|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Wojna o ropę w WenezueliBędzie kolejna międzynarodowa awantura z Hugo Chávezem w tle. Rząd w Caracas odebrał w minioną sobotę francuskiemu koncernowi Total i włoskiemu ENI, prawo do eksploatowania złóż ropy naftowej w Wenezueli. A należące do tych firm instalacje wydobywcze zostały przejęte przez wenezuelski państwowy gigant petrochemiczny PDVSA. Decyzja ta jest, zdaniem Cháveza, ostatnim etapem ogłoszonego przez niego w październiku 2004 roku Planu Pełnej Suwerenności Naftowej. Wenezuelski prezydent zapowiedział wówczas, że naprawi szkody jakie – jego zdaniem – wyrządziła, lansowana przez jego poprzedników w latach 90-tych, polityka otwarcia sektora wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej dla zagranicznych i krajowych prywatnych inwestorów. Dzięki niej, między 1990 a 1997 rokiem Wenezuela zawarła 33 „kontrakty operacyjne” na wydobycie „czarnego złota”. Większość tych umów gwarantowała inwestorom prawo do eksploatowania konkretnych złóż przez okres 20 lat. W zamian firmy te musiały oddawać państwu wenezuelskiemu 33 proc. zysku z każdej sprzedanej baryłki ropy. Dla Cháveza warunki ówczesnych umów były „kradzeniem narodowego bogactwa”. Bazując się na wydanym już w 2001 roku prezydenckim dekrecie ustanawiającym złoża ropy i gazu „własnością publiczną” parlament w Caracas przyjął cały szereg praw zmierzających do renacjonalizacji wenezuelskiego przemysłu naftowego. Jako pierwsi do wycofania zmuszeni zostali prywatni inwestorzy PDVSA. Prezydentowi nie wystarczyło jednak pełne upaństwowienie tego koncernu. Aby zapewnić sobie absolutną kontrolę nad nim, Chávez wydał w listopadzie 2004 roku kolejny dekret (tak na marginesie i anegdotycznie, abyście zdali sobie sprawę jak bardzo wenezuelski władca lubi bezpośrednią władzę: był to jego 3264 dekret!) ustanawiający prezesem PDVSA ministra energii i ropy naftowej Rafaela Ramíreza. W ubiegłym roku wenezuelski rząd posunął się jeszcze dalej w realizacji prezydenckiego Planu Pełnej Suwerenności. Ignorując jedną z podstawowych zasad praworządności (lex retro non agit – prawo nie działa wstecz) wspomniany Rafael Ramírez doszedł do wniosku, że w świetle prezydenckiego dekretu o własności złóż ropy z 2001 roku, 20-letnie umowy o eksploatacji podpisane z zagranicznymi inwestorami w latach 90-tych są... bezprawne. I postawił ultimatum: albo do końca 2005 roku zgodzicie się aby PDVSA odkupiła (po cenie ustalonej przez urzędników Ministerstwa Energii i Ropy Naftowej) minimum 60 proc. udziałów w waszych instalacjach w Wenezueli, albo... sami weźmiemy je w całości. Inwestorzy oczywiście z początku protestowali, tłumaczyli że to bezprawne, grozili międzynarodowymi procesami, ale... w końcu zaakceptowali dyktowane im warunki. I to mimo, że przewidywały one nie tylko przekazanie kontroli PDVSA, ale w dodatku zwiększały royalities i podatki, czyli część zysku oddawaną do wenezuelskiemu Skarbowi Państwa z 33 proc. do blisko 80 proc.! A także obligowała je do dodatkowego płacenia w sumie 2 miliardów dolarów rocznie, tytułem... zaległych, naliczanych według nowych zasad podatków! Szefowie zagranicznych kompanii widocznie doszli do wniosku, że nawet w tych nowych warunkach obecność w Wenezueli może przynieść zyski. W końcu według najnowszych badań prowadzonych w delcie Orinoko nie jest wykluczone że kraj ten, obecnie będący piątym co do wielkości na świecie eksporterem ropy naftowej, jest w chwili obecnej posiadaczem największych na świecie jej rezerw. Jest to wprawdzie w większości niesamowicie trudna do wydobycia i przetworzenia tzw. ciężka ropa, ale obecne ceny na międzynarodowych rynkach sprawiają, że jej eksploatacja staje się coraz bardziej opłacalna. Tak więc większość zagranicznych kompanii przyjęło postawione przez reżim Cháveza nowe warunki. Zrobił to m.in. amerykański Chevron, brytyjski BP, holenderski Shell, hiszpański Repsol YPF, chiński CNPC i brazylijski Petrobras. Nie zgodziły się na nie jedynie amerykański Exxon Mobil, norweski Statoil oraz wspomniane już Total i ENI. Te dwa pierwsze koncerny postanowiły same wycofać się z Wenezueli przed upływem ultimatum. Ich sytuacja była jednak specyficzna: nie eksploatowali oni samodzielnie żadnych wenezuelskich złóż, lecz byli mniejszościowymi partnerami innych koncernów (np. Exxon działał wspólnie z Repsolem). I zamiast negocjować z wenezuelskim rządem sprzedali swe udziały swym wspólnikom. Total i ENI nie mogły się dogadać z PVDSA i postanowiły pójść na konfrontację. Nie trwała ona jednak długo. Nowe kontrakty zagranicznych firm o współpracy z PVDSA weszły w życie 31 marca. 1 kwietnia, czyli zaledwie dzień później pracownicy PDVSA weszli na teren zakładów Total i ENI. Włosi już grożą międzynarodowymi procesami, Francuzi nie zdecydowali jeszcze o dalszej strategii, ale na pewno tak łatwo się nie poddadzą, zwłaszcza że w ostatnich latach zainwestowali w Wenezueli setki milionów dolarów. Myli się więc chyba jednak Chávez mówiąc, że był to ostatni etap realizacji Planu Pełnej Suwerenności Naftowej. Być może to dopiero początek bitwy o ropę w Wenezueli? >tag: Wenezuela, ropa naftowa, PDVSA, Total, ENI, Hugo Chávez, polityka, gospodarka. wtorek, 04 kwietnia 2006, chilijczyk
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
Komentarze
2006/05/02 15:25:26
Bylem w Wenezueli. I, zapewniam Cie, tego masowego poparcia dla Cháveza nie odczulem. Spotkalem kilku jego zwolennikow, ale byli oni w zdecydowanej mniejszosci. Czesciej spotykalem takich, ktorzy mieli dosyc jego, jego rzadow i wszechobecnej korupcji w aparacie panstwowym.
|
Już wkrótce i inne kraje pójdą przykładem Chaveza, a wtedy nikt nie odważy się nazywać go dyktatorem.
A tak na marginesie nie jesteś w stanie sobie wyobraźić poparcia jakie posiada Chavez w Wenezueli. Pewnie nazwiesz go populistą, a z prawie 80% poparciem społeczeństwa. I gdyby nie przeszłość (gdzie USA rządziło się jakby to był ich 51 stan) i obecna sytuacja gdzie opozycja wszelkimi brudnymi sposobami próbuje zniweczyć starania Chaveza (ludu Wenezueli) do ponownego objęcia przywództwa w grudniowych wyborach.