|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Strach przed (pod) prysznicemCzy ktoś z Was bał się kiedyś umyć? Czy miał lęk przed wejściem pod prysznic? Jeśli nie, to prawdopodobnie nigdy nie byliście w Ameryce Południowej. Albo nie macie wyobraźni... :-) Strach przed prysznicem to bynajmniej nie tytuł kolejnego amerykańskiego horroru klasy G, lecz zwykły racjonalny lęk jaki często towarzyszy mi podczas porannych, czy wieczornych oblucji na tym kontynencie. Oczywiście nie do tego stopnia aby z mycia się całkowicie rezygnować. Jednak wystarczająco aby zamienić tradycyjne rozkoszowanie się płynącą na głowę ciepłą wodą, w nerwowe i jak najszybsze dokonywanie niezbędnej toalety... A to wszystko przez jeden z najdziwniejszych wynalazków jaki kiedykolwiek dane mi było poznać – elektryczny, przepływowy grzejnik wody. Nie taki jaki znamy w Polsce, czy Europie: prezentujący się w formie nie zwracającej na siebie uwagi białej szafeczki, dyskretnie umieszczonej gdzieś na ścianie kuchni, czy łazienki. Nie, ten latynoamerykański jest już nad głową, w samym niemal sitku prysznica! A zasilające go kable, niewiedzieć czemu prawie zawsze sztukowane i sprawiające wrażenie źle poizolowanych, zazwyczaj złowrogo wiją się wokół rurki – metalowej oczywiście! – doprowadzającej wodę...
Jamil, znajomy brazylijski dziennikarz, pocieszał mnie kiedyś, że przypadki śmiertelnego porażenia ludzi przez to ustrojstwo zdarzają się „niezmiernie rzadko”. A Diana, architekt z Caracas, twierdzi, że nigdy o takim wypadku nie słyszała, ale natomiast „relatywnie często” dochodzi do spięć prowadzących do spalenia się urządzenia, co w praktyce charakteryzuje się tym, że nagle wraz z wodą na kąpiącego się zaczyna lecieć... topiący się plastik! Przyznaję bez bicia, że żadna z tych opcji mi specjalnie nie odpowiada i jakoś nie mogę się zrelaksować pod takim prysznicem. Nigdy też, w trakcię kąpieli, nie odważyłem się regulować w nim temperatury. Odpowiedni przełącznik (tylko trzy pozycje: zimna, letnia, ciepła) znajduje się na samej górze tego czegoś!
Czy ktoś z Was miał już do czynienia z tym wynalezkiem? Jakie wrażenia? A może pamiętacie inne spotkane gdzieś w podróży cuda techniki?
>Technorati tags: Ameryka Łacińska, prysznic, wynalazki, turystyka, podróże.>Blogalaxia tags: América Latina, ducha, invenciones, turismo, viajes. czwartek, 11 stycznia 2007, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
adrianokopano18
2007/01/12 00:21:50
To może warto by napisać jak wygląda podcieranie, albo obmywanie tylniej części ciała po skończonym....ahhh szkoda gadać. Nie wszyscy na świecie korzystają z muszli klozetowych i papieru toaletowego, nawet w w wydawałoby się cywilizowanych warunkach, w mieszkaniach, w dużych miastach, inna kultura, albo tak jak powiedziałeś najdziwniejsze wynalazki. A z pryszniców to powinniśmy się cieszyć, że są. Jeśli to nas już nie zadawala, to chociaż, że jest w nich ciepła woda. A zawsze przecież możemy odwrócić się do niego plecami i może trochę lęk minie.
Gość: rudziel, bxlproxyb.europarl.eu.int
2007/01/12 09:33:09
Doskonale pamiętam elektryczne prysznice z wizyty w Ameryce Południowej.
Nie taki diabeł straszny, prąd mnie nie pokopał ani razu (a może miałem szczęście ?). Ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy widziałem je tylko w Peru i w Boliwii czy również w innych częściach Ameryki Łacińskiej. W Chile i w Argentynie też są ? 2007/01/12 13:09:06
Rudziel: W Chile elektrycznego prysznica nigdy nie widzialem. Jednak w Argentynie tak. A takze w Brazylii i Wenezueli...
adriano: Fakt ze to wdzieczny temat :) Pamietam moja panike gdy kiedys w Chartumie zdalem sobie sprawe, ze zamiast papieru toaletowego jest butelka z woda...
