaterskiej obronie przed Peruwianczykami zajeciem i spladrowaniem Limy. Mam nadzieje, ze jednak nie jest prawda, ze historie pisza zwyciezcy.

Pewnie okopiemy sie na swoich pozycjach i bedziemy klocic sie o slowka. Moj punkt widzenia jest taki, ze w przypadku tej wojny, powinno byc jasno i wyrazne napisane, ze to Chilijczycy byli tymi duzo bardziej zlymi. Pewnie, gdyby to Niemcy wygrali II Wojne, to dzieci niemieckie czytalyby o Polakach niepozwalajacych Niemcom na budowe drogi do Prus oraz o Francuzach z Brytyjczykami, ktorzy wypowiedzili wojne Niemcom nie pozostawiajac im innego wyjscia jak ich zaatakowanie.

A co Ty o tej wojnie (o Pacyfik oczywiscie:)) sadzisz?
-
2007/01/24 17:03:21
Oczywiscie, ze Chilijczycy najbardziej na tej wojnie skorzystali i nie mozna wierzyc chilijskim podrecznikom do historii. Nie mozna tez wierzyc boliwijskim, ktore mowia ze Chile zaatakowalo Boliwie.
Fakty sa takie, ze mimo wszystko to Boliwia jako pierwsza zerwala miedzynarodowy traktat i dala Chilijczykom pretekst do dalszej eskalacji konfliktu. A tego sie nie robi - zwlaszcza gdy ma sie o wiele slabsza armie. Boliwijczycy i Peruwianczycy liczyli ze uda im sie wciagnac do konfliktu Argentyne. Gdyby tak sie stalo, to pewnie dzisiaj Chile nie byloby wcale na mapie... Problem w tym, ze w dyplomacji bardzo czesto ci co "licza" ale nie maja gwarancji, zle na tym wychodza. I tak sie stalo tym razem.

Pytasz co sie zmienilo od czasu kiedy Bachelet jest prezydentem. Ano wiele. Przede wszystkim w obu ministerstawach spraw zagranicznych powstaly grupy robocze, ktore regularnie sie ze soba spotykaja i dyskutuja nad konkretnymi rozwiazaniami. Rzecz jeszcze kilka lat temu nie do pomyslenia. W dodatku znajomy chilijski dyplomata zapewnil mnie niedawno, ze dzieje sie wiecej niz sie mowi. Zobaczymy...
-
2007/01/24 21:14:04
Piszesz o grupach roboczych itp. Pytam sie jednak o sprawe morza. Czy zostala zlozona jakakolwiek oficjalna propozycja? Wlasciwie to pytanie retoryczne, bo wiem, ze nie.

Chcialbym tez niesmialo zauwazyc, ze to Evo pierwszy zaprosil prezydenta Chile na inaugaracje swojego urzedu i Lagos te propozycje przyjal.

Ja zawsze mialem wrazenie, ze to Boliwijczycy nie chca zadnych rozmow. Cos jednak tam sie musialo stac, ze zaczynaja ze soba rozmawiac. Oczywiscie (kurcze nie nawidze tego zwrotu, ale musze) do tanca trzeba dwojga. Ja bym jednak bardziej wskazywal na Boliwie jako inicjatora zmian. A Ty mam wrazenie zupelnie role Evo pomijasz.

A co do wojny. Trudno. Rozumiem, ze reprezentujesz obecnie popularna w Chile idee rownego podzialu odpowiedzialnosci za wojne. Nie wszyscy w Chile sie z tym zgadzaja, ja tez nie. I tu sie pewnie nie przekonamy. Tak jak pewnie w sprawie wiz boliwijskich dla obywteli USA;)

Pozdrawiam z cieplej Antofki i gratuluje blogu. Naprawde swietny.
-
Gość: pam, bcs19.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/01/25 18:45:54
Dzięki za bardzo interesujący wpis!

Łażąc rok temu po Antofagaście zdziwiłem się, że jest tam duża jednostka wojskowa a kawałek na północ lotnicza baza dzieląca lotnisko z cywilnym.
Zastanawiałem się, po co na pustyni wojsko? Teraz już wiem.
Rozumiem, że chodziło nie tylko o port, ale również o saletrę i miedź.

PS.
Interpretacje konfliktów międzypaństwowych siłą rzeczy nie mogą być identyczne w podręcznikach stron konfliktu. Zwycięzców się nie sądzi...
-
2007/01/25 18:52:37
pam: Saletry to juz sie tam od dawna praktycznie nie wydobywa. Ale miedz jak najbardziej.
-
Gość: pam, bcp235.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/01/28 19:33:02
Ależ oczywiście wiem, że saletra się skończyła. Widać przy drodze Calama-Antofagasta parę takich opusczonych osad. Ale 100 lat temu saletra i miedź to była podstawa gospodarki Chile, z tego co mnie na geografii uczyli pamiętam.
Teraz oczywiście miedź.