BloGalaxia

Blog > Komentarze do wpisu

Trzęsień ziemi czar

Kiedyś zapytałem się znajomej, od dawna mieszkającej w Europie Chilijki, czego najbardziej jej na Starym Kontynencie brakuje. Nie wahała się ani przez chwilę, ale jej odpowiedź zupełnie mnie zaskoczyła. Początkowo nie byłem jej nawet w stanie zrozumieć... No zgadnijcie, o co chodziło? Chilijce w Europie wcale tak bardzi nie brajkuje rodziny, wina, pejzaży, atmosfery, przyjaciół... Ona najbardziej tęskniła za TRZĘSIENIAMI ZIEMI!!!

W Chile, kraju znanym z jednej z największych na świecie aktywności sejsmicznych i w którym 22 maja 1960 miało miejsce najsilniejsze na świecie udokumentowane trzęsienie ziemi , żywioł ten jest nieodłączną częścią życia. Już w szkole podstawowej dzieci uczą się jak się zachować gdy grunt zaczyna drżeć pod nogami. Wiedzą, że należy chować się pod stołem, albo w przejściu, trzymając się framugi. W Santiago ludzie, wychodząc z domu, najczęściej zamykają główny zawór gazu i otwierają drzwi do wszystkich pokoi – mniejsze są wtedy szanse, że w przypadku wstrząsu zostaną uszkodzone. Świadomość zagrożenia odbija się też na meblowaniu i urządzaniu mieszkań. Np. nikt o zdrowych zmysłach nie postawi łóżka tuż obok wielkiej biblioteki. Ani nie położy ciężkich, czy cennych lecz delikatnych rzeczy na wysokiej półce. Bo w Chile nikt się nie pyta czy ziemia zadrży. Wiadomo, że zadrży. W samym tylko Santiago odczuwa się wstrząsy kilkanaście razy rocznie. Oczywiście nie wszystkie wyrządzają szkody. Zresztą w hiszpańskim są istnieją dwa różnie słowa – o terremoto, czyli dosłownie trzęsieniu ziemi, mówi się tylko wtedy gdy wyrządzi ono poważne szkody. Jeśli ziemia tylko pomruczy i zatrzęsie, niczego zbytnio nie niszcząc to jest to temblor, co przetłumaczyć można mniej więcej jako trzęsawicę.

 Wczoraj np. zatrzęsła się północ Chile, okolice miasta Arica. Wstrząs miał siłę 5,4 stopni w skali Richtera i jedynie nieznacznie uszkodził kilka dróg. Ofiar nie było. Czyli temblor. W stolicy Chile ostatnie naprawde silne wstrząsy czuć było 3 marca 1985 roku. Wstrząs, którego epicentrum znajdowało się między Santiago a portowym Valparaiso, miał siłę 7,7 stopni w skali Richtera. Czyli naprawdę sporo. W niektórych miejscach stolicy asfaltowe ulice falowały jak wzburzone morze. Zginęło jednak zaledwie 177 osób. Piszę zaledwie, gdyż gdyby taki sam wstrząs miał w podobnie zaludnionej części Europy ofiar byłyby prawdopodobnie dziesiątki tysięcy (znacznie słabsze trzęsienie ziemi w jugosłowiańskim, malusieńskim w porównaniu z Santiago mieście Skopje, zabiło w 1963 roku blisko 1500 osób, a 100 tys. kolejnych pozbawiło dachu nad głową). Tego dnia w kilka sekund uszkodzonych zostało blisko 150 tys. budynków. Na szczęście w Chile już od dziesiecioleci wszystkie konstrukcje muszą spełniać antysejsmiczne normy. I jest to ściśle przestrzegane. To, połączone z wiedzą mieszkańców na temat jak się zachować w momencie gdy grunt spod nóg ucieka, sprawia właśnie, że wstrząsy te nie są aż tak tragiczne w skutkach.

W grudniu ubiegłego roku zrozumiałem moją znajomą Chilijkę – przeżyłem swój pierwszy w życiu temblor. Było jakaś 5 rano, środek chilijskiego lata, i akurat mocno zmęczeni po całonocnej imprezie dopijaliśmy ostatnie piwa w przydomowym ogrodzie w centrum Santiago. Najpierw usłyszeliśmy potężny, dobiegający niewiadomo skąd, pomruk. I po chwili wszystko zaczęło drżeć. Stojące na stole dziesiątki butelek tylko potęgowały wrażenie... I od razu widać było kto wychował się z trzęsieniami ziemi, a kto jest przyjezdny! Chilijczycy nie przerwali nawet rozmów, jedynie przytomnie wzięli swe butelki piwa do ręki. Nasze, stojące na brzegach stołu, oczywiście pospadały... Wrażenie przedziwne. Ale rzeczywiście to da się lubić. Dokładnie tak, jak to mówiła mi znajoma Chilijka – w takich momentach czuje się potęge natury. Człowiek zdaje sobie sprawę ze swej bezsilności i małości, ale równocześnie dostaje przyjemny zastrzyk adrenaliny...

To tuż po. Na stole zrobiło się już pustawo...

poniedziałek, 15 sierpnia 2005, chilijczyk
Blog Podróż na Południe serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką Ameryki Łacińskiej i Karaibów do odwiedzania tierralatina.pl - jedynego chyba w Polsce serwisu internetowego poświęconego wyłącznie temu, tak pasjonującemu, fragmentowi świata. A także do dyskusji na towarzyszącym mu forum.
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2005/08/15 03:08:45
Witaj, napewno to niesamowite przezycie takie trzesienie, czy pomruk z glebi ziemi. Pamietam "u mnie" w Auustralii jak sie w ciagu dnia zatrzeslo, to sofa w salonie przejechala kawalek po podlodze.
Po nocnym trzesieniu, znalazlam zegar na blacie w kuchni a nie na scianie i roze obok wazonu - jakby je ktos wyjal z wody i na stole polozyl.
Pozdrawiam cieplo a.:)
-
Gość: Monika, 193.239.220.24*
2005/08/15 19:13:45
nie rozumiem jak trzesienie ziemi moze sie podobac... oni sa jacys psychiczni chyba???
-
2005/08/16 12:27:12
Jakbym wiedziała i miała pewność, że nic złego się nie stanie to pewnie też bym tęskniła za nimi, ale mając świadomość potęgo natury - nigdy nie chciałabym przeżyć trzęsienia ziemi.