Gość: k, 195.7.34.19*
2007/01/12 15:07:06
Przyznam że nie wygląda to ustrojstwo zbyt
przyjaźnie. Osobiście spędziłem trochę czsu w El Salwadorze, jednak tam nie mialem takich problemów - po prostu ciepłej wody nie bylo wogóle. Rodzinka u której mieszkałem miała "łazienkę" przy kuchnio-przedbokoju-pokoju dziennnym. Było to polączenie prysznica toalety i odpływu od pralki automatycznej. Woda z prysznica zalewala całą podłogę także przy muszli toaletowej. Trzeba było też pamiętać aby przed wizytą w toalecie wylączyć pralkę w innym wypadku mogło to sie skończyć pływaniem w mydlinach:). Oczywiście w czsie kąpieli/wizyty w toalecie można było swobodnie prowadzić rozmowy z osobami siedzącymi w kuchni:) Pozdrawiam Krzysiek 2007/01/12 15:47:42
hahaa, dokladnie taki sam mialam w hostelu w Peru. wrazenia bardzo podobne do twoich. skrzyzowanie wody i przewodami elektrycznymi nie zachecalo do umycia sie. jednak przezylam :)
2007/01/12 20:55:22
Takiego cuda jeszcze nie widzialem, ale kiedys w Japonii ogarnela mnie panika w toalecie. Byla ona super-tech - kilkanascie przyciskow, wszystkie napisy po japonsku, bark papieru... Na szczescie po kilku probach udalo mi sie otrzymac jego porcje (nawilzonego!)...
2007/01/13 08:21:53
Co kraj to obyczaj.. hehe
W BR faktycznie "normalne" prysznice (tj. bez kabelkow dookola) widuje tylko w hotelach badz, hmm.., naprawde *niezlych* apartamentach (rzedu R$5K/miesiac). W pozostalych miejscach - przelacznik jw., ktory proponuje Inverno/Normal/Verao -- czyli zaleznie od pory roku. Odnosnie tematu zapodanego przez adrianokopano18: znowu dlugie hmmm.... w BR normalnie uzywa sie taki sam papier, co i u nas, ale nie tak samo sie ze zuzytym postepuje. Tradycja jest taka, ze zeby nie zapychac rur... zawsze pod reka jest kosz. Jak to jest w hiszpansko-jezycznej czesci kontynentu? Na dalekim wschodzie (gdzie akurat mam znowu przyjemnosc) jest tez fajnie: nowoczesny budynek w centrum Pekinu, nowo-powstale data center. E, nie bede nudzil, powiem tylko ze chodzi o meska toalete.. 2007/01/13 09:51:15
W hostelu w LaPaz nie za bardzo wiedzieliśmy jak takie cudo odpalić. Pomógł nam jeden z gości hotelowych, radząc żeby grzanie włączyć przed puszczeniem wody bo inaczej "trochę kopie". Włącznikiem był bezpiecznik automatyczny, umieszczony centralnie na ścianie pod prysznicem, a przełączałem go "zdalnie" kijem od szczotki, stojąc jeszcze w korytarzu :-)
Gość: chimbo, c74-4.icpnet.pl
2007/01/13 16:58:22
Kiedyś w pewnym hostalu w Cuzco mieliśmy do czynienia z "kopiącym" przyciskiem do wody umieszczonym w ścianie. Jakiś czas po zgłoszeniu problemu zadowolona obsługa oznajmiła, że usunęli usterkę. Zakleili przycisk plastrami ....
Gość: Krzys, pop-mu-5-2-dialup-191.freesurf.ch
2007/01/14 09:19:11
Dla mnie, w Ameryce Poludniowej, najwiekszym szokiem kulturowym bylo cos, o czym wspomina Arpa - w Chile w miejscach publicznych typu bary, restauracje nie wyzuca sie zuzytego papieru do kibla lecz do stojacego obok muszli kosza. I te kosze sa czasami przepelnione. Obrzydliwosc!
