|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dyplomacja MoralesaBoliwijski prezydent obiecał zrewolucjonizować swój kraj i póki co słowa dotrzymuje. Po m.in. obniżeniu pensji urzędników państwowych, po nacjonalizacji wydobycia i sprzedaży paliw, po reformie rolnej, czas przyszedł na „zmianę boliwijskiej wizytówki na świecie”, czyli „odnowę” służb dyplomatycznych tego kraju. Do tej pory boliwijscy dyplomaci wywodzili się niemal wyłącznie z białej boliwijskiej „elity”. Innymi słowy, kraj reprezentowali przedstawiciele zaledwie 5 proc. populacji tego andyjskiego kraju. I to, oczywiście, Evo Moralesowi - pierwszemu indiańskiemu prezydentowi Boliwii się nie podoba. „Musimy pokazać, że jesteśmy krajem wieloetnicznym. Że każdy ma u nas szansę!” – oświadczył i zapowiedział koniec klasycznych dyplomatycznych karier. Zgodnie z jego propozycją kandydatów na ambasadorów Boliwii przedstawiać mogą teraz rózne społeczne organizacje! A prezydent już odwołał z kluczowych placówek przedstawicieli „poprzedniej Boliwii”. Kraj ten nie ma w tej chwili ambasadorów m.in. w Londynie, Paryżu, czy Wyszyngtonie... Te wakaty długo jednak trwać nie będą. Administracja w La Paz już ogłosiła niektóre ambasadorskie nominacje. I niespodzianek nie brakuje... I tak, w Stanach Zjednoczonych Boliwię reperezentować będzie wkrótce 49-letni Gustavo Guzmán: długowłosy, zaangażowany, lewicowy dziennikarz, który w młodości był aktywnym działaczem młodzieżówki Boliwijskiej Partii Komunistycznej, a ostatnio kierował tygodnikiem Pulso. Guzmán wcale nie kryje, że nie jest przekonany o tym czy ma ambasadorskie kompetencje. „Gdy prezydent mnie wezwał i zaproponował to stanowisko, moją pierwszą reakcją było: „Evo, proszę, nie...”. Powiedziałem mu wprost, że nie wydaje mi się abym był właściwą osobą na tak delikatną pozycję.” – opowiada. Ale natychmiast kończy: „Evo wtedy się mnie zapytał: A czy ty sobie wyobrażałeś, że ja mogę być prezydentem?” I wyjaśnia: „W takiej sytuacji nie miałem wyjścia. Musiałem zaakceptować”. Dziennikarz zapewnił także, że jako ambasador będzie w stanie zrezygować ze swych pewnych przyzwyczajeń i zasad, ale nie wszystkich. „Jeśli będzie trzeba to pewnie założę krawat. Nie ma jednak mowy, abym uciął moją kitkę”. Gustavo Guzmána czeka sporo bardzo konkretnej pracy. Jego pierwszym zadaniem będzie doprowadzenie do ekstradycji do Boliwii, mieszkającego obecnie pod Waszyngtonem byłego prezydenta tego kraju, Gonzalo Sáncheza de Lozady. Morales chce postawić go przed sądem za śmierć 56 osób, które zginęły w październiku 2002 roku, podczas wielkich demonstracji w całym kraju, które doprowadziły do jego dymisji i ucieczki. Żeby było ciekawiej to właśnie kierowane przez Guzmána „Pulso” jako pierwsze oficjalnie wezwało wówczas prezydenta Sáncheza de Lozadę do rezygnacji. Zadanie nowego ambasadora będzie jednak utrudnione faktem, że... mówi on bardzo słabo po angielsku. To jednak nie koniec egzotycznych nominacji. Oto nowa ambasador Boliwii we Francji:
Luzmila Carpio, bo to o nią chodzi, jest prawdziwą divą indiańskiej muzyki. Jej pieśni w keczua znane są także poza granicami Boliwii i Andami: Carpio przez kilka lat mieszkała, koncertowała i nagrywała swe płyty właśnie we Francji. I mimo, że nigdy nie ukończyła żadnej formalnej szkoły, uchodzi za jednego z największych znawców wierzeń, tradycji, legend i odwiecznej wiedzy boliwijskich Indian. Ci co ją znają twierdzą, że posiadła zdolność rozumienia mowy ptaków, interpretacji dźwięków wiatru - mówiąc krótko sposobów w jaki stara się z nami komunikować Pachamama. W ostatnich latach zaangażowała się też w programy pomocy dla najbardziej „zapomnianych” części kraju, zbierając m.in. pieniądze na budowę szpitali, szkół, na programy alfabetyzacyjne, a także szkoły języków keczua i aymara. Pozostaje pytanie, czy ta wiedza i doświadczenie, wewnętrzny spokój i pacyfizm (z których także jest znana), przydadzą się w dyplomacji. Na pewno jednak nie zaszkodzą. „W ambasadory” poszedł też inny dziennikarz, i przede wszystkim poeta i pisarz, Jorge Mansilla Torres, znany bardziej pod swym pseudonimem Coco Manto. On przynajmniej nie musi sie przeprowadzać – od lat mieszka w kraju, w którym będzie teraz oficjalnie reprezentował Boliwię – w Meksyku. Ciekawie będzie na Kubie. Boliwijskim ambasadorem został tam 34-letni Saúl Chávez, kacyk (przywódca) Indian Yuracaré. Interesująco zapowiada się także nowy przedstawiciel Boliwii w Kolumbii, Carlos Vladimir Schmidth, architekt który ambasadorskie ślubowanie złożył w... budowlanym kasku na głowie!
Niedawne zaprzysiężenie nowych boliwijskich dyplomatów. Od lewej do prawej: Jego Ekscelencja, filmowy reżyser, Walter Prudencio Magne – ambasador Boliwii w Berlinie; J.E. inżynier agronom, specjalista od zadłużenia krajów latynoamerykańskich i wpływu świętego liścia koki na rolnictwo wiejskie w Andach (cytat z oficjalnego komunikatu boliwijskiego MSZ), Juan Javier Zárate – ambasador w Ekwadorze; J.E. Luzmila Carpio – przedstawicielka we Francji; J.E. Gustavo Guzmán – ambasador w USA. I na koniec jeszcze zdjęcie, także dość oryginalnego, szefa boliwijskiej dyplomacji:
David Choquehuanca jest bez wątpienia jednym z niewielu ministrów spraw zagranicznych na świecie, którego nikt jeszcze nie widział „pod krawatem”, bądź przynajmniej w marynarce. Powyższe zdjęcie jest jego oficjalnym – ministerialnym – portretem. Ja jednak szczególnie lubię zdjęcie ze spotkania z Peruwiańczykiem Allanem Wagnerem, wówczas sekretarzem generalnym Wspólnoty Andyjskiej. Znajdziecie je tutaj.
>Technorati tags: Boliwia, Evo Morales, polityka, dyplomacja, Gustavo Guzmán, Luzmila Carpio, David Choquehuanca.>Blogalaxia tags: Bolivia, Evo Morales, política, diplomacia, Gustavo Guzmán, Luzmila Carpio, David Choquehuanca. środa, 30 sierpnia 2006, tierralatina
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
|
Bedą rownie dobrzy?