2007/01/14 15:36:10
Ja z takim prysznicem spotkalam sie w Argentynie. Przez pierwsze dni mylam sie pod zimna woda. Potem jakos przemoglam lek, ale chyba w zyciu sie tak szybko nie mylam! :)
2007/01/14 20:36:32
Niezle. Pod czyms takim faktem stac sie moze to co reklamuje tak wielu producentow kosmetykow: Energizing Shower! :)
2007/01/15 00:02:30
W Kolumbii też są takie, ale dużo nowoczesniejsze, ten jest chyba wyjątkowo stary i beznadziejnie zamontowany nawet jak na latynoskie warunki... Nie bałam się się kąpać, jedyny problem, że ciśnienie wody jest niskie. To u nich najtańszy sposób ogrzewania wody. W domu mojego chłopaka mieli marke kontiki (www.ikontiki.com/jdirigible.htm), nic strasznego, wg mnie na razie nic nie przebije angielskich kranów z zimną i cieplą wodą i dywanow w łazience. :)
Co do wrzucania papieru do kosza też mnie to obrzydzało... Ale problem jest chyba w tym, że z jakiegoś powodu mają tam bardzo cienkie rury kanalizacyjne, które łatwo się zapychają. Lepiej wyrzucać pos..ny papier niż przetykać cały kibel:-) 2007/01/15 14:37:57
heh, na dalekim wschodzie zamiast papieru toaletowego jest dzban z wodą...
2007/01/15 16:43:56
la_polaquita: Stary? Ma zaledwie dwa lata! I jakos specjalnie nie odbiega od wenezuelskiego standardu. Widywalem gorsze... Ale pod tym sie mylem... :)
2007/01/16 11:28:46
Wygląda na to, że na razie miałam szczęście co do mycia u Latynosów. Ale wszystko przede mną:-)
Gość: migueluski, 147.230.173.4*
2007/01/20 10:32:18
witam
mialem taki wynalazek w wenezuelii, prad mnie kopnal kilkakrotnie ale delikatnie. zawsze jednak czulem spora dawke niepewnosci jak sie kapalem. rzeczywiscie sa rozne wersje tego wynalazku i te lepsze sa zupelnie bezpieczne, ale z reguly spotykamy sie z czyms takim jak na zdjeciu. zaluje strasnie, ze nie moge zamiesic zdjecia instalacji elektrycznej pokoju w ktorym kiedys przymusowo mieszkalem w mexyku. to dopiero byly emocje. pzdr m. 2007/01/25 16:55:49
:-) po starciu z takim prysznicem powinnam sie nazywac " O maly włos" . zachcialo mi sie w trakcie mycia zmniejszac stopien podgrzewania , bo lecial ukrop.
a czy to nie jest kołysanka boliwijska .... z lazieneczki na wojtusia iskiereczka mruga .... ? 2007/04/08 05:11:37
Normalka. Ale w cywilizowanych krajach typu Chile czy Argentyna rzadsze niz w Peru czy Wenezueli, nie mowiac juz o takiej Boliwii. Mnie pokopalo raz, w hotelu w Chiclayo w Peru, bo dotknalem kurka. Od tej pory reguluje temperature w gumowych rekawiczkach.
2007/11/28 15:32:15
Cześć, ale fajne ustrojstwo!
Ale wbrew pozorom względnie bezpieczne. Na szczęście ta plątanina kabelków jest prowadzona w pobliżu stalowej rury, z natury rzeczy dobrze uziemionej. Jeżeli jest źle zaizolowana i nastąpi zwarcie, to prąd zwarciowy popłynie tylko w przewodach i zadziłają bezpieczniki. (o ile są sprawne, w przeciwnym wypadku stopi się plastik) Z koleji w wypadku przebicia, ładunek spłynie do po rurze wodociągowej do ziemi. W obu wypadkach stojący pod rurą człowiek jest bezpieczny, pod warunkiem, że nie dotyka tych ustrojstw bezpośrednio. Ewentualne trafienie ręką w odizolowany fragment instalacji może się faktycznie skończyć tragicznie. Może należało by sie kąpać w kaloszach dielektrycznych, takich jakich używam w trakcie prac przy sieci 15 000 V? ;-) Papier toaletowy (ten zużyty) wyrzuca się też do kosza na całym obszarze dawnego ZSRR. Po pięciu latach częstych wizyt na białorusi już mnie to przestało dziwić i przeszkadzać. Choć i tu się zmienia i bywają już w Brześciu toalety, nawet publiczne, pozbawione owych zapachowo-widokowych atrakcji. "Atrakcje" atrakcjami, a i tak bym chciał zwiedzić Ameryke łacińską, nawet za cenę korzystania z tych ustrojtw na zdjęciu. Pozdrawiam. |